W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Elżbiety, Marka, Pauli , 18 czerwca 2018

Skuteczna polityka, to nic innego, jak szukanie kompromisów

2018-02-21

Z Patrykiem Broszko, gorzowskim radnym z klubu Gorzów Plus, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_21004.jpg

- Przychodząc przed ponad trzema laty do rady miasta tryskał pan energią, chciał przenosić góry. Czy dzisiaj nadal ma pan w sobie tyle entuzjazmu?

- Wydaje mi się, że jest on jeszcze większy, ponieważ działania, które podjąłem na samym początku sprawowania mandatu przyniosły wymierny efekt. Przypomnę, że mocno zabiegałem w sprawie przebudowy ulic Towarowej i Fabrycznej. Z pozytywnym skutkiem lobbowałem też za remontem ulicy Kobylogórskiej czy Tkackiej. To nie wszystko, bo przyczyniłem się do realizacji wielu mniejszych inwestycji, które nie są może widoczne gołym okiem, ale są bardzo ważne dla małych grup mieszkańców. Chodzi głównie o działania podwyższające bezpieczeństwo na drogach i chodnikach, takie jak pasy, światła czy barierki ochronne przy szkołach lub przedszkolach.

- Sam z siebie wychodził pan z tymi propozycjami?

- To wszystko były postulaty mieszkańców, które zebrałem przed wyborami i zapowiedziałem, że jak nie uda mi się przynajmniej części z nich zrealizować, to uznam, że nie nadaję się na radnego. Dzisiaj z podniesioną głową mogę powiedzieć, że większość tych spraw udało się doprowadzić do szczęśliwego końca.

- To ciekawe, bo zewsząd słychać narzekania na pańską działalność. Jak odbiera pan krytykę wobec własnej osoby?

- Przyznaję, że nigdy w życiu nie miałem wrogów na tak dużą skalę, jak obecnie. Im więcej pracuję, im więcej udaje mi się coś pożytecznego zrobić, tym ostrzej jestem atakowany. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że czynią to głównie osoby, które mnie nie znają, ja ich też w życiu nie widziałem, nigdy nie zamieniłem z nimi słowa. I to one właśnie oceniają moją działalność na rzecz Zawarcia lub Zakanala bardzo negatywnie, choć nigdy nic nie zrobiły w kierunku poprawy warunków życia w tej części miasta. Odbieram to jako element brzydkiej gry politycznej w wykonaniu tych ludzi. Nie sprowokują mnie jednak do awantury, bo jestem gruboskórny. Owszem, zdarza się również, że moi znajomi czy wyborcy mają w czymś inne zdanie, ale takie dyskusje najczęściej toczą się na dużo wyższym poziomie merytorycznym.

- Czego nauczył się pan przez ostatnie trzy lata jako radny?

- Przede wszystkim cierpliwości. Niestety, ale administracyjne młyny mielą wyjątkowo wolno i niczego nie można załatwić za pomocą magicznej czarodziejskiej różdżki. Nauczyłem się ponadto koncyliacyjnego działania w radzie miasta, gdzie jest nas 25 i niemal każdy ma swoje spojrzenie na realizację inwestycji. To zrozumiałe, bo każdy przychodzi z mandatem nadanym przez część mieszkańców i nie chce ich zawieść. Często potrafimy jednak znajdować porozumienie. Niekoniecznie odbywa się to na sesjach, bardziej w trakcie rozmów w kuluarach lub w komisjach. Nauczyłem się tym samym ważnej zasady, iż skuteczna polityka, to nic innego, jak szukanie kompromisów.

- Pamiętam jak chciał pan usuwać wszystkie stojące auta w mieście, których stan mógł wskazywał, że są porzucone. Co pozostało z tamtej akcji?

- Uważam, że była to bardzo dobra i skuteczna akcja. Przyniosła ona efekt w postacie usunięcia blisko stu wraków z gorzowskich ulic i podwórek. Takim  symbolem akcji było auto stojące od 15 czy 20 lat przy dawnej ulicy Zubrzyckiego, dzisiaj Dywizjonu 303. Wszyscy przyzwyczaili się do tego grata, a mieszkańcy nie wierzyli, że kiedyś uda się ten złom usunąć. Okazało się, że można było to uczynić, i to w porozumieniu z właścicielem. Ponadto rozmowy z właścicielami wielu samochodów pozwoliły doprowadzić do sytuacji, że zaczęli oni dbać o pojazdy, które nagle przestały straszyć. W zeszłym roku odbyła się ponadto pierwsza licytacja aut, które zostały przejęte przez miasto.

- Czy to koniec akcji?

- Nie, gdyż wraki nadal są widoczne w Gorzowie, ale już nie w takich ilościach jak kiedyś. Dlatego jestem zadowolony z tej inicjatywy i liczę, że akcja będzie kontynuowana. Duże tutaj słowa pochwały należą się naszej straży miejskiej, która zajmuje się pilnowaniem porządku.

- Obiecywał pan budowę traktu spacerowego od bulwaru wschodniego w stronę nowego mostu. I w tej sprawie mamy raczej się ciszę. Dlaczego?

- Cisza jest co najwyżej medialna, ponieważ prace trwają. W pierwszym etapie zostały usunięte chaszcze i krzewy. Powstała mała architektura w postaci drzew, ławek i koszy. To jest dopiero namiastka tego traktu. W planie jest także oświetlenie, ale trzeba pamiętać, że w pierwszej kolejności musi zostać wykonany remont ulicy Spichrzowej oraz Teatralnej. Dlaczego? Bo w trakcie tego remontu powstanie ścieżka rowerowa, która powinna zostać połączona z traktem spacerowym. I jeszcze jedna sprawa. W trakcie roku mamy okresy, że Warta na tyle się podnosi, że ma to wpływ na bezpieczeństwo tej części nadbrzeża, o której rozmawiamy. Zapewne trzeba będzie to tak wszystko przygotować, żeby w razie wysokich wód można było zamykać trakt dla spacerowiczów.

- Często podkreślał pan, że jest za rozwojem edukacji, szczególnie tej zawodowej. Co pan, jako radny zrobił, żeby przyczynić się do tego rozwoju?

- To jest taka sfera, że trudno doszukać się w niej indywidualnych osiągnięć. W tym przypadku należy działać w szerszej grupie i jako rada miasta wspomogliśmy powstającą akademię nie tylko finansowo, lecz przekazaniem choćby mieszkań dla kadry profesorskiej. Uważam jednak, że w obecnej kadencji nie zrobiliśmy jeszcze wszystkiego w zakresie rozwoju edukacji, czego takim dobitnym przykładem jest brak Centrum Edukacji Zawodowej i Biznesu. Wierzę, że w tym roku zostanie rozpisany przetarg i ruszą prace budowlane. Dopiero po uruchomieniu szkoły będziemy mogli powiedzieć, że jako miasto stawiamy na młodych ludzi oraz rozwój gospodarczy miasta. Uważam, że tylko takim działaniem możemy zachęcać najbardziej zdolnych uczniów do pozostania w Gorzowie.

- Czy Centrum Edukacji Zawodowej i Biznesu sprosta zmieniającym się rynkowym wymaganiom i potrzebom?

- Musi. Dzisiaj rozmawianie o przyszłych kierunkach kształcenia mija się z celem. O tym ma decydować zainteresowanie samych uczniów oraz rynek pracy, który jest i będzie w następnych latach bardzo płynny. Dobrym przykładem było powstanie klasy policyjnej w liceum przy ul. Drzymały. Skoro wielu uczniów wyrażało taką wolę należało pójść w tym kierunku. I tak zapewne będzie w kolejnych latach. Zwłaszcza, że potrzeby pracownicze są obecnie duże, a przypuszczam, że będą jeszcze większe z chwilą dalszego rozwoju gorzowskich stref przemysłowych. Zobaczymy, z jakich branż firmy będą najchętniej lokować u nas inwestycje.

- Przez lata Zakanale i Zawarcie żyły trochę w oderwaniu od Gorzowa. Czy dzisiaj są to dzielnice przystające do  miasta, doceniane przez mieszkańców?

- Jeżeli mielibyśmy dokonać takiego pomiaru wielkością inwestycji w infrastrukturę, nie tylko drogową, to możemy powiedzieć, że przynajmniej ta pierwsza część Zawarcia do Kanału Ulgi mocno się zmieniła na korzyść. Jak wspomniałem, mam ogromną satysfakcję, że wyremontowaliśmy główne ciągi komunikacyjne. Chciałem jednak zwrócić uwagę na inny, zapewne drobny element, świadczący jednak, że Gorzów powoli staje się wspólnotą. W okresie świątecznym na rogu ulic Śląskiej i Towarowej stanęła oświetlona choinka, przygotowana przez miasto. Mała rzecz a wniosła wiele radości. Przez lata mieszkańcy Zawarcia mogli oglądać choinkę jedynie po drugiej strony Warty, teraz doczekali się swojej. Liczę, że planowany remont kilkunastu kamienic w ramach programu ,,Mieszkać lepiej’’ pozwoli Zawarciu na całkowitą zmianę oblicza.

- A co z Zakanalem?

- Tam, gdzie można remontować ulice, tam są realizowane zadania. Ulica Kobylogórska jest już wyremontowana, swoją uwagę koncentrujemy na ulicach Międzychodzkiej czy Krótkiej. Kłopot jest z terenami domków jednorodzinnych, gdyż ze względu na obszary zalewowe mamy tam wysoki stan wód gruntowych. I trudno jest budować asfaltowe drogi, a wyglądają one teraz jak na poligonie. Staramy się je przynajmniej, tak doraźnie, utwardzać frezowanym asfaltem.

- Jako radny będzie pan głosował za zmianą planu zagospodarowania przestrzennego, która pozwoli na  budowę strefy przemysłowej przy ul. Mironickiej?

- Najpierw muszę zapoznać się z niuansami, bo plan nie jest jeszcze znany, aczkolwiek główne założenia mi odpowiadają. Należy pamiętać, że procedura pozwala na zgłaszanie uwag ze strony mieszkańców i osób zainteresowanych, dlatego warto również poczekać na te opinie, które potrafią wiele wnieść istotnych zmian. Niedawno na komisji głosowaliśmy aż 60 uwag do planu zagospodarowania przestrzennego na Zakanalu. Moim zdaniem budowa takiej strefy przy Mironickiej jest potrzebna miastu. Jeżeli chcemy dalszego rozwoju gospodarczego musimy wyjść z ciekawą ofertą do przedsiębiorców. W tej chwili tak naprawdę nie posiadamy odpowiednich terenów, które opłacałoby się uzbrajać i przekazywać inwestorom.

- Nie wszyscy są jednak podobnego zdania. Z czego to może wynikać?

- Dziwię się niektórym lokalnym politykom, którzy z jednej strony narzekają na brak takich terenów, na brak szybkiego rozwoju gospodarczego miasta, a z drugiej torpedują tak dobre propozycje. Podnoszenie larum, że nie jest to dobre miejsce uważam za działanie szkodliwe dla miasta. Nie ma innych dobrych miejsc. Na Zakanalu tereny są podmokłe a koszty ich osuszenia i przystosowania do budowy strefy przemysłowej byłyby tak wysokie, że aż nieopłacalne. Strefa po dawnym Stilonie nie jest dobrze skomunikowana z drogą ekspresową S-3.

- Linia podziału w tej sprawie wcale nie musi iść według sympatii politycznych czy gospodarczych, a zależy jedynie miejsca zamieszkania. Czy to jest wystarczający argument w tej dyskusji?

- Na pewno jest to temat, który wymaga szerszego spojrzenia, a nie tylko na czubek własnego nosa. Bo inaczej zapewne docierałyby do mieszkańców Chwalęcic lub Santocka argumenty, że pomiędzy ich zabudowaniami a strefą przemysłową ma być kilkusetmetrowy pas lasu. Kiedy spojrzymy na podobne strefy choćby K-SSSE czy tę znajdującą się na południu miasta ujrzymy, że tam zakłady pracy są oddzielone od zabudować jedynie drogą. I nikt nie narzeka. Mam wrażenie, że na obecnej awanturze ktoś chce zbić jedynie kapitał polityczny. Zwłaszcza, że stojący na czele buntu jeden z panów to aktywny działacz znanej partii politycznej. A to, że jesteśmy w roku wyborczym nie trzeba zapewne nikomu przypominać. Oczywiście każdy ma prawo startować w wyborach, ale w tym całym zamieszaniu mam wrażenie, że ekologia znajduje się na dalszym planie.

- Ktoś może odwrócić sytuację i stwierdzić, że to prezydent Jacek Wójcicki wywołał ten temat, bo chce zaimponować gorzowianom w roku wyborczym?

- Nawet, jeżeli ktoś tak uważa, to chciałbym się zapytać, czy dążenie do rozwoju miasta jest czymś złym? Gorzów pilnie potrzebuje stworzenia kolejnych, najlepiej dobrze płatnych miejsc pracy, żeby móc rozwijać inne gałęzie gospodarki, takie jak choćby lokalny handel. Ponadto budowa strefy trwa latami, a wybory są za kilka miesięcy. Kolejna sprawa to rosnąca ilość zapytań ze strony inwestorów, którzy są gotowi przyjść do nas, ale musimy stworzyć im odpowiednie warunki.

- Gorzej zapewne wygląda to z rynkiem pracy?

- Problem ten dotyczy całego kraju, ale do Gorzowa chętnie przyjeżdżają Ukraińcy, co jest dla nas dużym atutem. Jako prawnik prowadzę akurat wiele spraw naszych wschodnich sąsiadów i widzę ich strukturę wydatków. Okazuje się, że około 50 procent zarobionych w gorzowskich zakładach pracy pieniędzy pozostawiają oni w naszym mieście. Firmy zaś płacą za nich podatki i duża część tych pieniędzy trafia do miejskiego budżetu. Dla nas, gorzowian to jest naprawdę świetny interes.

- Może problemem mają być 50-metrowe dymiące kominy, o których gdzieniegdzie słychać?

- Jeżeli coś takiego będzie miało powstać i ten 700-metrowy las nie zatrzyma pędzących do Kłodawy emisji to gwarantuję, że będę przeciwny budowie strefy. Na szczęście nie mamy przy Mironickiej złóż ropy, gazu ziemnego, łupkowego, kopalni węgla i raczej dymiących kominów nikt tam nie postawi. Jestem przekonany, że zgodę na inwestowanie w strefie będą otrzymywały jedynie firmy nie zanieczyszczające środowiska naturalnego.

- Szykuje się pan już do jesiennych wyborach, a jeżeli tak, to o jaki mandat chce pan powalczyć?

- Jeżeli wystartuję to tylko do rady miasta. Nie interesuje mnie sejmik czy powiat. Podejmując decyzję o startowaniu w wyborach przed ponad trzema laty chciałem mieć wpływ na pozytywne zmiany w mieście. To mi się udaje i chciałby to kontynuować.

- A jeżeli wybór mieszkańców będzie inny?

- Jeżeli nie przystąpię do wyborów, bo to przecież nie jest jeszcze pewne lub nie zostanę wybrany, nic się w moim życiu nie zmieni. Nie jestem uzależniony od polityki. Nadal będę starał się działać społecznie, choć z pozycji zwykłego mieszkańca jest trudniej niż z pozycji radnego.

- Dziękuję za rozmowę.