W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Elżbiety, Marka, Pauli , 18 czerwca 2018

Każdy raczej woli sam zarabiać na własne potrzeby

2018-02-28

Z Ewą Piekarz, byłą wiceprezydent Gorzowa, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_21068.jpg

- Pani prezydent, co u pani słychać?

- Wszystko w porządku. Przyzwyczaiłam się do nowych warunków bytowania. Mam więcej wolnego czasu, choć na początku mnie to niepokoiło. Ale w tej chwili bardzo tę sytuację doceniam. Pracuję, cieszę się tym co mam.

- Jak przestała pani być wiceprezydentem miasta, pierwszym zastępcą, to wróciła do siebie, czyli gdzie?

- Wróciłam do Enei Operator, ponieważ tu byłam na urlopie bezpłatnym na czas pełnienia funkcji.

- Jak się pani odnalazła na nowo w takiej pracy, że czas jest określony, od tej 7.00 do 15.00 a telefony nie dzwonią o egzotycznych porach?

- Na początku dziwnym mi się wydawało to, że jest godzina 15.00 i ja wychodzę z biura. I przyznam, że trochę mnie to w niepokój wprawiało, że nikt nic ode mnie nie chce. Ale w tej chwili ten rytm, dość określony i regularny bardzo sobie cenię. Od września ubiegłego roku wewnątrz Enei Operator zmieniłam miejsce pracy. Wróciłam na stare śmieci czyli do Biura Ochrony Pracy i tutaj zdarza się ten telefon o różnych godzinach, a przynajmniej może się zdarzyć. Zdarzają się także wyjazdy w teren o różnych godzinach. Wróciło więc wszystko do stanu sprzed mojej przygody z Urzędem Miasta.

- Jak pani wspomina właśnie tę przygodę?

- Bardzo dobrze. Z pewnością nauczyło mnie to wielu rzeczy, których nie miałabym szans poznać gdyby nie to, że pracowałam w Urzędzie. A po drugie satysfakcjonującym jest, kiedy coś się robi i nawet czasem widać efekty tej pracy, i to jeszcze pracy na rzecz miasta, z którym jestem bardzo związana. Bo to przecież moje miasto. Poza tym trzeba dodać, że wówczas w urzędzie pracowali fantastyczni ludzie, którzy chcieli robić to, co robili. Bardzo się w to angażowali. Tak więc doświadczenia mam bardzo dobre.

- Gdyby przyszło pani wymienić największe sukcesy z czasów pracy w urzędzie, to co by pani wymieniła?

- Na pewno intensyfikację pracy nad planami zagospodarowania przestrzennego. Na pewno kanalizację i wodociągi w całym mieście. Na pewno projekt KAWKA, który się właśnie kończy. Na pewno także przygotowanie Strategii Rozwoju Miasta Gorzowa Wielkopolskiego i przygotowanie do właśnie w tej chwili trwającego rozdania środków Unii Europejskiej. Myślę także, że sukcesem jest to, że przynajmniej w pionie, który nadzorowałam, wytworzyliśmy wspólnie taki klimat, który polegał na zaufaniu. Bez tego zaufania nie dałoby się efektywnie funkcjonować. Poza tym za sukces uważam i to, że mamy S3. Mówię o tym, bo już nikt nie pamięta, że zaczęło się wszystko od realizacji miejskiej inwestycji i budowy nowej przeprawy przez Wartę. Nikt już nie pamięta, że cały tranzyt z południa na północ i w odwrotną stronę przejeżdżał obok katedry. Do sukcesów, i to ogromnych sukcesów, zaliczam także i to, że zmniejszyło się i to bardzo bezrobocie w Gorzowie. A to z kolei wiązało się z wieloma zabiegami, wieloma staraniami polegającymi na uruchomieniu nowych miejsc pracy, nowych przedsiębiorstw, które zatrudniały ludzi. Pamiętać trzeba, że w końcówce lat 90. bezrobocie w mieście było bardzo wysokie, dobiegające nawet do 40 procent. A teraz mamy jednocyfrowy wskaźnik, na poziomie błędu statystycznego.

- Ale jak się słucha ludzi, to mówią – no tak, ta ekipa Jędrzejczaka sprowadziła jakieś montownie telewizorów, ludzie tam śmieciowe pieniądze zarabiają, a oni się cały czas tym chwalą.

- Jest w tym też trochę prawdy. Bo mamy miejsca pracy, które są raczej niskopłatne. Ale proszę pamiętać, z jakiego punktu startowaliśmy. Przypominam – prawie 40 procent bezrobocia, czyli wysoki wskaźnik mieszkańców, którzy nie mieli żadnych dochodów. Moim zdaniem jest lepiej mieć jakiś dochód, nawet niezbyt wielki i pracować nad swoim rozwojem i poszerzaniem możliwości zdobywania większych pieniędzy, niż nie mieć nic i być na garnuszku opieki społecznej. Myślę, że każdy chyba raczej woli sam zarabiać na własne potrzeby.

- A jak pani ocenia to, co teraz się dzieje w mieście?

- Moim następcą w magistracie w pionie, który nadzorowałam, jest akurat człowiek, którego bardzo szanuję, myślę o panu prezydencie Jacku Szymankiewiczu. Uważam, że jest to człowiek z dużą wiedzą, doświadczeniem i wielką kulturą. Cieszę się, że ci pracownicy, z którymi ja współpracowałam, mają takiego dobrego szefa.

- A jeśli chodzi o takie bardziej ogólne spojrzenie na to, co się w mieście dzieje?

- Mam mieszane uczucia.

- Co to znaczy?

- Bardzo mi żal, że niektóre elementy projektów, nad którymi my pracowaliśmy, dla których pozyskaliśmy środki, zostają w dużej części albo znacząco zmniejszone, albo odchodzi się od niektórych gotowych już rozwiązań. Szkoda, bo to przecież jest rozwój naszego miasta.

- Co pani ma na myśli?

- Dla przykładu – fakt, że Kostrzyńska, czyli dojazd do granicy państwa połączona z S3 ma być jednopasmowa w każdym kierunku. Moim zdaniem jest to wielki błąd, ponieważ przez następnych kilkadziesiąt lat nie będzie szansy, aby tę drogę przebudować, czyli wrócić do pierwotnych planów. A nawet jeśli, to kolejna inwestycja w tym miejscu będzie dużo droższa, niż pierwotnie. Dlaczego to jest tak ważne? Bo sporo firm, które działają w mieście mają powiązania europejskie. Oznacza to, że najpierw jakiś surowiec musi tu przyjechać, a potem produkt finalny także musi stąd wyjechać i trafić do zainteresowanych klientów. A my sobie budujemy drogę wiodącą do granicy państwa na poziomie drogi na osiedle. Bardzo też żałuję obcięcia zakresu i zasięgu Centrum Edukacji Zawodowej. Mam na myśli kompleks poszpitalny. Ta szkoła była pomyślana i projektowana jako szansa dla super kształcenia na super poziomie i na super sprzęcie oraz w godnym obiekcie na najbliższych 20, może 30 lat. A obecnie okraja się zakres kształcenia. Termin oddania odwleczony jest tak dalece, że nie wiadomo, czy uda się zyskać środki na wyposażenie. Mam na myśli oczywiście wsparcie zewnętrzne na ten cel. Bo za chwile kończy się rozdanie unijne, a potem zostanie tylko własny budżet. Tego projektu mocno żałuję, bo przecież Gorzów miał zawsze bardzo silne tradycje przemysłowe. Proszę pamiętać, że mamy jeszcze na miejscu odpowiednią kadrę, która mogłaby uczyć młodzież. A za chwile i tego nie będzie. I pozostaną ludzie, którzy nie mieli szansy widzieć, jak się pracuje w nowoczesnej firmie, z wielkim rozmachem , bo nie mieli gdzie tego zobaczyć.

- Pani prezydent, ale jak się zmieniła ekipa władzy w mieście, mam na myśli państwa ekipa odeszła, przyszła nowa władza, ludzie zaczęli komentować, że przyszli nowi, którzy w końcu nas słuchają, urządzają dla nas różne rzeczy, jest świetnie, bo są wielkie imprezy. Wynika z tego, że ludzie nie dostrzegają tych problemów, o których pani mówi.

- Być może tak jest. Ale kiedyś, w jakimś momencie każdego z nas to dotknie. Albo nasze dziecko, albo nasz wnuk będzie musiał podjąć decyzję, w jakim kierunku się kształcić, a potem gdzie szukać szansy zawodowej dla siebie.

- Widzi pani jakieś sukcesy nowej władzy?

- Tak, naturalnie.

- Na przykład?

- Podoba mi się fakt, że remontowane są ulice wewnątrz miasta. Nie podoba mi się, że trwa to tak długo i że przekroczenie terminu jest dłuższe niż to, ile inwestycja faktycznie miała trwać. Pozytywnie oceniam i to, że próbuje się szukać sprzymierzeńców do realizacji jakiegoś zadania.

- Co pani rozumie pod tym pojęciem?

- Niezależnie od tego, kto jakie ma sympatie polityczne, to jest wola realizacji danego zadania. I to jest dobre, bo może być z korzyścią dla miasta. Widzę wady, ale i widzę też zalety nowej władzy.

- No właśnie, wady.

- Na przykład żal mi tego, że nie jest remontowany deptak przy ul. Chrobrego, chociaż KAWKA się już skończyła i nie ma żadnych technicznych przeciwwskazań. Było sporo planów przywrócenia do życia tej części miasta, którą możemy się chlubić, czyli historycznego Nowego Miasta czy Szlaku Kultury. Jeśli tego nie zaczniemy realizować, nie zaczniemy rewitalizacji, to też nic z tego nie będzie.

- Ale pan prezydent chce, żeby kultura była w jednym miejscu, czyli w Przemysłówce.

- Nie jestem zwolenniczką tego pomysłu.

- I ostatnie pytanie. Gdyby prezydent Jacek Wójcicki przyszedł do pani z propozycją powrotu do magistratu, to co by pani odpowiedziała?

- Ale nie przyszedł, nie było rozmowy, a ja się nad kwestiami typu, co by było, gdyby było nie lubię zastanawiać.

- Dziękuję za rozmowę.