W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Fryderyka, Małgorzaty, Seweryny , 20 lipca 2018

Gorzów to diamencik, który potrzebuje brylantowego szlifu

2018-03-14

Ze Zbigniewem Rudzińskim, prezesem Oddziału PTTK Ziemi Gorzowskiej, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_21192.jpg

- Ciągle robi pan coś nowego. Teraz chce pan zakładać jakieś arboretum, jakiś ogród botaniczny czy dendrologiczny?

- Nie ja, tylko grupa ludzi pod kierunkiem Marka Pogorzelca, a ja im zwyczajnie pomagam.

- Ale jednak cały pomysł pan firmuje.

- No tak, ale poza mną jest ponad 60 różnych osób, które wchodzą w ten projekt. I od razu zastrzegam, to nie jest jakieś stowarzyszenie czy organizacja, to jest dość nieformalna grupa ludzi, którym się chce. No i nie wystarcza nam bylejakość. My chcemy w tym mieście pozostawić po sobie jakiś ślad. Zależy nam na tym, żeby Gorzów nie był miastem gorszym od innych. Wzięliśmy za przykład Elbląg, gdzie aktualnie powstaje arboretum. Uznaliśmy, że u nas też coś takiego może powstać. Tym bardziej, że cały czas jesteśmy miastem parków i ogrodów. Przecież samych parków mamy 14, a mogłoby być drugie tyle, a te co są mogłyby wyglądać inaczej. A tymczasem my nie mamy takiego głównego parku, takiego miejsca, z którego można byłoby czerpać jakieś inspiracje, miejsca, w którym pojawiałyby się nowe rośliny. W naszych parkach, zresztą w większości odziedziczonych po poprzednich mieszkańcach, jest jakoś tak sobie byle jak.

- No i co wy chcecie osiągnąć?

- My chcemy, żeby było normalnie. Co pod tym rozumiem? Ano to, że jeśli jest teren, który się nadaje do założenia arboretum, to dlaczego tego nie zrobić. Myślimy o części niecki obok Filharmonii. No i właśnie to położenie obok Filharmonii jest wymarzone. Bo przecież tam odbywa się edukacja muzyczna, dzieje się sztuka. A przecież przyroda, poznawanie roślin jest także sztuką. Zresztą samo zakładanie parku jakim w istocie jest arboretum, to sztuka. Bo nie można sobie powsadzać roślin na zasadzie – zielonym do góry. Takie miejsce musi mieć plan, musi być konsekwencja. Rośliny powinny rosnąć tak, aby sobie wzajemnie nie przeszkadzały.  Poza tym, trzeba je opisywać, po to, aby każdy mógł się przekonać albo zwyczajnie dowiedzieć, co to za drzewo czy krzewinka.

- Chcielibyście państwo posadzić przy Filharmonii egzotyczne gatunki drzew?

- Także. Ale całe założenie wymaga planu, przemyślenia, dopracowania. A to kolejne kroki. Plan na razie jeszcze jest w szkicu, ale powstaje. Wiemy już, że na pewno nie chcemy, aby to było miejsce zamknięte, jakaś świątynia. To powinno być otwarte dla każdego, miejsce, gdzie ludzie mogliby sobie usiąść, napić się kawy, zwyczajnie odpocząć. To ma być miejsce przyjemne, ale i edukacyjne, jak i przyjazne dla każdego.

- Pan ma już na koncie jedno arboretum, w Mościcach pan już takie miejsce stworzył.

- I znów nie ja, tylko my, czyli Oddział PTTK Ziemia Gorzowska. No i jak ja tu wspieram Marka Pogorzelca, to w Mościcach było odwrotnie.

- Czyli ma pan jednak doświadczenie w tym temacie. Poza tym jest pan czynnym turystą i przewodnikiem. Jak pan ocenia stan zieleni w mieście?

- Na chwilę obecną, jak na miasto, które ma ponad stuletnią tradycję dbania o przyrodę to oceniam ten stan jako taki sobie. A proszę pamiętać, że nasi poprzednicy zaciągali niekiedy olbrzymie długi właśnie na zieleń, po to, aby miasto było piękniejsze. Mało kto pamięta, że w mieście były sztuczne wodospady, kaskady wodne, stawki. I to nierzadko za właśnie prywatne pieniądze. A my dużą część tej spuścizny po Niemcach zwyczajnie zmarnowaliśmy. Fakt, stworzyliśmy kilka parków, ale pełnię krasy one osiągną za jakichś kilkadziesiąt lat. No i nam zależy, żeby stworzyć pewną modę na parki, na zieleń, na to, aby każdy gorzowianin czuł i rozumiał, że zieleń nie jest żadną ekstrawagancją, a czymś ważnym i potrzebnym. Niestety, często działania tych, którym powierzyliśmy ster władzy w mieście, zwyczajnie nie nadążają za takimi oczekiwaniami. Choć mam nadzieję, że to się zmieni. Bo w moim przekonaniu miasto należy przede wszystkim do mieszkańców. A wybrani powinni uwzględniać potrzeby i wizje właśnie mieszkańców. Dlatego też mam nadzieję, że urzędnicy miejscy nam pomogą w realizacji tego planu z arboretum. Będzie to wówczas bardzo dobry sygnał do dwóch rzeczy. Do rewitalizacji kolejnych parków w mieście. Wszystkich parków tak, aby miasto godne było tego tytułu – miasto parków i ogrodów, który obecnie jest trochę na wyrost. Przypomnę tylko, jak siedem lat temu przyjechali do Gorzowa krajoznawcy z całego kraju i byli tu tydzień czasu, to uświadomili mi, że jesteśmy jednym z nielicznych miejsc w Europie, które jest miastem w parku, a nie parkiem w mieście.

- Ale teraz powoli zaczyna być inaczej.

- Proszę pamiętać, że drzewa chorują, starzeją się, wpływa na nie stan gleby i wiele różnych rzeczy. Takie chore, zagrażające bezpieczeństwu trzeba wycinać. To jasne. Ale z drugiej strony zdarza się, że zdrowe drzewa wycina się bezmyślnie i to jest problem. Przykładem mogą być miłorzęby japońskie, na owocowanie których trzeba poczekać przynajmniej 60 lat. Lepiej zadbać o nie niż patrzeć, jak chorują, po to, by je zwyczajnie wyciąć.

- A teraz pytanie o inną kwestię. Gorzów jest zwyczajnie ubogi, jeśli chodzi o zabytki. Radni jednak zdecydowali, że miasto może sprzedać willę Pauckscha na Zawarciu. Jak panu, jako turyście oraz przewodnikowi podoba się taki pomysł?

- Żal mi bardzo tego zabytku. Ale być może jest to jedyna szansa na to, że za pięć lat będzie to jedynie kupka smutnych cegieł. Taki obiekt niesie wysokie koszty utrzymania. I nawet jak budynek stoi pusty, to jednak niszczeje. A można było znaleźć jakieś miejsca dla choćby organizacji pozarządowych, wówczas można byłoby pomyśleć o tym, jak ten obiekt mógłby funkcjonować. No i mogłoby się tam naprawdę dziać wiele ciekawych rzeczy. Skoro inaczej się nie dało, to miasto powinno zadbać, aby obiekt jednak już po przejściu w prywatne ręce nie był na głucho zamknięty, ale żeby był remontowany i użytkowny. Najgorszym rozwiązaniem byłoby pozostawienie tego obiektu w takim stanie, w jakim od kilku lat jest. Czyli pusty i zamknięty na cztery spusty i nikt o ten budynek nie dba, bo nikt nie ma żadnego pomysłu, co z tą budowlą zrobić.

- Za chwilę otwieramy kolejny sezon turystyczny. Co pan by pokazał turystom w Gorzowie, kiedy katedra zamknięta, pałacyk zamknięty…

- Parki oczywiście. Będzie się robić coraz cieplej i w parkach można będzie pokazywać cuda. Poza tym mamy te nasze metalowe pomniki – przypomnę tylko, że niebanalne i uznane już za ciekawostkę turystyczną. To są między innymi te stawiane przez mecenasa Jerzego Synowca i Towarzystwo Miłośników Gorzowa. Istnieje przecież gorzowska secesja i tu już naprawdę może być szalenie ciekawie. Wystarczy choćby pokazać kamienicę na rogu ul. Drzymały i Łokietka. Fakt, katedra jest zamknięta, ale w istocie rzeczy to jest zabytek dla gorzowian. Bo gdyby każdego gorzowianina obudzić w nocy i zapytać o zabytki, to natychmiast odpowie – katedra. A przecież mamy tu znacznie więcej zabytków. Mało kto wie, że najstarszym zabytkiem architektury w mieście wcale nie jest katedra, a grobowiec megalityczny, który się znajduje przy Muzeum Lubuskim im. Jana Dekerta, ten z przed 4 tys. lat. Może to się wydać dziwnym, ale nasze miasto jest postrzegane z zewnątrz jako ciekawe. A proszę pamiętać, że chłodnym okiem nieraz znacznie więcej widać i wyraźniej, aniżeli to, co my tu sami możemy zobaczyć.

- Pana zdaniem martwić się nie musimy. Gorzów nie jest dziurą ostateczną.

- Ależ absolutnie. To jest taki diamencik, który potrzebuje brylantowego szlifu. Prezydent próbuje ten szlif nadać poprzez różnego rodzaju inwestycje komunikacyjne. I chwała  mu za to. Ale mam nadzieję, że jak one się skończą, to rzeczywiście stan miasta się poprawi. Bo co z tego, że przyjeżdżają wycieczki, a ja nie mogę ludzi blisko centrum wysadzić, bo nie ma parkingu. Żadnego dla autokarów. Zresztą przedtem było jeszcze gorzej, bo zwyczajnie nie było toalety i turystów prowadzało się do Urzędu Miasta. Teraz choć toaleta jest w centrum. Ale powtarzam, mimo niedogodności to jednak jest miasto z potencjałem. Przynajmniej ja tak to widzę.

- Dziękuję.

Fot. z archiwum Zb. Rudzińskiego