W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Fryderyka, Małgorzaty, Seweryny , 20 lipca 2018

Jest coraz mniej pozbawień praw rodzicielskich

2018-04-11

Z Magdaleną Białowąs, kierownikiem Ośrodka Adopcyjnego w Gorzowie, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_21450.jpg

- Co to jest ośrodek adopcyjny?

- To jest takie miejsce, w którym łączymy rodziny adopcyjne z dziećmi, czyli takie rodziny, które nie mają swoich własnych biologicznych dzieci. Kwalifikujemy osoby do tego, że mogą być rodzicami adopcyjnymi, ale też kwalifikujemy dzieci do przysposobienia.

- Co pani rozumie pod pojęciem – kwalifikacja rodziców?

- Rodziny, które chcą zaadoptować dziecko, muszą przejść pewien proces, który określa ustawa o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej. Takie rodziny muszą najpierw zgromadzić garstkę dokumentów. Mówię specjalnie garstkę, bo to rzeczywiście jest garstka – podanie, życiorys, zaświadczenie o dochodach, zaświadczenie od lekarza rodzinnego o stanie zdrowia oraz zaświadczenie o niekaralności. Następnie my jedziemy do nich do domu na wywiad adopcyjny. Rozmawiamy sobie z taką rodziną, kierujemy na badania do naszych psychologów. Zwykle to jest kilka spotkań – czasami dwa, czasami pięć, wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji danej rodziny. Następnie zespół naszych specjalistów omawia tę sytuację, jeśli nie ma żadnych zastrzeżeń, wówczas taka rodzina trafia na szkolenie. To z kolei jest siedem spotkań i potem tacy ludzie uzyskują końcową kwalifikację do bycia rodziną adopcyjną.

- Na czym polega kwalifikacja dzieci?

- Tak naprawdę jest to zdobycie szeregu dokumentów, także sprecyzowanych w ustawie – to są dokumenty medyczne, opinie psychologiczne i innych specjalistów, które potwierdzają, że dziecko kwalifikuje się do adopcji.

- A jakie dziecko może pójść do adopcji?

- Przede wszystkim dziecko z uregulowaną sytuacją prawną. Mam na myśli takie dziecko, którego rodzice zostali pozbawieni praw rodzicielskich. Druga opcja to taka, kiedy dziecko jest sierotą. Ale kolejna ważna sprawa, to to, że dziecko musi chcieć iść do adopcji. Musi chcieć mieć nowych rodziców.

- Są takie dzieci, które nie chcą?

- Im starsze dziecko, tym jest trudniej. One już często pamiętają swoich biologicznych rodziców i dla nich pójście do adopcji jest konfliktem lojalnościowym pomiędzy nowymi a tymi starymi rodzicami. Trzeba pamiętać, że fakt, iż rodzice biologiczni zostali pozbawieni władzy rodzicielskiej wcale nie oznacza, że nie mają prawa do kontaktu z dziećmi i trwa to aż do momentu adopcji. No i to oznacza, że więzi rodzinne nie zawsze są przerwane.

- Bez względu na to, że rodzice są niewydolni? Bez względu na to, że w domu jest źle?

- Bez względu. Bez względu na to, że kontakty są szkodliwe dla dzieci, to takie prawo rodzic biologiczny ma.

- I wykorzystuje?

- Niestety tak. Nie zawsze, ale w dużej części jednak tak.

- Spójrzmy zatem na Gorzów. Jak kwestia adopcji, rodzin adopcyjnych wygląda u nas?

- Ośrodek w Gorzowie zajmuje się adopcjami nie tylko w Gorzowie, ale w powiecie gorzowskim, sulęcińskim, słubickim, świebodzińskim, strzelecko-drezdeneckim i międzyrzeckim.

- Pół województwa.

- Tak, pół województwa. Drugą połową zajmuje się Zielona Góra a powiatami żarskim i żagańskim Ośrodek Adopcyjny w Żarach. I tak, w chwili obecnej mamy coraz mniej dzieci zgłaszanych do przysposobienia, jest coraz mniej pozbawień praw rodzicielskich. Wynika to, podejrzewam, z polityki prorodzinnej państwa.

- Z ustawy 500 plus?

- Myślę, że sama ustawa może niekoniecznie, ale decyduje o tym ogólna polityka prorodzinna. Chodzi chyba o to, aby pokazać, że polska rodzina jest dobra i wydolna. Nie chciałabym się tutaj rozwodzić nad tym, czy jest to słuszne lub nie, bo to nie kwestia. Jeśli już trafiają do nas dzieci, to są starsze, czyli po szóstym roku życia. A w adopcji takie dzieci mają coraz mniejsze szanse. Bo do piątego roku życia dzieciaczki mają większe szanse. Kandydaci na rodziców adopcyjnych nie mają bowiem dużej gotowości na przysposabianie dzieci starszych. Bo mogą to być rodzeństwa, albo są to dzieci bardzo uszkodzone.

- Co to znaczy – dzieci uszkodzone?

- Są to dzieci, które mają różnego rodzaju deficyty fizyczne lub psychiczne. Dla przykładu – zespół FAS, czyli zespół poalkoholowy, który de facto może prowadzić do różnego rodzaju upośledzeń. Nie musi, ale może. Mogą to być różnego rodzaju zaburzenia neurologiczne, jak uszkodzenie układu nerwowego. I jeśli do adopcji trafiają maleńkie dzieci, to my nie jesteśmy w stanie wielu rzeczy zdiagnozować, co takiemu dziecku dolega, ale w badaniu psychologicznym widzimy, że ono znacznie odbiega od normy. I w tym momencie, jak mówiłam, rodziny nie mają gotowości do przyjęcia takiego dziecka.

- A co z rodzinami gotowymi na przyjęcie dzieci? Ich jest też coraz mniej?

- Akurat tych jest coraz więcej.

- Czyli rozjeżdżają się te dwie liczby?

- Bardzo nam się to rozjeżdża. W tej chwili w Ośrodku Adopcyjnym oczekuje na dziecko 61 rodzin.

- A dzieci?

- Nigdy nie było takiej sytuacji, że dziecko, które kwalifikowałby się do rodziny adopcyjnej, oczekuje. Adopcje są przeprowadzane zawsze na bieżąco. Obecnie na adopcję oczekuje grupa około 30 dzieci – z całego województwa. I te dzieci oczekują na adopcję nie tylko w naszym ośrodku, ale są w centralnej bazie danych. Oznacza to, że każdy Ośrodek Adopcyjny w Polsce dostał informację, iż takie dzieci czekają na rodzinę. I to w Polsce, jak i za granicą.

- No właśnie, jeśli nie w Polsce, to za granicą. Czy pani Ośrodek też się takimi adopcjami zajmuje?

- Uprawnienia do prowadzenia adopcji zagranicznych mają w tej chwili dwa ośrodki – Katolicki Ośrodek w Warszawie i Katolicki Ośrodek w Sosnowcu, z tym, że temu w Sosnowcu wygasają prawa do prowadzenia takich adopcji. Natomiast jeśli to są dzieci z naszego terenu, to siłą rzeczy my taką bezpośrednią pieczę nad taką adopcją sprawujemy. Nie kwalifikujemy dzieci do takich adopcji, ale pieczę nad nią sprawujemy. Jedziemy na spotkania potencjalnej rodziny z dziećmi. Nadzorujemy te adopcje.

- Prawdą jest, że rodzinom z zagranicy nie jest istotne, czy dziecko jest zdrowe, czy chore?

- To akurat nie jest prawda. Ma to dla nich znaczenie, ale oni mają większą tolerancję, większe możliwości systemowe. Oni mają zwyczajnie większe wsparcie socjalne w swoich krajach, co oznacza, że mają znacznie lepsze możliwości zapewnienia opieki dzieciom. Ale chciałabym jednocześnie dodać, że obecnie w Polsce adopcje zagraniczne się kończą. Rząd Polski w tej chwili nie wydaje zgód na adopcje zagraniczne.

- A jak w praktyce wygląda proces adopcyjny? Jest dziecko, które czeka na adopcję i jest rodzina, która chce zaadoptować maluszka. Jak to wygląda?

- Zbiera się zespół, który decyduje, którzy z kandydatów będą najlepszymi rodzicami dla danego dziecka. To my dokonujemy wyborów. Patrzymy, czy dana rodzina poradzi sobie z wychowaniem konkretnego dziecka. No i jeśli jest zgoda, że państwo Kowalscy będą najlepszymi rodzicami, to wówczas wykonujemy telefon do nich. I trzeba dodać, że ten telefon jest w całej Polsce znany. Wszystkie rodziny oczekują na ten telefon od nas. Dzwonimy więc i mówimy, że mamy dla nich propozycję. Przedstawiamy im tylko płeć i wiek dziecka. Zapraszamy do Ośrodka na spotkanie i zapoznanie się z dokumentami. Często są to jednak ubogie informacje. Dajemy takim rodzicom kilka dni na przemyślenie sytuacji, z reguły to są trzy dni. Na tym etapie jeszcze nikt nie oczekuje od rodziny żadnych deklaracji, czy decyzji. Jeśli dana rodzina zdecyduje się poznać dziecko, to idziemy na spotkanie do miejsca, w którym dziecko się znajduje. Po tym pierwszym spotkaniu, które trwa z reguły do półtorej godziny, rodzina ma kilka kolejnych dni na podjęcie decyzji. Jeśli decyzja jest pozytywna, to rozpoczyna się okres nawiązywania więzi. Oznacza to, że potencjalni rodzice kontaktują się z dzieckiem w tej rodzinie zastępczej, w której się ono znajduje, a Ośrodek ten kontakt monitoruje. A następnie są składane dokumenty do sądu, ten orzeka o tymczasowym umieszczeniu takiego dziecka w rodzinie adopcyjnej, a następnie odbywa się sprawa o przysposobienie.

- Zapada wyrok o przysposobieniu. Co to oznacza dla takiego dziecka?

- Oznacza tyle, że dziecko zyskuje rodziców w sensie prawnym i biologicznym. Z automatu następuje zmiana nazwiska, poza tym na wniosek rodziców może być zmienione imię, ale to akurat rzadko się to zdarza. Dziecko nabywa praw do dziedziczenia. Staje się pełnoprawnym członkiem rodziny. Nawiązuje wszelkie stosunki prawne z rodzicami, jak i z dalszymi krewnymi.

- Czy znane są pani takie przypadki, że rodzina dokonała adopcji, a potem się z niej wycofała?

- Bezpośrednio miałam tylko jeden taki przypadek. Zresztą w skali Polski takich wydarzeń to jest 0,7 procent przeprowadzonych adopcji. Powiem, że aby rozwiązać adopcję, muszą wystąpić bardzo poważne przesłanki. I sądy nie zawsze się decydują na taki krok. Rozwiązanie musi się opierać na dobru dziecka. Musi więc wystąpić fakt krzywdzenia dziecka. Ten przypadek, który ja znam, polegał na tym, że rodzina nie chciała współpracować z Ośrodkiem Adopcyjnym. Nie chciała słuchać, a miała zbyt duże wymagania w stosunku do dziecka.

- Mówiła pani, że zmniejsza się liczba dzieci do adopcji, rośnie natomiast liczba rodzin zainteresowanych i zdecydowanych na adopcję. Jak to rokuje na przyszłość?

- Nie wiem. Z mego doświadczenia dziesięciu lat pracy w Ośrodku Adopcyjnym wiem, że są właśnie takie momenty, kiedy liczba dzieci do adopcji maleje. Liczę na to, że ta sytuacja jest sytuacją przejściową. Żeby być dobrze zrozumianą, ja bym sobie życzyła, żeby wszystkie dzieci były szczęśliwe w swoich rodzinach biologicznych, to byłoby najlepsze rozwiązanie. Ale na tyle już znam życie, że wiem, iż tak nigdy nie będzie. Zawsze jest i będzie pewien odsetek rodzin, które nigdy rodzinami, nigdy rodzicami być nie powinni. Dlatego chciałabym, aby te dzieci z tych niewydolnych rodzin nie tkwiły tam bezsensownie. Chciałabym bardzo, żeby miały szansę na dobre życie.

- Adopcja jest taką szansą na lepsze życie?

- Tak, jest taką szansą. Adopcja jest też szansą na zerwanie tych starych więzi. Jeśli dziecko jest w placówce opiekuńczej, kończy 18 lat i nie chce się dalej uczyć, to gdzie trafi? Na ulicę czy do patologicznej rodziny, z której na moment je wyrwano. A jakie ma wzory w tej rodzinie? Kiepskie. Powtarza w większości przypadków los swoich rodziców biologicznych. Adopcja przerywa ten ciąg. I dlatego wydaje mi się, że dla dziecka w efekcie docelowym to jest najlepsze rozwiązanie. Oczywiście, kiedy zaczyna się proces adopcji, kiedy zaczyna się budowanie więzi między dzieckiem a nowymi rodzicami, to nie zawsze jest fajny moment dla dziecka. Bo ono już jest w rodzinie zastępczej, już jakieś więzi powstały, tu zaczyna się nowa sytuacja. Wiem, że dla dziecka w tym momencie to nie jest dobre rozwiązanie, natomiast docelowo jest to jednak najlepsze w możliwych wyjść.

- No i ostatnia kwestia. Mówić dzieciom, że są adoptowane, czy nie mówić?

- Mówić. Dziecko ma prawo wiedzieć, że jest adoptowane. Nie jesteśmy w stanie stworzyć żadnych związków opartych na sekretach czy kłamstwie. Może nie tyle na kłamstwie, bo to nie kwestia, że rodzice chcą kłamać, ale zwyczajnie się boją powiedzieć, nie potrafią znaleźć tego właściwego momentu, a tajemnica ciąży. Nigdy nie ma spokoju, nigdy nie ma spontaniczności w życiu. Ostatnio miałam telefon od jednej mamy adopcyjnej, która jest już osiem lat po adopcji, a dziecko ma 13 lat. No i ta mama powiedziała swemu dziecku, że jest adoptowane, ale nie powiedziała, czy ma rodzeństwo, a ma. No i pyta mnie, co ma robić. Powiedzieć. Oczywiście, że powiedzieć. Tylko kiedy jest tan najlepszy moment? Nigdy nie będzie najlepszego momentu. Moim zdaniem, nie czekamy, tylko mówimy. To nie jest łatwe. Mam zresztą takie wrażenie, że to jest znacznie trudniejsze dla samych rodziców, niż dzieci. Ale mówić. Bo przecież dla dzieci najważniejsi są ich rodzice adopcyjni, a nie tamta była już rodzina, której często już zwyczajnie nie pamiętają. Mówić.

- Dziękuję za rozmowę.