W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Anity, Elizy, Mirona , 17 sierpnia 2018

Prezydent ma świetny kontakt z mieszkańcami

2018-05-16

Z Janem Kaczanowskim, wiceprzewodniczącym Rady Miasta, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_21765.jpg

- Czy z perspektywy czasu, uważa pan, że rezygnacja występowania w Radzie Miasta pod szyldem SLD była słusznym posunięciem?

- Tak, ponieważ w większej grupie można więcej zdziałać. Gdybyśmy twardo chcieli pozostać przy swoim szyldzie, to prawdopodobnie nie bylibyśmy w stanie utrzymać własnego klubu, bo do tego potrzebnych jest przynajmniej trzech radnych, a zostało nas dwóch. Marcin Kurczyna i ja. Była więc to potrzeba wynikająca z zaistniałej sytuacji. Ale nadal jesteśmy członkami SLD i pozostajemy wierni ideałom lewicy.

- Jak ocenia pan działalność prezydenta Jacka Wójcickiego na tle prezydenta Tadeusza Jędrzejczaka?

- Trudno jednoznacznie to ocenić, bo to są dwie mocno różniące się postacie, poza tym działali w różnych warunkach. Sądzę przy tym, że najważniejsza jest tutaj ocena samych mieszkańców, którzy kierują się przede wszystkim analizą działań, a nie sympatiami czy antypatiami. Prezydent Jędrzejczak był w różnych momentach oceniany bardziej lub mniej pozytywnie. Jego prezydentura jest już okresem zamkniętym, więc można pokusić się o jej ocenę. Natomiast prezydent Wojcicki jest dopiero na pewnym etapie swego urzędowania i na ostateczną cenzurkę jeszcze nie czas. Na ocenę trwającej kadencji prezydenta musimy poczekać do jesieni, kiedy to odbędą się wybory samorządowe. Już wiem, że będzie ubiegał się on o reelekcję, dzięki czemu każdy z mieszkańców będzie mógł wyrazić swoją opinię przy urnie.

- Proszę jednak o pańską, subiektywną ocenę.

- Pierwszy okres działania prezydenta Wójcickiego oceniłbym jako trudny ze względu na jego zbyt małe doświadczenie w zarządzaniu tak wielkim „organizmem”. Musiał on szybko poznać specyfikę zarządzania dużym miastem, jakim jest Gorzów.

- Miasto przerosło prezydenta Wójcickiego, który wcześniej zajmował się jednak kierowaniem niewielką gminą?

- To nic złego pod warunkiem, że szybko wyciąga się wnioski. Już widać, że po paru nietrafionych początkowo decyzjach, w tym głównie kadrowych, pewne działania nabierają rozpędu i choć trudno nam się w tej chwili w Gorzowie żyje ze względu na wszędzie rozkopane ulice, to jednak w wielu tematach zaczynamy zmierzać we właściwym kierunku. I za to należy się plus panu prezydentowi. Podobnie jak za to, że ma świetny kontakt z mieszkańcami.

- Czyli, zauważa pan błędy po stronie prezydenta?

- Nie nazwałbym tego błędami. Każdy z nas obejmujący ważny urząd zapewne w pierwszej kolejności chciałby otoczyć się znanymi sobie specjalistami. Nie wszyscy jednak się sprawdzili, potrzebne były zmiany i od pewnego czasu sprawy zaczynają się zazębiać. Jestem przekonany, że gdyby od samego początku prezydent postawił na sprawdzoną, gorzowską kadrę, a nie szukał gdzieś w terenie, niektóre sprawy byłyby załatwione szybciej lub lepiej.

- Ale wiele inwestycji nadal nie jest realizowanych, choć zaplanowanych. Czy wina tkwi tylko w problemach ze znalezieniem wykonawców?

- Nie tylko, choć na pewno nikt nie spodziewał się aż takiego kryzysu na rynku budowlanym, z jakim mamy do czynienia. Wynika to w głównej mierze z faktu, iż firmom budowlanym brakuje rąk do pracy. Myślałem jednak, że więcej tematów zawartych w wieloletnim planie inwestycyjnym doczeka się realizacji w trakcie obecnej kadencji. Martwią mnie też znaczące podwyżki usług budowlanych i materiałów, bo to oznacza, że przy posiadanych środkach finansowych niestety mniej zrobimy.

- Dlaczego jednak chce pan popierać Jacka Wójcickiego w nadchodzących wyborach, a nie postawić na kogoś ze swojej formacji politycznej?

- Mógłbym tutaj zażartować, że skoro prezydent nawarzył piwo, to niech teraz je wypije. Słowem, skoro Jacek Wójcicki przygotował wielki plan inwestycyjny, do którego też w pewnym stopniu przyłożyłem rękę, to trzeba dać mu szansę jego realizacji. On zresztą wszedł już na właściwe obroty. Myślę, że nie należy już mieszać w tym naszym kotle, a Gorzowa nie stać na szukanie nowych rozwiązań. Jak damy ster komuś nowemu, to ponownie minie znowu jakiś czas, zanim ten ktoś się wdroży w obowiązki. Sądzę, że to niepotrzebna strata czasu.

- Pana zdaniem ostatnie cztery lata były dobre dla Gorzowa?

- Nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być lepiej. Nie narzekajmy jednak. Uważam, że te ostatnie cztery lata, choć do końca kadencji jeszcze trochę czasu pozostało, są dla Gorzowa niezłe. Oczywiście, jak chyba każdy miałem marzenia, że zrobimy nieco więcej. Każdy ma prawo mieć marzenia, może moje były trochę na wyrost. Na pewno sporym sukcesem była zakończona pełnym powodzeniem realizacja programu KAWKA, którą rozpoczął poprzedni prezydent a kontynuował prezydent Wójcicki. To także zaprzeczenie niektórych pojawiających się opinii, że obecny prezydent nie chciał realizować projektów Jędrzejczaka.

- Przed dwoma laty był pan jednym z pomysłodawców wdrożenia w życie programu naprawy chodników, znanego jako Tuptuś. Corocznie miało być przeznaczanych na ten projekt 300 tysięcy złotych. Jak przebiega jego realizacja?

- Tak jak zostało to założone, choć cały czas ubolewam nad tym, że nie przeznaczamy większych środków na ten cel, ponieważ chciałbym, żeby naprawa chodników przebiegała szybciej. Przypomnę od razu, że z tą inicjatywą – opracowania konkretnego programu naprawy dróg i chodników - występowałem już w poprzedniej kadencji. Cieszę się, że udaje się go wdrożyć w obecnej. Mam nadzieję, że wszystko co jest najlepsze wciąż jest przed nami i nie tylko w tym zakresie.

- Czy po modernizacji Kwadratu nie powinniśmy powrócić do dyskusji na temat deptaku przy ul. Chrobrego.

- Sądzę, że ul. Chrobrego już spełnia poniekąd funkcję deptaka. Wszelkie jednak rozmowy na tego rodzaju tematy powinny zostać odłożone do zakończenia realizowanego planu transportowego. Mówimy oczywiście o ulicach, przez które będzie przebiegać linia tramwajowa. Trudno dzisiaj remontować kompleksowo Chrobrego, skoro najpierw trzeba wymienić torowisko. Po remoncie trzeba będzie zrobić chodniki, a czy wtedy Chrobrego stanie się deptakiem w pełni tego słowa znaczeniem, to czas pokaże. Ale na pewno warto zastanowić się nad tym pomysłem, a może i przeprowadzić szerszą debatę publiczną.

- Czego jeszcze panu brakuje do szczęścia, jako wiceprzewodniczącemu Rady Miasta?

- Nie mogę doczekać się powstania Centrum Edukacji Zawodowej i Biznesu. Znamy już koncepcję, mam nadzieję, że jeszcze w tym roku uda się rozstrzygnąć przetarg na wybór wykonawcy i zaczną się prace budowlane. Dla mnie jest to niezwykle ważna sprawa, ponieważ w połączeniu z rozwojem akademii da spore perspektywy rozwoju szkolnictwa na poziomie technicznym i zawodowym. Liczę także na szybkie działania w sprawie budowy hali sportowej, stadionu lekkoatletycznego, bez uszczerbku dla klubu sportowego „Warta”. Ważnym elementem również jest modernizacja stadionu piłkarskiego przy ul. Olimpijskiej, itp. W tym miejscu chcę wyrazić swoje zadowolenie, że dzięki moim staraniom został kompleksowo wyremontowany obiekt służący dla Klubu Bokserskiego „Orkan” przy ul. Kosynierów Gdyńskich.

- Nie ma pan jednak wrażenia, że nie wszyscy kibicują akademii?

- Kompletnie nie rozumiem tego. Przecież lata dyskutowaliśmy nad koniecznością powstania akademii. Uważam, że wszyscy powinniśmy działać w tym kierunku, dla jej rozwoju. Jestem gotowy podpisać pakt nawet z diabłem, jeżeli pomoże to w budowie silnej uczelni i pozyskania środków obojętnie skąd i obojętnie przez kogo, byle by to było w interesie naszych mieszkańców. Spójrzmy na Zieloną Górę i tamtejszy uniwersytet. Uczelnia ta szybko stała się miastotwórczym ośrodkiem. U nas takim miejscem powinna być akademia.

- A temat utworzenia rad dzielnic już definitywnie przepadł?

- Dyskutować zawsze można, jeżeli takie będzie zapotrzebowanie ze strony mieszkańców. Dogłębnie analizowałem tę propozycję i okazuje się, że rady dzielnic najlepiej sprawdzają się w miastach przynajmniej 300-400-tysięcznych. Gdybyśmy nie mieli na głowie innych problemów, to można byłoby spróbować powołać takie rady, przy czym ja zawsze jestem zdania, że każda dzielnica miasta ma swoich przedstawicieli w Radzie Miasta i to oni powinni działać na ich rzec. Nie dublujmy czegoś, co tak naprawdę nic korzystnego nie wniesie w nasze życie. Ja w obecnej kadencji zająłem się ponad 30 ważnymi sprawami z punktu widzenia mieszkańców i nie zawsze były to tematy dotyczące tylko mojego okręgu wyborczego, ale całego miasta. Każdy kto choć trochę mnie zna dobrze wie, że jestem wobec siebie bardzo wymagający i stawiam sobie wysokie wymagania. Oczywiście w pojedynkę nic zapewne nie zrealizowałbym, dlatego tą drogą dziękuję mojemu całemu klubowi Gorzów Plus na czele z Marcinem Kurczyną, jak i innym niektórym radnym, w tym koleżance Grażynie Wojciechowskiej, prezydentowi oraz jego służbom w urzędzie i spółkach.

- Dlaczego klub Gorzów Plus, którego jest pan przedstawicielem, jest mało aktywny na sesjach rady miasta?

- Nie podzielam tej opinii. Zanim dany temat będzie omawiany na sesji Rady, jest dokładnie analizowany i dyskutowany na komisjach, gdzie nasi radni wykazują się sporą aktywnością. Nie jestem także zwolennikiem zabierania głosu dla samego zabierania głosu, jak to się mówi, by zaistnieć. Na każdej sesji, kiedy rozmawiamy o ważnych dla miasta sprawach przedstawiciele naszego klubu są aktywni. Może częściej niż inni ja się wypowiadam, ale wynika to bardziej z racji mojego doświadczenia, a ponadto czasami lubię przedstawić dodatkowo swój punkt widzenia. W naszym klubie jest grupa młodych, dobrze zapowiadających się radnych, którzy zasiadają w radzie dopiero pierwszą kadencją i stąd może nieco mniej wypowiedzi w ich wykonaniu. Dodam jeszcze, że często w klubie mamy odmienne zdania na niektóre sprawy, ale mimo to wzajemnie się szanujemy.

- Skoro miasta nie stać na remont takich zabytków, jak wille Jaehnego czy Pauckscha, to nie ma pan obaw, że remont starych obiektów przy Obotryckiej na potrzeby magistratu pozostanie w sferze marzeń?

- Na razie temat ten został odłożony ze względu na brak źródeł finansowania, ale w następnej kadencji trzeba będzie już podjąć stanowcze decyzje. Trzeba będzie odpowiedzieć sobie także na pytanie, jak ma działać Urząd Miasta? Dlatego poważnie zastanowiłbym się nad potrzebą zagospodarowania budynków po policji na potrzeby magistratu, w sytuacji kiedy mamy Przemysłówkę. Trochę szkoda, że jako miasto nie wzięliśmy się za remont w chwili, kiedy wyprowadziła się policja, bo koszty remontu byłyby wtedy zdecydowanie niższe. Swoją drogą jestem zwolennikiem, żeby opustoszałe zabudowy, takie jak wspomniane przez pana wille, sprzedawać prywatnym inwestorom, o ile oczywiście takie zainteresowanie się pojawi. Lepsze takie rozwiązanie, aniżeli miały by one ulegać dalszej degradacji.

- To jakie widzi pan w mieście cele do zrealizowania w następnej kadencji?

- Priorytetem jest dalsza realizacja inwestycji zapisanych w wieloletnim planie inwestycyjnym oraz położenie większego nacisku na sprawy społeczne. Dla mnie człowieka lewicy, wrażliwego na ludzką krzywdę, bardzo ważny jest rozwój budownictwa komunalnego, dbałość o pracowników zatrudnionych w administracji lokalnej i w innych jednostkach podległych miastu. Musimy również jeszcze aktywniej pomagać seniorom. Dalej, należy kontynuować remonty obiektów związane z oświatą i kulturą. Sporo w tym zakresie zrobiliśmy w obecnej kadencji, ale to wciąż jest za mało, czego przykładem może być tutaj m.in. Szkoła Podstawowa nr 1. Mam nadzieję, że niedługo wprowadzimy Gorzowską Kartę Mieszkańca, a za tym pójdą też ulgi dla młodych mieszkańców, choćby w korzystaniu komunikacji miejskiej. Pracy jest sporo, dlatego zachęcam do startowania w wyborach tych, którzy mają w sobie spore pokłady energii i chcą pomóc. Potrzeb jest naprawdę wiele, oczekiwania mieszkańców coraz większe co jest zrozumiałe. Dlatego przed Radą Miasta w nowym składzie staną poważne i wielkie wyzwania.

- Dziękuję za rozmowę.