W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Edmunda, Marii, Marka , 16 listopada 2018

Do sięgania po alkohol czy dopalacze prowadzi ciekawość

2018-07-03

Z Jolantą Serbakowską, prezesem gorzowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Zapobiegania Narkomanii, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_22207.jpg

- Ostatnimi czasy jakoś nie mówi się o zagrożeniu narkotykami. Mówi się natomiast o zagrożeniu dopalaczami. Czy oznacza to, że zniknął problem narkotyków?

- Problem jest cały czas. Ale coraz mniej jest takich czystych uzależnień. Od lat obserwujemy mnóstwo tzw. uzależnień krzyżowych. Jak się organizm uzależnia od czegoś jednego, tak samo szybko może się uzależnić od czegoś innego. I dlatego ludzie, którzy piją, często też coś biorą, są hazardzistami. Występują wszelkie możliwe powiązania. Jak proces uzależniania się zacznie, to łatwo jest uzależniać się od kolejnych rzeczy.

- Co pani rozumie pod pojęciem – proces uzależniania?

- Najlepiej objaśnić to na przykładzie. Mówi się, że ktoś pije, ciężko pije, czyli szkodliwe dla siebie, dla innych. No i w organizmie zaczął się już proces chemiczny taki, że z jednej strony on się uodparnia, i taki ktoś może wypić więcej, a z drugiej strony coraz bardziej potrzebuje tego alkoholu lub też innego środka, który regularnie bierze. Na tym to polega. Każdy problem, każda nietypowa sytuacja, każde zderzenie się z rzeczywistością powoduje, że trzeba wypić, zaćpać, tylko dlatego, aby właśnie ten świat wydawał się łatwiejszy. I to jest złożony proces natury zarówno psychicznej, jak i chemicznej – zmiany w organizmie są takie, że istnieje potrzeba sięgnięcia po alkohol, narkotyk  czy cokolwiek innego. Ale nie tylko chodzi o branie, bo równie dobrze można coś robić nałogowo – dla przykładu grać na komputerze, oglądać seriale, kupować. I tu nic nie wrzucamy do organizmu, który pozostaje czysty, ale stan uzależnienia, przymus jest. Ta więc mówimy o uzależnieniach chemicznych i niechemicznych. W tej chwili plagą jest netoholizm, czyli uzależnienie od Internetu. To prawdziwa plaga.

- I w Gorzowie te wszystkie plagi, które pani wymieniła, też występują?

- Tak, oczywiście, są te plagi. Ja nie jestem terapeutką, a specjalistką od profilaktyki, dlatego też zapytałam naszych terapeutów, jak to właśnie w Gorzowie wygląda. I po pierwsze – narkotyki, te czyste, bierze stała liczba ludzi, nie ma jakiegoś szokującego przyrostu. Natomiast to, co się dzieje z dopalaczami, to jest koszmar. To, że zniknęły sklepy i nam się wydaje, że nie ma problemu, o niczym nie świadczy. A wręcz jest to totalny błąd, ponieważ jest Internet. W tej chwili, gdyby zapytać gimnazjalistów czy uczniów szkół ponadgimnazjalnych o to, czy znajdzie dojście do dopalaczy, powie, że nie ma z tym żadnego, nawet najmniejszego problemu.

- Aż tak?

- Aż tak, bo albo zna kogoś, kto to ma, albo wie, gdzie w Internecie to kupić, albo też zna kogoś o kim wie, że ten z kolei zna odpowiednią osobę, aby kupić. Obecnie zdobycie dopalaczy jest znacznie mniejszym problemem niż zdobycie marihuany. I to jest najświeższa wiedza od naszych terapeutów. I dochodzimy do ważnej rzeczy. Ostatnio pojawiło się jakieś zupełne novum z USA. Terapeuci nawet nie doszli do tego, jak to coś się nazywa. Ale już chodzą słuchy, że ryje banię dokumentnie – jak mówią ci, którzy tego używają. Te nowe dopalacze są takie niebezpieczne, bo po pierwsze wprowadzają w bardzo ostre stany psychotyczne. Powodują nieodwracalne zmiany w mózgu. To jest trochę tak, jak kiedyś z klejeniem. Wówczas wydawało się, że co tam klej. Ktoś powącha i już. Okazało się, że zmiany po takim wąchaniu były straszliwe. I teraz mamy dokładnie to samo. My jeszcze nie mamy badań, bo to zupełnie nowy środek, ale już widać – jak to terapeutka określiła – ci ludzie przychodzą z połową mózgu. Problem polega na tym, że dopalacze są tak niebezpieczne, że my się kiedyś, całkiem niedługo moim zdaniem, obudzimy wśród ludzi, którzy naprawdę będą lądować w psychiatrykach, ośrodkach zamkniętych, bo nie ma jak ich leczyć. Trzeba pamiętać, że te nowe dopalacze powodują, że ludzie tracą odporność na ból. Mogą wpaść pod samochód, ale nie poczują bólu. Poza tym powodują, że można się nie obudzić. To naprawdę bardzo niebezpieczne rzeczy.

- Co powoduje, że młodzi sięgają po te środki? Przecież ostatecznie oni tacy głupi nie są i muszą sobie zdawać sprawę, że to igranie z poważnym niebezpieczeństwem.

- Różnie z tym jest. Ja prowadzę różnego rodzaju zajęcia w szkołach gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych i wprowadziłam w ankietach takie pytanie – co powoduje, że sięgacie po narkotyki albo piją. Pytanie było natury ogólnej – dlaczego ludzie, a nie konkretnie ty. Były różne możliwości odpowiedzi – presja grupy rówieśniczej, reklama, bo przy piciu reklama też może wchodzić w grę. No i oni kwestię zwyczajnie wyśmiali. Picie alkoholu to nie jest kwestia tego, że się go reklamuje. Obśmiali też to określenie – presja grupy. Każdy z nich mówił, że ma swój rozum i działa po swojemu. Na pewno nie pod presją rówieśników. I tak naprawdę do sięgania po alkohol czy dopalacze prowadzi ciekawość.

- Ciekawość?

- Tak, bo oni, mam na myśli młodzież, oni się nudzą. No bo czym się zajmują? Siedzą w Internecie, mają swoje własne światy, jakieś awatary. A jak ich ktoś wyciąga z Internetu w świat rzeczywisty, to co tu jest ciekawego? Szkoła, coś po szkole? Szukają czegoś, co da im przyjemność. Zresztą narkotyki od zawsze były tym czymś, co daje przyjemnego kopa. Przenosi w inny świat. A dopalacze są dostępne. My nie mamy pojęcia, jaki jest skład tych środków. Nikt nie panuje nad tym. Trudno jest zresztą nadążyć z badaniami.

- No to co z tym robić?

- Nie bardzo wiadomo tak naprawdę. Jedyną sensowną drogą jest edukacja, i to już od przedszkola, a na to zwyczajnie nie ma pieniędzy. Zawsze jest za mało właśnie pieniędzy, ludzi, którzy to będą robić, czasu, sensownych pomysłów. Straszenie bowiem, choć często stosowane, nie daje nic. Tak naprawdę, to też trzeba być z tymi dziećmi, nastolatkami, tłumaczyć im, że sięganie po dopalacze to bezsens. Podam najlepiej przykład. Prowadzę na Piaskach świetlicę dla dzieciaków i klub wolontariusza, w którym pracują ludzie, byli uczestnicy zajęć w świetlicy. Część z nich jest już pełnoletnia i oni nie podlegają już pod ustawę o pieczy zastępczej. No i z tym towarzystwem raz do roku jeździmy na taki przedłużony weekend, na biwak, wycieczkę czy jakkolwiek. I proszę sobie wyobrazić, że nikt nie pije, wszyscy świetnie się bawią. Nawet już nie trzeba mówić o tym, tak jest i już. A przecież wiemy, jak wyglądają wyjazdy integracyjne w różnych firmach. A tu proszę, można. Trzeba tylko chcieć. Ale na początku trzeba było różne regulaminy wprowadzać. Od trzech lat nic takiego nie ma. Takie coś, taki stan, że nie pijemy można osiągnąć. Inaczej jest, kiedy rodzice uważają, że ich dziecko jest najlepsze na świecie, najmądrzejsze, w ogóle naj i nie trzeba z nim o niczym rozmawiać, bo ono jest idealne, tak długo będą problemy. Bo pewnego dnia część z tych rodziców obudzi się z ręką w nocniku. Bo te ich idealne dzieci zwyczajnie żyją, chcą poznawać świat z całym jego dobrem i złem.

- A mogłaby pani określić skalę zjawiska w Gorzowie. Jak wielu młodych sięga po te środki?

- Co do dopalaczy to nie mamy żadnych badań. Ostatnia przyzwoita diagnoza była robiona w Gorzowie w 2014 roku i dotyczyła głównie alkoholu i narkotyków. I jeśli chodzi o narkotyki, to poziom był dość niski. I tak kontakt przynajmniej jeden raz miało 30 procent uczniów szkół ponadgimnazjalnych, czyli część spróbowała, potraktowała to jako sondaż i dała sobie spokój. Natomiast jeśli chodzi o alkohol, to wyszło zupełnie coś innego – 90 procent uczniów szkół ponadgimnazjalnych, 50 procent gimnazjalistów i 12-13 procent uczniów szkół podstawowych. O ciekawe, byli pytani też, czy rodzice się zorientowali. I u 60 procent wyszło, że rodzice się nie zorientowali, iż dziecko przyszło do domu pijane. Mamy tu do czynienia z taką postawą – mogę popróbować. Inna rzecz, że w tej chwili, kiedy mamy natłok informacji o dopalaczach, to alkohol stał się mniej ważny. Przestał być palącym tematem. Szkoły jakby przestają zauważać problem czy sytuacje, w jakich trzeba reagować, podobnie z rodzicami. Na pierwszym planie są dopalacze.

- Ktoś ma problem, trafia do was, do Towarzystwa Zapobiegania Narkomanii. I co wy możecie komuś takiemu zaoferować?

- Wszystko zależy od problemu, z jakim do nas trafi. W Gorzowie jest podział kompetencji i zadań. My prowadzimy terapię w bardzo niewielkim zakresie. Nie mamy na to bazy. Ale za to prowadzimy bardzo intensywną informację. Kierujemy do Ośrodka Terapeutycznego Szansa, do Monaru, do Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Prowadzimy grupę postrehabilitacyjną, czyli tych, którzy są po terapii, ale spotykają się nadal i bywa, że to trwa lata. My się głownie zajmujemy profilaktyką.

- Dziękuję bardzo.

Towarzystwo Zapobiegania Narkomanii Oddział Terenowy w Gorzowie Wielkopolskim, ul. Bohaterów Westerplatte 10, tel. 95 723 19 99; biuro@tzngorzow.com