W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Franciszka, Kazimiery, Ruty , 21 sierpnia 2018

Są w Gorzowie ludzie, którzy mają pieniądze i mogą zainwestować

2018-07-25

Z Arturem Andruszczakiem, byłym piłkarzem Stilonu, obecnie trenerem i radnym, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_22345.jpg

- Za nami kolejny piłkarski mundial. Wygrana Francji jest dla pana zaskoczeniem?

- Nie, jest to bardzo dobra drużyna, która na mistrzostwach zaprezentowała się świetnie, a przede wszystkim dojrzale. Dla mnie zaskoczeniem byłaby wygrana w finale Chorwacji, choć trzeba przyznać, że niewiele im zabrakło do podniesienia w górę Pucharu Świata.

- Można powiedzieć, że były to mistrzostwa niespodzianek, gdyż w strefie medalowej, poza Francją, tak naprawdę znalazły się solidne co prawda zespoły, ale nie mające tak wysokich notowań jak Brazylia, Niemcy, Argentyna, Hiszpania, Urugwaj czy Portugalia?

- Czas najwyższy odzwyczaić się od tego, że mundial zawsze ma być zdominowany przez wąskie grono znanych drużyn. Futbol poszedł tak do przodu, że dzisiaj pierwszy zespół w rankingu może przegrać z trzydziestym. Różnice pomiędzy zespołami zaczynają się na tyle zacierać, że kolejne mundiale zapewne będą dostarczać kolejnych ciekawych rozstrzygnięć. Dzisiaj o wyniku często decyduje dyspozycja dnia, szczęście sportowe, jedna akcja. Natomiast ci potentaci, którzy szybko odpadli zapewne dokonają własnej analizy i być może poznamy przyczyny, przez które nie zagrali oni tak dobrze, jak tego można było się spodziewać. Mnie najbardziej interesuje analizy gry Niemiec.

- Jak ocenia pan poziom sportowy tych mistrzostw?

- Uważam, że był wysoki, sporo spotkań dostarczyło dużych emocji. Było to możliwe dzięki krajom, których przed mundialem w ogóle nie typowano do żadnych wysokich miejsc, a jednak potrafiły pokazać dobry futbol. Nawet jak nie wychodziły z grupy. Mistrzostwa pokazały, że poziom zaczyna się wyrównywać, zespoły z tych bardziej egzotycznych krajów powoli zaczynają rozumieć, na czym polega taktyka gry i w połączeniu z coraz lepszym wyszkoleniem technicznym zaczynają podejmować równą walkę z najlepszymi. Lepsza dostępność analizy gry najlepszych pozwala na bieżąco poznawać tajniki szkoleniowe i wykorzystywać to na własnym polu. Ponadto otwartość rynku piłkarskiego umożliwia większy przepływ piłkarzy z różnych kontynentów. Ci najlepsi z całego świata trafiają do europejskich lig, a potem jadą do swoich krajów i są siłą napędową własnych reprezentacji.

- Nadal jednak Europa jest górą, a jeżeli ktoś próbuje powalczyć o najwyższe cele to tylko zespoły z Ameryki Południowej. Kiedy do tej walki włączą się kraje afrykańskie, azjatyckie czy te z Ameryki Północnej?

- Kiedy nauczą się jeszcze większej odpowiedzialności. To, że już zmieniają się pod względem realizowania założeń taktycznych to jest krok w dobrym kierunku, ale to wciąż za mało. Dzisiaj mecze na najwyższym poziomie wygrywa się detalami, a przede wszystkim mądrością poprowadzenia meczu.

- Czego zabrakło Polakom w tych mistrzostwach?

- Nie byłem razem z zespołem, dlatego mogę oceniać jedynie to co widziałem na ekranie telewizora. Nie wierzę w to, że piłkarze nie byli należycie przygotowani pod względem wytrzymałościowym, szybkościowym czy wprost mówiąc motorycznym. W dzisiejszych czasach kontrola nad takim przygotowaniem jest prowadzona non-stop i tutaj nie może dojść do błędu. Przyczynę słabej gry szukałbym w dwóch innych elementach. Po pierwsze, nie wszyscy zawodnicy udźwignęli odpowiedzialność i mówiąc krótko, nie wytrzymali pod kątem psychicznym. Po drugie, kiedy prześledzimy ostatnie pół roku okaże się, że nie wszyscy wiodący piłkarze mieli okazję wypracować odpowiedni poziom sportowy. Jedni leczyli kontuzje, inni nie łapali się w swoich klubach do gry i jakby tego było mało, tuż przed mistrzostwami wypadł Kamil Glik, wiodąca postać linii defensywnej. Wrócił na boisko, jak już było po wszystkim.

- Czy nowy selekcjoner, Jerzy Brzęczek udźwignie ciężar odbudowy polskiej drużyny?

- Zacznę od Adama Nawałki, którego znam, gdyż w 2002 roku był moim trenerem w Zagłębiu Lubin. Po przegraniu mistrzostw zdawał sobie sprawę, że coś się wypaliło w tej drużynie i że wymaga ona przebudowy, gdyż część zawodników już nic do niej nie wniesie. Nawałka jest bardzo ambitnym człowiekiem i widocznie uznał, że nie jest w stanie na nowo stworzyć silnej reprezentacji. Powołanie Jerzego Brzęczka odebrałem w kategoriach dużego zaskoczenia. Czy on będzie potrafił odświeżyć drużynę i znaleźć dla niej odpowiednią motywację? Przykład małej Islandii, małej Chorwacji pokazuje, że wszystko można zrobić. Najważniejsze na starcie będzie wypracowanie taktyki dla posiadanego potencjału piłkarskiego. Potem zaś szukanie nowych, utalentowanych zawodników i wkomponowywanie ich do zespołu. Zapewne trzeba będzie przestawić się na grę bardziej defensywną.    

- Każdorazowo mundial jest też odniesieniem dla szkoleniowców, którzy oglądają mecze nie tylko ze względu na zainteresowania, ale i poznania nowych rozwiązań taktycznych. Zakończone mistrzostwa dostarczyły ciekawego materiału poglądowego?

- Tak, prawie każde mistrzostwa świata, ale i Europy kształtują nowe piłkarskie rozwiązania. Jeszcze do niedawna zdecydowana większość zespołów grała dosyć popularnymi systemami 4-4-2 lub 4-2-3-1, ale w Rosji dało się zaobserwować ciekawe zmiany. Kiedy dana drużyna nastawiała się na grę defensywną ustawiała pięciu obrońców w linii, ale kiedy przechodziła do ataku od razu dwaj boczni obrońcy zamieniali się w ofensywnych pomocników i robiło się nam się ustawienie 3-5-2. Te drużyny, które grały właśnie takim ustawieniem mogły czuć się bezpiecznie z tyłu, traciły mało bramek, ale – przyznajmy to - miały chwilami kłopoty z szybkim przechodzeniem do ataku. Pozostająca trójka obrońców zabezpieczała na szczęście na tyle tyły, że rywalom trudniej było przejść z kolei do kontrataku. To jest dobry system dla drużyn mających jednak świetnych skrzydłowych, w naszej gwarze mówimy na nich wahadłowych. Muszą być oni mobilni i jeżeli są naprawdę w dobrej dyspozycji, to w określonych sytuacjach drużyna może przechodzić na grę nawet czterema napastnikami. 

- Pozostawmy wielki futbol i porozmawiajmy o naszym lokalnym. Jest pan wychowankiem Stilonu, jako piłkarze spędził pan tu w sumie osiem sezonów. Potem był pan trenerem. Jak pan patrzy teraz co się dzieje w klubie, to co pan sobie myśli?

- Jest mi żal, że niepotrzebnie wszyscy tracimy czas. Od lat wiadomo, że aby zacząć budować futbol na przyzwoitym poziomie potrzebne są duże środki finansowe. Nigdy ich nie znajdziemy, jak będziemy uprawiali partyzantkę. Trzeba zbudować profesjonalnie działający klub, ale żeby to wszystko móc robić potrzebny jest porządny obiekt sportowy. To nie musi być wypasiony stadion na 20 tysięcy widzów. To może być przyjemny stadionie na kilka tysięcy miejsc z możliwością dobudowania dodatkowego rzędu trybun w przyszłości.

- I wierzy pan, że to przyciągnie sponsorów?

- Wierzę, bo są ludzie w Gorzowie, którzy mają pieniądze i byliby gotowi zainwestować w piłkę. Oczywiście nikt tutaj nie mówi o szybkiej budowie drużyny na ekstraklasę, ale ta druga liga, potem pierwsza jest w zasięgu gorzowskiego futbolu. Sponsorzy przyjdą, jak będą kibice. A kibice przyjdą, jak będą mieli gdzie usiąść, w przypadku deszczu nie będą martwili się, że zmokną, a już szczególnie ucieszą się, jak czasami obejrzą mecz przy sztucznym oświetleniu. I tak kółko się zamyka. Dzisiejszy kibic ma w domu kilkanaście programów sportowych i może oglądać wszystkie najlepsze ligi europejskie naraz. Żeby go wyciągnąć z domu trzeba coś mu zaoferować. Niczym nie ryzykujemy w przypadku budowy kameralnego stadionu, a możemy wiele zyskać.

- Czy jednak problemem Stilonu nie są także działacze, a właściwie ich brak?

- To jest problem wielu klubów, nie tylko Stilonu. Dzisiaj najlepszymi działaczami są tacy, którzy mają pieniądze, mają czas i kochają to co robią. Bo tylko tacy wszystkiego dopilnują, a że wkładają jeszcze własne środki to zadbają, żeby żadna złotówka się nie zmarnowała. Fajnym przykładem jest Chojniczanka Chojnice, która była o krok od awansu do ekstraklasy. Tam zarząd składa się z samych sponsorów, którzy prowadzą klub niczym własne przedsiębiorstwo. Wszystko jest tam idealnie poukładane, nigdy nie wydaje się więcej pieniędzy od przyjętego budżetu i nawet, gdyby pojawił się tam Robert Lewandowski, to nie zarobiłby więcej niż jest to przyjęte w budżecie. Wiem co mówię, bo świetnie znam prezesa, który właśnie opowiadał mi jak prowadzi klub. 

- W Gorzowie jest sporo młodzieżowych klubów, ale są też dwa na poziomie trzeciej ligi. Może powinniśmy postawić na jeden silniejszy?

- Żyjemy w wolnym kraju, każdy może prowadzić działalność sportową, która charakteryzuje się rywalizacją. Pod względem finansowym miastu byłoby łatwiej współfinansować jeden niż dwa ligowe kluby. Jako stilonowiec oczywiście wolę, żeby to Stilon był wiodącym klubem w mieście, ale rzecz nie jest w tym, czy są dwa czy jeden klub. Ważniejsze jest to wszystko o czym wspomniałem wyżej. Najpierw baza, bo tylko ona może pozwolić uruchomić pokłady futbolowej energii, której nie brakuje w mieście i w okolicach. Póki co, należy pomagać obu klubom, które są w trzeciej lidze.

- Stilon jest w stanie podźwignąć się wizerunkowo po ostatniej awanturze, jaka przetoczyła się przez klub?

- Mam nadzieję, że tak. Negatywne wypowiedzi dotyczące klubu mogą działać na szkodę, dlatego liczę, że szybko uda się wyprostować wszystkie sprawy i zaczniemy rozmawiać już tylko o sferze sportowej. Najbardziej martwi mnie spore zadłużenie klubu. Ja bym zachęcał władze Stilonu, ale i ludzi ze środowiska, żeby połączyli siły i zaczęli uczciwy dialog z władzami miasta oraz nakreślili w szerszym gronie plan wychodzenia z kryzysu z jednoczesnym zachowaniem rozwoju piłkarskiego.

- Powoli zbliża się do końca kadencja rady miasta, w której jest pan debiutantem. Co najbardziej pana zaskoczyło w trakcie sprawowania mandatu?

- Polityka to inny świat niż sport. W sporcie generalnie wszystko jest uproszczone, w szatniach piłkarskich, ale i na boiskach obowiązują pewne zasady, których w polityce nie uświadczysz. Zaczynając pracę jako radny od początku chciałem się skupić na działaniu ukierunkowanym na rozwój gorzowskiego sportu. Nie tylko zawodowego, ale głównie młodzieżowego. I myślę, że choć dopiero uczyłem się tej lokalnej polityki, to zdołałem dorzucić cegiełkę do wielu istotnych zmian. Bo one nastąpiły w ostatnim czteroleciu.

- Proszę o przykłady…

- Powstała strategia rozwoju sportu, na bazie której wypracowano potem regulamin finansowania klubów z budżetu miasta. Proszę zwrócić uwagę, że zanikły pretensje ze strony klubów, zdecydowania większość jest zadowolona z przyjętych nowych zasad. Oczywiście wszyscy chcieliby wyższych dotacji, ale najważniejsze, że pieniądze są sprawiedliwie dzielone. Kolejna sprawa to podstawowa baza piłkarska. Wreszcie udało się znaleźć środki na budowę dwóch boisk, w tym jednego ze sztuczną murawą. Cała piłkarska Polska dziwiła się, że Gorzów nie posiada takiego boiska, a wiele miejscowości wokół naszego miasta dysponuje sztuczną murawą.

- Rozumiem, że gdyby nie silne upolitycznienie rady miasta, łatwiej byłoby o realizację innych celów?

- Wydawało mi się, że na poziomie samorządu ta polityka jest gdzieś pozostawiona w szatni, ale okazuje się, że matematyka w partyjnym wydaniu zawsze wygrywa i nie wszystko można przeforsować. Napisałem kilka fajnych interpelacji do prezydenta, ale często słyszałem, że tego czy tamtego nie można zrealizować, choć brakowało oceny merytorycznej. Nie narzekam jednak. Cieszę się, że udało mi się włączyć miasto w budowę Akademii Młodych Orłów. To jest ogólnopolski flagowy projekt Polskiego Związku Piłki Nożnej i po półrocznej działalności muszę przyznać, że w pełni się sprawdza w gorzowskich warunkach. Nie jesteśmy konkurencją dla żadnej piłkarskiej szkółki w mieście, gdyż u nas grają najlepsi chłopcy z niemal wszystkich szkółek.

- Co udało się zrobić w mieście przez ostatnie cztery lata?

- Z oceną poczekajmy jeszcze do zakończenie pierwszej fali dużych inwestycji, szczególnie planu transportowego. W tej chwili mamy sporo rzeczy rozgrzebanych i trudno coś opiniować stojąc na środku placu budowy. Szkoda, że wcześniej nie ruszyliśmy z kilkoma inwestycjami, łatwiej byłoby je rozłożyć w czasie. Musimy jednak pamiętać, że w niektórych przypadkach kumulacja prac wystąpiła ze względu na otrzymanie dopiero teraz środków unijnych. Wierzę, że to tylko kwestia czasu, kiedy zaczniemy namacalnie oceniać obecne działania władz miasta i pośrednio także radnych. Jak tylko miną remonty wszystkim mieszkańcom będzie żyło się lepiej. Może podchodzę do tej oceny z optymizmem, bo jestem takim lokalnym patriotą.

- To co najbardziej pana cieszy?

- Że niedługo będziemy mieli nowoczesny tabor komunikacyjny. Już mamy większość nowych autobusów, niebawem dojdą tramwaje. I kiedy już wszystko wyjedzie na ulice będę za tym, żeby wprowadzić darmową komunikacji miejską, bo wtedy skorzystają wszyscy. Powinniśmy dążyć do budowy zielonego miasta, do maksimum przy tym ograniczając ruch samochodowy. To pozytywnie wpłynie na jakość powietrza, środowiska i życia każdego z nas.

- Za tym idą jednak duże koszty. Czy budżet Gorzowa by to wytrzymał?

- Trzeba tak rozdysponowywać środkami, żeby znaleźć na to pieniądze. Inne miasta zaczynają zmierzać w podobnym kierunku. Mówimy również o edukacji młodych ludzi. Jak teraz ich nauczymy poruszania się wygodnymi, nowoczesnymi środkami komunikacji miejskiej, to w niedługiej przyszłości wyjdą oni z domów. Chętnie będą się spotykać, będą odwiedzać różne rejony miasta, bo przy obecnie płatnej komunikacji są to spore koszty dla budżetów rodzinnych. Bezpłatne przejazdy niosą w sobie wiele pozytywnych aspektów społecznych, których nie można rozwijać przy rosnących kosztach poruszania się po mieście.

- Będzie pan kandydował w jesiennych wyborach?

- Nie podjąłem jeszcze ostatecznej decyzji.

- Bez względu na to, czy będzie pan kandydował czy nie, jakie widzi pan najważniejsze zadania przed nowymi władzami miasta?

- Ameryki nie odkryję, jeżeli powiem, że dalszy rozwój powinniśmy postawić na czterech filarach. Pierwszy to edukacja, dokładniej rozwój akademii i dążenie do połączenia się z ZWKF. Tylko ten kierunek może pozwolić na zbudowanie silnej uczelni. Dalej, potrzebujemy rozwoju gospodarczego, musimy tylko przyjąć ramy prowadzonej takiej działalności. Gorzów ma tradycje przemysłowe i powinien iść dalej w tym kierunku, ale oczywiście dążyć do jak największej innowacyjności. Nie oznacza to wcale rezygnacji ze wdrażania nowoczesnych usług. Jak ktoś ma dobry pomysł, niech realizuje, a miasto powinno mu w tym pomagać. Trzeci filar to estetyka w centrum miasta. Mi ciągle brakuje rozwiązań pozwalających na odnowienie starej zabudowy. Pozostawienie tego problemu właścicielom nie rozwiąże nabrzmiałych przez lata kłopotów. Potrzebne są realne działania. I ostatni filar to dalszy rozwój bazy sportowej, bo Gorzów zawsze opierał się na sporcie kwalifikowanym i masowym. Po rozbudowie stadionu żużlowego, przygotowywanej budowie hali oraz stadionu lekkoatletycznego czas na budowę stadionu piłkarskiego, o czym już mówiłem.

- Dziękuję za rozmowę.