W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2018

Strażacy zmagają się nie tylko z ogniem oraz wodą

2018-08-22

Z bryg. Bartłomiejem Mądrym, naczelnikiem wydziału operacyjno-szkoleniowego oraz oficerem prasowym Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_22551.jpg

- Tegoroczne lato dopisało jak nigdy pod względem pięknej pogody. Czy brak opadów deszczu stanowi poważny problem dla utrzymania bezpieczeństwa przeciwpożarowego?

- Myślę, że każdemu z nas te długotrwałe upały dają się już we znaki, zwłaszcza że wiosna również była bardzo ciepła. Przydałby się deszcz. Oczywiście, brak systematycznych opadów ma duży wpływ na zachowanie bezpieczeństwa w miejscach, gdzie łatwo o zaprószenie ognia. Szczególnie chodzi o lasy. Statystycznie, zdarzeń pożarowych mamy w obecnym sezonie sporo, ale na szczęście nie są one duże. Gaszeniem małych pożarów zajmują się głównie leśnicy, którzy są wyposażeni w lekkie, terenowe samochody gaśnicze. Dopiero, gdy oni nie są w stanie sobie poradzić z większymi zagrożeniami wzywają straż oraz samoloty gaśnicze. W ostatnich tygodniach odnotowujemy jednak znaczny wzrost ilości pożarów lasów. Na uwagę zasługują ostatnie pożary w okolicach miejscowości Racław, Santocko czy Witnica. Najgroźniejszym był jednak ten z 8 sierpnia w okolicach miejscowości Kiełpin i Bolemin. Strażacy i leśnicy musieli walczyć z najtrudniejszą wersją pożaru lasu - pożarem wierzchołkowym. Bez samolotów gaśniczych taki pożar jest praktycznie nie do ugaszenia. Spaleniu uległo 13-15 hektarów lasu. Był to jeden z największych pożarów w naszym regionie w ostatnich latach.

- Jak w tej sytuacji zachowują się mieszkańcy? Rozumieją na czym polega zachowanie zasad bezpieczeństwa w sytuacjach kryzysowych?

- Świetnie rozumieją, ponieważ coraz mniej ludzi w tych trudnych warunkach pogodowych wchodzi do lasów w obawie przed wystąpieniem pożaru. Po drugie odnotowujemy większą ilość zgłoszeń. Nie zawsze są to do końca sprawdzone informacje, bo nieraz po przybyciu na miejsce okazuje się, że zagrożenia pożarowego jako takiego nie ma, że to niewielki pożar, ale to dobrze, że ludzie są czujni. Wystarczy, że zobaczą z oddali dym i dzwonią. Jak w każdej grupie, są jednak osoby, które nie zachowują się w pełni odpowiedzialnie. Przez to notujemy rosnącą liczbę drobnych pożarów traw i ściernisk. Występuje one głównie w miejscach biwakowania czy odpoczynku. Wystarczy zostawić niedopałek w trawie i nieszczęście gotowe. Podobnie wygląda to na zwykłych spacerach. Idąc z psem wyrzucimy niedopałek i po jakimś czasie dochodzi do zapalenia bardzo suchej trawy czy ściółki w lesie.

- Czy latem wypalanie traw lub innych pozostałości po uschniętych roślinach jest tak samo nagminne jak wiosną?

- Latem występuje również, ale muszę tutaj przestrzec tych, co ryzykują - ich sąsiedzi często do nas dzwonią z takimi informacjami. Takie wypalanie może skończyć się mandatem. Trzeba takie osoby zrozumieć, bo przy obecnej pogodzie ludzie słusznie obawiają się, że przy niewielkim nawet wietrze ognisko od sąsiada łatwo może się przenieść na ich teren. Przypominam, że takie wypalanie jest nie tylko bardzo niebezpieczne, ale i nielegalne, podlegające karze. Wszelkiego rodzaju pozostałości należy utylizować.

- Sumując, jeżeli spojrzymy na statystyki pożarowe, to co z nich wyczytamy?

- Są porównywalne do poprzednich lat z wyłączeniem ubiegłego roku. Przed rokiem lato było stosunkowo mokre i przez to mieliśmy mniej zdarzeń. Do tego wiosną więcej padało, trawa dosyć szybko przebiła się, stała się zielona, a to pozwala na ograniczenie ilości powstawania ognisk pożarowych.

- Pożary to nie wszystko. Czym jeszcze strażacy muszą walczyć, kiedy na dworze mamy często afrykańskie temperatury?

- Z owadami. Przy wysokim temperaturach szerszenie, osy, niekiedy też pszczoły zachowują się nieprzewidywalnie, stają się bardziej agresywne i częściej atakują ludzi. I to zarówno w domkach, jak i w obiektach instytucji publicznych. Nie tylko nad wodą lub w lasach, ale miastach także. Dlatego zwracajmy na to szczególną uwagę. Likwidacją gniazd zajmują się wyspecjalizowane firmy, jednak jeśli owady zagrażają życiu lub zdrowiu mieszkańców można wezwać strażaków.

- Ostatnio głośnym echem odbiła się wizyta polskich strażaków w Szwecji, gdzie przez ponad dwa tygodnie pomagali gasić pożary lasów. Mnie zaintrygowały wypowiedzi Szwedów, którzy nie mogli nadziwić się, jak wysokiej klasy sprzętem dysponują polscy strażacy. Czy gorzowska jednostka także jest wyposażona w najlepszy sprzęt?

- Nie mamy powodów do narzekań. Sprzęt mamy coraz lepszy i wcale nie odstępujemy od reszty Polski, choć tutaj należy się pewne wyjaśnienie. W każdym województwie są tworzone pewne moduły. Do Szwecji pojechał moduł wyspecjalizowany w gaszenia pożarów lasów. W naszym województwie dominuje moduł pompowy, ukierunkowany głównie do walki z powodzią. Gdyby dzisiaj, gdzieś w Europie wystąpiła powódź i padło hasło wyjazdu, to zapewne sprzęt z naszej jednostki zostałby wysłany w pierwszej kolejności. Zresztą do Szwecji pojechał od nas samochód dowodzenia i łączności z dwoma oficerami, ponieważ jest on kompatybilny z całością sprzętu w Polsce. Oznacza to, że może on współpracować z kompaniami z całego kraju.

- Każde dziecko chce być piłkarzem, policjantem lub strażakiem. Ale kiedy już dziecko dorośnie i zdecyduje się na wybór zawodu strażaka to okazuje się, iż droga do założenia munduru jest długa i wyboista. Jak długa?

- To zależy jaką ścieżkę się wybierze. Są trzy drogi. Pierwsza, najprostsza to zgłoszenie się na nasz nabór do służby i po przejściu testów sprawnościowych oraz otrzymaniu zgody od lekarza taki adept jest wysyłany na pięciomiesięczne podstawowe szkolenie do szkoły podoficerskiej. Druga droga to szkoła aspirantów, na którą można pójść po szkole średniej. Tych szkół w kraju jest kilka. Trzecia droga to studia w oficerskiej Szkole Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie.

- Jakie trzeba mieć predyspozycje, żeby wykonywać ten zawód?

- Przede wszystkim chęci i powołanie, bo inaczej nic z tego nie wyjdzie. Jeżeli mówimy o predyspozycjach to każdy z nas musi być zdrowy i sprawny fizycznie. Na pierwszym etapie każdej ze ścieżek, o której wspomniałem, kandydat przechodzi testy sprawnościowe i kompleksowe badania lekarskie. Oczywiście kandydat na strażaka nie może mieć lęku wysokości, klaustrofobii, ani innych tego rodzaju przypadłości. Musi w podstawowym zakresie umieć pływać, radzić sobie z trudnymi sytuacjami. Dlatego warto najpierw samemu sobie odpowiedzieć na pytanie, czy nadajemy się na strażaka? Przypomnę, że strażacy często pracują w ekstremalnych warunkach, w wysokich, ale i niskich temperaturach, z ciężkimi aparatami powietrznymi na plecach, w małych, zadymionych i zamkniętych pomieszczeniach. 

- Strażacy nie zajmują się tylko prewencją czy uczestnictwem w akcjach pożarowych. Katalog ich pracy jest szerszy. Jak jednak szeroki?

- O tym mówi ustawa o ochronie przeciwpożarowej, gdzie jest wypisany cały katalog naszych zadań, ale w ostatnim punkcie jest zapis, że musimy działać wszędzie tam, gdzie jest zagrożone życie lub zdrowie ludzi oraz zwierząt, a także zagrożone jest środowisko. Oznacza to, że ten zestaw tak naprawdę jest otwarty. Oczywiście w określonych przypadkach posiłkujemy się specjalistami w danej dziedzinie, ale pierwsza reakcja należy zawsze do nas. Przykładem niech będą wspomniane już owady. Z jednej strony nie do końca jest to działanie podległe nam, ale kiedy występuje zagrożenie dla ludzi, to mamy obowiązek interweniować. Może niekoniecznie likwidować samo gniazdo, bo od tego są wyspecjalizowane firmy, ale ta pierwsza reakcja należy od nas.  Powiem tylko, że zaledwie 30 procent naszej pracy stanowią zdarzenia pożarowe, reszta to inne zadania. Uczestniczymy w katastrofach drogowych, chemicznych, interweniujemy na ciekach i akwenach, pod ziemią i na wysokości, co pokazuje że strażacy muszą być odporni na najbardziej dramatyczne i ekstremalne sytuacje.

- Tego zapewne nie da się wyszkolić, nauczyć?

- Nie, to już jest osobisty odbiór każdego ze strażaków. Niektórzy potrafią wypracować odpowiedni dystans do najbardziej dramatycznych chwil, inni mają z tym większy problem. Oczywiście korzystamy z pomocy psychologów, lecz są sytuacje, że nawet ta pomoc nie jest wystarczająca. Szczególnie, kiedy mamy do czynienia z wypadkami z udziałem dzieci. Bywają chwile, że te dzieci umierają na rękach strażaków, którzy próbują je do końca ratować. To jest ta najczarniejsza strona naszej pracy.

- Co jest jeszcze trudne w pracy strażaka?

- Dla każdego z nas może to być coś innego. Oczywiście ten kontakt z ludzką krzywdą, z bólem, cierpieniem dotyka każdego, ale są też inne rzeczy mające istotny wpływ na codzienną pracę. Dla jednych będzie to zwykły wysiłek fizyczny, kiedy musi podczas jednej służby wyjechać kilkanaście razy na różnego rodzaju interwencje. Mogą być one niewielkie, ale sam fakt, że tyle razy musi jechać do akcji w ciężkim uniformie i potem w nim jeszcze stale pracować, to jest naprawdę wycieńczające. Dla innych najtrudniejsze w pracy są stałe rozłąki z rodziną, ponieważ każdego miesiąca nie ma nas w domu przez kilka dni. Do tego wyjeżdżamy na szkolenia, które trwają niekiedy po kilka miesięcy. Trudne bywają także nietypowe działania. Jeżeli jesteśmy do czegoś przyzwyczajeni i nagle musimy interweniować w rzadko spotykanym obszarze, to dla części realizacja takiego zadania wymaga dodatkowego obciążenia. Trudna jest praca w bardzo ciężkich warunkach. Choćby na wysokościach, na wodzie czy przy udziale chemikaliów.

- Czasami mam wrażenie, że każdy strażak musi na wszystkim się znać.

- W zakresie podstawowym tak. Jeżeli mamy akcję na wodzie to strażacy zabezpieczają teren, realizują pierwsze zadania ratownicze. Całą akcję w wodzie prowadzą zaś wyspecjalizowani nurkowie. Podobnie jest na wysokościach. Pierwszy zastęp zabezpiecza miejsce zdarzenia, ewakuuje ludzi, natomiast samą akcję przeprowadzają ratownicy wysokościowi.

- Skoro praca strażaka jest taka trudna, to dlaczego warto wykonywać ten zawód?

- Większość z nas robi to dla satysfakcji, a najwyższą nagrodą jest pozytywny oddźwięk społeczeństwa, co było dobrze widoczne przy okazji wspomnianej akcji w Szwecji. Byliśmy przez Szwedów bardzo ciepło przyjęci zanim jeszcze cokolwiek zrobiliśmy. Na pewno nie wykonujemy tego zawodu dla korzyści materialnych czy przywilejów, które są nam wypominane. To naprawdę ciężka służba.

- Mnie najbardziej zaskakuje duże zainteresowanie uczestnictwem młodych ludzi w ochotniczych strażach pożarnych. Z czego to wynika?

- Dla mnie to jest kwintesencja pożarnictwa. Powiem więcej, że w gronie ochotników jest wielu zawodowych strażaków, którzy po powrocie do domu z pracy zaraz biegną do remizy i dalej ciężko pracują, ale już społecznie. Z tym trzeba się urodzić. Swoją drogą duży ukłon należy się ochotnikom, bo przy poważniejszych akcjach ich uczestnictwo często pomaga ratować dobytek i ludzkie życie. Szczególnie w mniejszych miejscowościach. Pamiętajmy, że zawodowa straż potrzebuje czasu na dojechanie w wyznaczone miejsce. Niekiedy jest to 20-30 minut i w tym czasie lokalna jednostka będąca na miejscu lub w okolicy może interweniować dużo szybciej.

- Czy zainteresowanie wstępowaniem w szeregi strażaków jest duże, bo jak słyszymy, policja ma problemy z naborem?

- U nas jest podobnie. Wakatów mamy sporo, lecz są kłopoty z ich obsadzeniem. Niedawno mieliśmy nabór i kandydatów zgłosiło się bardzo dużo, bo 37, ale testy sprawnościowe są na tyle wysokie, że większość odpadła. Przy czym problem bardziej tkwi w słabym usportowieniu młodej części społeczeństwa. Nie ukrywam, że wystarczy trochę potrenować przed takim naborem i przy zachowaniu podstawowej sprawności fizycznej można przejść testy. To nie jest duży problem, nie da się tego jednak zrobić „z marszu”, to wymaga treningów.

- Dziękuję za rozmowę.