W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Emila, Laury, Rogera , 14 listopada 2018

W każdych wyborach szyld partyjny ma duże znaczenie

2018-10-30

Z Jackiem Wójcickim, prezydentem Gorzowa, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_23174.jpg

- Proszę przyjąć gratulacje w związku z ponownym wyborem na urząd prezydenta Gorzowa. Pańska wygrana była bardzo przekonywująca. Spodziewał się pan aż tak dużej przewagi nad konkurentami?

- Nie liczyłem się z tak dużym poparciem ze strony mieszkańców, ponieważ w ostatnim okresie moi adwersarze dosyć mocno podnosili temat rozkopanego miasta i powstających codziennie korków. Obawiałem się, że argumenty podnoszone przez konkurentów trafią do części głosujących, którzy postawią na innych kandydatów. Okazało się, że gorzowianie posiadają umiejętność patrzenia dalekowzrocznego. I rozumieją, że skoro dzisiaj coś jest rozkopane, to znaczy, że niebawem będzie skończone, a wtedy wszyscy odniosą z tego korzyść.

- Zanim porozmawiamy o przyszłości chciałbym jednak cofnąć się w czasie, bo jest to ostatnia chwila, żeby krótko podsumować pierwszą kadencję. Kiedy robi pan rachunek sumienia za lata 2014-18, to z czego jest pan najbardziej zadowolony?

- Może trochę zaskoczę, ale z relacji z radnymi, bo przecież nasza współpraca przenosiła się potem na wszystko, co działo się w mieście.  Co istotne, w ważnych sprawach udawało mi się znajdować porozumienie z Radą Miasta. Mało tego, wielokrotnie dwa skrajne ugrupowania polityczne będące w radzie głosowały wspólnie w interesie miasta. Spokój, jaki płynął z comiesięcznych obrad rozlewał się na prace innych instytucji. Oczywiście były spory, nie zgadzaliśmy się w wielu kwestiach, ale nie było agresywnych zachowań.

- A z działań merytorycznych?

- Zdecydowanie przygotowanie i rozpoczęcie realizacji Wieloletniego Planu Inwestycyjnego. Jest to niedoceniany może dokument, ale to na jego bazie pracujemy i będziemy pracować jeszcze przez przynajmniej kolejnych pięć lat.

- Niektórzy mówią, że niewiele zostało z tego planu?

- Plan jest cały czas aktualizowany, ale o tym nie mówiliśmy wcześniej, gdyż nie chcieliśmy prowadzić dyskusji na jego temat w trakcie kampanii wyborczej.

- W jakim kierunku jest aktualizowany i dlaczego?

- Niektóre inwestycje przesunęły się, a inne wydłużyły się w czasie. Ale, co chyba najważniejsze, ze względu na pozyskanie środków zewnętrznych, sporo inwestycji wcześniej nieplanowanych zostało zrealizowanych lub niebawem będzie. Jak upublicznimy uaktualniony plan, to każdy zobaczy, że w minionej kadencji zrobiliśmy więcej niż zakładaliśmy. Są to najczęściej drobniejsze inwestycje, ale bardzo ważne. Nie zawsze są one widoczne, rzadko się o nich mówi. Jeżeli ktoś podnosi głos, to najczęściej, żeby powiedzieć o opóźnieniu remontu ulicy Sikorskiego czy opóźnieniu budowy Centrum Edukacji Zawodowej i Biznesu. Rozumiem to, ale prosiłbym zwracać uwagę też na rzeczy wykonane, podnoszące jakość życia w mieście.

- Co było pańską największą porażką czterolecia?

- Brak porozumienia z PKP w sprawie remontu kładki. Zaskoczeniem może być w tym przypadku to, że w sprawę zaangażowali się nawet ministrowie rządu, a jednak nie zdołali wpłynąć na prezesa PKP.

- Z taką drobną sprawą, w skali kraju, trzeba było zwracać się aż do ministra?

- Poprosiłem o pomoc minister Elżbietę Rafalską, która rozmawiała z prezesem PKP, Ireneuszem Merchlem. Ja rozmawiałem z kolei z wiceministrem infrastruktury, odpowiedzialnym za kolej Andrzejem Bittelem. Jest to bardzo rzeczowy człowiek, wywodzący się z samorządu i rozumiejący sprawę. Próbował przekonać prezesa, ale skończyło się na tym, że PKP wyraziło zgodę, żebyśmy jako miasto mogli wyremontować kładkę, ale w tej sytuacji problemem byłaby odpowiedzialność. Jako miasto nie możemy zrobić coś na obcym majątku i nie mieć potem na to wpływu. Trudno, będziemy musieli sami wybudować kładkę.

- Co dzisiaj powie pan tym wszystkim, którzy niemal histerycznie przyjęli pański wybór na najważniejszy w mieście, a teraz go potwierdzili?

- Jest mi przykro, że niektórzy nie potrafią uszanować prawideł demokracji. Dla mnie dużo ważniejszy jest obecny wynik. Ten sprzed czterech lat wynikał z chęci zmiany, natomiast dzisiejszy stanowi ocenę mojej pracy. I jeżeli wzrósł on jeszcze o trzy procent, to bardzo z tego się cieszę i mocno doceniam.

- Pana zasługą jest to, że w 2014 roku frekwencja wyborcza w Gorzowie była wyższa o sześć procent w porównaniu do wcześniejszych wyborów, a teraz wzrosła o następne sześć procent?

- W całym kraju ten wzrost jest widoczny, ale trzymając się samego Gorzowa uważam, że jako społeczeństwo jesteśmy coraz bardziej świadomi, mamy poczucie, że możemy wpływać na zmiany za pomocą kartki do głosowania. Inną sprawa jest to, że mieszkańcy coraz chętniej włączają się w inicjatywy obywatelskie. Na poziomie Rady Miasta odbywa się otwarta dyskusja, która coraz bardziej interesuje większe grono gorzowian. Jeżeli dodam do tego, że szeroko otworzyliśmy drzwi do dyskusji nad budżetem obywatelskim, to naprawdę nie można być zaskoczonym rosnącą aktywnością naszej lokalnej społeczności.

- Dlaczego jednak na pana zagłosowało ponad 65 procent gorzowian, a na pańską listę kandydatów do rady niespełna 32 procent? Może nie do końca postawił pan na dobrych kandydatów?

- Uważam, że na moją listę zagłosowało bardzo duże grono mieszkańców, czego dowodem jest to, że przed czterema laty ugrupowanie mnie popierające miało siedem mandatów, teraz jest ich dziesięć. Natomiast w każdych wyborach szyld partyjny ma duże znaczenie. Gdyby były okręgi jednomandatowe zapewne wszyscy głosowaliby na konkretnych ludzi, natomiast przy obecnej ordynacji ważniejsze jest oddanie głosu na listę partyjną.

- Do większości w radzie brakuje panu trzech mandatów. Co ciekawe, obojętnie z kim nie zawrze pan koalicji będzie miał pan większość. Czy jako przedstawicielowi ruchu obywatelskiego bliżej jest panu mimo wszystko do innego komitetu obywatelskiego czy jednak woli pan bratać się z klubami partyjnymi?

- Nie zastanawiałem się i zapewne długo jeszcze nie będę się nad tym zastanawiał. Jeżeli jakiekolwiek rozmowy podejmę to później, ale z doświadczenia już wiem, że tworzenie sztywnej koalicji nie ma sensu. Miasto jest zbyt ważne, żeby bawić się w politykę. Oczywiście, nie mając większości będę zawierał każdorazowo koalicję z każdym, kto będzie chciał współpracować w danym obszarze. W minionej kadencji, mając dużo mniej radnych, to dogadywanie wychodziło mi całkiem dobrze.

- Brak któregoś z radnych minionej kadencji będzie panu wyjątkowo dokuczał i czy do rady miasta został wybrany ktoś nowy, obecność kogo sprawia panu satysfakcję?

- Najbardziej będzie mi brakowało kąśliwych uwag mecenasa Jerzego Wierchowicza, bo był on w tym bardzo dobry. Do tego zaczepny i w kontrze. Mam nadzieję, że teraz jako radny sejmiku wojewódzkiego będzie nam pomagał. Jeżeli chodzi o nowych radnych, to bardzo ciekawą postacią jest Albert Madej. Wielokrotnie już startował i teraz będzie mógł działać na rzecz głównie Siedlic czy ulicy Strażackiej, którego jest reprezentantem. Jest on społecznikiem, działa w Ochotniczej Straży Pożarnej, gra w orkiestrze dętej. Podobnie jak Piotr Wilczewski z PO. Od lat zaangażowany w lokalną politykę, ale także społecznik. Jak wykorzysta swoją szansę, to jako radny może wnieść wiele ciekawych inicjatyw.

- Jakie będą pańskie pierwsze decyzje w nowej kadencji?

- W dużej części będą zależne od tego, jak będzie wyglądała nowa Rada Miasta. Dokładniej, od tego, jak ułożymy sobie współpracę. Natomiast mój wynik wyborczy pokazał, że mieszkańcy akceptują to co robię, nie widzę więc powodów, żeby coś zmieniać. Pracujemy dalej, realizujemy rozpoczęte zadania, przygotowujemy się do następnych. Nic spektakularnego się nie wydarzy.

- Jakieś zmiany kadrowe są przygotowywane?

- Na pewno odejdzie wiceprezydent Radosław Sujak, ale nie wcześniej jak za kilka tygodni, bo musi pozamykać pewne sprawy. Mówiąc o zmianach bardziej będziemy poszukiwali kolejnych kandydatów do pracy.

- Nowa kadencja potrwa nieco dłużej, bo pięć lat. Jak Gorzów będzie wyglądał za 60 miesięcy?

- Fajnie, będzie pięknym miastem. Mogę nawet użyć słowa, że będzie to ,,petarda’’. Główne drogi zostaną w całości wyremontowane, na nowych torowiskach będą jeździły nowiutkie tramwaje, zaczniemy budować północną obwodnicę, CEZiB będzie tkwiło życiem, podobnie jak nowa strefa przemysłowa powstała na obecnych terenach IHAR-u.

- Praca prezydenta składa się z podejmowania decyzji o różnym ciężarze gatunkowym. Podzielmy je na trzy grupy. Jakie najważniejsze cele stawia pan przed sobą w obszarze strategicznym dla Gorzowa?

- Można tutaj powiedzieć o trzech takich zagadnieniach. O rozpoczęciu budowy północnej obwodnicy już wspomniałem. Jest to duża inwestycja, której nie skończymy w trakcie jednej kadencji, ale musimy z tym ruszyć w najbliższym pięcioleciu. Druga sprawa to poszerzenie, poprzez uzbrojenie, strefy przemysłowej w rejonie ulicy Mironickiej o tereny miejskie. I trzecia sprawa, musimy rozpocząć już dyskusję, dokonać także pierwszych analiz dotyczących budowy trzeciego mostu w mieście.

- Druga grupa to decyzje dotyczące bieżącego funkcjonowania miasta, ale dotyczące ogółu mieszkańców. Co znajduje się w tym obszarze?

- Zdecydowana większość tych działań jest już zaplanowana i realizowana. W tym choćby takie inwestycje jak budowa linii tramwajowej na Górczyn, budowa dalszej części ulicy Myśliborskiej do trasy S-3. Bardzo ważne będzie także ukończenie węzła z drogą S-3 przy ul. Kasprzaka. Obecnie węzeł ten jest niepełny, co powoduje dużą kolizyjność przy zjeździe z kierunku do Zielonej Góry. Trzeba przejechać przez dwujezdniową ulicę Kasprzaka, co powoduje z jednej strony spore korki, z drugiej duże zagrożenie i kiedyś może dojść tam naprawdę do sporej tragedii. Nie jest to co prawda nasza inwestycja, ale musimy o nią zabiegać i czynimy to bardzo aktywnie.

- A przy okazji, co z ,,Schodami Donikąd’’?

- Decyzja dotycząca tej inwestycji jest niezmienna. Chcemy ją zrealizować. Problem tkwi w czymś innym. Można za kilka milionów wyremontować ten obiekt, ale to nic nam nie da. Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby wkomponowanie go w projekt komercyjny. Wokół Schodów jest bardzo atrakcyjna działka i trzeba ją umiejętnie wykorzystać. Do zagospodarowania jest także teren parkowy nad samymi Schodami, przy czym tam raczej mógłby powstać punkt widokowy. Obecnie prowadzimy rozmowy z zainteresowanymi firmami, które przymierzają się do zagospodarowania całego terenu i zobaczymy, co z tego ostatecznie się urodzi.

- I trzeci poziom to decyzje ważne dla niewielkich grup mieszkańców, nad którymi też trzeba się umieć pochylić. Czy realizując duże inwestycje znajdzie pan czas również na te małe?

- Oczywiście, zachowanie równowagi stanowi postawę zarządzania miastem. Zresztą proszę zwrócić uwagę, że ostatnio parę takich osiedlowych ulic zostało wyremontowanych. Przypomnę choćby o Stilonowej, Słonecznej czy remontowanej teraz ulicy Dunikowskiego. Koszty modernizacji takich ulic najczęściej nie są gigantycznie, natomiast są to ulice bardzo ważne dla tysięcy mieszkańców. Takich dróg do remontów mamy ciągle bardzo dużo, dlatego nie jesteśmy w stanie wyremontować ich hurtem, ale będziemy czynili to systematycznie.

- Gorzów Wielkopolski czy Gorzów? Temat trochę ucichł, a wszyscy pamiętamy pańską obietnicę zajęcia się tym.

- Rozumiem doskonale wszystkich tych, którzy dążą do zmiany nazwy miasta, sam ich zresztą w tych działaniach popierałem i popieram. Problem polega na tym, że dyskusja, która przetoczyła się w tej sprawie okazała się przedwczesna.

- Dlaczego?

- Ponieważ zdecydowana większość mieszkańców mówi wprost, że najpierw należy ukończyć wszystkie strategiczne inwestycje, wprowadzić miasto na ścieżkę szybszego jeszcze rozwoju gospodarczego, a potem możemy już na spokojnie zająć się sprawą nazewnictwa. Ponadto z przeprowadzonych wstępnych badań wynika, że cały czas mamy w mieście równowagę, jeżeli chodzi o ten temat. Dlatego czeka nas ciężka praca, żeby przekonać niezdecydowanych, czemu ma służyć zmiana nazwa miasta? Nie jestem temu przeciwny, będę pomagał, będę wspierał takie działania. Żeby jednak osiągnąć cel potrzebny jest długotrwały proces informacyjny. Decyzję o zmianie będzie można podjąć wtedy, jeżeli zdecydowana większość mieszkańców się za tym opowie.

- Przynajmniej przez najbliższe dwa lata nie będzie w Gorzowie kolejnych turniejów Grand Prix na żużlu, a to ta impreza była motorem napędowym organizowania imprez kończących wakacje. Czy ,,Koniec Lata Party’’ w tej sytuacji zostanie utrzymane w corocznym kalendarzu wydarzeń sportowo-kulturalnych w mieście?

- Będziemy to kontynuować. Tradycyjnie już wakacje będziemy rozpoczynać ,,Dniami Gorzowa’’, a kończyć w ostatni weekend sierpnia wspomnianą imprezą. Zapewne dokonamy pewnych korekt, być może Motor Racing Show przesuniemy na sobotę, żeby wypełnić lukę po Grand Prix. Zobaczymy. Dodam jeszcze, że zgłosiliśmy organizatorowi Grand Prix chęć kontynuowania tych turniejów w naszym mieście w następnych latach. Czy dostaniemy takie prawo, czas pokaże.

- Dziękuję za rozmowę.

Fot. Bartłomiej Nowosielski /Urząd Miasta Gorzowa Wlkp.