W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Emila, Laury, Rogera , 14 listopada 2018

Blondynka za kierownicą autobusu przestaje dziwić

2018-11-06

Z Sylwią Korsak, jedną z 30 kobiet-kierowców w Miejskim Zakładzie Komunikacji, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_23230.jpg

- Od jak dawna pani pracuje jako kierowca w MZK?

- Niedługo, bo od roku. Jeżdżę miejskimi autobusami, ale mam też uprawnienia prowadzenia tramwaju. I jak w końcu tramwaje wrócą na szyny, to będę też tramwajarką.

- Jak to się stało, że została pani kierowcą autobusu?

- Zaczęło się od tego, że zdałam egzamin na prawo jazdy, kiedy miałam 18 lat. Dla mnie to było takie normalne, że trzeba. No i zaczęłam od tej chwili jeździć, ciągle i gdzieś. Ciągle byłam za kółkiem. Ale żeby przyjść do MZK, zaczął mnie namawiać mój tata, dodam, od ponad 20 lat pracownik MZK, zawsze tramwajarz, a teraz kierowca autobusu. Od dziecka zresztą tymi tramwajami jeździłam, bo jak nie było co ze mną zrobić, to tata mnie zabierał do pracy i tak z nim jeździłam. Bywało, że ludzie przychodzili i pytali, czy ktoś dziecka w tramwaju nie zostawił, tata zawsze tłumaczył, że to jego córka. No i jak już to prawo jazdy miałam, to tata mnie namawiał, nawet kilka razy. Ale ja nie bardzo chciałam, cały czas mi się wydawało, że się zwyczajnie do tego nie nadaję, bo ja ani nie autobus, ani nie tramwaj. Ale mój brat Kamil dodał mi odwagi, bo brat poszedł ze mną na kurs kierowców. Tak rodzinnie to wyszło. Zresztą moja mama też się ucieszyła, że będę pracować w MZK.

- Trzeba było zrobić jakieś specjalne kursy, aby pracować w MZK?

- Tak, musiałam zdać egzamin na kategorię D. Na tramwaj z kolei są jeszcze inne uprawienia.

- Jak się czuje eteryczna blondynka za kółkiem dużego przecież miejskiego autobusu i to w dodatku w męskim środowisku?

- Zwyczajnie. To jest kwestia przyzwyczajenia. Na początku jest trochę dziwnie. Bo trzeba się właśnie przyzwyczaić, ale ja teraz jeżdżę autobusami jak swoim prywatnym autem. Nie ma dla mnie różnicy, czy to jest mój samochód, czy też autobus miejski. Autobus to samochód, tyle że trochę większy.

- Pamięta pani swój pierwszy dzień w pracy, w MZK?

- Wcale się nie stresowałam. Może dlatego, że miałam praktyki z bliską rodziną. To też swoje zrobiło. Zamiast stresu była raczej fascynacja, że jadę, że już się zaczyna. Ekscytacja, że wielkie auto i ja za jego kierownicą. I moją pierwszą linią była linia 122, czyli kurs na Czechów.

- Jak reagują pasażerowie na was, na dziewczyny za kółkiem w miejskich autobusach?

- Teraz już chyba normalnie i nikogo raczej nie dziwi blondynka za kółkiem. Ale na początku – też byli zdziwieni. Ludzie zwracali uwagę, że autobusem kieruje nie facet, a właśnie kobieta. MZK w krótkim czasie zrobiło dwa programy „Dziewczyny na autobusy”, więc sporo dziewczyn przyszło, choć ja trafiłam do MZK na chwilkę przed tym programami. A niektórzy zwyczajnie nie zwracają uwagi, kto prowadzi .

- A kierowcy?

- Też im to nie przeszkadzało. Koledzy w MZK przyjęli nas serdecznie, nie było problemów. Jak trzeba, to pomogą, podpowiedzą. Jest normalnie. Zresztą wszystkie się trzymamy razem. Każda każdej pomaga.

- Jakieś nieprzyjemne sytuacje zdarzają się w pani pracy?

- Zdarzają się problematyczni pasażerowie. Bywa, że ciężko się z tymi ludźmi dogadać. Potrafią tak dać w kość, że czasami aż bywa trudno.

- Siedzi pani za szybą przy kierownicy, a ludzie pani wymyślają?

- Tak, bywa, że tak. No bo w autobusie zawsze coś się może zdarzyć. A to coś się popsuje, dlatego się spóźnia. Albo firma wysyła drugi autobus. A w międzyczasie ludzie się denerwują. A jak się podjeżdża na przystanek, to zaczynają krzyczeć, a nie zapytają, co się stało, że autobus się spóźnił. Ja czasami tłumaczę, co się stało, ale czasami nie.

- Bywa, że ludzie gratulują?

- Oczywiście. Zdarzają się tacy, że podchodzą i mówią, że super jazda, że świetnie się jechało. Potrafię podziwiać, że blondynka za kółkiem, a tu taka płynna jazda, wielki autobus i wszystko w najlepszym porządku.

- Co was, dziewczyny za kołkiem, popchnęło do tej pracy?

- Myślę, że pewna fascynacja właśnie tym zawodem. W tej pracy jest tak, że trzeba lubić jeździć, bo inaczej to nie ma sensu.

- Jaką najdłuższą trasę ma pani za sobą za kółkiem?

- Swoim prywatnym samochodem to do Hamburga i w drugą stronę do Warszawy. A w miejskich autobusach to najdłuższe linie, te do Stanowic, Gostkowic, Racławia, Sosen. Tam się już dłużej jedzie.

- I jak się tam jedzie?

- Lepiej niż po mieście. Jest mniejszy ruch, jest znacznie spokojniej. Może to dziwnie zabrzmi, ale nawet pasażerowie są milsi. Przychodzą, mówią dzień dobry, po prostu lepiej się jeździ.

- Jak wygląda pani dzień pracy?

- Ja pracuję tylko na dzienne zmiany, bo znalazłam sobie zmiennika. Trzy miesiące to trwało, ale się udało. Dla mnie to jest o tyle ważne, że mam dwoje małych dzieci. Przyjeżdżam około 4.00 rano do MZK przy Kostrzyńskiej, już ubrana w strój służbowy kierowców MZK. Potem dostaję dokumenty autobusu, którym przyjdzie mi jeździć. No i trzeba zrobić taki obchód – sprawdzić, czy dotankowane jest paliwo, poziom oleju, światła, wszystkie szczegóły, które są istotne podczas jazdy. Każdy z nas jeździ codziennie innym autobusem, więc tym bardziej trzeba uważać na szczegóły. A potem ruszamy na trasę według wyznaczonego kursu. I tak w soboty i niedziele zmiany są spokojniejsze, bo kursów jest mniej, natomiast w zwykły dzień praca jest bardziej intensywna. Praktycznie kręci się kółka cały czas. Jest po sześć minut przerwy.

- Widzi się pani za kółkiem autokarów turystycznych jeżdżących po Europie?

- Tak, ale nie teraz. Jak mówiłam, mam dwójkę małych dzieci i obowiązki, ale w przyszłości, kto wie. Gdybym nie miała dzieci, to bym pewno już też zdała egzaminy na prowadzenie TIR-ów, do czego zresztą mnie namawiają i koledzy, i rodzina. Dla mnie to też bez różnicy prowadzić takie auto. Ale to kwestia przyszłości.

- Dziękuję bardzo.