W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Biny, Damazego, Waldemara , 11 grudnia 2018

Takie sytuacje czasami bywają i trzeba z tym się liczyć

2018-11-14

Z Arturem Czyżewskim, prezesem miejskiej spółki Inneko, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_23281.jpg

 - Może pan pokusić się już o wstępną ocenę mijającego roku w grupie kapitałowej Inneko, składającej się przecież z wielu spółek?

- Łatwiej byłoby mi podsumować okres trzyletni, bo niedawno minęły trzy lata od chwili kiedy zostałem powołany na stanowisko prezesa. Najlepszą ilustracją dla tego okresu jest to, że w ramach grupy kapitałowej pozyskaliśmy kontrakty na sprzedaż naszych usług na dodatkowe 20 milionów złotych. Tym samym niemal podwoiliśmy nasz przychód, bo w 2015 roku sprzedaż wynosiła 23 miliony. Dzięki temu w 2017 roku osiągnęliśmy bardzo dobry wynik finansowy, ponieważ udało nam się także zminimalizować straty rzędu trzech milionów złotych z tytułu nierentownych spółek, o czym wielokrotnie mówiłem po przyjściu tu do pracy. Gdybym miał ocenić z kolei 2018 rok, to zakończymy go zapewne na niewielkim plusie, co tylko potwierdza, że spółka po okresie zawirowań powróciła do dobrej kondycji. Mogło być jeszcze lepiej, gdyby nie drastyczny wzrost opłaty środowiskowej o 100 procent, co oznaczało, że w tym roku musieliśmy wpłacić do kasy urzędu marszałkowskiego o trzy miliony złotych więcej niż przed rokiem, nie podnosząc jednocześnie przez ostatnie trzy lata cen za przyjmowanie odpadów.

- Rozumiem, że niedługo przynajmniej część tej opłaty zostanie przerzucona na klientów?

- Tym co dzieje się w przepisach odpadowych interesujemy się społecznie trochę za mało. A to co od 1 stycznia 2018 roku się tu stało wygląda tak, jakby z dnia na dzień podniesiono nam cenę paliwa z czterech do ośmiu złotych i powiedziano jeszcze, że to wciąż jest tanio, bo porządne podwyżki to dopiero nastąpią. Jeżeli dodamy do tego, że bardzo mocno w górę idą ceny energii, w naszym przypadku o ,,zaledwie’’ 70 procent, to widać, że nie jesteśmy już w stanie utrzymać cen odbioru odpadów. Podwyżki dotkną jednak najpierw przewoźników. Podkreślam jednak, że na szczęście nie oznacza to takiej podwyżki dla mieszkańców. Wraz z zaostrzającymi się przepisami środowiskowymi, z korektami cen jednak będzie trzeba się liczyć i oceniam, że w całym kraju one wzrosną.

- W omawianym okresie ostatnich trzech lat nastąpiły również zmiany w grupie kapitałowej. Ile w tym czasie powstało nowych spółek, a ilu się pozbyliście?

- Powstały dwie. Inneko RCS zajmująca się sprzątaniem miasta oraz Inneko SPZ administrująca cmentarzem. Tylu samo, czyli dwóch, również się pozbyliśmy. Przy czym potrzebne jest tutaj krótkie wyjaśnienie. Spółka Wastrol, działająca teraz jako nasz oddział w Poznaniu, formalnie została zlikwidowana, ale jej działalność została przeformowana i dzisiaj przynosi naprawdę dobre wyniki rzędu kilkuset tysięcy złotych. Co ważne, wszystko co odbieramy w ramach odpadów przemysłowych, w 90 procentach nie trafia na składowisko, lecz jest dalej przetwarzane. Wcześniej działała ona na ,,wariackich papierach’’ i przynosiła straty rzędu prawie 700 tysięcy złotych rocznie.

- Jesteśmy już po kolejnych przetargach na odbiór i zagospodarowanie odpadów. Dla mieszkańców najistotniejszą nowością są kolorowe pojemniki, które pojawiły się ze względu na wymóg ustawowy. Czy jeszcze czymś pozytywnym mogą zostać zaskoczeni mieszkańcy?

- Mogę wypowiadać się jedynie w imieniu naszej spółki, która razem z jedną z firm wygrała przetarg na odbiór odpadów w trzecim sektorze. Przygotowujemy kilka nowości, ponieważ tak naprawdę bardzo nam zależy na wyższym odzysku, a będzie to możliwe przy coraz lepszej selekcji odpadów przez mieszkańców. Jedną z pierwszych z nowości, jaką już wprowadzamy, jest konkurs na najlepszą selekcję na osiedlach korzystających z altan. Będziemy ją oceniać do końca I kwartału 2019 roku, a dla zwycięzców ufundujemy zbiorniki półpodziemne lub inną uzgodnioną ze zwycięską spółdzielnią formę poprawy estetyki altany. Będziemy też zachęcać do sytuowania pojemników selektywnych w stałych miejscach w altanie, tak aby nawet po ciemku każdy mógł bez kłopotów wrzucić odpady do właściwego pojemnika.

- Co w tym momencie należy rozumieć przez pojęcie ,,ocenianie’’?

- Planujemy wprowadzić tablice informacyjne w każdej naszej altanie i tam będą znajdować się aktualne informacje dotyczące gospodarki odpadami, ale także będziemy wystawiać oceny za jakość prowadzonej selekcji. Tym działaniem chcemy zachęcić wszystkie wspólnoty w Gorzowie do stawiania, tam gdzie można, zbiorników podziemnych, półpodziemnych, a tam gdzie nie można, porządnych altan. Myślę, że pierwsze efekty naszych działań, jako jednego z operatorów wywozu odpadów, widoczne będą już wiosną przyszłego roku i wtedy będziemy promowali najlepsze przykłady.

- Swoją drogą, to że Inneko zajęło się wywozem odpadów było dla wielu mieszkańców zaskoczeniem?

- Jesteśmy jednym z operatorów i odpowiadamy za niespełna 25 procent miasta. Przypomnę, że kiedy przed trzema laty mówiłem o powrocie do korzeni w sposób nieco zawoalowany miałem na myśli także odbiór odpadów bezpośrednio od klientów. Nie spodziewałem się jednak, że tak szybko tym się zajmiemy. Wydawało mi się, iż będziemy potrzebowali więcej czasu na przygotowanie się do tego trudnego w sumie zadania. Ponadto, żeby zacząć wygrywać przetargi trzeba umieć się najpierw do nich właściwie przygotować. Ta nauka też poszła nam sprawnie.

- Na ile, pana zdaniem, kolorowe pojemniki zmienią nastawienie gorzowian do bardziej precyzyjnej selekcji odpadów?

- W tym obszarze akurat jestem chyba nieco większym optymistą niż spora część naszego społeczeństwa. Dlaczego? W ostatnich kilku latach wykonaliśmy w tym obszarze drogę, jaką kraje zachodnie przechodziły przez 20-30 lat. Nie dziwię się, że jeszcze nam nie wszystko wychodzi. Ponadto samo dzielenie na pięć frakcji mocno utrudnia każdemu z nas życie, ale faktem jest, że stale rośnie poziom selektywnej zbiórki. Widzę to choćby po tegorocznych przywozach odpadów do nas.

- Jesteśmy w stanie do 2020 roku osiągnąć poziom 50 procent recyklingu, bo takie wymagania zostały nam postawione przez Unię Europejską?

- Moim zdaniem to nierealne. Przyjęto na szczeblu unijnym bardzo ambitny plan, bez liczenia się z tym, czy obecnie posiadamy technologię pozwalające na to i czy jesteśmy w stanie znaleźć aż tyle surowców w strumieniu odpadów.  Inną sprawą jest samo liczenie tych procentów, bo nie z wszystkich odpadów da się odzyskać 100 procent surowca. Odpady są przecież różne. Część z nich to odpady mineralne np. zmiotki czy zanieczyszczone żwirki, stłuczone szyby, które często dużo ważą i mają istotny wpływ na strukturę całego recyklingu. Kraje zachodnie uzyskują dobre wskaźniki, paląc energetyczną frakcję odpadów.  Póki co, w Polsce mamy duże veto dla budowy takich obiektów, a równocześnie blokujemy możliwość współspalania dla paliw alternatywnych wytwarzanych z odpadów. To bardzo ekologiczny sposób pozbywania się części odpadów z pożytkiem dla środowiska. Jednak u nas stosowany w marginalnym stopniu. Jeszcze innym problemem jest kłopot z zagospodarowaniem odpadów, dla których nie mamy odpowiednich technologii.

- Na którym etapie selekcji jest największy problem? W domu, na etapie wyboru pojemnika, czy wywozu odpadów?

- Największy problem jest na etapie, którego pan nie wymienił, a mianowicie produkcji tego, co potem konsumujemy. Producenci nie martwią się o to, co dalej będzie się działo z zużytym już produktem. Dla nich najważniejsze jest ładne opakowanie, co jest zrozumiałe, ale można pójść o krok dalej i zacząć brać kaucje za opakowania, zachęcając tym samym klientów do ich późniejszego zwrotu. Dotyczy to choćby plastików czy szkła. Dalej, problemem jest stosowanie w produktach wielomateriałówki. Dla ekologii dramatem jest ponadto stosowanie także jednorazówek w różnej postaci. Na szczeblu unijnych są już prowadzone działania, żeby ten stan rzeczy zmienić, ale lepiej byłoby, gdyby to producenci zaczęli oferować bardziej przyjazne środowisku rozwiązania. Oczywiście, jako mieszkańcy swoje trzy grosze także w to wszystko wrzucamy. Uważam, że możemy prowadzić dużo lepszą selekcję i cały czas na tym pracujemy. Nie chcemy czynić tego poprzez nakładanie kar, bo nie tędy prowadzi najskuteczniejsza droga.

- Udało się już przekonać naszych mieszkańców do tego, żeby nie wyrzucali pokątnie sprzętu elektronicznego, ale współpracowali w tym zakresie z Inneko?

- Odbieramy odpady elektryczne bezpośrednio od mieszkańców. Szczególnie dotyczy to pralek i lodówek.  Skala jest na tyle duża, że czasem trzeba wykonać do nas kilka telefonów zanim zgłosi się potrzebę odbioru zużytego sprzętu. Potem trzeba poczekać kilka dni na przyjazd naszych pracowników. Z jednej strony ubolewam nad tym, bo chciałbym, żeby działało to szybciej, z drugiej jestem bardzo zadowolony, że tak duże jest zainteresowanie. Zauważyłem, że już coraz mniej odnajdujemy lodówek w pojemnikach na śmieci, a naprawdę takie sytuacje kiedyś nie należały do rzadkości. Podobnie dotyczy to innego sprzętu i stąd dalej zachęcam mieszkańców do stałego kontaktowania się z nami w razie potrzeby pozbycia się niepotrzebnego już odbiornika radiowego, telewizyjnego, lodówki, pralki, itd. Dzisiaj stosowane są już tak fajne technologie do recyklingu sprzętu AGD czy RTV, że można odzyskać lwią część różnych materiałów. Poczynając od metali, tworzyw sztucznych, kończąc na metalach nieżelaznych. 

- A coś się zmieniło w zakresie wywozu gabarytów, bo pojawiły się różne sprzeczne informacje?

- Nic się nie zmieniło, chodzi tylko, żeby były one wystawiane tuż przed ich wywozem, a nie dwa tygodnie wcześniej, bo wtedy zagracają często drogę i stają się takim dużym śmietnikiem. W przypadku gabarytów wystarczy spojrzeć w grafik, kiedy są one wywożone, zgłosić dzień wcześniej taką potrzebę i wystawić w określonym miejscu. Z gabarytami jest taki problem, że niewiele można z nich odzyskać. Dlatego część trafia do spalarni, a część na produkcję paliwa, z czego akurat jako Inneko jesteśmy zadowoleni, bo zajmujemy się tą produkcją i w ciągu trzech lat zwiększyliśmy naszą produkcję o 30 procent.

- Realizacja nowych zadań w ramach utrzymania porządku w mieście, jak i  wywozu części odpadów, wymagała zapewne sporych inwestycji. Jak dużych?

- W ciągu dwóch lat mówimy tutaj o kwocie 15 milionów zainwestowanych w samochody oraz zakup 4,4 tysiąca nowych pojemników.

- Jesteście przygotowani już na ewentualny atak zimy, który może nastąpić, ale też nie musi?

- W zeszłym roku ta zima była dla wielu łagodna, ale dla nas dobra pod względem przetestowania sprzętu i załogi. Jesienią czy zimą nie zawsze problemem jest śnieg. Bywa że większym jest popularna ,,szklanka’’. Wbrew pozorom wcale nie było jej tak mało. Myślę, że zdaliśmy test, choć raz przydarzyło nam się trochę ,,nawalić’’. Wynikało to z tego, że śnieg zaczął padać po południu. Nasze auta zostały wysłane w teren godzinę przed prognozowanymi opadami i wpadły w gorzowskie korki. Sypać solą nie mogliśmy, a należy to czynić właśnie godzinę przed, bo tyle potrzebuje ona, żeby zaczęła działać. Kiedy te opady już nadeszły nasze auta nie mogły zacząć zgarniać śniegu z dróg, bo w korku tego nie da się skutecznie zrobić. Przegraliśmy wtedy na kilka godzin z żywiołem, ale podobnie było wtedy w całym kraju i co tu kryć, takie sytuacje czasami bywają i trzeba z tym się liczyć.

- Skoro analizujecie prognozy pogody może pan podpowiedzieć nam, jaka będzie w tym sezonie zima?

- W długoterminowe prognozy nie ma co wierzyć, nie zawsze sprawdzają się nawet te krótkoterminowe. Pamiętam, jak w zeszłym roku jechałem do Zielonej Góry i za Skwierzyną zaczął padać śnieg. Natychmiast zadzwoniłem, żeby dać sygnał do wyjazdu samochodów, a w odpowiedzi usłyszałem od moich pracowników, iż wszystko mają pod kontrolą i są pewni, że te opady przejdą bokiem. Tak też się stało. To pokazuje, jak ta dzisiejsza pogoda potrafi zaskakiwać.

- Od 1 września administrujecie również cmentarzem komunalnym. Przejęcie od poprzedniego administratora oraz przygotowanie nekropolii do Wszystkich Świętych było trudnym zadaniem?

- Problemem było to, że w jednym czasie realizowaliśmy trzy duże projekty. O pierwszym, czyli rozpoczęciu odbierania odpadów już mówiłem. Przejęcie cmentarza to było nasze drugie zadanie, a trzecie dotyczyło zakończenie procesu certyfikacji dla Gorzowskiego Klastra Energii. Jeżeli chodzi o cmentarz, to przygotowania do jego przejęcia trwały pół roku, a niemal całością zajęła się dyrektor Karolina Rzepecka, która bardzo się zaangażowała i już widać pierwsze efekty tej pracy.

-  Jaki główny cel przyświeca przejęciu zarządzaniem cmentarza przez spółkę miejską?

- Jest ich kilka, ale najistotniejszy dotyczy większej przejrzystości pomiędzy działalnością firm pogrzebowych.  My nie mamy żadnego interesu, żeby kogoś wyróżniać czy komuś utrudniać życie. Do tej pory było z tym różnie.

- Jakie zmiany pojawią się na cmentarzu w najbliższym czasie?

- Będziemy zmierzali do wprowadzania drobnych elementów, ale ważnych dla odwiedzających groby najbliższych. Już zwiększyliśmy liczbę stałych toalet. Planujemy zamontować przydatny sprzęt do utrzymania nagrobków w postaci konewek, grabek, łopatki, które będzie można pobrać, wkładając monetę jak przy pobieraniu wózków sklepowych. Potem trzeba będzie odnieść na miejsce i odebrać monetę. Chcemy postawić infoboksy informacyjne, z pomocą których będzie można szybko znaleźć interesujący nas nagrobek. Pamiętajmy, że nasz cmentarz jest już naprawdę spory, pochowanych jest tutaj ponad 60 tysięcy osób. Zastanawiamy się nad poprawą kwestii odpadowych, bo jest tu sporo rzeczy do zrobienia. Podobnych projektów mamy sporo, część z nich jest ukierunkowana na stałą poprawę estetyki, ale znajdują się na razie na etapie przygotowania.

- I na koniec, co ze spółką Bioenergy Farm, o której często mówił pan, że to ,,duży kłopot’’?

- Jesteśmy w kluczowym momencie. Zakończyliśmy sądową sanację, czyli naprawę spółki i rozpoczniemy ponowne jej uruchamianie. I choć nadal nie jest oczywisty efekt wielkiej pracy, jaką w BEF wykonaliśmy, to pozyskaliśmy partnera, a wraz z nim podstawy do ostrożnego optymizmu. Spółka ruszy z produkcją pelletu, coraz bardziej popularnego biopaliwa stosowanego w piecach, także węglowych posiadających odpowiedni nawiew. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, przyjdzie pora na prywatyzację BEF zgodnie ze strategią powrotu grupy kapitałowej do korzeni i spraw komunalnych.

- Dziękuję za rozmowę.