W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Mascelego, Walerii, Włodzimierza , 16 stycznia 2019

Nie udaje się ta sztuka tym najbardziej poranionym

2018-12-18

Z Augustynem Wiernickim, prezesem Stowarzyszenia Pomocy Bliźniego im. Brata Krystyna, które pomaga między innymi bezdomnym, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_23570.jpg

- Panie prezesie, od lat rozmawiamy o problemie bezdomności w Gorzowie. Proszę powiedzieć, jak ta kwestia w tej chwili wygląda?

- Według mego rozeznania obecnie w Gorzowie mamy kilkaset osób bezdomnych. Statystki wykazują, że jest ich trochę mniej. Problem bezdomności to nie tylko sprawa braku mieszkania. To także stan zagrożenia, kiedy człowiek jeszcze mieszka, ale może ten dom w każdej chwili i nagle stracić. To jest także problem niepłacenia czynszu. I to jest bezdomność potencjalna. W Gorzowie mamy około 200 osób zarejestrowanych jako bezdomni, jednak według mnie jest tych ludzi trochę więcej.

- Z czego wynika ta rozbieżność w danych?

- Przy liczeniu osób bezdomnych, kiedy sprawdzamy ich stan, chodzimy po różnych komórkach, piwnicach, węzłach ciepłowniczych, opuszczonych altankach, czyli wszędzie tam, gdzie można spotkać bezdomnych. Trzeba pamiętać, że są jeszcze inne miejsca, do których nie docieramy, a w których bytują bezdomni. Stąd się może brać ta rozbieżność. Proszę pamiętać, że bezdomność to nie tylko problem Gorzowa czy Polski. To problem Europy, Ameryki, świata. Dla przykładu w samym tylko Berlinie jest kilka tysięcy bezdomnych. A najsmutniejsze jest to, że największą liczbę wśród tamtejszych bezdomnych stanowią Polacy. I co najważniejsze, trzeba pamiętać, że to są też nasi bezdomni – co berlińscy, którzy bytują na Aleksander Plac czy na Dworcu ZOO.

- Co pan przez to rozumie?

- Oni są dziś w Berlinie, nie tylko zresztą tam, bo w większości niemieckich większych miast. Ale któregoś dnia mogą do nas wrócić. Może stać się tak, że Niemcy nie będą chcieli zajmować się bezdomnymi z Polski. Zresztą to już zaczyna być problemem, bo już pojawiły się głosy, żeby Polacy zabrali sobie swoich bezdomnych. Dlatego też trzeba być przygotowanym na to, że pewnego dnia na Ziemię Lubuską, gdzie jest najbliżej do Berlina, przyjechać może kolejnych kilkaset, jeśli nie więcej, osób bezdomnych.

- Panie prezesie, pana i nie tylko pana stowarzyszenie pomaga bezdomnym. A jednak to stale jest problem palący. Są noclegownie, są schroniska pomagające wychodzić z bezdomności. A problem pozostaje.

- Fakt. Kiedy mamy zjawisko negatywne, to szukajmy jego przyczyny, a potem łagodźmy skutki. U nas niestety, najczęściej walczymy już ze skutkami. Proszę pamiętać, że główną przyczyną bezdomności dziś w Polsce, a tym samym i w Gorzowie jest problem pijaństwa, alkoholizmu. Oczywiście alkohol jest przyczyną wielu różnych negatywnych zjawisk, nie tylko bezdomności. To są problemy różnej natury, najczęściej wszelakich wykluczeń. Człowiek uzależniony staje się wykluczony z różnych społeczności, w tym z rodziny, bo staje się ciężarem. Taka osoba nie nadąża za zmianami cywilizacyjnymi. Dziś mamy kolejną rewolucję technologiczną i to bardzo szybko postępującą. Życie nabrało ogromnego tempa. Brakuje stabilności. Ci, którzy potrafią wpisać się w tę dynamikę, są na rynku. Ci, którzy tego nie potrafią, zwyczajnie wypadają na różne marginesy. Ważnym jest, aby być zdolnym do świadczenia pracy. A niektórzy tego nie potrafią. Bo nie nadążają za zamianami. I w takich sytuacjach ktoś, kto ma z tym problem, może zacząć sięgać po alkohol. I tak zaczyna się spirala, która może zaprowadzić na ulicę, choć oczywiście nie musi. A alkoholizm jest przekazywany.

- Zechce pan wytłumaczyć?

- Jak pokazuje praktyka, ktoś, kto wychował się w rodzinie, gdzie jest alkohol, ma duże wskazania, że sam zacznie po niego sięgać. Problemem wielkim jest też to, że 30 procent Polek w ciąży pije alkohol, a to oznacza skazanie własnego dziecka na chorobę alkoholową, która może, choć nie musi, kiedyś wyjść.

- I dochodzimy do kolejnego problemu. Pana stowarzyszenie prowadzi noclegownię, gdzie jest bezwzględny nakaz abstynencji, ale przecież nie odmawiacie pomocy tym, którzy mają problem z alkoholem.

- Do noclegowani przyjmujemy tylko trzeźwych, ale mamy ogrzewalnię, czyli miejsce, gdzie pomocy szukać mogą ci po alkoholu. A tu procedura jest taka – jesteś pijany, przyjdź za trzy godziny, bo wtedy będziemy mogli się z tobą dogadać. Taka osoba musi te trzy godziny gdzieś tam wychodzić, aby alkohol trochę mu z głowy wyparował. Wówczas przyjmujemy do ogrzewalni. Tam może się położyć, choć to nie są takie warunki, jak w noclegowni stacjonarnej. My obecnie mamy około 80 osób, które na stale korzystają z naszej noclegowni. I mamy około 20 miejsc w zapasie. Dodam, że ogrzewalnia i noclegownia jest dość dobrze, wręcz nieźle przygotowana pod względem sanitarnym, bo to jest jeden z bardziej palących problemów. Zresztą, pierwsze, co robimy w naszych placówkach, to doprowadzenie tych ludzi do dobrego stanu sanitarnego – kąpiel, inna odzież. Potem dostaje jedzenie. Mamy na szczęście takie zapasy, że każdy z naszych podopiecznych może liczyć na trzy posiłki dziennie.

- Panie prezesie, jeszcze do niedawna nie mówiło się zupełnie o bezdomności kobiet. Tymczasem problem się chyba jednak pojawił.

- Rzeczywiście, pojawiły się bezdomne kobiety w Gorzowie. Tylko u nas mieszka obecnie kilkanaście bezdomnych pań. Zresztą mamy dla nich specjalnie wydzielone pomieszczenie. I trzeba powiedzieć, że nasza noclegowania jest koedukacyjna, co raczej rzadkie. Mieliśmy pewne obawy, że ten system się nie sprawdzi, ale jednak okazały się przedwczesne. Co więcej, wyszło, że te kobiety z tymi mężczyznami jakoś się wzajemnie uzupełniają. Oczywiście, te kobiety są po różnych przejściach, mniej lub bardziej dramatycznych, każda z nich ma za sobą mniej lub bardziej trudną historię. Bywa, że są to kobiety, które coś w życiu robiły, które potrafią zadbać i o siebie, i o innych. I my te talenty wykorzystujemy.

- Udaje się te panie wyprowadzić z bezdomności?

- Nie wszystkie, ale wychodzą. Nie udaje się ta sztuka tym najbardziej poranionym, tym, które musiały wrócić z Zachodu, tym skrzywdzonym przez życie bardzo mocno. Nie udaje się zazwyczaj także i tym, które wpadły w alkoholizm czy otarły się o narkotyki. Ale i w tych przypadkach zdarzają się wyjątki, kiedy rodzina przyjmuje je znów do siebie, co nas zawsze niezmiernie cieszy.

- Od pewnego czasu w Gorzowie mieszka bardzo duża diaspora cudzoziemców. Jest bardzo dużo obywateli Ukrainy, ale nie tylko. Bo są obywatele Bangladeszu, Koreańczycy, Chińczycy, Hindusi. No i ponoć zaczął się pojawiać problem z bezdomnością właśnie tych ludzi, którzy przyjechali tu za pracą.

- Pojawia się ten problem. Trzeba powiedzieć, że najlepiej radzą sobie Wietnamczycy. To jest diaspora, która mocno się nawzajem wspiera i z tego środowiska nie mamy bezdomnych. Mamy jednego Bengalczyka, który w drodze do Niemiec zatrzymał się u nas i dobrze mu tu jest. Mówi, że tak jak w Polsce jest, to nigdzie na świecie. Tu go szanują, tu ma już ludzi, z którymi nawiązał współpracę. Tu go nikt o nic nie pyta, nikt go o nic nie podejrzewa ani nie prześladuje. Kiedyś z nim rozmawiałem i mówię mu, że nie może w Polsce zostać, bo to nie jest jego naturalne środowisko. Na co usłyszałem, że on tu zostaje, co więcej, ściągnie sobie kogoś z tych Indii i tu już na zawsze zostanie. Zresztą on już się nauczył po polsku całkiem dobrze mówić. Mamy też bezdomnych z Ukrainy. I trzeba od razu powiedzieć, że są to ludzie, którym zwyczajnie się tu nie powiodło. Proszę pamiętać, ci ludzie przyjeżdżają do Polski za pracą i większości się wiedzie. Bo do nas przyjeżdżają całkiem rozsądni ludzie. Ale niektórzy tu wpadają, rzadko, choć jednak, w kłopoty. Może być tak, że ktoś źle trafi, jeśli chodzi o zawód. Może źle wybrać sobie miejsce pracy. Ale też z przykrością muszę powiedzieć, że również zdarzają się oszustwa wobec nich. I ten proceder trzeba mocno napiętnować. Polak, który ma firmę, musi odpowiadać za swoją załogę, za tych, których zatrudnia. I jeśli oszukuje, nie jest ważne, swego czy obcokrajowca, to popełnia jeden z największych grzechów, jaki można. Polacy jednak oszukują, a tak być nie może. Jeśli przyjeżdża do nas Ukrainiec, my go zatrudniamy, to ponosimy za niego odpowiedzialność.

- Rozumiem, że jak do państwa noclegowni trafiają obcokrajowcy, to traktujecie ich tak samo, jak Polaków.

- Ależ oczywiście. Inaczej przecież nie można. Mamy obecnie zarejestrowanych około 600 osób z zagranicy, którym pomagamy. Fakt, większość to Ukraińcy.

- A jak ta pomoc wygląda?

- Najczęściej potrzebują ubrania i oczywiście żywność. Zasada jest taka, że jak taka osoba do nas trafia, to nie może odejść bez pomocy. Bywa tak, że trafiają do nas ludzie, którzy jeszcze pracują, ale wiedzą, że za chwilę tej pracy nie będzie, więc zaczynają się bać. U nas w tym pierwszym miesiącu mu pomagamy i o nic nie pytamy. Nawet jak pracuje, to dostaje żywność, aby był spokojny. Ale w następnym miesiącu już zapytamy – co robisz? Zakładamy takiej osobie kartotekę, tam notujemy udzieloną pomoc. Wiemy, co się dzieje. I pytamy – miałeś podjąć pracę, gdzie zatem pracujesz? Ale jeśli trzeba, to jeszcze przez miesiąc pomagamy. Ale potem to niestety, musisz się usamodzielnić. I proszę sobie wyobrazić, że po tych dwóch miesiącach większość rzeczywiście się usamodzielnia. Ale jeśli trzeba mu pomóc, to my to robimy. Bo jak się na początku, przez ten pierwszy miesiąc nie pomoże, to taka osoba wpadnie w jeszcze większe kłopoty. I będziemy mieć jeszcze większe problemy. A po co?

- Fakt. Bardzo dziękuję za rozmowę.