W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Mascelego, Walerii, Włodzimierza , 16 stycznia 2019

Pieniędzy na ten cel nie ma, bo też i nikt o nie nie zabiega

2019-01-01

Z Tadeuszem Jędrzejczakiem, członkiem Zarządu Województwa Lubuskiego i byłym prezydentem Gorzowa, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_23656.jpg

- Dobre wieści przyszły ostatnio z Urzędu Marszałkowskiego, bo Urząd przekazał około 7 mln złotych na remont Młynarzówki w Bogdańcu, do której masa gorzowian jeździ z różnych okazji.

- A ta, to jest element naszego programu, który realizujemy jako Zarząd Województwa od kilku lat. Dotyczy on modernizacji i rozwoju obiektów kultury, które podlegają bezpośrednio marszałkowi województwa i dotyczy nie tylko Zagrody Młyńskiej w Bogdańcu, ale dotyczy też dokończenia remontu Teatru Osterwy w Gorzowie, rozbudowy Filharmonii w Zielonej Górze, remontu i rozbudowy Muzeum w Zielonej Górze, czyli przekazujemy środki na te obiekty, które są nasze.

- Jakby się dokładnie przyjrzeć, to dwa obiekty w Gorzowie, a kilka w Zielonej Górze.

- A czy to moja wina, że tam są obiekty, a tu nie ma? Gdyby prezydent Gorzowa ubiegał się o środki, to pewnie by je dostał. Ale skoro prezydent nie jest zainteresowany, to i pieniędzy nie ma. My daliśmy pieniądze na instytucje, które są nasze.

- I wrócę jednak do tej dysproporcji. Weźmy dla przykładu Filharmonie w Zielonej Górze i Gorzowie. Ta w Zielonej Górze jest w gestii marszałka, ta w Gorzowie w gestii miasta. Czy jest szansa, aby tę dysproporcję zmienić?

- Nie było nigdy takiej propozycji. Przejmować nie będziemy, bo to nie nasz majątek, ale bylibyśmy zainteresowani jakąś formą wsparcia, współpracy. Jednak do tego potrzebny jest formalny wniosek od władz miasta, a tego zwyczajnie nie ma. My finansujemy Festiwal Muzyki Współczesnej i koniec. Zresztą miasto nie jest zainteresowane generalnie współpracą w dziedzinie kultury, co obserwuję zresztą już od kilku lat. W mieście nie buduje się nowej siedziby Miejskiego Ośrodka Sztuki, odrzuca się projekt budowy Zespołu Szkół Artystycznych, jeśli w mieście wojewódzkim się tego nie chce, to co wobec tego to miasto tak naprawdę chce od kultury. Skoro mieszkańcom to wystarcza, to trudno. Inaczej jest w Zielonej Górze. Skoro więc dyrektor Muzeum i dyrektor Teatru Osterwy zabiegają o pieniądze, chcą je rozwijać, chcą dbać o nie, to dlaczego nie mają dostać wsparcia. A skoro miastu się podoba rozwój kultury w Miejskim Centrum Kultury w odrapanej sali, to niech tak zostanie. Tylko niech nikt nie ma pretensji do Urzędu Marszałkowskiego, że pieniędzy na ten cel nie ma, bo też i nikt o nie zabiega, że powtórzę.

- Zostawmy zatem kulturę. Ostatnio poszła także informacja, że Urząd Marszałkowski będzie finansował centra edukacji zawodowej w regionie, jak choćby w powiecie strzelecko-drezdeneckim, a u nas to wszystko stoi. Mam na myśli właśnie centrum takiej edukacji.

- Urząd Marszałkowski realizuje politykę wynikającą z potrzeb rynku pracy. Rynek pracy mówi jasno – my nie potrzebujemy magistrów filologii klasycznej, ani magistrów filologii polskiej, ani tym bardziej fachowców w dziedzinie językoznawstwa. Potrzebujemy techników, którzy mówią w obcych językach i umieją posługiwać się nowymi technologiami. Dlatego też przyjęliśmy zasadę, że będziemy wspomagali te centra edukacji zawodowej, które w powiatach czy innych miastach będą gotowe do rozwoju. W Gorzowie projekt Centrum Edukacji Zawodowej był gotowy od dłuższego czasu, następnie został przeprojektowany, bo teraz obowiązuje taki styl, że trzeba gotowe projekty kolejny raz przeprojektowywać, aby dodać – i biznesu. No i właśnie owo i biznesu wygląda tak, że mówią o nim w mieście ci, którzy ani o biznesie, ani o ekonomii nie mają zielonego pojęcia. Będziemy zatem finansować te centra, które dobrze rokują. Co do Gorzowa, na to centrum środki były dawno w ZIT – Zintegrowane Inwestycje Terytorialne przeznaczone i projekt pana inżyniera architekta Leszka Horodyskiego był gotowy. Ale nie chciano go realizować i tak doszliśmy do roku 2019, w którym to będziemy kolejny raz o tym projekcie dyskutować. A w tym samym czasie inwestorzy będą odchodzili do innych miejscowości, gdzie kadra zawodowa zwyczajnie jest na miejscu. Ciekawostką może być też i fakt, że w Gorzowie Centrum Edukacji Zawodowej nie powstało miedzy innymi i dlatego, że kadry pedagogiczne szkół zawodowych w mieście nie były zainteresowane jego powstaniem.

- Dlaczego, przecież to nie jest logiczne?

- Jak to dlaczego? Po co zmiana? Przecież jest obecnie fantastycznie. Skoro jest fantastycznie, to po co zmiany. Ci ludzie mi to powiedzieli wprost, kiedy się z nimi spotykałem jeszcze jako prezydent. Ich interesowały trzy rzeczy – sala gimnastyczna, sala katechetyczna i gabinety do języków obcych. A jeśli chodzi o nauczanie zawodu – pytań nie było żadnych. Zresztą podobnie było ze szkołami artystycznymi. Też zainteresowanie było żadne. No bo jest dobrze. No i minęło kilka lat, za chwilkę strażacy pozamykają nam te obiekty i tyle będzie kształcenia różnego w Gorzowie. Jednym słowem jest w sam raz, więc nie można mieć pretensji do Zielonej Góry czy innych miast, że u nich nie jest w sam raz i chcą zmian. Dziś w Gorzowie nie ma kwestii smogu, nie ma problemu, jeśli chodzi o przejezdność – jednak obwodnica działa, nikt się nie musi martwić kwestiami wody, ścieków, śmieci. Powtórzę, jest dobrze.

- No jak, przecież nie jest dobrze. Mamy rozkopane miasto i nie bardzo wiadomo, kiedy ono przestanie takie być. Pan od kilku lat mówi, że się nie przygląda temu, co tu się dzieje, ale chyba jednak tak nie jest….

- Niespecjalnie, bo stoję w korkach, jak jadę przez centrum. Choć staram się jechać dookoła. Co tu zresztą mówić. Gdybym ja miał taką inwestycję, opóźnioną o tydzień, to miałbym dziś zarzuty prokuratorskie i pewnie siedziałbym w więzieniu. Proszę spojrzeć, dziś miasto jest rozkopane, sumy pieniędzy na kontach wykonawców rosną, kar umownych się prawie nie stosuje, ale jest dobrze i wszyscy są zadowoleni. Wszyscy się poukładali w Radzie Miasta. Prezydent rządzi bez opozycji. Media zachwycone chwalą, jednym słowem jest super.

- Jak to jednak jest z tym pana nieczytaniem i nieoglądaniem wiadomości na temat miasta? Przecież pan się całkiem nieźle orientuje w tym, co tu się dzieje.

- Nie czytam, ale wystarczy się przejechać po mieście. Ja się na tym zwyczajnie znam. Jak jadę do Strzelec czy do Drezdenka i widzę parę kilometrów torowiska położonego na tłuczniu to się tylko zastanawiam. Podobnie jest z innymi inwestycjami, które nie wytrzymują współczesnych norm technologicznych. To o czym ja mam myśleć? Każdy, kto choć trochę się tematem interesuje, wie, że takich technologii się już od dawna w miastach nie stosuje, chyba że mają to być zielone torowiska, które idą między już wybudowanymi drogami.

- Skoro przy komunikacji, to toczy się olbrzymia dyskusja na temat sensowności budowy centrum przesiadkowego w mieście, które powinno powstać obok dworca PKP i tego czegoś, co zostało po dworcu PKS. Myśli pan, że to jest zasadny pomysł?

- To było w moim programie wyborczym. Wie pani, my mamy w Polsce taką tendencję, aby coś zacząć, potem po zmianie władzy przerwać, bo jest inna lepsza ponoć idea. Myśmy chcieli kupić cały obiekt po dworcu PKS, bo on już nie spełnia takich zadań, jak jeszcze kilka lat temu. Plan był taki, aby oba dworce połączyć, poza tym chodziło o stworzenie szybkiej kolei Gorzów – Berlin. Tu miał powstać ten punkt przesiadkowy dla wszystkich rodzajów komunikacji. Chodziło o to, aby wygodnie dojechać do Gorzowa, z Gorzowa wygodnie dojechać do lotniska w Berlinie, do tego chcieliśmy namówić Biedronkę, aby tam umieściła swój sklep. To zostało zarzucone, a dziś się do tego wraca. No i znów spóźnienie. W Zielonej Górze właśnie takie centrum jest bliskie końca.

- I znów dochodzimy do konkluzji, że w Zielonej Górze można, u nas nie.

- Za mojej kadencji można było tu wiele rzeczy zrobić. Ale my nie robiliśmy głupot. Nikt pod Urzędem Miasta nie rozbierał dobrze działającego i sprawdzonego torowiska, które otworzył prezydent Henryk Maciej Woźniak. Nie robiliśmy tego, bo nie tworzyliśmy deptaku nie bardzo wiadomo dla kogo. W Gorzowie wystarczy wyjść po 16.00 na ulicę Chrobrego, żeby się przekonać, że tam pusto jest. Mamy tu do czynienia z fanaberiami paru misiów, którzy chcą zarobić na projektowaniu. No i wyszło, że odkryliśmy Bramę Santocką, a potem, że jednak jej nie odkryliśmy, dyskusja, co tym zrobić, trwa, wykonawca się cieszy, kasa płynie, toż to się zwyczajnie w głowie nie mieści. Nie ma nic nowego, odcinamy kupony od tego, co zostało zrobione wcześniej. I powtórzę, jest fantastycznie. Dodam, mieszkam w Kłodawie. I tu rzeczywiście jest świetnie. Właśnie trwa zakładanie światłowodu na mojej ulicy w ramach tzw. wykluczenia cyfrowego. I to naprawdę jest dobrze. A skoro miasto lubi tak, jak jest, to niech tak ma. Kiedyś rzeczywiście się tym wszystkim przejmowałem, zżymałem, ale w końcu mi w Zielonej Górze wytłumaczyli, żebym sobie dał spokój, bo naprawdę nie ma czym się przejmować, to rzeczywiście dałem sobie spokój. Teraz z rozbawieniem patrzę, jak z miasta docierają kolejne – piąty czy ósmy – wnioski ze zmianami inwestycji czy czegokolwiek. Przegrywamy wyścig z Zieloną Górą.

- Przykład?

- Proszę bardzo. Mieliśmy budować hotel przy Słowiance – nie, będą baraki. Jak widać, ani hotelu, ani baraków, ani nic. Miało być wiele innych rzeczy. Za to porobiliśmy sobie tu i tam jakieś dróżki, tu i tam placyki za bagatela prawie 7 mln zł, tylko nie wiadomo, komu te ledy i po co mają świecić w oczy. Można jeszcze w ramach działań artystycznych ubrać fontannę w wełnę i dziennikarze lokalnych mediów oszaleją z zachwytu. Można też ostatecznie posadzić baobaba, bo w naszym klimacie znakomicie się przyjmie. Owszem, można. Ale powstaje pytanie, dlaczego młodzi ludzie uciekają stąd w poszukiwaniu dobrego wykształcenia, dlaczego prawie nikt lub nikt tu nie wraca, bo i do czego tu wracać. Przypomnę, chciałem poszerzyć granice miasta – wszyscy byli przeciwko. W Zielonej Górze się tu udało. My mówiliśmy o punkcie przesiadkowym, oni go kończą. Chcieliśmy połączyć uczelnie, w Zielonej Górze to się udało. Chciałem budować czteropasmową Kostrzyńską, w Gorzowie się nie zgodzono. W Zielonej Górze za to budują czteropasmową Obwodnicę Południową, bo Północną mają już gotową.

- Jakieś plusy pan widzi?

- Plusem będzie, kiedy prezydent się opamięta i zacznie widzieć Gorzów w kategoriach miasta wojewódzkiego z wykorzystaniem jego perspektyw, które jeszcze są, bo jak do tej pory mamy poziom disco-polo, zdjęć z Robertem Biedroniem i przy okazji wigilii opowiadanie ludziom jak pięknie śpiewamy kolędy. A to jednak jest za mało.

- Dziękuję bardzo.