W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Donata, Gizeli, Łukasza , 17 lutego 2019

Są to najczęściej osoby zagubione w życiu

2019-02-06

Z Martą Kowalską, kierownikiem Lubuskiego Ośrodka Wsparcia Ekonomii Społecznej, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_23939.jpg

- Czym właściwie zajmuje się Lubuski Ośrodek Wsparcia Ekonomii Społecznej?

- Jak sama nazwa mówi, głównie wspieraniem ekonomii społecznej, czyli organizacji pozarządowych, stowarzyszeń, fundacji, spółdzielni socjalnych, spółek non-profit, a także tworzeniem miejsc pracy dla osób wykluczonych społecznie.

- To jaki był 2018 rok w działalności Ośrodka, w tym realizacja pierwszej edycji projektu LOWES, która przeszła już do historii?

- Projekt zakończyliśmy w sierpniu i mogę tutaj z satysfakcją podkreślić, że zrealizowaliśmy wszystkie zawarte w planie wskaźniki. Najważniejszym celem było utworzenie w sumie 182 miejsc pracy. Pod naszym kierunkiem powstało 35 przedsiębiorstw społecznych, organizacji pozarządowych, fundacji, stowarzyszeń i spółdzielni socjalnych. Kolejne cztery podmioty już istniejące otrzymały od nas wsparcie. W minionym roku zorganizowaliśmy siedem targów ekonomii społecznej, a w przeciągu dwóch lat było ich czternaście, a także dwie, dwudniowe imprezy regionalne. Do tego należy zaliczyć szkolenia, spotkania sieciujące oraz bardzo dużo akcji marketingowych promujących ekonomię społeczną.

- Pozostańmy przy targach, bo tego rodzaju działania były bardzo widoczne. Jaki jest ich główny cel?

- Targi były organizowane przez nas, ale mocno nas wspierały lokalne instytucje. Celem takich imprez każdorazowo jest promocja oferty handlowej. Generalnie nie byłoby sensu tworzyć przedsiębiorstw społecznych, jeśli za tym nie mogłaby iść szeroka prezentacja. Targi są dobrym także miejscem do sprzedaży usług i produktów. Działamy na terenie siedmiu powiatów, dlatego staraliśmy się zorganizować przynajmniej jedną imprezę na terenie danego powiatu. Chcieliśmy tym samym pomóc nie tylko utworzonym przez nas podmiotom, ale również już działającym. Choćby warsztatom terapii zajęciowej, środowiskowym domom samopomocy. To też są podmioty ekonomii społecznej, dla których dodatkową formą utrzymania są różnego rodzaju produkty wytworzone przez ich uczestników. To są towary, jak każde inne, a nawet trochę lepsze, bo niosą w sobie ważną misję społeczną. Konsumenci szukają zresztą takich wyrobów i poprzez targi chcemy maksymalnie skrócić dostęp do ich zakupu.

- Jak te imprezy są odbierane przez konsumentów?

- Zawsze spotykamy się z pozytywną oceną. Pamiętajmy, że każdorazowo staramy się organizować targi wespół z innymi dużymi wydarzeniami w danym regionie. Często są to dni danego miasta. Takim przykładem jest nie tylko Gorzów, ale również Kożuchów. Wiadomo, że wtedy możemy liczyć na dużą frekwencję, ale inaczej też do tego podchodzą ludzie, którzy chętniej przy takich okazjach kupują, a potem zachęcają znajomych do tego samego.

- W ramach stale rozbudowywanej sieci partnerów, z którymi współpracujcie, w minionym roku doszli gorzowscy seniorzy. Razem z nimi zorganizowaliście Gorzowskie Prezentacje Seniorów. To była jednorazowa akcja, czy dopiero wspólnie się rozkręcacie?

- Jest to współpraca, która nawiązała się naprawdę hucznie i jesteśmy w stałym kontakcie z organizacjami seniorskimi. Jak tylko pojawia się jakaś potrzeba wsparcia, choćby w postaci skorzystania z sali, pomocy administracyjnej przy zawiązaniu organizacji jesteśmy do usług. Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy jeszcze razem przygotowali różne fajne wydarzenia.

- Z jakimi innymi grupami społecznymi rozwijacie podobną współpracę?

- Przede wszystkim z gorzowskimi środowiskami stale związanymi z usługami społecznymi. Chodzi głównie o wolontariuszy, zajmującymi się opieką nad osobami niesamodzielnymi. W tym zakresie współpracujemy z Gorzowskim Stowarzyszeniem Wsparcia Opiekunów i Osób z Chorobą Alzheimera i Chorobami Pokrewnymi, którego prezesem jest Barbara Steblin-Kamińska. Rozwiniętą współpracę mamy ze Związkiem Organizacji Pomocowych czy z kostrzyńską fundacją Pomocna Dłoń, która prowadzi Dom Dziennego Pobytu. Mocno rozwijamy współpracę w sektorze usług społecznych, bo one są po prostu nam potrzebne. Społeczeństwo nam się starzeje i wzmacnianie wszelkich organizacji w tym obszarze powinno dla wszystkich być kluczowe.

- W jakich kierunkach konkretnie idzie ta pomoc?

- W różnych.  Organizacje korzystają z naszych zasobów lokalowych, dzięki czemu mogą prowadzić stałe dyżury konsultacyjne dla osób chorych i rodzin takich osób. Prowadzą szkolenia, spotkania ze specjalistami, w tym z lekarzami i prawnikami. Ostatnio trafiła do nas nieformalna grupa zajmująca się filozofią minimalizmu. I organizują u nas spotkania dla osób zainteresowanych nurtem minimalizmu. W swojej odmianie nurt ten głosi, iż powinno się posiadać tylko najbardziej potrzebne do życia rzeczy oraz stawiać w pierwszej kolejności na jakość życia. Spotkania są otwarte dla wszystkich chętnych i gromadzą sporo ludzi, a my cieszymy się, że możemy wspierać ciekawe inicjatywy o charakterze prospołecznym.

- Czy wokół nas jest dużo osób wykluczonych społecznie lub na tyle zagrożonych ubóstwem, że bez pomocy takich organizacji jak LOWES nie będą w stanie sobie poradzić?

- Trudno jest rozmawiać o bezrobociu w Gorzowie, gdyż praktycznie każdy, kto poszukuje pracy jest w stanie ją znaleźć. Jeżeli jednak rozmawiamy o obszarze wykluczenia społecznego, to poruszamy szerszy temat niż samo bezrobocie. Takim zjawiskom towarzyszyć musi coś jeszcze. Oczywiście jest pytanie, co? Dotychczasowe stereotypy dotyczące osób wykluczonych wskazywały głównie na choroby alkoholowe lub inne uzależnienia. Dzisiaj spoglądamy nieco inaczej na takich ludzi. Są to najczęściej osoby zagubione w życiu, przechodzące stany depresyjne lub inne podobne choroby. I samo pójście do pracy niewiele im da. Tacy ludzie nie są w stanie w niej się utrzymać bez profesjonalnej pomocy. Często są to ludzie młodzi i nie jest ich wcale mało.

- W ramach nowego projektu są przygotowywane kolejne nabory do grup inicjatywnych. Jak wygląda to zainteresowanie? 

- Mamy 25 grup, z których powstaną podmioty ekonomii społecznej. Każdy będzie liczył 5-6 miejsc pracy, czyli daje nam to 130-140 etatów. Jeszcze nie rozpoczęliśmy konkursów na dotacje, ale już mamy więcej chętnych niż jest miejsc. 

- Czy współpraca przedsiębiorstw ekonomii społecznej z jednostkami samorządowymi układa się właściwie?

- Tak. I to zarówno w Gorzowie, jak i w wielu powiatach. Jesteśmy z tego naprawdę zadowoleni. Wielkim wsparciem dla nas jest choćby Wydział Obsługi Inwestora i Biznesu UM w Gorzowie, który zaprasza nas na różne wydarzenia, w tym śniadania biznesowe i pomaga nawiązywać współpracę z firmami. Obecnie prowadzimy badania, na ile samorządy w ramach procedur zamówień publicznych zlecają realizację zadań podmiotom ekonomii społecznej. Z otrzymywanych stale informacji wynika, że ta współpraca rozwija się coraz lepiej. Samorządy coraz chętniej kupują usługi w naszych przedsiębiorstwach. Fajnie, że w specyfikacjach zaczynają stosować klauzule społeczne, dając tym samym szanse podmiotom ekonomii społecznej.

- W Ośrodku prowadzone są ponadto szkolenia i warsztaty. Na ile cieszą się one popularnością i czy będą kontynuowane?

- W 2018 roku wielkim hitem okazały się szkolenia dotyczące przepisów o ochronie danych osobowych RODO. Naszym zadaniem jest organizowanie szkoleń, będących odpowiedzią na zapotrzebowanie organizacji. Dlatego w najbliższym czasie zorganizujemy serię spotkań sieciujących, które będą miały na celu stworzenie partnerstw społeczno-gospodarczych. Chodzi o nawiązywanie współpracy pomiędzy naszymi podmiotami ekonomii społecznej a przedsiębiorstwami rynkowymi. Nie chcemy budować partnerstwa jedynie na papierze. Dążymy do wypracowania współpracy korzystnej dla wszystkich stron. Myślimy szczególnie o małych firmach, które mogłyby mieć za swoich podwykonawców czy usługodawców nasze jednostki gospodarcze.

- Jakie konkretne korzyści może mieć przedsiębiorstwo ze współpracy z podmiotem ekonomii społecznej?

- Jest ich kilka. Niemal wszyscy przedsiębiorcy borykają się dzisiaj z brakiem pracowników. Podmioty ekonomii społecznej mają swoich pracowników, którzy podejmują się różnych prac. Od tych najprostszych, takich jak sprzątanie i do tego są relatywnie tańsi na rynku, gdyż mają niższe koszty prowadzenia działalności. Do tego mają profesjonalny nadzór.

- Porozmawiajmy chwilę o drugim projekcie LOWES, którego inauguracja miała miejsce jeszcze w ubiegłym roku, ale tak naprawdę dopiero się rozkręca. Czym ta edycja będzie różniła się od pierwszej?

- Powinno być nam o tyle łatwiej, że mamy na realizacje drugiego projektu więcej czasu, bo aż 40 miesięcy z końcowym terminem na grudzień 2021 rok. W przypadku pierwszej edycji były to 23 miesiące faktycznej działalności. Cieszymy się z tego, ponieważ mając obecnie ten sam cel do osiągnięcia, czyli utworzenie około 180 nowych miejsc, mamy zarazem więcej czasu na pracę z grupami inicjatywnymi. To jest ważne, ponieważ chodzi o jak najlepsze przygotowanie pracowników do radzenia sobie na rynku twardego biznesu. Co do innych aspektów projektu właściwie wszystko pozostanie bez zmian.

- Zapewne teraz będzie trudniej zaistnieć na rynku nowym podmiotom?

- W pierwszej chwili też mieliśmy takie myśli, bo skoro już tyle pojawiło się u nas firm, to dla każdej kolejnej tego miejsca jest mniej. Jednak, kiedy przeanalizujemy dotychczasową naszą pracę widać, że chętnych do podejmowania współpracy z utworzonymi przedsiębiorstwami wcale nie brakuje. Myślę, że rynek w tym obszarze wciąż nie został nasycony, a poza tym powinno zacząć procentować doświadczenie, którego nabyliśmy w ostatnim dwóch latach. Podobnie wygląda z chętnymi do uczestnictwa w projekcie, o czym już zresztą wspomniałam wyżej.

- Co panią najbardziej zaskoczyło podczas realizowania pierwszego projektu?

- Chyba to, że ludzie do nas lgną. Byłam przekonana, że będziemy mieli duże problemy z realizacją wskaźników, szybko okazało się, że to żaden problem. I zamiast myśleć, czy zdołamy zachęcić tyle a tyle ludzi do współpracy szybko skupiliśmy się na pracy z konkretnymi ludźmi z grupy społecznie wykluczonych. To było i jest tak naprawdę dalej najważniejsze. W naszej pracy liczy się głównie pomoc innym. W tej chwili przykładowo mocno żałujemy, że mamy mocno ograniczone możliwości pomagania mniejszościom narodowym, które trafiają do nas po pomoc. Głównie dotyczy to ukraińskiej mniejszości.  Pomagamy jej na tyle, na ile możemy i to również daje nam sporo satysfakcji. Czynimy to także z tego względu, że wokół nas znajdują się ludzie, którzy chcą działać i czynią to najczęściej społecznie.

- I na koniec, czy będziecie kontynuować wizyty studyjne?

- Tak, ponieważ to się sprawdza. Jeszcze nie podjęliśmy ostatecznej decyzji, w jakim kierunku się wybierzemy, ale najchętniej byśmy pojechali na kilkudniowy wyjazd do województwa małopolskiego, mającego piękne tradycje w obszarze działania przedsiębiorczości społecznej. Byłaby to bardzo dobra okazja do zapoznania się z dobrymi praktykami przedsiębiorczości społecznej. W zeszłym roku kilka razy byliśmy na jednodniowych wyjazdach w województwie wielkopolskim i mocno wzbogaciliśmy naszą wiedzę w tym obszarze.

- Dziękuję za rozmowę.