W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Bogusława, Bronisława, Ilony , 18 sierpnia 2019

Stare przedmioty często spełniają rolę edukacyjną

2019-03-06

Z Arturem Mazurkiewiczem, kolekcjonerem starych przedmiotów, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_24188.jpg

- Jest pan kolekcjonerem staroci, w tym broni palnej. Z czego wzięła się pańska pasja?

- Nie tylko broni palnej, ale ogólnie militariów. Mam bogatą kolekcję broni myśliwskiej czy białej broni, w tym jataganów. Są to bagnety o wygiętych głowniach, czyli mówiąc popularniej ostrzach. Nie jestem w stanie jednak precyzyjnie wyjaśnić, z czego wzięła się ta moja miłość do zbierania staroci? Być może w domu, w którym od dzieciństwa mieszkam jest jakaś moc, energia po byłych właścicielach, Prusakach. Przed wojną mieszkał tutaj landsberski prezes klubu strzeleckiego i myśliwskiego. W moich zbiorach jest nawet oryginalna tablica z tamtych lat, która znajdowała się na budynku, a po wojnie została schowana przez mojego dziadka i kilkadziesiąt lat przeleżała na strychu. 

- A co było takim momentem przełomowym, co zdecydowało, że zainteresował się pan zbieraniem staroci?

- Nie ma takiej chwili, od dziecka interesowałem się wszystkim co jest stare i ładne.

- Wielu gorzowian zna pana jako rzeźbiarza mebli gdańskich. Dalej specjalizuje się pan w tej działalności?

- Rzeźbiarz to za duże słowo, byłem bardziej snycerzem. Ten pierwszy rzeźbi w każdym materiale, snycerz jedynie w drewnie. Rzeczywiście, kiedyś produkowałem meble gdańskie, sprawiało mi to dużo przyjemności, ale są to już naprawdę odległe czasy. Od wielu lat pracuję w administracji w kancelarii adwokackiej przy ul. Szkolnej. Poza tym należę do trzech stowarzyszeń. Pierwsze znane jest choćby ze stawiania pomników w mieście, to jest Towarzystwo Miłośników Gorzowa. Jako hobbysta jestem w zarządzie Gorzowskiego Klubu Kolekcjonerów. Do tego należę także do Klubu Strzelecko-Kolekcjonerskiego PRETOR.

- Co jest ekscytującego w zbieraniu broni, za pomocą której można, niestety, zabijać?

- Moja nie zabija, bo zdecydowana większość jest pozbawiona cech użytkowych. Wystawiam najprawdziwszą broń, z której nie można już jednak strzelać. W każdym zbieractwie, obojętnie czego ono dotyczy, są rzeczy ekscytujące. Są rzeczy rzadkie, czasami niepowtarzalne. Kolekcjonerzy pasjonują się także jakością eksponatów. Mało tego, w swoich zbiorach mam broń, którą tak naprawdę można zobaczyć jedynie w filmach. Posiadam kolekcje z różnych czasów i różnych zakątków Europy. Poza tym ogromną frajdę daje mi to, że mogę podzielić się zbiorami, pokazać je wszystkim zainteresowanym, bo nie ukrywam swojej pasji.

- To z jakich czasów posiada pan broń?

- Najstarszą mam z 1777 roku.

- Czyli można powiedzieć, że jeszcze z czasów przedrozbiorowych, Czy to polska broń?

- Nie, francuska.

- Jakiej broni posiada pan najwięcej w swojej kolekcji?

- Skautowej, kapiszonowej i współczesnej na naboje scalone.

- Zdobywanie kolekcjonerskiej broni jest dzisiaj zadaniem trudnym?

- W dobie zjednoczonej Europy jest łatwiej niż to miało miejsce w czasach, kiedy granice były zamknięte, a siła złotówki dużo niższa. Najwięcej starej broni pochodzi z Francji, natomiast tej z okresu drugiej wojny światowej z krajów, które nie zostały mocno dotknięte działaniami wojennymi. Choćby ze Szwecji, ale i Anglii, na terytorium której jako takich walk bezpośrednich nie było, zaś produkcja broni toczyła się na najwyższych obrotach.

- Jeżeli ktoś chciałby zacząć kolekcjonować taką broń, miałby problemy z jej nabyciem?

- Zależy o jakiej rozmawiamy. Tę starszą, nie wymagającą pozwoleń zakupuje się na giełdach staroci. Z kolei nowszą, na naboje scalone przez odpowiednie firmy, gdyż w tym przypadku musimy mieć odpowiednie zezwolenia.

- Pan preferuje broń wojskową, ale ta pasja nie ogranicza się tylko do karabinów i pistoletów. Z czym jeszcze się wiąże?

- Zbieraniem wszystkiego, co stanowi uzupełnienie wyposażenia. Mówimy tutaj o pasach nośnych do broni. To coś innego niż zwykły wojskowy pas, zwany głównym. Skoro jest broń wojskowa, to i potrzebny jest do niej bagnet. Potrzebne są ładownice. Jako ciekawostkę podam, że posiadam oryginalny japoński pas nośny z czasów drugiej wojny światowej. Posiada on trzy kieszenie, co było rzadkością. To nie wszystko. Skoro mamy już tyle, to przydałaby się saperka i siekierka, a nawet wojskowy kilof. Jak już tyle się uzbierało, to warto mieć w zbiorach mundury. I tak, krok po krok udało mi się zebrać praktycznie całe wyposażenie żołnierza z czasów wojny.    

- Co jeszcze pana interesuje?

- Stare telefony, maszyny do pisania i szycia. Powiem więcej, na tych 100- czy 80-letnich maszynach, które posiadam cały czas można pisać. Mam bogatą kolekcję około czterdziestu waz do ponczu z kubkami. Posiadam 150-letni syfon do produkcji wody sodowej, który służył w jednym z sanatoriów i był jednym z pierwszych wymyślonych przez człowieka. Jest także bogaty zestaw kilkuset dzbanów do wina. Różnej wielkości. Od najmniejszych do dużych. Mam sentyment do starej wagi kuchennej, pięknie malowanej w kobalcie. Mam stare kafle, nawet zwykłe cegły potrafią sprawić przyjemność. Parapet przy kominku u mnie został wykonany z cegły liczącej 600 lat. I jeszcze wiele fajnych rzeczy mógłbym pokazać, w tym figurki i obrazy. Zaczyna brakować mi miejsca na eksponowanie wszystkiego co wartościowe.

- Co jest w tym wszystkim jest takiego pięknego, że aż chce się zbierać?

- To są najczęściej artystyczne dzieła. Tak niepowtarzalne, że nie można przejść obok nich obojętnie. Jak zaczynałem zbierać, to w pierwszej kolejności brałem wszystko co ładne. Szybko okazywało się, że niemal każda stara rzecz jest dekoracyjna. Nawet telefony czy maszyny do pisania lub szycia są malowane w różne wzorki, mają wytłoczenia, wmontowane fragmenty rzeźb. O ceramice to już nawet nie wspominam, bo to są dzieła najwyższej klasy.

- Po naszych przodkach pozostało wiele ładnych rzeczy. A po nas coś pozostanie?

- Obecne telefony komórkowe czy komputery raczej nie będą cieszyły się kolekcjonerskim uznaniem następnych pokoleń. Nasze przedmioty życia codziennego nie spełniają funkcji dekoracyjnych. Mają wykonać swoją zadanie i trafiają do recyklingu. Jak my nie pozostawimy zbieranych przez nas bibelotów i innych starych, wartościowych przedmiotów, to nic nie pozostanie.

- Może czas podzielić się tymi eksponatami, pokazywać je innym?

- Czynię to i sprawia mi to wiele satysfakcji. Szczególnie jeżeli chodzi o akcje charytatywne. Przykładowo zostałem zaproszony przez motocyklistów do jednej z nadmorskich miejscowości w okolicach Gryfic, gdzie tamtejsza społeczność zorganizowała festyn, żeby zebrać pieniądze dla chorego 24-latka. Impreza wypadła znakomicie, pojawiło się na niej mnóstwo ludzi, zebrano ponad 60 tysięcy złotych. Powiem nieskromnie, ale wziąłem ze sobą część mojej kolekcji i cieszyła się ona ogromnym zainteresowaniem. Nawet lokalne media przyjechały, udzieliłem kilku wywiadów. W Gorzowie również mam okazję spotykać się z zainteresowanymi, pokazywać interesujący ich zbiory, choćby w szkołach. Uczniowie interesując się bronią, chcą naocznie zobaczyć, dotknąć karabiny z czasów pierwszej czy drugiej wojny światowej. Niedługo będę wystawiał się na festynie w Szkole Podstawowej nr 13, a celem całej akcji jest zebranie środków na leczenie chorego ucznia tej szkoły.  

- Jest możliwa prezentacja ciekawszych zbiorów na stałej ekspozycji, ale w Gorzowie?

- Razem ze mną w zarządzie Gorzowskiego Klubu Kolekcjonera jest Jacek Wiernicki, szef znanej w mieście firmy Metalplast. On specjalizuje się w kolekcjonerstwie zabytków dawnej techniki. Ma bogate zbiory zamków drzwiowych, maszyn szewskich, kłódek, kowadeł, klamek i setek innych niepowtarzalnych rzeczy. Razem z nami działa też znany regionalista Robert Piotrowski, posiadający bogate zbiory dotyczące naszego miasta. Marzy nam się, żeby w Gorzowie pojawiło się miejsce na stworzenie takiego muzeum, w którym miejscowi hobbyści, kolekcjonerzy mogliby prezentować swoje zbiory, a nie zamykać je w czterech ścianach. Zdaję sobie sprawę, że wiąże się to z kosztami. Nie tylko dotyczącymi utrzymywania budynku czy sal, ale i jej ochrony, zarządzania. Niemniej uważam, że warto coś takiego w mieście zorganizować.

- Co dominuje wśród gorzowskich kolekcjonerów?

- Numizmatyka, co widać choćby na comiesięcznych giełdach kolekcjonerskich, które odbywają się w każdą pierwszą niedzielę w dawnym Chemiku przy ul. Drzymały. Ale obszarów, w których poruszają się nasi kolekcjonerzy jest doprawdy dużo.

- Zapewne na gorzowskich strychach znajduje się jeszcze wiele wartościowych pamiątek. Robiąc porządki po dziadkach powinniśmy dokładniej sprawdzać wartość historyczną rzeczy, które planujemy wyrzucić?

- Stare przedmioty często spełniają rolę edukacyjną. Dlatego zachęcam wszystkich, żeby przed spakowaniem staroci do kubła najpierw się im przyjrzeli, a razie wątpliwości przynieśli na giełdę do nas do Chemika. Zawsze otrzymają wyczerpującą informację i wtedy zdecydują, czy warto komuś odsprzedać, jak będzie zainteresowanie czy po prostu oddać na wysypisko. Czasami naprawdę można trafić na wartościowe okazy.

- A w ramach upiększania miasta można bardziej odważnie eksponować stare elementy w nowych budowlach?

- Nie tylko w budowlach, ale choćby na podwórkach. Najważniejsze jest, żeby w ogóle remontować, upiększać, a czy z wykorzystaniem starego wzornictwa czy nowszego, to już jest sprawa wtórna. Gdy obserwuję moją ulicę Wyszyńskiego, to z radością zauważam, że z każdym kolejnym rokiem rośnie liczba wyremontowanych budynków i ulica nabiera kolorytu, staje się coraz bardziej elegancka. I dotyczy to zarówno tych najprostszych, małych bloków, jak i takich budynków, które noszą w sobie całe bogactwo architektoniczne, ale nad remontami takich budowli pieczę już musi trzymać konserwatora zabytków. Mam nadzieję, że miasto jeszcze aktywniej włączy się w działania, znajdzie więcej środków na odnawianie wszelkich możliwych detali architektonicznych i remonty najbardziej charakterystycznych budowli w mieście będą przebiegać szybciej. Naprawdę warto zainwestować w rzeczy piękne, bo za tym wzrośnie jakość życia wszystkich mieszkańców.

- Dziękuję za rozmowę.