W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Dory, Olgi, Teodora , 26 marca 2019

A we wrześniu grozi nam edukacyjny armagedon

2019-03-13

Z Barbarą Zajbert, prezes oddziału gorzowskiego Związku Nauczycielstwa Polskiego, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_24239.jpg

- Widomo strajku edukacyjnego przed nami. Pani zdaniem w kwietniu staną też gorzowskie szkoły?

- Oczywiście, że tak. Nasze środowisko jest bardzo zdeterminowane. Na 87 placówek z naszego terenu w ponad 76 jest wdrożona procedura rozwiązywania sporów zbiorowych. Oznacza to, że wypełniamy wszystkie etapy przygotowania do strajku. Ale jak będzie, to na pewno pokaże referendum. Każdy pracownik będzie się mógł wypowiedzieć w tej kwestii. Określić, czy przystępuje do strajku, czy też nie przystępuje.

- Jak to w praktyce może wyglądać?

- Strajk, jak wszyscy pamiętamy jeszcze sprzed stanu wojennego, jest to powstrzymanie się od wykonywania pracy. Wszyscy, którzy przystąpią do takiego protestu, będą na stanowiskach pracy, niemniej jednak pracy tej nie będą wykonywać, czyli nie będą prowadzić zajęć, nie będą sprawować żadnych funkcji opiekuńczych czyli nie będą organizować żadnych zajęć zastępczych. Nie wykonują pracy. I nie pobierają za ten okres, oczywiście, wynagrodzenia.

- Pani prezes, strajk to kwestia ogólnopolska, a ja chciałabym wrócić na gorzowskie podwórko. Jak pani ocenia system edukacji w mieście, mam na myśli obecne funkcjonowanie siatki szkół?

- Ciężko jest wystawić taką jednoznaczną ocenę, ponieważ cały czas mam w głowie to, co ma być zrobione, to, co jeszcze nie zostało zrobione, a myślimy tutaj o Centrum Edukacji Zawodowej, w którym nawet jeszcze jedna łopata została wbita, żeby to przygotować, a szkoda. Bo być może byłoby to znakomite miejsce do kształcenia zawodowego, a na takie chcemy stawiać. Sieć przedszkoli jest duża i moim zdaniem przedszkola funkcjonują dobrze. Choć zaznaczyć trzeba, że mamy problem z pomieszczeniem dzieci trzyletnich. I naszym zdaniem przydałoby się przedszkole na osiedlu Europejskim. Bo tam zwyczajnie brakuje przedszkola. Patrzę na szkoły podstawowe, zwłaszcza na SP 20, którą należałoby rozbudować, albo powinna tam powstać kolejna szkoła. A to jest już moloch. Źle się pracuje w tak potężnej szkole. Dlatego pewne ruchy muszą być wykonane, aby dostosować sieć szkół do faktycznych potrzeb mieszkańców. Natomiast wykonywanie takich ruchów, jakie zostały wykonane w grudniu z perspektywą podjęcia ostatecznych uchwał później, chyba nie było rozwiązaniem do końca dobrym. Nie było to poprzedzone przygotowaniem środowiska, zapoznaniem tych wszystkich, którzy są zainteresowani funkcjonowaniem oświaty, czyli rodziców, uczniów, a popatrzono tak naprawdę chyba tylko na interes ekonomiczny miasta. A trzeba pamiętać, że oświata jest materią bardzo wrażliwą, która skupia na sobie uwagę społeczną i należałoby o tym pamiętać.

-Czy te decyzje, podjęte zimą tego roku, są już ostateczne?

- Po sesji Rady Miasta w styczniu tego roku mamy na razie dwie uchwały intencyjne – to jest przeniesienie III Liceum Ogólnokształcącego do obiektu Szkoły Podstawowej nr 7 przy ul. Estkowskiego oraz przeniesienie Liceum Plastycznego do siedziby obecnego III LO. Na pewno Liceum Plastyczne potrzebuje zmiany warunków, bo jest to placówka, w której już się nie da pracować. Bo obiekt na potrzeby tej szkoły jest zwyczajnie za mały. Natomiast czy przeniesienie III LO do SP 7 jest dobrym pomysłem? Nie do końca się zgadzam z taką decyzją. Można było poszukać innych rozwiązań, a nie na siłę uszczęśliwiać SP 7 młodzieżą z III LO. Tym bardziej, że w moim przekonaniu, nie będzie to służyło poprawie sytuacji w tej szkole. Moim zdaniem, w tej szkole nabór może się zmniejszyć jeszcze bardziej drastycznie. Rodzice, którzy mają do wyboru inne szkoły, będą chcieli posłać swoje dzieci do grup równolatków, nie będą chcieli umieszczać swoich dzieci w szkole, w której uczy się młodzież praktycznie dorosła.

- Pani prezes, mówi się, że po tych zmianach, po kumulacji roczników, może wystąpić po raz pierwszy od czasów PRL taka sytuacja, że młodzi będą chodzili do szkół nawet w soboty. Czyżby coś takiego groziło także gorzowskim dzieciom?

- Oby nie. Oby nie. Zobaczymy, jak sobie nasz samorząd poradzi z tą sytuacją. I tu mam ogromy żal do obecnej władzy, że scedowała wszystko w tej trudnej kwestii na samorządy. Tak naprawdę otrzepano rączki, uważając, że to właśnie samorządy mają sobie same poradzić z tym problemem. Za tym nie poszły żadne dodatkowe środki finansowe i rzeczywiście może być drastycznie niedobrze, bo nie mamy się gdzie pomieścić. Przecież jest to podwójna liczba dzieci i każdy może sobie z łatwością policzyć, ile tych uczniów będzie. Szkoły nie są z gumy, nowych pomieszczeń nie dobudujemy przez pół roku. Rzeczywiście, szkoły mają różne pomysły, aby jakoś tę młodzież pomieścić. Ja jednak bardzo współczuję wszystkim uczniom, także ich rodzicom, a najbardziej nauczycielom, którzy będą się musieli zmierzyć z pracą na dwie zmiany, na dwie i pół zmiany.

- To żart, prawda.

- Zdecydowanie nie, zdecydowanie prawda. Będzie ciężko, naprawdę będzie bardzo ciężko, nawet jeśli będziemy wykorzystywać pomieszczenia bibliotek, stołówek, specjalnie adaptowanych zapleczy innych gabinetów. A myślę, że chyba nie o takie coś nam chodziło, żeby tak zmienić oświatę, aby w XXI wieku edukować dzieci w warunkach niczym po II wojnie światowej.

- Czy w Gorzowie może zabraknąć miejsc w dobrych szkołach? A przecież mamy bardzo dobre kształcące w zawodach, jak i kilka dobrych ogólniaków.

- To jest nieuniknione.

- To co z tymi ludźmi będzie?

- Będzie zdecydowanie trudniej dostać się do wymarzonej szkoły mimo tego, że szkoły te zwiększają liczbę oddziałów. Dajmy przykład – jak do liceum przyjmowano cztery klasy, to teraz będzie musiało być tych klas pięć lub sześć. Ale to i tak nie wystarczy. No i młodzież będzie miała do wyboru szkoły branżowe.

- Co to znaczy – szkoły branżowe?

- Dawne szkoły zawodowe, czyli na poziomie Zasadniczych Szkół Zawodowych. Ja mam nadzieję jednak, że ci wszyscy super zdolni dostaną się do swoich wymarzonych szkół. A szkoły zrobią wszystko, żeby tej bardzo zdolnej młodzieży i chcącej się uczyć nie skazywać na naukę w zawodówkach.

- Czy do pani dochodzą głosy od zaniepokojonych rodziców, że to jednak tak być nie powinno? Gorzowianie nie obawiają się, że ich dzieci dotknie właśnie to zamieszanie?

- Docierają, choć nie są to masowe głosy. Wydaje mi się, że rodzice obudzą się w momencie, kiedy rozpocznie się nabór oraz kiedy zabrzmi pierwszy dzwonek 1 września, gdy okaże się, że zamiast 25 uczniów w klasie mamy 32, a ja się uczyłam i pracowałam w klasach, w których było i 37 uczniów. Tyle tylko, że to były czasy, jak to teraz wszyscy powtarzają, słusznie minione. A jak widać, nie wszystko z tych czasów słusznie minionych zostało zapomniane. Zupełnie niepotrzebnie musimy wrócić choćby do takich sytuacji.

- Jednym słowem, szykuje nam się armagedon na początku nowego roku szkolnego?

- Na pewno tak.

- Co na to wszystko nauczyciele?

- Nasi nauczyciele się martwią. Tym bardziej, że udźwignęli już bardzo dużo. Każdy kolejny minister wprowadza kolejne pomysły. Oświata zaczyna przypominać taki worek treningowy. Obecnie niszczymy to, co wypracowaliśmy przez 16 lat. Mamy różny stosunek do gimnazjów, ale jeśli po 16 latach ich funkcjonowania było to najmocniejsze ogniwo funkcjonowania oświaty – wiemy to z oceny międzynarodowych organizacji badających wyniki nauczania, to można powiedzieć jedno – szkoda. Znów będziemy budować coś nowego. Podstawa programowa jest tak przeładowana, że uczniowie są zmęczeni i nie są w stanie opanować tego wszystkiego, co się im oferuje. Nauczyciele to widzą. Ale co z tego, skoro nie słucha się głosu nauczycieli. No i nasz protest jest protestem w sprawie dalszego funkcjonowania oświaty. Podwyżka płac jest tylko pewnym elementem. Jeśli bowiem nie ściągniemy do pracy w oświacie nauczycieli pasjonatów, nauczycieli o ogromnej wiedzy, to czeka nas zapaść, bo z oświaty odchodzą ci, doświadczeni nauczyciele. Uzyskują uprawnienia do emerytury i mówią – ani jednego dnia dłużej. A tego wcześniej nie było. Pozycja nauczyciela została sprowadzona do roli osoby ciągle upokarzanej i to z różnych stron, w tym także uczniów, którzy jeszcze kilka lat temu nie pozwalali sobie na takie zachowania, z jakimi mamy do czynienia obecnie. Do tego można dołożyć nieustanne straszenie różnymi skargami. No i kiepski start w życie zawodowe. To co się dziwić, że chętnych do pracy nie ma. Ten strajk ma też zwrócić uwagę i na takie problemy.

- Dziękuję bardzo.