W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Elżbiety, Marka, Pauli , 18 czerwca 2019

W Gorzowie pracują też cudzoziemcy z egzotycznych krajów

2019-04-03

Z Pawłem Klimczakiem, dyrektorem wydziału spraw obywatelskich i cudzoziemców Lubuskiego Urzędu Wojewódzkiego w Gorzowie, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_24438.jpg

- Panie dyrektorze, od pewnego czasu na ulicach widać i słychać, że przybywa nam cudzoziemców. Rzeczywiście tak jest?

- Oczywiście, mniej więcej od pięciu lat trwa taka tendencja wzrostowa. Nasze województwo przez całe lata było w ogonie statystyki, jeśli chodzi o napływ cudzoziemców. Nie byliśmy obiektem zainteresowania cudzoziemców. Natomiast w całej Polsce od właśnie tych czterech-pięciu lat cudzoziemców przybywa gwałtownie. I o dziwo, województwo lubuskie okazało się nagle bardzo atrakcyjne i z tego ogona statystyk znaleźliśmy się mniej więcej w połowie stawki, jeśli chodzi o obecność cudzoziemców.

- Dlaczego byliśmy nieatrakcyjni? Bo daleko na zachód?

- Myślę, że raczej rynek pracy nie był tak chłonny. I rzeczywiście, większość osób, które przyjeżdżały, to byli małżonkowie Polaków, teraz to się zmieniło diametralnie. Praca, praca i jeszcze raz praca, to jest 90 procent osób, które dla niej tu przyjeżdżają.

- Gdybyśmy mieli zrobić symulację, to skąd najwięcej mamy cudzoziemców?

- Zdecydowanie Ukraina. Potem długo, bardzo długo nic, i dopiero inne narodowości. Wnioski o zezwolenia na pobyt w zeszłym roku złożyło ponad 6 tysięcy Ukraińców, na drugim miejscu byli Gruzini, ale było ich już tylko 316, 206 Białorusinów. Ale pojawiają się także obywatele Nepalu, Indii, trochę bardziej odległe kraje.

- Aż z tak daleka trafiają tu ludzie do pracy? Jadą tu do pracy?

- Pracodawcy już tam szukają pracowników. W wielu branżach brakuje już Ukraińców – tak jest w branży transportowej. Jeśli chodzi o kierowców ukraińskich, to rynek jest wydrenowany. Dlatego ta branża szuka dalej, w kolejnych krajach, jak choćby w Filipinach, ale także w Ameryce Południowej, aby stamtąd sprowadzać kierowców. Jeśli chodzi o branżę tapicerów, to kierunkami są Pakistan, Indie, tam ludzi poszukują pracodawcy.

- Gorzowscy pracodawcy również?

- Tak. Jeszcze może tego tak na ulicach nie widać, bo u nas to się natychmiast rzuca w oczy, jeśli ktoś jest rzeczywiście innej karnacji. Inna rzecz, że te osoby, jeśli przyjeżdżają do pracy, zajmują się pracą.

- Co pan rozumie pod tym pojęciem?

- Jeśli mogą pracować 12 godzin, 14 godzin, to tak pracują. Potem odpoczywają i znów wracają do pracy. Nie uprawiają tutaj specjalnie jakiejś turystyki, jakiegoś życia po godzinach w mieście, stąd może ich nie widać. Ale w Gorzowie, jak i wokół Gorzowa takich osób z dalszych krajów sporo jest.

- Panie dyrektorze, od pewnego czasu widać, że Ukraińcy organizują sobie tutaj życie. Tworzą się jakieś organizacje, różne instytucje wychodzą im naprzeciw. Czy myśli pan, że oni zamierzają tu zapuścić korzenie? Zostać na stałe?

- To naturalnie bardzo różnie jest. Wygląda to dokładnie tak samo, jak z Polakami na Wyspach. Każdy z nas ma w rodzinie lub wśród znajomych kogoś, kto wyjechał. I to jest dokładnie ten sam scenariusz. Niektórzy wyjeżdżają, żeby popracować dwa lata, zarobić, wrócić. A niektórzy wyjeżdżają i okazuje się, że lepiej tam ściągnąć dzieci, rodzinę i tam zamieszkać. Każdy ma swój pomysł na życie. I to dokładnie tak wygląda. Są ludzie, którzy przyjeżdżają, pracują w jednej firmie, zmienią ją na inną, wyjeżdżają po sezonie, wracają na następny, ale są też tacy, którzy trochę pracują i zaczynają ściągać rodziny. I to te osoby bardziej próbują się tu organizować, szukać sobie wsparcia w takich zwykłych, życiowych sprawach – jak sobie załatwić kwestię leczenia, ubezpieczenia, jak kupić nieruchomość, wymieniają informacje, głównie przez media społecznościowe, jak facebook czy wschodni odpowiednik wkontakcie. Tam się organizują, wymieniają informacje. Wiadomo, że zawsze jest raźniej w grupie, podobnie zresztą jak Polacy w grupach gdzieś tam sobie mieszkają, tak samo oni tu.

- Łatwo jest zalegalizować pobyt w Polsce?

- Trudno. To jest piekielnie skomplikowany system różnych rozwiązań, które na siebie nachodzą. Dla osoby, która chciałaby to po raz pierwszy, czy dla pracodawcy, który chciałby po raz pierwszy ściągnąć pracownika to jest bardzo trudne. To jest pajęczyna różnych warunków, wyłączeń, wyjątków. Sama ustawa o cudzoziemcach ma około 500 artykułów. Ale do tego dochodzą inne ustawy. Zdajemy sobie sprawę, że ktoś, kto chciałby wziąć sobie te przepisy i przeczytać, i dowiedzieć się, co ma zrobić, polegnie na tym. My próbujemy wyjść naprzeciw i przełożyć, mówiąc kolokwialnie, na język ludzki te przepisy. Takim naszym pomysłem sprzed zaledwie kilku dni jest uruchomiona pod numerem 96 7851 852 infolinia w trzech językach: polskim, angielskim i ukraińskim. Infolinia polega na wyborze pewnych opcji do odsłuchania, gdzie spróbowaliśmy opisać to w jakiś zrozumiały sposób i usystematyzować ta, aby ktoś, kto chce się czegoś dowiedzieć, faktycznie mógł sobie spokojnie odsłuchać. Mam nadzieje, że to nam się udało, bo ciężko jest przełożyć język ustawy na język zrozumiały dla zwykłych ludzi.

- Czy dużo ludzi ubiega się o zgody na pobyt stały w Gorzowie, albo szerzej, w lubuskim?

- Precyzyjnie – najpierw pobyt czasowy, a potem dopiero pobyt stały. W konsekwencji wniosków o pobyt stały i obywatelstwo przybywa. Ponieważ jest coraz więcej osób, które już przemieszkały ileś lat w Polsce i one mogą o to wnioskować. Poza tym są pewne uproszczenia w stosunku do osób z pochodzeniem polskim, które mają Kartę Polaka, albo są w stanie udokumentować pochodzenie polskie. Dla takich ludzi jest ścieżka szybsza, z której też korzystają, więc ta liczba rośnie. Natomiast pobyty czasowe, to jest 30-40 procent więcej każdego roku. W ubiegłym roku to było ponad 7 tys. wniosków. Pewnie w tym roku będzie około 10 tys. wniosków. W zezwoleniach na pracę mieliśmy około 14 tys. wniosków w ubiegłym roku. Jednak najbardziej spektakularne w skali województwa to są tzw. oświadczenia o zamiarze zatrudnienia cudzoziemca, które wydawane są przez Urzędy Pracy dla obywateli sześciu krajów, ale w tym 98 procent to Ukraińcy. I w ubiegłym roku w Lubuskiem było ich wydanych 100 tysięcy. Pozwalają one na przyjazd i pracę na sześć miesięcy, ale to jest najprostsza procedura i najszybszy sposób na pracę oraz na pozyskanie ludzi. Tu najbardziej widać skalę zjawiska. Można jeszcze wjechać bezwizowo do Polski. Dlatego zawsze najtrudniejsze pytanie to pytanie o liczbę cudzoziemców w Gorzowie czy w Lubuskiem. Nikt nie jest w stanie na to pytanie odpowiedzieć, ponieważ sposobów przyjazdu do Polski jest całe mnóstwo. Dlatego trudno jest określić, kto i gdzie przyjechał, gdzie zamieszkał, możemy tylko szacować tę liczbę.

- Czy do urzędu docierają jakieś głosy, że rośnie niechęć wobec cudzoziemców tu pracujących?

- Ja to widzę głównie w komentarzach do różnych artykułów. Zastanowić się można, na ile jest to miarodajne. Hejt w Internecie jest tak powszechny, są bowiem ludzie, którzy krytykują wszystko, o czym by kto nie napisał. Dlatego jakoś tak kurczowo bym się nie trzymał myśli, że jeśli pod artykułem dotyczącym tego, że prezydent Gorzowa Jacek Wójcicki zdecydował się na pomoc, na tłumaczenia dla Ukraińców różnych informacji urzędowych, miał same negatywne komentarze, to jest to przejaw globalnej niechęci. Nie przypuszczam, żeby 100 procent gorzowian było niechętnych obcokrajowcom. Wszyscy się chyba już pogodzili z tym, że w usługach miejsca pracy nie są odbierane Polakom, tylko tak naprawdę tam, gdzie Polaków nie ma, tam pracują Ukraińcy. I tak naprawdę ratują skórę pracodawcom. Na pewno kilka osób ma złe zamiary i złą opinie na temat pracy obcokrajowców, ale żeby to była powszechna, to szczerze wątpię. Podkreślić należy, że obcokrajowcy nie odbierają pracy, oni wchodzą na puste miejsca. Tam, gdzie Polacy pracować nie chcą.

-Dziękuję bardzo.