W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2019

Trzeba jeszcze więcej cierpliwości oraz ciągłej edukacji

2019-04-10

Z Henrykiem Maciejem Woźniakiem, byłym prezydentem Gorzowa, obecnie prezesem Lubuskiej Organizacji Pracodawców, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_24505.jpg

- Jaki był miniony rok dla kierowanej przez pana organizacji?

- Bardzo pracowity. Pracowaliśmy nad dwoma dużymi projektami. Pierwszy dotyczył znanego w mieście programu ,,Zawodowcy w Gorzowie’’. Realizowaliśmy go w partnerstwie z miastem Gorzów i z Zachodnią Izbą Przemysłowo-Handlową. Jest to projekt stypendialny dla uczącej się w szkołach zawodowych młodzieży. Ponad 300 młodych ludzi, którzy praktycznie kształcą się w zakładach pracy dostaje stypendia. Co ważne, są to pieniądze płynące do oświaty z programów unijnych. Obiecujemy sobie wiele po tym projekcie, ponieważ chcemy zachęcać młodzież do zainteresowania się kształceniem zawodowym jako świadomym wyborem drogi życiowej. Ważny jest aspekt emocjonalny, bowiem mając też pewną satysfakcję materialną, młodzi ludzie przejawiają więcej zaangażowania, a także są w swoich środowiskach wiarygodnymi ambasadorami kształcenia zawodowego. Stale też wspieramy kształcenie zawodowe na poziomie akademickim, czyli rozwój kierunków inżynierskich na AJP.

Drugi temat to transgraniczny projekt EuRegioNet, który został rozpisany na trzy lata i jest również finansowany z funduszy unijnych. W 2018 roku efektem realizowania tego projektu było powołanie Klastra Zwalczania Roślin Inwazyjnych. Obecnie pracujemy nad jego praktycznym wdrożeniem i liczę, że niedługo zobaczymy pierwsze tego efekty.

- A z innych ważniejszych zadań, o których warto jeszcze wspomnieć?

- Angażowaliśmy się, i czynili to stale, w wiele działań służących rozwojowi regionu. Zabiegamy o elektryfikację linii kolejowej Krzyż-Gorzów-Kostrzyn, o budowę mostu przez Odrę w Kostrzynie wraz z obwodnicą miasta. Wspieramy starania o przejęcie przez K-SSSE gruntów na Małyszynie z przeznaczeniem na Park Technologiczno-Przemysłowy. Nie akceptujemy sknoconego węzła drogowego Gorzów-Południe i domagamy się jego przebudowy zapewniającej bezpieczeństwo podróżnych i płynność ruchu drogowego. Występowaliśmy z inicjatywą przekształcenia w prawo własności użytkowania wieczystego gruntów służących do działalności gospodarczej. Mamy odpowiedz rządu o podjęciu prac w tym zakresie. Ponadto zrealizowaliśmy wiele innych bieżących zadań, w tym wzmocnienie finansów. Zawsze przywiązuję uwagę do tego, żeby zawsze pracować na finansowym plusie i to nam się z pełni udaje.

- Jak z punktu widzenia lubuskich przedsiębiorców kształtuje się obecna sytuacja na rynku pracy, bo w ostatnim czasie pracodawcy nie kryli swoich obaw ze względu na zmniejszającą się liczbę dobrze wykwalifikowanych pracowników?

- Mógłbym powiedzieć, że dalej jest ona niejednoznaczna. Niejednoznaczna dlatego, że jest coraz większe zapotrzebowanie na pracowników, co nie jest z korzyścią dla pracodawców, ale z drugiej strony rośnie liczba osób dobrze przygotowanych do podjęcia pracy zawodowej. I to cieszy. Zaczynamy zbierać owoce z odbudowującego się kształcenia zawodowego, które w latach 90-tych zostało w znacznej mierze zniszczone poprzez fatalną reformę oświaty i zamykanie lub łączenie szkół zawodowych. Ponadto dzisiaj jest widoczna coraz lepsza współpraca szkół z pracodawcami. To wszystko składa się tak naprawdę na „sanitarne” obecnie bezrobocie, gdyż teraz notujemy znacznie wyższe potrzeby pracodawców w zakresie zatrudnienia niż jest chętnych do pracy. Z punktu widzenia społecznego sytuacja ta jest więc bardzo dobra.

- Jak długo może to potrwać?

- Trudno przewidzieć, aczkolwiek warto pamiętać, że na rynek pracy istotny wpływ ma wieloletnia emigracja zarobkowa. Dlatego bardzo ważne jest tworzenie nowych miejsc pracy znacznie lepiej płatnych, bo to zatrzyma młodych ludzi w kraju. I te miejsca powstają, rośnie też wskaźnik pracujących w stosunku do całej populacji. Tylko w takiej sytuacji będziemy mogli mówić o trwałym rozwoju gospodarczym kraju. To jest niezwykle istotne, bo cóż po spadku wskaźnika bezrobocia, który jest skutkiem emigracji zarobkowej? Taki spadek bezrobocia jaki był przez ostatnią dekadę, to żaden powód do radości, to raczej narodowy dramat!

- Jaki jest poziom wykształcenia zagranicznych pracowników?

- Różny, ale nie przywiązywałbym do tego większej uwagi. O wszystkim decyduje i tak rynek pracy. Jeżeli ktoś będzie chciał się uczyć, to będzie miał szansę pozostania na naszym rynku dłużej. Kto postawi na wykonywanie jedynie zajęć nie wymagających specjalistycznego wykształcenia będzie uzależniony od koniunktury gospodarczej. Dodam, bo warto o tym wspomnieć, że to głównie polscy pracownicy wraz z nabieraniem doświadczenia zawodowego i stałego dokształcania przesuwają się w górę w zakładowych hierarchiach. Ich miejsca najczęściej zastępują obcokrajowcy. Szczególnie ci przyjeżdżający do pracy na krótki czas, nie planujący pozostawać dłużej i przez to nie stawiający na rozwój zawodowy. Muszę jednak podkreślić, że do Polski, zza wschodniej granicy przyjeżdża także coraz więcej ludzi o wysokich kwalifikacjach, w tym lekarze czy inżynierowie. Oni nawet zakładają u nas własne firmy, biura i zapewne z czasem na tyle przywiążą się do Polski, że pozostaną na stałe.

- Czy coś drgnęło w zakresie ułatwień podejmowania pracy przez obcokrajowców spoza Unii Europejskiej? 

- Przygotowaliśmy nasze propozycje uelastycznienia procedur prawnych, które stały się podstawą do przyjęcia stanowiska w tej sprawie przez Wojewódzką Radę Dialogu Społecznego a także przez Lubuski Sejmik Gospodarczy. Jedną z naszych propozycji jest wydłużenie okresu pozwolenia na pracę do trzech lat. W tej chwili mamy zaledwie sześć miesięcy. Zwróciliśmy się z propozycją, żeby zwiększyć zatrudnienie w odpowiednich wydziałach urzędów wojewódzkich celem przyśpieszenia rozpatrywania zezwoleń na pracę i pobyt w kraju. Często oczekiwanie na decyzję trwa pół roku, Jest ogromny obszar spraw do rozwiązania. Pamiętajmy, że Niemcy już powzięły decyzje prawne, które wejdą w życie od przyszłego roku i na ich podstawie rynek pracy zostanie praktycznie otwarty dla Ukraińców. Cieszy to, że mamy pozytywne odpowiedzi z Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, że rozumieją wagę problemu i pracują nad odpowiednimi rozwiązaniami. Póki co, kompetencje są mocno rozproszone, na co zwracamy uwagę. Rynek wymusza pewne zmiany i nie mamy za wiele czasu by zastanawiać się nad sposobami rozwiązywania problemów. Je trzeba już dzisiaj rozwiązywać. Na te problemy nie można też spoglądać w sposób resortowy, a zintegrowany, kompleksowy. Niestety, nowelizacja ustawy o zatrudnieniu cudzoziemców miała wejść w życie od nowego roku. Nie weszła, gdyż prace zostały zawieszone. Dlatego pilne jest, żeby je wznowić i przyjąć nowe regulacje prawne do wakacji.    

- Pojawiają się pierwsze głosy o nadchodzącym hamowaniu koniunktury gospodarczej. Co mówią na ten temat przedsiębiorcy?

- Spadek dotychczasowego wysokiego trendu gdzieniegdzie został zauważony w ostatnim kwartale ubiegłego roku, ale poważniejszych turbulencji na razie nie czuć. Dlatego nie wiemy jeszcze, czy rozmawiamy o drobnej korekcie, czy czymś poważniejszym. Osobiście nie przywiązywałbym na razie do tego większej wagi.

- Cykle gospodarcze są tak skonstruowane, że wcześniej czy później dekoniunktura gospodarcza się pojawi. Co wtedy będzie z zatrudnieniem?

- Nie obawiałbym się tego, szczególnie na miejscu polskich pracowników. Nie przypuszczam, że wyhamowanie gospodarcze, które zapewne się pojawi, będzie miało istotny wpływ na poziom zatrudnienia. Pamiętajmy, że cały czas jesteśmy w okresie wchodzenia na rynek pracy roczników niżowych. I jeżeli już doszło by do korekty zatrudnienia i firmy będą musiały zwalniać, to raczej ograniczenie to będzie dotyczyć pracowników o najniższych kwalifikacjach, głównie cudzoziemców. Dzisiaj mamy w polskiej gospodarce około 2 milionów zatrudnionych cudzoziemców, a potrzebujemy jeszcze więcej. A zatem martwmy się, jak stworzyć warunki by chcieli do nas przyjeżdżać i pracować, bo od tego zależy wzrost dobrobytu Polaków.

- Jak podobają się panu zmiany w obszarze Specjalnych Stref Ekonomicznych, idą one w dobrym kierunku, jeżeli chodzi o dalszy rozwój gospodarczy kraju?

- To jest pozytywna zmiana, bardzo ciekawa i korzystna z perspektywy dalszego rozwoju firm. Głównie w dwóch aspektach. Wcześniej gminy musiały wyodrębniać tereny, przygotować je technicznie poprzez uzbrojenie i wnieść do strefy. Była to dosyć skomplikowana, czasochłonna i kosztochłonna procedura.  Poza tym gminy „rozmnażały” te tereny często bez większych szans na ich zagospodarowanie poprzez inwestycje. I tak te tereny, w które nierzadko inwestowano duże pieniądze leżały odłogiem. Teraz, kiedy cały praktycznie kraj stał się specjalną strefą, ważniejszy jest pomysł gospodarczy i konkretny inwestor na wybranym przez siebie terenie, a więc wszystko stało się prostsze i racjonalne. 

- Na czym polega promowanie wśród pracodawców Kodeksu Odpowiedzialnego Biznesu?

- Na pokazywaniu, że biznes powinien być prowadzony w sposób odpowiedzialny. W naszym gronie, w ramach działalności Organizacji, nie tolerujemy sytuacji, że ktoś może być nieuczciwy. Owszem, rozumiemy, że w życiu biznesowym zdarzają się chwile słabości, trzeba być przygotowanym na to, że komuś coś nie wyjdzie. To jest naturalne zjawisko w gospodarce wolnorynkowej. Nigdy sto procent przedsięwzięć podejmowanych przez ludzi nie wychodzi. Ale jak ktoś świadomie oszukuje, na wieki wieków powinien zostać wykluczony z rynku gospodarczego. Dla takich ludzi nie powinno być miejsca. Ponadto promujemy wszelkie pozytywne zaangażowanie pracodawców na rzecz swojego otoczenia. Temu służy bardzo prestiżowa, bo świadcząca o wielkim sercu i umiejętności dzielenia się tych co swoją ciężką pracą dorobili się, z tymi którzy pomocy potrzebują - nagroda Lubuski Przyjazny Pracodawca.

- Kiedy w latach 90. w Polsce rodził się kapitalizm, oszustów było chyba więcej niż uczciwych biznesmenów. Z czasem to się mocno zmieniło. Czy dzisiaj dochodzi jeszcze do działań nie mających nic wspólnego z gospodarczą uczciwością?

-  Oczywiście, one są i zawsze będą. Zwłaszcza w chwilach dekoniunktury. To jest moment, kiedy mentalną przewagę ma zamawiający, kupujący. Producent ma moce, chce produkować, ale musi na bieżąco sprzedawać, żeby nie wstrzymywać działalności. Kiedyś modna była metoda na zaliczkę, chodziło o uwiarygodnienie na krótką chwilę. Po drobnej zaliczce następowało bardzo duże zamówienie, niestety już bez zapłaty, co prowadziło do wielkich wyłudzeń i producent, czy dostawca najczęściej bankrutował. W czasach koniunktury to producent i sprzedawca stawiają warunki, a więc zmniejsza się pole do nadużyć.

- Jakie są najważniejsze cele Lubuskiej Organizacji Pracodawców  na obecny rok?

- Możemy mówić tutaj o dwóch wiodących obszarach. Pierwszy jest ukierunkowany na dalsze działania w kierunku rozwijania kształcenia zawodowego. Nadal podejmujemy w tej sprawie inicjatywy oraz działamy praktycznie, gdyż z punktu widzenia gospodarczego jest to priorytet. Mało tego, nasze inicjatywy są tak kompleksowe, że właśnie patronatem objęliśmy nawet jedno z przedszkoli miejskich, w ramach idei ,,Od przedszkola do politechniki’’. Musimy zmienić sposób myślenia dzieci, mentalność rodziców, dotychczasowe działanie ludzi oświaty. Chcemy pokazywać sens myślenia technicznego od najmłodszych lat. Jeżeli pokażemy maszynę młodzieńcowi przed skończeniem przez niego szkoły podstawowej, to on od razu ze strachu ucieknie zamiast pójść do szkoły zawodowej. Jak będziemy pokazywać walory i możliwości rozwoju technicznego od dziecka, to łatwiej w przyszłości będzie nam szkolić specjalistów w kierunkach zawodowych, inżynierskich, a na takich absolwentów jest i będzie ogromne zapotrzebowanie  i wysokopłatna praca w kraju i w Europie.

- A drugi obszar?

- Pracujemy nad przygotowaniem dwóch kolejnych projektów transgranicznych i również w tym aspekcie dążymy do umocnienia Organizacji poprzez praktyczne działania na rzecz środowiska pracodawców. Chcemy kontynuować projekt EuRegioNet  w zmodyfikowanej postaci Net Euro Digital. W planie mamy także rozpoczęcie obchodów Jubileuszu 30-lecia naszej Organizacji i w ich ramach przygotowujemy cykl konferencji ,,Gorzów inaczej’’. Będziemy rozmawiać o rozwoju gospodarczym Gorzowa w kontekście pogranicza. Finalnym eventem zaś ma być wyjątkowa publikacja o historii gospodarczej miasta.

- Dlaczego propozycja likwidacji przymiotnika ,,Wielkopolski’’ w nazwie miasta utknęła w martwym punkcie?

- Z tego co mi wiadomo władze miasta przeprowadziły dyskretny sondaż, z którego nie wynikało jasne poparcie dla tej idei i temat został odsunięty w czasie. Zapewne wpływ miały też wybory samorządowe i obawa, że osoby nastawione sceptycznie potencjalnie mogą być jego przeciwnikami w wyborach. Dla mnie takie działanie jest małostkowe i koniunkturalne, bowiem prezydent Jacek Wójcicki zrozumiał istotę sprawy, gdyż publicznie zadeklarował w obecności ok. 200 osób formalne doprowadzenie do złożenia do rządu wniosku o skrócenie nazwy miasta w ciągu kilku tygodni, Było to na spotkaniu 21 stycznia 2016 r. Dziwię się, że nie dostrzega się, z punktu widzenia perspektywicznych interesów miasta, naprawdę bardzo istotnej kwestii zwłaszcza, że w ciągu ostatnich 10 lat miasto bardzo, bardzo straciło dystans do Zielonej Góry.

- A może nie warto się szarpać, skoro dzisiejsza „młodzież” zarządzająca Gorzowem jest obojętna wobec nazwy swojego miasta?

- Absolutnie nie! Uważam, że trzeba walczyć. Z tą młodzieżą natomiast to chyba nie jest tak, gdyż generalnie środowisko młodych gorzowian popiera tę propozycję. Oni są już wolni od powojennych sentymentów – myślą pragmatycznie i dobrze widzą, że dodatek ,,Wielkopolski’’ nie dodaje żadnego splendoru, a wręcz przeciwnie, sprowadza nas mentalnie do poziomu małego miasteczka. Gorzów jest godny, żeby się nazywać Gorzowem, pomijając szacunek dla historii tej nazwy… o ponad 100 lat dłuższej od przymiotnika Wielkopolski. Natomiast, co innego ta „młodzież” u władzy, to jest inny gatunek młodzieży. To są ludzie, dla których zapewne najbardziej liczy się trwanie u władzy i nie chcą się nikomu narażać, zwłaszcza wyborcom. Dlatego postanowiłem raz jeszcze, zwrócić się załączając obszerne merytoryczne uzasadnienie w formie publikacji, ale już osobno do każdego radnego. Widocznie trzeba jeszcze więcej cierpliwości oraz ciągłej edukacji.

- Ostatnio pojawił się ranking Premium Brand 2019, gdzie razem z Kielcami zajęliśmy ostatnie miejsce wśród miast wojewódzkich. Powinno dać nam to do myślenia?

- Tak. Dla rządzących miastem, ale i mieszkańców, którzy kochają swoje  miasto sondaż ten powinien stanowić alarm. Ranking potwierdzają, niestety, twarde fakty. Po raz pierwszy w historii jesteśmy mniejsi od Zielonej Góry, mamy mniej mieszkańców, mniejszy obszar, dużo mniejszy, bo ok. 200 mln. zł. roczny budżet miasta. Dochody Gorzowa 649 mln. zł, zaś Zielonej Góry 859 mln. zł w 2017 r. – to prawdziwa przepaść. Zostawmy jednak Zieloną Górę, zostawmy też rankingi. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy, dzisiaj brakuje nam idei, która dałaby nowy impuls do działania. Taka zmiana mogłaby być dobrym punktem zaczepienia, odbicia się, żeby zacząć wreszcie szybko gonić tych, którzy nam uciekli w ostatnich latach. Nie musimy tego czynić za trzy miesiące. Ale zacznijmy coś robić w tym kierunku. Przygotowałem książeczkę i przekazałem miastu rezygnując z praw autorskich. Przekażmy publikację dotyczącą historii Gorzowa i tworzenia się jej nazwy do szkół. Niech mieszkańcy zanim cokolwiek powiedzą zainteresują się historią miasta, a wówczas upadną mity. Jestem przekonany, że dojście do rekonstrukcji, nawet nie przebudowy, świadomości społecznej będzie procesem krótkim. Od dawna w przestrzeni publicznej miasta mamy do czynienia z fałszywym wyobrażeniem o historii miasta, z fałszywą stygmatyzacją historii  …Wielkopolski = polski. Zmiana sytuacji wymaga powszechnej edukacji. Z podobnym problemem borykał się Stargard i tam potrafiono podjąć męską decyzję, a my ciągle od tego uciekamy.

- Dziękuję za rozmowę.