W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Aleksego, Bogdana, Martyny , 17 lipca 2019

Są więźniowie, którzy chodzą do pracy bez konwojentów

2019-04-24

Z ppłk. Arkadiuszem Tomczakiem, dyrektorem Zakładu Karnego w Gorzowie, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_24616.jpg

- Zakład Karny znajduje się w Gorzowie czy Wawrowie?

- W Gorzowie przy ul. Podmiejskiej 17. Wielu mieszkańców potocznie mówi, że w Wawrowie, ale jest to błędna lokalizacja. Przy okazji wyjaśnię, że w Gorzowie mamy oddział otwarty i półotwarty dla dorosłych, jak i młodocianych z lżejszymi wyrokami, którzy pierwszy raz zostali skazani. W sumie na 460 miejsc. Mamy też areszt śledczy na 150 miejsc. Posiadamy ponadto oddział zewnętrzny w Słońsku na 340 miejsc i tam również mamy grupę otwartą oraz półotwartą dla recydywistów.

- Ilu w tej chwili osadzonych przebywa w jednostce?

- Niespełna 800. Musieliśmy zamknąć część oddziału w Słońsku, który jest przygotowywany do remontu. Z tego powodu około stu osadzonych zostało przewiezionych do innych zakładów.

- Czyli można mówić o komplecie?

- Praktycznie tak. Obecnie mamy około 20 wolnych miejsc.

- Jak długo pracuje pan w służbie więziennej?

- Ponad 20 lat. Służbę zacząłem jako wychowawca w gorzowskim Zakładzie Karnym w 1998 roku, ale trwało to krótko, gdyż szybko zostałem kadrowcem. W 2016 roku przez rok pełniłem służbę w Okręgowym Inspektoracie Służby Więziennej w Szczecinie, zaś w latach 2017-18 byłem dyrektorem aresztu śledczego w Międzyrzeczu.

- I powrócił pan do Gorzowa, gdzie od stycznia przejął obowiązki dyrektora Zakładu Karnego. Czuje pan na sobie dużą odpowiedzialność?

- Jest to jednostka większa niż w Międzyrzecu, to i stoją przede mną większe wyzwania. Muszę wziąć teraz odpowiedzialność nie tylko za wszystkich funkcjonariuszy, pracowników cywilnych, ale i bardzo dużą grupę osadzonych.

- Co jest najważniejsze w pracy dyrektora Zakładu Karnego?

- Zapewnienie bezpieczeństwa na terenie jednostki, jak i w obszarze ewentualnych oddaleń. To jest priorytet, natomiast na drugim miejsce znajduje się resocjalizacja.

- Niektórzy dyrektorzy ZK mówią o sobie, że są menagerami, bo nie wystarczy tutaj działać tylko jak przedstawiciel służby mundurowej. Zgodzi się pan z tym stwierdzeniem?

- Jak wspomniałem, nasza jednostka ma prawie 950 miejsc dla osadzonych, do tego dochodzi 216 funkcjonariuszy i 15 pracowników cywilnych. To nie jest mały zakład, a poza tym są u nas prowadzone inwestycje i tym również musi zajmować się dyrektor. W ubiegłym roku w Gorzowie wyremontowana za pół miliona złotych została wartownia. Nie było mnie jeszcze wtedy, ale w tym czasie w Międzyrzecu prowadziłem remont pawilonu mieszkalnego za ponad dwa miliony złotych. Wszędzie w kraju jest wymieniany tabor samochodowy, a nawet broń na nowszą. W tym i przyszłym roku planujemy termomodernizację oddziału w Słońsku, remont toalet, łaźni i wydamy na ten cel około miliona złotych. To pokazuje, że pracy jest dużo i na pewno trzeba umieć nią również zarządzać.

- Praca w więzieniu to przywilej czy trudny obowiązek?

- Praca to jest dla skazanego obowiązek wynikający z kodeksu karnego wykonawczego. O ile oczywiście osadzony się do tego kwalifikuje. Przypomnę, że od trzech lat realizujemy wprowadzony przez wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego program „Praca dla więźniów”. Spotykam się czasami z krytycznymi opiniami dotyczącymi programu, ale nie mogę z tym się zgodzić. Nie jest prawdą, że więźniowie zabierają miejsca pracy ludziom będącym na wolności. Na rynku pracy w tej chwili liczy się każda para rąk i nie jesteśmy żadną konkurencją a raczej instytucją, która wspomaga rynek pracy. Jestem też zwolennikiem zatrudniania więźniów, niż ściągania w to miejsce pracowników zagranicznych. Ci ostatni przyjadą i wyjadą, a więźniowie w którymś momencie wrócą do społeczeństwa i chodzi o to, żeby ten powrót nie wiązał się z problemami adaptacyjnymi.

-  Żeby móc pracować ktoś musi chcieć zatrudnić. Więźniowie są chętnie przyjmowani do pracy?

- Mamy ponad 30 kontrahentów, którzy zatrudniają odpłatnie naszych osadzonych. W sumie jest to ponad 140 osób i są to więźniowie, którzy chodzą do pracy bez konwojentów. Są również tacy, którzy pracują nieodpłatnie na zewnątrz. Ich mamy 30. Jest też duża grupa pracujących odpłatnie i nieodpłatnie na terenie naszego zakładu. Jeżeli zsumujemy wszystkich pracujących będzie ich więcej niż połowa osadzonych. Pozostali najczęściej nie mają zgody lekarskiej na pracę, albo nie kwalifikują się do pracy na zewnątrz ze względu na charakter popełnionych przestępstw.

- Jakie trzeba spełnić warunki, żeby pracować poza murami więzienia?

- To są decyzje indywidualne, podejmowane wspólnie przez wychowawców, kierownika działu penitencjarnego i dyrektora, czyli przeze mnie. Powiem tylko tyle, że nigdy nie podejmiemy takiej decyzji wobec kogoś, kto swoim postępowaniem stwarza ryzyko ucieczki lub popełnienia nowego przestępstwa.

- Za jakie stawki pracują więźniowie i ile ostatecznie pieniędzy trafia na ich konta?

- Osadzony zatrudniony przez zakład zewnętrzny musi podpisać umowę o pracę na przynajmniej minimalną stawkę, czyli obecnie jest to prawie 2250 złotych brutto. Nie cała ta kwota trafia jednak do więźnia, ponieważ płaca ta podlega obowiązkowym potrąceniom. Na różne cele, w tym fundusz aktywizacji zawodowej. Z tych środków jako Zakład Karny inwestujemy w kolejne miejsca pracy oraz w rozwój zawodowy skazanych. W tej chwili czekamy na zgodę na budowę hali produkcyjnej w Słońsku, co pozwoliłoby na stworzenie nawet 50-60 nowych miejsc pracy. Jeżeli osadzony nie ma żadnych egzekucji, to na rękę dostaje około 700 złotych.

- Czyli więzień nie pracuje na swoje utrzymanie w zakładzie karnym?

- Utrzymać się nie utrzyma, bo koszty są wyższe, ale dokłada się poprzez wspomniane potrącenia oraz – jak każdy z nas - płaci podatki.

- Po wyjściu na wolność osadzeni mają szansę na szybkie znalezienie pracy?

- Tak, ci dobrze przygotowani bez problemów. Zdarzają się nawet sytuacje, że firmy zgłaszają się do nas po określonych skazanych, bo ich znają z wcześniejszej pracy.

- Jakie zajęcia i kursy przygotowujące osadzonych do programu ,,Praca dla więźniów’’ są prowadzone w Zakładzie Karnym?

- Zajęcia edukacyjne odbywają się bez względu na realizację wspomnianego programu i jest ich naprawdę bardzo dużo. W tej chwili prowadzimy szkolenia w ramach programu „Podniesienie kwalifikacji zawodowych więźniów w celu ich powrotu na rynek pracy po zakończeniu odbywania kary pozbawienia wolności POWER”. W 2018 roku zrealizowaliśmy aż 13 kursów, w tym roku je dalej kontynuujemy. Zakres jest szeroki. Są to kursy przygotowujące do takich zawodów jak pomocnik kucharza, monter sieci elektryczno-energetycznej do 1 kW, monter stolarki okienno-drzwiowych, konserwator terenów zielonych, technolog robót wykończeniowych, konserwator powierzchni płaskich, malarz-szpachlarz. Dużo tego jest i dobrze, ponieważ staramy się dać osadzonym nowe kwalifikacje, żeby po wyjściu na wolność mogli od razu podjąć pracę. Mamy również w naszym okręgu szczecińskim liceum ogólnokształcące dla tych, którzy odsiadują wyroki dłuższe niż trzy lata i chcieliby wykorzystać ten czas na podniesienie swojego stopnia edukacji.

- Więźniowie są przygotowani, żeby pomagać społeczeństwu w sytuacjach kryzysowych?

- Tak, choć w ostatnich latach takich poważniejszych zdarzeń nie mieliśmy. Mówiąc o sytuacjach kryzysowych mamy na myśli nadmierne opady śniegu czy powodzie. Kilka lat temu były spore stany zagrożeń i wtedy osadzeni ze Słońska uczestniczyli w umacnianiu wałów na Warcie. Każdorazowo jesienią odbywają się spotkania w wojewódzkim i miejskim wydziale kryzysowym i tam są ustalane wszelkie szczegóły udzielania pomocy. Od razu dodam, że jest to praca nieodpłatna.

- W przypadku prac nieodpłatnych mówimy o obowiązkowej pracy czy odbywa się to na zasadzie dobrowolności?

- Dobrowolności, ale nie spotkałem się, żeby ktoś odmówił.

- Dawniej mogliśmy obserwować więźniów pracujących również na rzecz utrzymania czystości i porządku  w mieście. Czy ta współpraca jest utrzymywana?

- Tak. Dobrym przykładem jest to, że od początku kwietnia wzięliśmy na swoje barki uporządkowanie Cmentarza Świętokrzyskiego przy ul. Warszawskiej. Czynimy to we współpracy z parafią i panem Tadeuszem Horbaczem. Mam nadzieję, że do końca maja wysprzątamy wszystko, a jesienią ponownie tam zajrzymy, żeby przed 1 listopada było ładnie. To nie wszystko, bo nasi osadzeni uczestniczą w pracach porządkowych w parkach i w innych miejscach zielonych.

- Od dawna słyszymy słowo „resocjalizacja’’ odmieniane przez wszystkie przypadki, ale nie wszyscy znają praktyczne jego zastosowanie. Na czym polega resocjalizacja w waszym wykonaniu?

- W bardzo potocznym znaczeniu można powiedzieć, że jest to ,,naprawienie’’ człowieka, żeby mógł normalnie powrócić do społeczeństwa po okresie izolacji. Najlepiej to osiągnąć przez pracę i naukę, ale nie tylko. Ważne są tutaj też zajęcia kulturalno-oświatowe, sportowe a dla ludzi z problemami alkoholowo-narkotycznymi terapeutyczne.

- Jakie możliwości spędzania wolnego czasu mają więźniowie, bo na ten temat krążą legendy?

- U nas spore. Posiadamy boiska sportowe, gdzie można grać w piłkę, siatkówkę, koszykówkę. Mamy świetlicę i tam króluje tenis stołowy. Jest biblioteka, telewizja. Niektórzy mają prawo do przepustek i wtedy mogą wychodzić na zajęcia organizowane poza zakładem karnym. Nie możemy całkowicie izolować ich od społeczeństwa, bo potem będą mieli kłopot z ponowną aklimatyzacją.

- Jakie jest zainteresowanie pracą w więziennictwie?

- Podobnie jak w innych służbach mundurowych jest kłopot ze znalezieniem chętnych. W tej chwili mam osiem wolnych etatów. Problemy są różnorakie. Wcześniej, kiedy już po 15 latach pracy uzyskiwało się 40-procentową emeryturę, zainteresowanie było większe. Teraz uprawnienia emerytalne nabywa się po 25 latach, ale dopiero po ukończenie 55. roku życia można liczyć na wypłatę środków. Ten limit akurat w mojej ocenie powinien zostać zdjęty, co zapewne bardziej by uatrakcyjniło nasz zawód. Prace ministerialne w tym kierunku są prowadzone, zobaczymy czym się zakończą. Ponadto jest problem z nadgodzinami. Nie można za nie płacić, można jedynie zwrócić je pracownikowi czasem wolnym. Gdyby można było płacić, to chętnych byłoby więcej, gdyż w naszej służbie zarobki nie są najwyższe.

- Kto może przyjść do służby i jakie są atuty pracy w Zakładzie Karnym?

- Pracę podjąć może każdy, kto ma polskie obywatelstwo, nie był karany, ma przynajmniej średnie wykształcenie i dużo chęci w sobie. Nie ma ograniczeń co do wieku, ale preferujemy młodych ludzi do 30 lat, sprawnych fizycznie. Praca jest u nas stabilna, państwo jest pewnym płatnikiem, gdyż pensja zawsze jest na czas.

- A czy tegoroczni maturzyści, którzy zechcą edukować się na poziomie studiów pod kątem przyszłej pracy w służbie więziennej mają taką możliwość?

- Tak. W Warszawie w ubiegłym roku powstała Wyższa Szkoła Kryminologii i Penitencjarystyki, której głównym zadaniem jest kształcenie i wychowywanie funkcjonariuszy służby więziennej, funkcjonariuszy innych służb oraz osób cywilnych. Zachęcam do zapoznania się z ofertą szczególnie na kierunku penitencjarystyka, na który już rozpoczęła się rekrutacja. Zajęcia dydaktyczne rozpoczną się w październiku i będą prowadzone w Centralnym Ośrodku Szkolenia Służby Więziennej w Kaliszu. Jednostka zapewnia zakwaterowanie, wyżywienie, umundurowanie i wynagrodzenie. Miejsc jest niewiele, bo na razie 50. Po ukończeniu licencjatu będzie można zdać egzamin na chorążego, co gwarantuje możliwość rozpoczęcia służby w wybranych jednostkach w kraju. Dalej będzie można kontynuować naukę na studiach magisterskich, a co za tym idzie, będzie można zdać egzamin na oficera.

- Dziękuję za rozmowę.