W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Amandy, Jana, Juliana , 27 maja 2019

Nie każdy wyjeżdża przecież na wakacje

2019-05-15

Ze Sławomirem Szenwaldem, dyrektorem Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Zbigniewa Herberta w Gorzowie, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_24804.jpg

- Panie dyrektorze, najnowsze badania czytelnictwa pokazują stały spadek zainteresowania książkami. Czy też tak jest w Gorzowie?

- No niestety, u nas też spada, ale to są minimalne spadki. Generalnie nie będzie przesadą stwierdzenie, że czytelnictwo utrzymuje się od trzech lat właściwie na tym samym poziomie. Natomiast, co jest optymistyczne, rośnie liczba odwiedzin w bibliotekach.

- Co pan rozumie pod pojęciem – odwiedziny w bibliotekach?

- Odwiedziny to jest każde przyjście do biblioteki po książkę do czytelni, ale też na wydarzenia kulturalne organizowane przez bibliotekę. Bo jak wiadomo, biblioteki od jakiegoś czasu prowadzą bardzo szeroką działalność kulturalną. Biblioteki stają się takimi centrami kulturalnymi. Odnotowaliśmy około 200 tys. odwiedzin w skali roku i to jest bardzo pocieszająca liczba. Mało, powiem, to jest satysfakcjonująca liczba. Oczywiście, nie jest tak, że ta liczba przekłada się na pojedyncze osoby, bo na naszych imprezach bywają po wielokroć te same osoby, ale jednak 200 tys. odwiedzin robi wrażenie.

- Panie dyrektorze, biblioteka robi te wydarzenia kulturalne, ale coraz częściej koncentrują się one wokół książek. Odchodzicie od imprez niezwiązanych z książkami.

- Oczywiście. Cały czas w nazwie biblioteki jest jednak „biblio” i to się chyba nie zmieni nigdy. Zresztą nie ma powodu, aby to zmieniać, bo to jest instytucja, która jest depozytariuszem wiedzy w postaci książki. Natomiast jak wiadomo tych nośników tekstu jest coraz więcej, stąd też niektóre biblioteki przybierają nazwy – medioteka. Ale ja uważam, że to z kolei zawęża pojęcie tylko do mediów. A jednak biblioteka jest miejscem spotkań czy też jest biblioteką hybrydową. Różna nazwy tu powstają, my jednak pozostajemy przy tej klasycznej nazwie.

- Niedawno biblioteka zaprosiła na spotkanie z panią Zofią Mąkosą, autorką na razie dwóch książek, trzecia powstaje, które dzieją się na naszych ziemiach, bo w okolicy Zielonej Góry, czyli pokazujecie państwo pisarzy nie tylko znanych z wielkich mediów. Czy to będzie stały cykl?

- Uważam, że to jest jedno z naszych podstawowych zadań, czyli pokazywanie tego, co się dzieje w regionie. Tu działamy wespół ze Związkiem Literatów Polskich. Nie wyobrażam sobie, abyśmy mieli się tylko zajmować i tylko pokazywać to, co dzieje się na poziomie ogólnopolskim. Musimy jak najbardziej patrzeć na to, co się dzieje w regionie. I to nie tylko w naszym lubuskim, ale trochę szerzej, czyli tak w kierunku do Szczecina, Zielonej Góry, ale i Berlina. Mamy takie plany cały czas.

- No właśnie, w kierunku do Berlina też. W Niemczech obchodzi się obecnie uroczyście 200-lecie urodzin wybitnego pisarza, który urodził się w Neuruppin, czyli Theodora Fontanego. I Książnica Wojewódzka także wpisała się w te obchody. Dlaczego?

- Pomysł był oczywisty. Fontane był znakomitym pisarzem, dziennikarzem także w swojej epoce. Przekroczył on Odrę i podróżował po obecnych naszych ziemiach. W swojej wędrówce, zresztą opisanej w książce „Po tamtej stronie Odry”, w naszym ujęciu po tej, odwiedził i opisał trzy miejscowości – Kostrzyn nad Odrą, Dąbroszyn i Sarbinowo. Opisał historię tych miejsc, ale też ludzi, zawarł swoje spostrzeżenia o tych terenach. To ważne z pozycji historii miejsca. Dlatego wydało nam się oczywistym, że powinniśmy się wpisać w te obchody. Będzie spotkanie poświęcone pisarzowi, będzie sesja. Może to być ciekawe dla naszych czytelników, którzy zainteresowani są regionem właśnie też w historycznym ujęciu.

- Od pewnego czasu biblioteka wpisuje się w bardzo ciekawy trend, czyli poszerza ofertę językową. Do tej pory były bowiem tylko spotkania i zajęcia tylko dla Polaków, a teraz rozszerzyliście ofertę także dla Ukraińców. Skąd ten pomysł?

- Biblioteka musi reagować na to, co się dzieje w społeczeństwie, na wszelkie zmiany, jakie zachodzą. I to są właśnie te nowe media. Ale z drugiej strony musimy i chcemy reagować na zmiany zachodzące w społeczeństwie. A ze wszystkich statystyk wynika, że ukraińskich mieszkańców mamy bardzo dużo. Mówi się o różnych liczbach, bo podaje się, że mieszka tu w Gorzowie 10 tysięcy obywateli Ukrainy, a może 20 tys., może wręcz i więcej. Zresztą w całym województwie te liczby są spore. Dlatego też nie pozostało nic innego, jak tylko skierować się ku tej grupie. Myślę, że to jest proces długofalowy i rozwojowy.

- Jakim odzewem się cieszą te propozycje kierowane do diaspory ukraińskiej?

- Szczęśliwie się złożyło, że od pewnego czasu mamy nowego pracownika, panią Olgę Smolec-Kmoch, która skończyła studia rosjoznawcze. Mówi po rosyjsku, po ukraińsku też. Dlatego łatwo było jej się porozumieć z Ukraińcami. To ona wpadła na taki pomysł, aby przygotować ofertę. Co więcej, to ona podpowiedziała, aby ofertę kierować nie tylko do dzieci, ale do całych rodzin. Bo jak się okazuje, Ukraińcy bardzo dobrze przyjmują takie właśnie propozycje, lubią wychodzić gdzieś razem rodzinnie. Stąd właśnie wyszła propozycja rodzinnych sobót w willi. Propozycja została bardzo dobrze przyjęta właśnie przez tę społeczność. Okazało się kolejny raz, że znajomość języka to nie wszystko. Aby osiągnąć jakieś cele, zwłaszcza w przypadku obcokrajowców jest znajomość specyfiki nacji, znajomość kodów kulturowych, bo tylko w takim przypadku można osiągnąć sukces.

- Czy zamierzacie rozszerzać swoją ofertę dla innych nacji, których tu jednak przybywa?

- Jak najbardziej. Właśnie zaczynamy rozwijać sieć wolontariatu w naszej bibliotece. I nie tylko w zakresie działań polsko-ukraińskich. Powiem, że pomysł podpatrzyłem w książnicy wojewódzkiej w Opolu. Tam mają właśnie taką sieć wolontariuszy i zajęcia przez nich prowadzone dla cudzoziemców, ale nie tylko w różnych językach odbywają się codziennie. Proszę sobie wyobrazić, że są to zajęcia po ukraińsku, po niemiecku, po angielsku, czesku ale też i w językach egzotycznych , jakim jest jednak dla nas cały czas język chiński.

- I jaki jest odzew na pomysł sieci wolontariuszy?

- Całkiem niezły. Zgłosiło się już do nas około 30 osób, które są zainteresowane taką współpracą, więc na pewno coś ciekawego u nas też powstanie. Na razie zabieramy chętnych, pracujemy nad szczegółami. Jak już będziemy mieli opracowany system, na pewno poinformujemy i zaprosimy do uczestnictwa w nowej ofercie.

- Panie dyrektorze, za chwilkę wakacje. Laba. W ubiegłych latach biblioteka miała bardzo ciekawe propozycje na lato. Jak będzie w tym roku?

- Bardzo podobnie. Nie wyobrażam sobie, aby biblioteka, a generalnie miejskie filie miały być zamknięte na lato. Będzie oczywiście cykl spotkań i zajęć różnych dla najmłodszych czytelników, bo taka jest też nasza misja. Nie każdy wyjeżdża przecież na wakacje.

- W ubiegłym roku Książnica zapraszała na cykl „Czytamy wam”. Powtórzycie?

- Jak najbardziej. Zaprosimy w sierpniu na cykl, drugi już, czyli z pewną tradycją „Czytamy wam – piknik”. Już wiem, że spotkania będą się odbywały w sierpniowe piątki o 17.00 i w tym roku będą one ze specjalną dedykacją dla Adama Mickiewicza. Sprowadzamy specjalną wystawę poświęconą Wieszczowi. Będzie czytanie Mickiewicza, choć nie tylko jego. W ubiegłym roku trochę osób nas w te piątki odwiedzało. Mamy nadzieję, że tak samo będzie i w tym roku.

- I ostatnia kwestia. Zmieniła się z lekka dekoracja u pana w gabinecie. Każdy, kto pana odwiedza, konfrontuje się z ciekawymi posterami, na których widać pisarzy z różnych kręgów językowych, różnych tradycji literackich. Goście rozpoznają pisarzy?

- Rozpoznają w jakiejś części (śmiech). Oczywiście wszyscy bezbłędnie rozpoznają Mickiewicza, Słowackiego, Kochanowskiego czy jeszcze kilka innych osób. Ale do pozostałych potrzebna jest ściąga. Nawet ją tu gdzieś mam. Jak książnica, książki, to i pisarze muszą być obecni.

- I ostatnia kwestia. Rozmawiamy w maju, a maj to święto książki, księgarzy i bibliotekarzy. Czego życzy się ludziom książki?

- Czytelników, bywalców naszych propozycji kulturalnych, ludzi, którzy odkryją przyjemność czytania. My im w tym pomożemy. Wystarczy, że przyjdą, a my pokażemy, jak przyjemną rzeczą jest czytanie i bywanie w bibliotece.

- Dziękuję bardzo i tego życzę.