W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Belii, Ludwika, Luizy , 25 sierpnia 2019

Będzie źle, jak nie skorzystamy z tej możliwości

2019-06-05

Z Sebastianem Pieńkowskim, wiceprzewodniczącym rady miasta, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_25010.jpg

- Mamy pierwszą w historii Gorzowa europarlamentarzystkę, która została minister Elżbieta Rafalska. Cieszyć się czy smucić?

- Jak najbardziej cieszyć się. Po to jest się w polityce, żeby zdobywać kolejne przyczółki, a potem realizować wcześniej prezentowany program. Moim zdaniem ten wybór jest sukcesem nas wszystkich, szczególnie gorzowian.

- Nikt nie ma jednak wątpliwości, że pani minister przychylnym okiem spoglądała dotychczas na Gorzów.

- Zapewniam, że dalej patrzy i będzie patrzyła.

- Ale czy w Brukseli nadal będzie miała siłę przebicia i będzie mogła pomagać gorzowianom w różnych inicjatywach, jak to czyniła będąc w Warszawie?

- Jestem tego pewien. Na ile znam Elżbietę Rafalską, zrobi wszystko, żeby zadbać o nasz region. Nie tylko sam Gorzów, ale o województwo lubuskie i jednocześnie zachodniopomorskie. Jej wielkim atutem jest to, że za co się nie weźmie, robi to skutecznie do samego końca. Dlatego jej bilans działań jest bardzo pozytywny. Swoją drogą, jeżeli porównany, ile środków rządowych pozyskał Gorzów za czasów pani minister i rządu PiS-u, a ile tych środków wpłynęło za poprzedników, to wynik będzie nokautujący i korzystny tylko dla naszej formacji. Warto o tym pamiętać. Mieszkańcy pamiętają, bo wybór Elżbiety Rafalskiej stanowi formę podziękowania jej za wieloletni trud.

- Oddział Terenowy Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, którym pan kieruje, znajduje się już w świeżo wyremontowanym budynku pokoszarowym przy ul. Myśliborskiej. Jakie wrażenia?

- Wspaniałe, a osobiście jestem naprawdę z tego dumny. Mamy kolejną wspaniałą siedzibę w Gorzowie. Obok znajduje się oddział Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Ci rolnicy, którzy przyjeżdżają do nas mogą załatwić również sprawy w innych urzędach, bo jest jeszcze Starostwo Powiatowe i kilka wydziałów Urzędu Miasta.

- Skąd wziął się pomysł, żeby inwestować we własną siedzibę?

- Zaraz po wygranych wyborach przed niespełna czterema laty minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel podjął decyzję, żeby zacząć odchodzić od najmowania siedzib na terenowe oddziały od podmiotów prywatnych. Wtedy mieliśmy jeszcze Agencję Nieruchomości Rolnych i najmowaliśmy pomieszczenia w niższym biurowcu Stilonu przy ul. Walczaka. Po decyzji ministra nasz wybór padł na zniszczoną dawną stołówkę wojskową w kompleksie przy ul. Myśliborskiej. Przez rok zbieraliśmy potrzebną dokumentację. Nie było to proste, bo musieliśmy pozyskać zgodę kilku ministerstw. Po kupieniu budynku ruszyliśmy z remontem, który trwał rok. Całość kosztowała nas 9,7 miliona złotych pozyskanych z Warszawy.

- Ministerstwo sportu i turystyki dołożyło do budowy hali kolejnych siedem milionów złotych, co z wcześniejszymi środkami oraz tymi zabezpieczonymi przez miasto daje ponad 70 milionów złotych. Wystarczy to do zrealizowanie inwestycji?

- Prezydent Jacek Wójcicki niedawno publicznie zadeklarował wybudowanie hali i gdyby nie dotrzymał teraz słowa, wyglądałoby to niepoważnie. Oczywiście dopiero po przetargu dowiemy się, jakie są propozycje wykonawców. Uważam jednak, że posiadamy wystarczającą kwotę. Rynek budowlany powoli zaczyna być wysycany i kto wyjdzie ze zbyt wysokimi cenami może przegrać. Moim zdaniem nie będzie większych problemów ze znalezieniem dobrego konsorcjum, które podejmie się budowy w rozsądnej cenie. To jest naprawdę atrakcyjna inwestycja również ze względów promocyjnych.

-  Miasto dostało też ponad 15 milionów złotych na budowę zbiorników retencyjnych m.in. w Parku Słowiańskim. To kolejna dobra wiadomość?

- To bardzo dobra wiadomość i trzeba o tym mówić. Jest to o tyle ważne, że gdyby nie ta pomoc musielibyśmy wydać te pieniądze z naszego budżetu. Jeżeli ktoś umie liczyć, to zwróci uwagę, że mając uwolnione pieniądze, możemy przeznaczyć je na inny cel niż pierwotnie było to planowane. Choćby na dołożenie do budowy hali, jeżeli pojawi się taka konieczność, czyli razem będzie 37 mln zł rządowych pieniędzy na budowę hali.

- Jest pan optymistą co do budowy Centrum Edukacji Zawodowej i Biznesu, bo zbliża się termin ogłoszenia kolejnego przetargu?

- Dla mnie nie ma wątpliwości, że inwestycje, o których rozmawiamy muszą znajdować się na szczycie listy. Dlatego trzeba uczynić wszystko, żeby rozpocząć budowę hali i CEZiB. Ze względu na znaczący wzrost cen przez ostatnie lata trzeba ciąć wydatki na inne inwestycje, takie które mogą poczekać.

- Niedawno światło dzienne ujrzał raport o stanie miasta. Niektórzy komentatorzy  zwrócili uwagę na spadającą liczbę mieszkańców. Dlaczego tak się dzieje?

- Prezydenci, były Tadeusz Jędrzejczak i obecny Jacek Wójcicki nie rozumieją, że chcąc przyciągać do miasta szczególnie młodych ludzi, trzeba inwestować w najnowocześniejsze technologie. Jako miasto już dawno powinniśmy rozwinąć tereny inwestycyjne, a my dopiero teraz zdołaliśmy uzbroić niewielki teren przy ul. Dobrej. Ostatnie lata zostały w tej kwestii zmarnowane. Gdybyśmy wcześniej mieli tak dobry teren już byśmy ściągnęli dobrych inwestorów. Za tym poszedłby rozwój technologiczny, dobre płace. Inna sprawa to wysokość podatków. One powinny być obniżane, żeby zachęcać do zamieszkiwania w mieście. Nie udaje nam się to, a korzystają na tym sąsiednie gminy, które swoimi działaniami zachęcają do budowy na ich terenie. Osobiście jestem zwolennikiem poszerzenie miasta o te sąsiednie gminy. Priorytety obecnego prezydenta to remonty dróg, chodników, a gdzie w tym wszystkim jest czynnik ludzki? Brakuje myślenia przyszłościowego, takiego 20 lat do przodu. I dlatego mieszkańcy nam uciekają.

- Czy teren przy ulicy Dobrej, pomimo swoich ograniczeń, pozwoli nam pozyskać dobrych inwestorów?

- Jest to atrakcyjny teren, podobnie jak ten, na którym znajduje się Instytut Hodowli i Aklimatyzacji Roślin. W przypadku tej drugiej, bardzo dużej działki, cały czas trwają rozmowy. Może trochę się wydłużają, ale mogę zapewnić, że jesteśmy na finiszu. Nie mogę zdradzić jeszcze szczegółów, poza tym, że pojawiły się problemy proceduralne. Mam nadzieję, że w tym roku temat zostanie zamknięty.

- Jak panu podoba się powstający przy ulicy Sikorskiego prezydencki deptak?

- Jeszcze go tak naprawdę nie widać w pełnej okazałości. Jak zostanie skończony będę mógł powiedzieć coś więcej. Trzymam jednak kciuki za tą inwestycją, bo jak ona wypali, to liczę, że centrum miasta stanie się naprawdę atrakcyjne. Natomiast chciałbym pochwalić wcześniej skończoną już inwestycję, mianowicie szlak wzdłuż Kłodawki. Ostatnio przejechałem trasę na rowerze i jestem pod dużym wrażeniem. Mam nadzieję, że gorzowianie to docenią, a przede wszystkim nie będą niszczyć. To jest przecież dla nas wszystkich.

- Kiedy obserwuje pan obecny ruch drogowy w centrum, to nie ma pan obaw, że po stałym wyłączeniu fragmentu ulicy Sikorskiego, zaczną powstawać korki samochodowe w śródmieściu?

- Jeżdżąc po mieście staram się wybierać mniej uczęszczane trasy i na ogół unikam korków. Ponadto staram się jak najmniej jeździć w rejonie remontów czy zamkniętych odcinków dróg. W przypadku centrum miasta, to w ogóle unikam jeżdżenia tam autem. Nie przekonują mnie też opinie, że jak ktoś nie jeździ do centrum, to przez to zabijany jest handel czy usługi. Do centrum powinniśmy jeździć jak najbardziej, ale środkami komunikacji miejskiej. Niedługo będą nowe tramwaje i zachęcam do ich korzystania. Ja na pewno będę to czynił i będę do tego namawiał pozostałych radnych, ale i władze naszego miasta.

- A przejazdy tramwajami powinny być bezpłatne?

- Wszystko co jest bezpłatne nie jest szanowane. Jestem natomiast zwolennikiem jak najtańszych biletów. Z każdym rokiem koszty rosną, ale byłbym skłonny nawet zwiększać miejską dotację niż podnosić ceny biletów. Można ponadto rozważyć wprowadzenie różnych grup biletów; godzinowe, dzienne, łączone, itd.

- Pojawiły się także pomysły, żeby po zakończeniu remontów w centrum miasta zacząć wyprowadzać auta z tego rejonu, choćby poprzez znaczące podniesienie opłat w strefie płatnego parkowania. Jakie jest pańskie zdanie?

- Parkingi są dla mieszkańców i nie wolno drastycznie podchodzić do problemu. Byłoby to działanie przeciw gorzowianom. Opłaty muszą pozostać w rozsądnych cenach.

- Kolejna sprawa to remont biurowca Przemysłówki oraz budowa instytucji kulturalnych przy tym budynku. Wielu ludzi pyta się, po co kupiliśmy stary budynek, skoro nie potrafimy wyremontować nawet kilku pięter?

- Pomysł z powstaniem w tym miejscu Arsenału Kultury jest bardzo dobry. Na razie nic się jednak tam nie dzieje, bo wszystko rozbija się o brak wystarczających środków finansowych. Mam nadzieję, że jak po jesiennych wyborach utrzymamy się przy władzy centralnej, będziemy dalej mogli lobbować na rzecz rozwoju Gorzowa. Może znajdziemy również pieniądze na remont Przemysłówki i budowę Arsenału Kultury.

- Czyli nie jest pan za wyburzeniem tego obiektu, bo nawet takie propozycje się ostatnio pojawiają?

- Idąc tym tokiem myślenia już dawno należało zburzyć budynek, w którym teraz rozmawiamy, czyli w siedzibę KOWR. Przecież jeszcze rok temu była to budowlana ruina. Nie burzmy, starajmy się raczej odtwarzać, tworzyć z niczego coś ładnego. Poczekajmy, może za kilka lat będziemy dumni z Przemysłówki.

- Co z łączeniem gorzowskich uczelni, bo sprzyjający temu termin nieuchronnie się zbliża, a tu nic nie słychać?

- Obawiam się, że nic z tego nie wyjdzie. Skoro nic nie słychać, to znaczy, że nie ma takiej woli. To błąd. Myślę, że każdy interesujący się tą tematyką gorzowianin chciałby mieć jedną, silną uczelnię. Nie znam sprawy na tyle dokładnie, żeby analizować teraz przyczyny, dla których uczelnie nie chcą się dogadać. Szkoda, bo obecna ustawa ministra Jarosława Gowina stwarza bardzo dobre warunki do połączenia, ale 30 września jest ostatnim dniem na znalezienie porozumienia. Powiem krótko, będzie źle jak nie skorzystamy z tej możliwości.

- Gorzów nie jest silnym ośrodkiem akademickim. Pana zdaniem brak porozumienia negatywnie odbije się na dalszym rozwoju naszych uczelni?

- Zgadzam się z opiniami, że akademia w pojedynkę poradzi sobie, bo już stawia na szeroki wybór kierunków. Natomiast ZWKF będzie z roku na rok zapewne gasł, aż zgaśnie. Pamiętajmy, że mamy i długo jeszcze będziemy mieli niż demograficzny, a poznański AWF będzie czynił wszystko, żeby w pierwszej kolejności zadbać o swoją główną siedzibę. I nie będzie przejmował się naszym oddziałem. Dlatego, póki jest jeszcze czas, proponuję unieść się ponad podziały i pozytywnie przejść do historii miasta. Słabsza strona powinna ustąpić, bo tak naprawdę jest to w jej interesie.

- Ostatnio w szpitalu wojewódzkim mieliśmy trochę problemów z niektórymi oddziałami. Teraz trzeba będzie radykalnie zmniejszyć liczbę łóżek ze względu na brak wystarczającej liczby pielęgniarek. Co pan na to?

- Problemy są dwojakie. Pierwszy, mniejsza liczba łóżek. Drugi, gdyby pozostały dawne limity, to i tak przy tych łóżkach nie byłoby pielęgniarek. Pytanie, co jest gorsze? Pacjenci w szpitalu muszą być prawidłowo prowadzeni, a do tego jest potrzebna nie tylko obsługa lekarska, lecz także pomocnicza. Jedynym sposobem jest zwiększenie liczby pielęgniarek. Już na rynek trafia dwa razy więcej młodych przedstawicielek tego zawodu, i to po naprawdę dobrych szkołach. Oczywiście nie oznacza to, że rynek z dnia na dzień zostanie nasycony. Wysiłek został jednak podjęty i teraz dużo zależy od dyrektorów szpitali. Muszą oni robić wszystko, żeby znajdować dodatkowe środki na dobre płace, żeby pielęgniarki nie szukały szczęścia za granicą. Corocznie do systemu zdrowia trafia więcej pieniędzy i z tego trzeba potrafić korzystać.

- Jak panu podoba się obecna formuła organizacji Dni Gorzowa?

- Generalnie trudno dyskutować z gustami. Myślę, że im bardziej jest różnorodnie, tym większa szansa, że każdy znajdzie coś dla siebie interesującego. Postawienie tylko przykładowo na disco polo, tak jak lubi to prezydent miasta, zapewne ucieszyłaby jedynie część mieszkańców. A tak mamy artystów prezentujących różne gatunki muzyki, mamy inne wydarzenia i to jest plus, bo nie każdy przepada także za muzyką. Mnie trochę nie przekonuje coroczne zmienianie daty. Uważam, że powinien to być nienaruszalny termin. Najlepiej, gdyby były to urodziny miasta, czyli 2 lipca. Przed rokiem zmieniono datę, bo były piłkarskie mistrzostwa świata, teraz zmieniono, bo coś tam znowu wyskoczyło. Jestem przekonany, że wielu gorzowian nawet nie wie, że już w przyszłym tygodniu będą imprezy z okazji Dni Gorzowa. A takie zaskakiwanie mieszkańców nie jest najlepszym rozwiązaniem. Ponadto warto chyba promować te nasze urodziny pod każdym względem, zwłaszcza edukacyjnym.

- Dziękuję za rozmowę.