W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Aleksego, Bogdana, Martyny , 17 lipca 2019

Wspólne grillowanie można odłożyć na lepsze czasy

2019-07-03

Z Radosławem Wróblewskim, radnym z klubu Platformy Obywatelskiej, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_25213.jpg

- Żyje pan remontami w mieście?

- Jak każdy zapewne mieszkaniec, który interesuje się wszystkim co jest ważne w danej chwili i dotyczy jego miasta.

- Jakie wnioski wyciąga pan z obserwacji głównych remontów, czyli ulic Sikorskiego, Kostrzyńskiej oraz Kazimierza Wielkiego?

- Pamiętam, że za poprzedniej kadencji władz samorządowych największym problemem były opóźnienia. Mamy nową kadencję, a opóźnienia pozostały. Niestety, ale przyczyny tego są różne, dlatego jako radni często apelujemy do urzędników, żeby przyglądali się tym kłopotom i starali się znajdować optymalne sposoby na ich minimalizowanie. Może należy lepiej konstruować umowy, może czasami, w uzasadnionych przypadkach, trzeba bardziej stanowczo sięgać po rozwiązania prawne. Z drugiej strony, jak spojrzymy poza nasze gorzowskie okienko, okazuje się, że w większości miast problemy są podobne, choć są również takie, gdzie władze lokalne zdecydowanie lepiej sobie radzą.

- Czyli opóźnienia pana martwią?

- Jako mieszkaniec nie mam na to wpływu i może dlatego staram się pocieszać, że te remonty niebawem się skończą. Należy też rozumieć, że to miasto jest zakładnikiem rynku wykonawcy, dlatego zachęcałbym jednak do większej cierpliwości. Pilnujmy tych prac, motywujmy budowlańców do szybkiej ich realizacji, ale nie stresujmy się nadmiernie.

- Czy Gorzów ma problem ze swoją filharmonią?

- Jeżeli posłuchamy różnych opinii, przyjrzymy się temu wszystkiemu co się dzieje, to można użyć takiego stwierdzenia. Z jednej strony rozmawiamy o potrzebie utrzymania przez filharmonię pełnej autonomii, z drugiej miasto nie jest w stanie zorganizować we współpracy z tą instytucją żadnej poważnej uroczystości. Przykładem niech będą urodziny miasta 2 lipca. Zamiast pięknego wydarzenia w filharmonii spotkaliśmy się w skromnej sali sesyjnej.

- O nieporozumieniach mówiliśmy już przed kilkoma laty, czego efektem było odejście najpierw dyrektor Małgorzata Pery, potem dyrygent Moniki Wolińskiej. Dzisiaj jakby historia się powtarzała, choć nikt jeszcze nie wysyła na trawkę dyrektora Mariusza Wróbla. Co należy zrobić, żeby współpraca się rozwijała a nie stawała się zarzewiem nowych konfliktów?

- Należy znaleźć złoty środek. W mojej ocenie filharmonia musi być otwarta dla miejskich potrzeb. Nie wierzę, że nie da się pogodzić prób muzyków z organizacją jakiegoś miejskiego wydarzenia, bo przecież wszystkie uzgodnienia są prowadzone z wystarczającym wyprzedzeniem czasu. Pamiętajmy również, że filharmonia jest instytucją miejską i naprawdę bez sensu jest stawanie okoniem w sytuacji, kiedy na jej utrzymanie z budżetu miasta są wydawane miliony złotych. Są to pieniądze mieszkańców i dla mieszkańców filharmonia powinna być dostępna.

- Czy zmiany w statucie tej instytucji nie ograniczą jej autonomii?

- Powiedziałbym inaczej, że jest to pomarańczowe światełko zapalone dla dyrekcji, że powinna jednak coś w swoim postępowanie zmienić, aczkolwiek nigdy nie ma sytuacji zero-jedynkowej. Mam nadzieję, że niebawem w ciszy gabinetu zostanie wypracowany odpowiedni model, na bazie którego ta współpraca poprawi się z korzyścią dla wszystkich stron.

- Akademia im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie chce otworzyć kierunek pielęgniarski. Jest to dobry pomysł? 

- Tak, to jest dobre myślenie. Pamiętam, że już taki pomysł był w odniesieniu do naszej filii poznańskiego AWF-u, ale nie został do dzisiaj zrealizowany. O tym, że brakuje nam na rynku pielęgniarek, wszyscy doskonale wiemy. Szczególnie w Gorzowie, gdzie trzeba likwidować łóżka w szpitalu ze względu na niedobór białego personelu. Oczywiście należy liczyć się z tym, że część nowo wykształconych pielęgniarek skorzysta z lepszych warunków choćby w Niemczech czy Anglii i tam może wyjechać, ale nie możemy na to patrzeć, bo nie wszyscy wyjadą.

- Skoro wspomnieliśmy o naszych uczelniach, czy pana zdaniem jest jeszcze nadzieja na ich połączenie w sytuacji, kiedy istnieje taka możliwość praktycznie tylko do końca września?

- Rozmowy, negocjacje, mediacje trwają – jak pamiętam – od wielu lat. Nic z tego na razie nie wyszło.

- Wcześniej jednak nie było korzystnych ku temu warunków. Dopiero obecna ustawa ministra Gowina daje taką szansę.

- Zgoda, ale mamy w ustawie zapisaną również autonomię uczelni i to jest pojęcie najważniejsze w tym wszystkim. Możemy apelować, zachęcać, mobilizować, ale skoro nie ma odpowiedniej woli ze strony władz uczelni, to nic nie zdziałamy. Mówiąc o rozwoju miasta musimy myśleć o rozwoju akademickości. Zawodowo pracuję nie tylko w Gorzowie, ale i w Zielonej Górze. Tam długo dojrzewano do połączenia uczelni i wreszcie to zrobiono z korzyścią dla miasta i tamtejszego środowiska naukowego. My widocznie jeszcze do tego nie dojrzeliśmy, a szkoda. Małe uczelnie mają mniej do zaoferowania, co w perspektywie walki o pozyskiwanie nowych studentów w czasach niżu demograficznego jest bardzo istotne. W takich warunkach tylko silne placówki będą w stanie przyciągnąć młodego człowieka do siebie. Obawiam się, że za kilka lat dotrze to do władz naszych uczelni, ale wtedy będzie już za późno.

- Czy powinniśmy ponownie otworzyć w Gorzowie izbę wytrzeźwień?

- Mówimy o ambulatorium kontrolowanego trzeźwienia, bo tak swego czasu nazywały się te izby. Nie jestem przekonany do tej propozycji. Powinniśmy bardziej przekazywać tego rodzaju zadania organizacjom pozarządowym. W Gorzowie taką rolę pełni stowarzyszenie Augustyna Wiernickiego, w którym to leczonych jest około 150 osób. Warunkiem jest zgoda zainteresowanego. Większość się nie wyraża jednak takiej zgody, dlatego ludzi nadużywających alkoholu w Gorzowie jest sporo. Myślę, że izba wytrzeźwień nie wpłynęłaby na zmniejszenie tej ilości, bo problemy tkwią w czym innym.

- Sporo osób po spożyciu alkoholu trafia jednak na Szpitalny Oddział Ratunkowy, a tak mogłoby trafiać do izby?

- Policja zapewne często spotyka się z sytuacjami, że osoba pod wpływem alkoholu ma też problemy zdrowotne, dlatego odwozi je do szpitala. Myślę, że w tym przypadku potrzebne jest, o ile istnieje taka możliwość, zrobienie odrębnej dla tych pacjentów ścieżki, żeby nie blokowali miejsca osobom z innymi problemami zdrowotnymi, wymagającymi szybkiej pomocy.

- Dlaczego przy rekordowym budżecie miasto nie jest skłonne wysupłać więcej pieniędzy na wspomożenie wspólnot w renowacji najbardziej kosztownych kamienic?

- Pracując przy ulicy Łokietka często mam okazje przechadzać się starą częścią miasta i naprawdę żal mi się robi, kiedy patrzę na niewyremontowane kamienice, które w zdecydowanej większości są naprawdę piękne. Wśród nich można znaleźć wyjątkowe perełki. Ta substancja stanowi o tożsamości i wizerunku miasta. Dlatego wszyscy powinniśmy umieć o to zadbać. Z wykształcenia jestem historykiem, mam kontakt z historykami z całej Polski i wielu z nich, jak było w Gorzowie, zostało bardzo pozytywnie zaskoczonych jakością wielu kamieni. Jednocześnie byli zdziwieni, że przez lata niewiele zrobiliśmy, żeby przywrócić blask tej zabudowie. Mam nadzieję, że od przyszłego roku budżet miasta na ten cel będzie sukcesywnie zwiększany.

- Jak ocenia pan aktywność gorzowian w trakcie spotkań dyskusyjnych przy wyborach zadań do realizacji w ramach budżetu obywatelskiego?

- Byłem na kilku spotkaniach, w tym w swoim okręgu na Zakanalu, a także na Zamościu. Na tym pierwszym było ponad 130 osób, na drugim kilkadziesiąt, co pokazuje, że ludzie bardzo interesują się tą tematyką. Nie zawsze potrafią znaleźć wspólny język, często wymiana zdań jest ostra, ale osobiście cieszę się, że budżet obywatelski poruszył ludzi i zachęcił ich do dużej aktywności. Tak buduje się społeczność obywatelską. Jeżeli jestem czymś rozczarowany, to jedynie spotkaniem, gdzie omawiano inwestycje ogólnomiejskie. Przyszła na nie garstka ludzi, nawet nie wszyscy wnioskodawcy się pojawili.

- Podoba się panu, że w ramach tego budżetu są realizowane takie zadania jak remonty ulic, chodników, budowa oświetlenia?

- To jest zasadnicza kwestia, na temat której dyskusja trwa od pewnego czasu. Rację mają ci, którzy mówią, że są to zadania własne miasta. Z drugiej strony miasto mówi, że nie wszystko jest w stanie zrobić i poprzez budżet obywatelski chce dać szansę mieszkańcom, żeby mogli naprawić kawałek chodnika, jezdni czy postawić oświetlenie. Dyskusji wymaga też sprawa miękkich projektów, ponieważ słyszę coraz częściej, że skoro potrzeb jest bardzo dużo, to wspólne grillowanie można odłożyć na lepsze czasy.

- Niebawem w Gorzowie pojawią się kolejne nowe tramwaje. Pojawiła się propozycja, żeby nadać im imiona znanych gorzowskich kobiet. Poprze pan tę propozycje?

- Nie do końca ten pomysł do mnie trafia. Szczególnie, że trzeba byłoby dobrać odpowiednie kryteria wyborów, a to już mogłoby wzbudzić bardzo szerokie dyskusje. Tramwaje czy autobusy są narzędziem do poruszania się i traktujmy je w całej okazałości jako środek transportu. Znane są zaś inne możliwości uhonorowania zasłużonych dla Gorzowa osób i idźmy już wcześniej wypracowanymi ścieżkami.

- Dziękuję za rozmowę.