W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Klaudyny, Romana, Tomasza , 18 listopada 2019

Dalekosiężne plany najczęściej biorą w łeb

2019-07-17

Z Liwiuszem Sieradzkim, byłym piłkarzem, a obecnie działaczem piłkarskim, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_25294.jpg

- Proszę przyjąć gratulacje w związku z wyróżnieniem przez radę miasta odznaką honorowego mieszkańca Gorzowa. Ile to już lat jest pan w sporcie?

- Ponad 60 lat. Zaczynałem jako trampkarz w Unii Gorzów, czyli w późniejszym Stilonie. To była fajny czas, ponieważ w naszym mieście zainteresowanie futbolem było tak duże, że odbywała się u nas liga trampkarzy z udziałem dwunastu zespołów. Samych drużyn seniorskich mieliśmy w tym czasie osiem.

- Długo pan w tej Unii nie pograł. Dlaczego?

- Ponieważ mój tata był prezesem Admiry Gorzów, a klub ten miał naprawdę silną sekcję piłkarską. Pewnego dnia przyszedł do mnie i natychmiast kazał przyjść do jego klubu. Któregoś roku awansowaliśmy nawet do klasy A, co było dużym wydarzeniem, ponieważ był to czwarty poziom rozgrywek w kraju. Wyżej była tylko I liga, II liga oraz liga okręgowa. Dzisiaj nie mamy żadnej drużyny na tak wysokim szczeblu, bo Stilon i Warta spadły na piąty poziom rozgrywek.

- Potem była Warta Gorzów?

- Tak. Z liczących się drużyn ligowych Warta była jedynym grającym w centrum miasta, natomiast wszystkie pozostałe rozgrywały swoje spotkania na obecnym stadionie przy ul. Olimpijskiej. Nie chciało mi się tak daleko jeździć, do tego miałem wielu znajomych w Warcie i tak przyszedłem do tego klubu na trzy sezony. W 1966 roku już na stałe związałem się ze Stilonem. Najpierw jako piłkarz, potem kierownik drużyny, sekcji aż wreszcie działacz. Było to do chwili przekazania GKP Gorzów prezesowi Sylwestrowi Komisarkowi. Kiedy GKP upadło, pojawiła się nowa grupa młodych działaczy i im również w razie potrzeby trochę pomagałem. Dzisiaj natomiast działam w Okręgowym Związku Piłki Nożnej.

- Grał pan w Warcie i Stilonie. Czy pamięta pan, żeby Warta kiedyś była wyżej w hierarchii ligowej niż Stilon, jak to miało miejsce w minionym sezonie, choć regionalny Puchar Polski trafił akurat do tej drugiej drużyny?

- Były takie sezony, ale mówimy o zamierzchłych czasach. Pamiętam, jak w 1956 roku ówczesny Kolejarz Gorzów wywalczył mistrzostwo okręgu i zagrał w turnieju o wejście do drugiej ligi między innymi z Pogonią Szczecin. To było duże wydarzenie sportowe.

- Historia piękna, ale teraźniejszość może martwić, gdyż obie nasze drużyny spadły i niedługo rozpoczną rywalizację na szczeblu wojewódzkim. Jak patrzy pan na dzisiejszą sytuację gorzowskiej piłki, to co pan sobie myśli?

- Jestem zasmucony, bo takie miasto jak Gorzów powinno mieć przynajmniej drugą ligę. Dzisiejsza druga liga to nie jest ta, co była kiedyś, w czasach gdy o Stilonie mówiono w całym piłkarskim kraju. Swoją drogą przypominam sobie mecze z Piastem Gliwicem. Tak często razem graliśmy w tej drugie lidze, że się aż zaprzyjaźniliśmy, choć gliwiczanie trochę martwili się, jak mieli z nami walczyć. To my bowiem częściej wychodziliśmy z tych potyczek zwycięsko. Byliśmy dla nich feralnym rywalem.

- Dzisiaj Piast jest…

- … mistrzem Polski. Właśnie do tego zmierzałem. Tam kiedyś uznano, że piłka przez te lata gry w centralnych rozgrywkach na tyle okrzepła, na tyle zbudowała trwałe podstawy, że zaczęto mocniej w nią inwestować i dzisiaj są tego efekty. Żal jest tym większy, że to właśnie w czasach największych potyczek choćby z Piastem byliśmy wzorem dla całej Polski, jeżeli chodzi o szkolenie. To u nas powstał na przełomie lat 70 i 80. piłkarski internat i szkolenie było prowadzone coś na wzór dzisiejszych akademii piłkarskich. Jeszcze 2-3 lata temu w najniższych ligach grali chłopacy z tamtych naborów, choć dawno przekroczyli 50 rok życia. ,,Produkcja’’ dobrych piłkarzy szła pełną parą. Tysiące niezłych zawodników wyszło ze Stilonu.

- Dlaczego w Gorzowie nie można zbudować drużyny mogącej występować przynajmniej na drugoligowym poziomie? Jakie błędy są tu popełniane

- Z jednej strony słyszymy, że potrzebne są pieniądze, z drugiej, że najpierw należy coś pokazać, żeby zachęcić kibiców do przyjścia na stadion, a sponsorów do większego zaangażowania się w piłkę. Jest jednak problem stadionu. Potrzebujemy trochę w niego zainwestować. Robiąc trybuna po trybunie naprawdę można mieć fajny, kameralny obiekt. Są warunki do postawienie pawilonu ze stanowiskami dziennikarskimi oraz miejscami dla sponsorów. Potrzebne jest oczywiście oświetlenie. Żeby jednak było to możliwe całe środowiskowe piłkarskie w mieście powinno za tym optować, tak jak to czyniono w przypadku sztucznej murawy i przyniosło to pożądany skutek. Co do błędów, to na razie możemy oceniać tutaj tylko Stilon, gdyż Warta dopiero co odbudowała swoją pozycję. W przypadku Stilonu za dużo ostatnio było zawirowań. Do tego doszły ciągłe zmiany zarządów, w mediach zrobiło się głośno na temat różnych mniejszych czy większych afer. To nie pomaga w rozwoju.

- Może zbyt łatwo oddaliśmy również walkowerem pierwszą ligę?

- To jest sprawa, której nie mogę przeboleć do dzisiaj. I nie jest prawdą, że w tamtym czasie miasto oraz prezydent Tadeusz Jędrzejczak nie pomagali piłce. Pomagali i to naprawdę łożąc na to spore środki. Z perspektywy czasu uważam, że za dużo w tym wszystkim było entuzjazmu, za mało zaś profesjonalnego zarządzania klubem. Nawet kiedy prezes Komisarek powiedział wprost, że nie jest już w stanie finansować tego przedsięwzięcia, z miasta było do wzięcia pół miliona złotych. Środki te pozwoliłyby dograć nam do końca sezonu. Nie wiem oczywiście, czy dalibyśmy radę dalej, ale zapewne utrzymalibyśmy się wtedy w pierwszej lidze, a tak trzeba było zejść do okręgowej.

- Mnie zastanawia ponadto, czy słowne potyczki z udziałem byłych i obecnych działaczy, a nawet niektórych prezesów, nie wpływają negatywnie na postrzeganie gorzowskiego futbolu w naszym mieście?

- To jest temat bardzo ważny, bo dzisiaj wiele rzeczy buduje się na wcześniej stworzonym wizerunku. Ubolewam nad tym, a jak słyszę lekceważący stosunek działaczy piłkarskich do innych dyscyplin, to zastanawiam się, czemu ci panowie strzelają samobóje. Przecież nikomu nie trzeba udowadniać, jaką rolę odgrywa dzisiaj w świecie piłka nożna. Z drugiej strony trzeba doceniać to, że przykładowo do koszykarek przyjedzie mistrz Francji czy Rosji w ramach europejskich rozgrywek, a po drugiej stronie Warty jeżdżą najlepsi żużlowcy świata.

- Działacze i trenerzy są dumni z szeroko prowadzonego szkolenia, ale efekty tych działań chyba nie spełniają niczyich aspiracji?

- Mamy masę różnych akademii, ale szkolenie super rozwija się tak naprawdę do chwili ukończenia przez młodzież 14-15 lat. Do tego momentu jest duże zainteresowanie rodziców, którzy wożą swoje pociechy na treningi, jeżdżą z nimi na turnieje. Potem przychodzi moment, kiedy ze zrozumiałych względów spada zainteresowanie rodziców i dzieciaki same muszą zdecydować, czy chcą dalej stawiać na piłkę? Często z tego rezygnują. Z różnych powodów, ale najczęściej ta młodzież nie ma dalszej wizji. Akademie, w których się szkolą, nie prowadzą starszych roczników. Dawniej najbardziej utalentowani trafiali do Stilonu. Dzisiaj klub ten nie jest już takim magnesem, podobnie jak Warta, bo obie drużyną grają w zbyt niskich ligach. Kolejna sprawa, dawniej prowadzący seniorów trener ustawiał całe szkolenie. Dzisiaj każdy sam rzepkę sobie skrobie. Niemniej w ostatnich latach gorzowskie kluby zaistniały w piłkarskim świecie w grupie juniorów. Pod tym względem nie narzekałbym, a nawet bym docenił wysiłek włożony przez kluby.

- To gdzie są ci najbardziej utalentowani?

- Przypomnę w ramach ciekawostki, że w 2012 roku nasza reprezentacja okręgu chłopców 12-letnich zakwalifikowała się do turnieju finałowego mistrzostw świata, organizowanego przez firmę Danone. Mistrzostwa odbyły się w Warszawie i na osiem meczów nasi wygrali sześć, jeden zremisowali i przegrali tylko z Senegalem 0:1. Ostatecznie zajęli 17 miejsce, bo taki był ten regulamin, ale skauci wyłapali wówczas od razu pięciu naszych chłopców, w tym Sebastiana Walukiewicza, który dzisiaj jest w lidze włoskiej, w Cagliari Calcio. Talentów mamy naprawdę sporo, ale nie mając odpowiedniej piramidy, co bardziej zdolni juniorzy trafiają do klubów mogących zaoferować im lepsze warunki rozwoju sportowego. Oczywiście nie wszyscy sprawdzają się w tych lepszych klubach i wracają do nas, ale ci najzdolniejsi znikają nam bezpowrotnie.

- O budowie sportowej piramidy mówimy od lat, ale nie trafia to jednak na podatny grunt. Dlaczego?

- W tej chwili szanse na to są jeszcze niższe, gdyż mamy dwa wiodące kluby, czyli Stilon i Wartę. Wcześniej, kiedy był Stilon łatwiej było się dogadać, ale nigdy tak naprawdę tego formalnie nie uczyniono. Inna sprawa, że dawniej nie było problemów, żeby Stilon grający w centralnych rozgrywkach mógł się posiłkować zawodnikami z innych klubów w regionie. Dzisiaj tych wzorców brakuje.

- Może trzeba wreszcie powiedzieć, że stać nas co najwyżej na trzecią ligę i na tym się skupić?

- Martwi mnie, że obie nasze drużyny spadły jednocześnie, bo teraz mogą chcieć się wykrwawić, żeby udowodnić sobie nawzajem, kto jest lepszy? A miejsce premiowane awansem jest tylko jedno. Już po pierwszych decyzjach kadrowych widać, że Warta chce zmontować zespół na szybki powrót do trzeciej ligi. Stilon z kolei nie może obiecywać kibicom powrotu za kilka lat, bo oni tego nie zaakceptują. Swoją drogą, znam to z doświadczenia, jak ktoś coś planuje w dłuższej perspektywie czasu nigdy tego nie zrealizuje. Sport jest na tyle nieprzewidywalny i zaskakujący, że dalekosiężne plany najczęściej biorą w łeb.

- Często jednak kibice zastanawiają się, czy Gorzów stać na posiadanie dwóch seniorskich zespołów na poziomie trzeciej ligi?

- Sportowo, jak widać, jeszcze nie, ale finansowo uważam, że jest to możliwe. Oczywiście, koszty w lidze centralnej są wyższe, bo nie da się przykładowo jechać na mecz na Górny Śląsk bez noclegu, kiedy spotkanie jest zaplanowane na godziny przedpołudniowe. Takie miasto jak Gorzów ma potencjał finansowy na tym poziomie, ale trzeba lepiej to wykorzystać.

- To jakie cele widzi pan przed gorzowskimi zespołami w nadchodzących rozgrywkach czwartej ligi?

- Chciałbym, żeby oba zespoły jeszcze odważniej zaczęły stawiać na wychowanków i przez to budowały przyszłościowe drużyny. Takie, które po awansie już na spokojnie usadowią się na razie w trzeciej lidze, a potem pomyślą o wyższych celach. Jak już wspomniałem, w ostatnich sezonach juniorzy obu klubów rywalizowali w centralnych rozgrywkach, przez to potencjał kadrowy jest ciekawy. Ponadto należy zwiększyć przegląd tego, co jest w regionie, bo tam naprawdę można wypatrzyć wielu utalentowanych piłkarzy. Są tacy, którzy chętnie spróbowaliby sił choćby w Stilonie, ale się wahają. Natomiast, jaki cel postawią przed sobą zarządy obu klubów, to zobaczymy niedługo.

- Dziękuję za rozmowę.