W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Belii, Ludwika, Luizy , 25 sierpnia 2019

Artysta został odłożony na razie na półkę

2019-07-24

Z Danielem Adamskim, gorzowskim artystą fotografikiem, animatorem wydarzeń kulturalnych, obecnie urzędnikiem w Urzędzie Miasta, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_25348.jpg

- Daniel Adamski. Gorzowski fotoreporter, fotograf, performer, ale i urzędnik miejski. Daniel, w końcu kim ty jesteś?

- Za wiele się u mnie nie zmieniło, bo już kiedyś łączyłem pracę w Urzędzie Miasta i Gazecie Wyborczej. Fotografowałem wówczas miasto, miejskie sprawy poruszane w Gazecie. Teraz w Urzędzie zostały mi głównie obsługa imprez kulturalnych. Jeśli chodzi o zdjęcia, to nie pracuję w Urzędzie sam. Ważne jest, że mam w pracy dużo lżej, niż kiedyś, kiedy fotografowałem wszystkie imprezy sam.

- No to jesteś urzędnik. A gdzie się podział artysta?

- Został odłożony na jakąś półkę w głowie. Plany jakieś tam sobie rosną. Ale myślę, że ten czas przerwy kiedyś minie, będę jeszcze pracował nad zdjęciami artystycznymi. Będzie się można o tym przekonać, jak zacznę dzwonić z prośbą o zapozowanie. Ale na tę chwilę to nie nadążam za wszystkimi imprezami, które się w mieście dzieją. Jest ich dużo, są coraz ciekawsze. Naprawdę jest dużo wydarzeń muzycznych, plastycznych, ale zwyczajnie nie można być na wszystkim.

- Daniel, przecież ty sam kreowałeś ciekawe wydarzenia. Dziś została ci Galeria Bezbronna, ale przecież robiłeś zawody kajakowe na stawie w Parku Róż, przekopywałeś się ze stadionu Stali na stadion Falubazu. Tego też już nie robisz?

- Mówisz o Projekcie Aua. To sobie żyje własnym życiem. Obserwuję, że problem, którego projekt dotyczył, wcale nie znika. Co i rusz powraca i trudno określić moment, kiedy znów stanie się widoczny. Przypomnę, dotyczył nietolerancji, niechęci, animozji, które są między Gorzowem a Zieloną Górą. To się gdzieś tli i w kółko bywa wyciągane jak takie trupy upchnięte w szafie. I jak się komu noga powinie, to zaraz są wyciągane te wszystkie pretensje, bo mamy je gotowe w rękawie.

- Twoim zdaniem nie ma czegoś takiego jak zielonogórsko-gorzowskie animozje, że potyczka Gorzów kontra Zielona Góra to już przeszłość?

- Nie, absolutnie. To właśnie cały czas trwa. I moim zdaniem niech sobie ten problem i będzie, ale niech nie prowokuje ludzi do jakichś skrajnych zachowań, do szczucia jednych na drugich. A do takich sytuacji dochodziło. I to było coś, co było niepokojące. I co zaskakujące, ten problem, te animozje stale istnieją, to wyliczanie, kto co ma, a kto czego nie ma i ile tego jest. Dlatego te nasze akcje były potrzebne i myślę, że jeśli zajdzie konieczność, to do nich wrócimy. Zresztą różnych pomysłów mam sporo, wystarczy je tylko zorganizować.

- Daniel, zawsze to coś, co robiłeś, to było inne, miało własny język, własny styl. Tak samo było zresztą z twoimi zdjęciami. Mają własny styl. Człowiek się tego uczy, czy człowiek to ma?

- Praca w Gazecie sprawia, że fotografia musi być codziennie dobra, jak dobra kawa. Bo wszystko, co jest dobre, jest codziennie. Wtedy nauczyłem się podchodzenia do każdego tematu fotograficznego tak, jakbym za każdym razem robił zdjęcie na konkurs tak, aby za każdym razem zdobyć mistrzostwo świata. Oczywiście na ile się to da. Takie podejście powoduje, że trafiają się takie zdjęcie, które rzeczywiście są rozpoznawalne przez styl. Zresztą teraz jest mi to łatwiej wytłumaczyć, niż jeszcze dziesięć lat temu. Teraz ludzie sami mają problemy ze zrobieniem dobrego zdjęcia i sami widzą, ile fotograf musi się namęczyć, żeby coś tam złapać. Bo naprawdę to trudna praca jest. Przed każdym zdjęciem trzeba się namyślić, nagimnastykować, trzeba mieć stale nowe pomysły, przewidywać sytuacje. Na szczęście ten temat zostaje ze mną zawsze. Co by się w życiu nie zmieniało, fotografia jest ze mną zawsze. Zresztą zwróć uwagę, ludzie bez robienia zdjęć nie potrafią żyć. Każdy ma komórkę i każdy robi zdjęcia.

- Marian Łazarski, szef GTF, twierdzi, że robienie zdjęć to jedno, ale już wybór to sztuka, której ludzie nie mają.

- Selekcja jest trudna. To pewnik. Zresztą na tym braku selekcji zarabiają ci wszyscy wytwórcy pamięci w naszych urządzeniach. Telefony mają coraz więcej pamięci właśnie dlatego, że użytkownicy nie robią wyborów. Nie wyrzucają złych zdjęć. Nie wiedzą, które są dobre. Widać to po Facebooku czy Instagramie. Jest więc mnóstwo pułapek, które fotografia niesie ze sobą.

- A ty widzisz, że ludzie tego nie potrafią? Mam na myśli Galerię Bezbronną otwartą dla każdego.

- Nie, tam już jest inaczej. To, żeby powiesić zdjęcie na ścianie, pokazać ludziom, to jest zupełnie inny proces, aniżeli ten publikowany na Facebooku. Tu, mam na myśli Galerię, to jest więcej przygotowań, logistyki. Naprawdę trzeba się 300 razy zastanowić, zanim się wybierze zdjęcie do druku, a potem do ekspozycji. Ten proces jest bardziej determinujący. Dlatego nawet do Bezbronnej trafiają zdjęcia bardzo dobre, dobre, ciekawe. I to sprawia, że Galeria może być dlatego ciekawa.

- Wróćmy zatem do miasta. Mówisz, że nie nadążasz z imprezami. Aż ta dużo się w mieście dzieje?

- Jeśli chodzi o wydarzenia artystyczne, bo ja o takich mówię, to rzeczywiście dużo się dzieje. Tu przyjeżdżają ciekawe osobowości.

- Ale ty oglądasz wydarzenia kultury off, czy też bierzesz udział w wydarzeniach instytucjonalnych?

- Generalnie wiem o wszystkich imprezach, bo o nich piszę na stronach internetowych miasta. To są i te duże imprezy w instytucjach, ale też i te w klubach, te niszowe. I podkreślę, nie daję rady być na wszystkich, choć chciałbym bardzo.

- Twoim zdaniem prawdą jest, że gorzowianie nie wiedzą, że miasto ma olbrzymi potencjał, jeśli chodzi o kulturę?

- Na pewno nie wszyscy gorzowianie znają potencjał gorzowskich środowisk kulturalnych. Bo poza paroma gwiazdami, silnymi nazwiskami choćby w muzyce, to gorzowianie nie mają pojęcia, że Gorzów jest zwyczajnym zagłębiem muzycznym, w szerszym aspekcie kulturalnym. Bo nie wiedzą, jak wielu gorzowian, ludzi stąd, robi kariery, także za granicą. Inna rzecz, że ci ludzie nie są w kraju znani, a co dopiero mówić o Gorzowie. Na pewno środowisko muzyczne jest wyraziste i dostrzegalne w Polsce. Mówię o osobowościach, karierach, talentach, jakie tu są i jakie stąd pochodzą.

- Czy poza zajmowaniem się kulturą patrzysz także na miasto?

- Na wszystko muszę patrzeć. Nie ma tak, że się wybiera jakieś tematy. Zawsze zresztą byłem zainteresowany tym, żeby przyglądać się miastu, jak i działać tu. Ten taki lokalny patriotyzm stale u mnie jest. Wiesz, mam wrażenie, że bardzo wielu gorzowian, czy to w instytucjach czy poza, z pasją podchodzi do spraw miejskich. Troszczy się o nie. Przynajmniej ja tak sądzę. Zwłaszcza teraz, kiedy miasto się zmienia, to jednak każdy by chciał, aby było ładniejsze. To wynika z troski. Ja też tak mam. I też przełykam ślinę po każdym ściętym drzewie, i też mi żal każdego skrawka zieleni, które idzie pod drogę czy chodnik. Ale póki się nie skończy ten cały zamęt z remontami, to trudno cokolwiek mówić, ocenimy na końcu.

- Myślisz, że Gorzów zyska po tych remontach?

- Gorzów, co jedynie zyskuje, to potencjał ludzki, który może to miasto nieść gdzieś w Polskę i je promować. A tu, to wszystko, co się dzieje, ma służyć wygodzie życia. Chodzi też o to, żeby się nie wstydzić tego, co jest w centrum. Choć przecież Gorzów tak naprawdę to nie ma centrum. Może te przebudowy dadzą na tyle, że w końcu będzie to jakoś wyglądać, bo na pewno poprawi się jakość komunikacji.

- I ty, patriota lokalny, uważny miejski obserwator wyprowadzasz się z Gorzowa na wieś.

- No tak, tak to się zapowiada. Daleka ta podróż nie jest…

- Ale już nie będziesz mieszkał w Gorzowie, a pod. To jest ta różnica.

- Jest niewielka różnica. W kilometrach niewielka, a rzeczywiście mentalnie to będzie już dojazd.

- Dziękuję bardzo.

Fot. Bartłomiej Nowosielski