W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Klaudyny, Romana, Tomasza , 18 listopada 2019

Nie historia, ale ludzie robią klimat

2019-09-11

Z Markiem Grzybem, nowym prezesem truly.work Stali Gorzów, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_25727.jpg

- Kiedy dokładnie otrzymał pan propozycję przejęcia sterów w Stali?

- To była kwestia dosłownie kilku dni przed powołaniem mnie na to stanowisko. Spodziewałem się, że może nastąpić zmiana prezesa. Prezes Zmora od pewnego czasu sugerował, że jest gotowy ustąpić ze stanowiska i dlatego nie można być zaskoczonym jego decyzją. Tyle, że nie brałem siebie pod uwagę.

- Dlaczego?

- Do zarządu trafiłem dopiero 4 lipca tego roku. Zostając członkiem uważałem, że jest to wystarczające umocowanie do aktywnej działalności. Życie potrafi jednak zaskakiwać. Pewne rzeczy potoczyły się inaczej. Kiedy pojawiła się propozycja, żeby przejąć to stanowisko miałem kilka dni na zastanowienie. Nie była to prosta decyzja, ale zgodziłem się i mam nadzieję, że podołam temu wyzwaniu.

- Żużlem zainteresował się pan w czasach młodzieńczych, czyli jako kibic Włókniarza Częstochowa. Dzisiaj jest pan prezesem Stali Gorzów. Sytuacja chyba mocno zaskakująca?

- Niekoniecznie, gdyż jak ktoś dokładnie czytał wcześniejsze wywiady ze mną na pewno zwrócił uwagę, że wszędzie podkreślałem, iż to mój tata był wielkim i oddanym sympatykiem Włókniarza. Żużel w domu rodzinnym był zawsze obecny, to tata wprowadził mnie w świat tego sportu. I to dzięki niemu zakochałem się w tym sporcie, a ostatnio również w Stali, dla której działam bezinteresownie.

- Co było powodem, dla którego zaangażował się pan w działalność klubu nie tylko jako sponsor?

- Szybko zwróciłem uwagę, że w Gorzowie żużel ma szczególne miejsce. Od pierwszej chwili zostałem bardzo ciepło przyjęty. Poczułem się, jakby wszyscy wokół tutejszego żużla stanowili jedną wielką rodzinę. To było zupełnie coś innego do czego byłem przyzwyczajony, choćby jako sponsor Lecha Poznań. Tam nie wyczuwało się tak wspaniałej, przyjaznej atmosfery. I tym gorzowianie mnie szybko ujęli. Nie historia, ale ludzie robią klimat.

- Trzy lata to wystarczający czas, żeby poznać organizację, którą teraz trzeba zarządzać?

- Rozumiem powagę sytuacji. Nie trzeba mi tłumaczyć, w jakim kierunku powinna podążać nowa Stal, bo skoro jest nowy prezes, to i dla klubu jest to w pewnym rodzaju otwarcie nowego rozdziału. Rozumiem też, że wszyscy zakładają lepsze wyniki sportowe od tych, które są w tym sezonie, ale to normalne. Ja również przyjąłem jako główny cel szybki powrót do walki o medale. Teraz mogę przyznać, że na przestrzeni ostatnich trzech lat z wieloma rzeczami się nie zgadzałem i nigdy swoich spostrzeżeń nie chowałem pod dywan. Wprost je artykułowałem. Przy czym od razu wyjaśnię, że nie czyniłem tego w formie jakiegokolwiek zarzutu pod czyimś adresatem. Po prostu w życiu jak i biznesie jest tak, że każdy z nas nie do końca zauważa, to co widzą inni stojący z boku. Prezes Ireneusz Maciej Zmora skupił się na wielkich rzeczach, osiągnął duże sukcesy sportowe, ale w którymś momencie pewne elementy zaczęły mu uciekać, bo nie widział ich, może nie zwracał nawet uwagi.

- O żużlu jeszcze porozmawiamy, teraz prosiłbym o szybkie, pańskie CV?

- Pochodzę z Częstochowy, mam 44 lata, jestem absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Od kilkunastu lat mieszkam w Poznaniu.

- Podobno miał pan zostać lekarzem?

- Moim ojcem chrzestnym jest przyjaciel taty, znany chirurg, doktor Czesław Solnica i rodzice chcieli żebym poszedł w kierunku medycznym, choć sami byli pedagogami. Każdy oczywiście kształtuje się w okresie dojrzewania. Jeszcze w pierwszej klasie liceum myślałem o medycynie, ale kończąc klasę o profilu matematyczno-fizycznym postawiłem jednak na ekonomię, którą czułem, w której dobrze się już poruszałem.

- Kiedy zaczął pan działać w biznesie?

- Już w liceum. Dorastałem w otoczeniu starszych kolegów i wspólnie zaczęliśmy importować sprzęt komputerowy z Niemiec. Sprzęt bardzo dobrze sprzedawał się na giełdach w Polsce. Głównie wystawialiśmy go w Katowicach. To były początki komputeryzacji. Szybko nawiązaliśmy współpracę z międzynarodową grupą Vobis, dlatego dysponowaliśmy nowoczesnym i wysokiej klasy towarem. Ważne, że część kolegów specjalizowała się w informatyce i wiedzieliśmy czym handlować i jak handlować.

- Po komputerach postawił pan na odzież.

- W połowie lat 90. zacząłem rozwijać sieć punktów sprzedaży odzieży sportowej najsłynniejszych światowych marek. Były to Adidas, Nike, Puma czy Reebok. To był moment, gdzie nowoczesny handel zaczął przenosić się z popularnych bazarów i łóżek polowych do eleganckich sklepów. Najczęściej były to sklepy franczyzowe, które zacząłem otwierać w różnych punktach, głównie na południu Polski. Szybko okazało się, że moja sieć stała się trzecią największą pod względem dystrybucji sprzedaży odzieży sportowej w Polsce. Poprzez dystrybucję towarów sportowych, bardzo znanych na całym świecie, głęboko wszedłem w środowisko sportowe. Zacząłem współpracować z klubami oraz związkami sportowymi. Poznałem działaczy, prezesów największych klubów, ale także system działaniach naszych i zagranicznych organizacji sportowych.

- I przyszedł czas rozwinięcia działalności finansowej. Jak to się zaczęło?

- Zaczynałem od stacjonarnych kantorów Gold w Poznaniu, do dzisiaj zresztą mam dwa, potem przez wiele lat budowałem internetową platformę wymiany walut Cash Broker.

- Jak długo trwało budowanie tej platformy?

- To było wielkie wyzwanie, które rozpocząłem w 2007 roku. Wiadomo, że przy tego rodzaju działaniach są prowadzone próby. Trwały one naprawdę długo, a do tego pojawili się inni wielcy gracze na rynku. Można przyjąć, że platforma na pełne obroty weszła w 2013 roku. Dzisiaj kooperujemy z największymi bankami w Polsce, dzięki czemu mamy możliwość oferowania bardzo atrakcyjnych kursów. Obecnie nie ma praktycznie klientów, których nie jesteśmy w stanie obsłużyć.

- Wiadomo, że taki rodzaj działalności potrzebuje stałej i szerokiej promocji. Czy sport jest właściwym nośnikiem reklamy?

- Zdecydowanie tak. Kiedy Cash Broker osiągnął odpowiedni poziom jakości swojego rozwoju musiało za tym pójść działanie budowy silnej marki i wybór padł na środowisko sportowe. Był to poznański Lech i piłka nożna, a potem Stal Gorzów, jako jedna z wiodących marek żużlowych w świecie. Tutaj śmiało można użyć takiego stwierdzenia.

- Czy schemat zarządzania przedsiębiorstwem można bezpośrednio wykorzystać przy prowadzeniu klubu sportowego?

- Powiązanie synergii w takim przypadku w dużej części może być stosowane, ale o kopiowaniu określonych rozwiązań raczej bym nie mówił. Sporo zależy od danej sytuacji. Natomiast tak jak w biznesie, tak w klubach sportowych istotne jest zbudowanie odpowiedniego zespołu ludzkiego.

- Czyli musi pan zbudować sobie teraz zespół, z którym poprowadzi pan Stal do dalszych sukcesów?

- Pod tym względem jestem optymistą, bo spotkałem w naszym klubie ludzi, z którymi świetnie się rozumiem, a oni poznali mnie i wiedzą, jakimi wartościami się kieruję. W tym wszystkim pamiętajmy też, że sport ma ciągle ten atut, iż wzbudza ludzkie emocje i wymaga w pewnej części innych działań niż firma. Profil produkcji można zawsze zmienić, ale miłości do barw klubowych już nie. Niedawno użyłem nawet takiego stwierdzenia, że kibic może obrazić się na klub, ale nigdy się nie odkocha, skoro już złożył przysięgę miłości.

- Jest pan za dalszymi zmianami w zarządzie?

- Nie, obecni wiceprezesi Cezary Korniejczuk i Przemysław Buszkiewicz pozostają na swoich stanowiskach. Ten pierwszy odpowiada za sprawy finansowe, drugi sportowe. Członkami są też Jakub Liszka, który zajmuje się sprawami prawnymi oraz dotychczasowy prezes Ireneusz Maciej Zmora, który jest dyrektorem zarządzającym i menadżerem spółki.

- Jak widzi pan współpracę z byłym już prezesem Zmorą?

- Bardzo dobrze. Przede wszystkim chciałem podziękować mu za deklarację pomocy, za to, że wszelkie niepowodzenia za tegoroczny sezon wziął w pełni na siebie, dzięki czemu mogę skupić się na pracy już pod kątem nowego sezonu. Natomiast pozostaje on w klubie i będę z nim ściśle współpracował. Będę korzystał z jego rad, bo jest on osobą bardzo doświadczoną.

- Dlaczego, pana zdaniem, w tym sezonie frekwencja nie dopisała, bo trudno uwierzyć, że to tylko kwestia przegranych kilku meczów?

- Na pełną analizę przyjdzie jeszcze czas w okresie jesiennym, ale już zauważyłem, że jest spora grupa kibiców, którzy są zmęczeni pewnym schematem funkcjonującym na stadionie od lat. Trzeba dokonać odświeżenia. Jeżeli lubimy frytki to jemy je często, ale nie ciągle, bo któregoś dnia zaprzestaniemy.

- Co należy więc uczynić, żeby kibice chcieli powrócić na stadion?

- Wszyscy pamiętamy, bo to było w sumie niedawno, kiedy stadion był wypełniony do ostatniego miejsca. Bardzo nam zależy na pełnych trybunach, bo przecież sport jest dla kibiców. Należy przede wszystkim uatrakcyjnić ściganie na naszym torze.

- Kibiców interesują też kwestie sportowe, dokładnie kadrowe. Czego można się spodziewać w okresie transferowym?

- Wszyscy znamy rynek transferowy, mamy swoich kandydatów, z którymi będziemy chcieli rozmawiać, bo naszym celem jest wzmocnienie drużyny. Nowe otwarcie oznacza silną Stal, dlatego chcemy postawić na zawodników mających wnieść do drużyny nową siłę i wolę walki. Choć początki mogą być trudne, dlatego budowa drużyny potrwa zapewne jakiś czas. Niemniej aspiracją wszystkich jest dalsza walka o medale.

- Decydując się na funkcję prezesa musiał pan poznać sytuację finansową klubu. Podobno jest bardzo trudna?

- Dla chcących znać finanse klubu odsyłam do raportów, bo przecież mamy do czynienia ze spółką prawa handlowego, a raporty są jawne. Myślę, że kibice nie muszą się jednak martwić. Mogę zapewnić, że Stal ma się dobrze, nie widzę żadnego zagrożenia finansowego. Oczywiście, jak w każdym klubie, tak i u nas przydałoby się więcej środków, bo za tym łatwiej byłoby pozyskać jeszcze lepszych zawodników, a w konsekwencji można byłoby liczyć na lepsze wyniki sportowe. Jestem przekonany, że w niedługim czasie wzmocnimy klub finansowo.

- Dziękuję za rozmowę.