W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Cecylii, Jonatana, Marka , 22 listopada 2019

Coraz więcej młodych chce mieć własny ogród

2019-10-02

Z Piotrem Wilmsem, prezesem Okręgowego Zarządu Polskiego Związku Działkowców w Gorzowie, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_25922.jpg

- Jak to jest tymi ogródkami i działkami w mieście. Mamy ich dużo?

- W Gorzowie mamy ponad 300 hektarów ogródków i działek, czyli tyle gruntów miejskich zajętych jest właśnie pod ogrody. Z naszych obliczeń wynika, że zajmujemy ponad trzy razy więcej powierzchni, jak parki miejskie. Tyle tylko, że na parki znajdują się pieniądze miejskie, natomiast na ogrody nie bardzo. Chociaż, muszę przyznać, ostatnio mamy taka obietnicę, że miasto przewidziało dla Polskiego Związku Działkowców, dla ogrodów, kwotę 40 tys. zł na działania proekologiczne. Chcemy za te pieniądze zakupić rębaki, żeby ułatwić życie działkowcom.

- Co to są rębaki?

- To są takie urządzenia, do których można wkładać ścięte gałęzie, aby nie zaśmiecać działek, aby poddać je biodegradacji i ponownie wykorzystać.

- Panie prezesie, co jakiś czas jednak słychać głosy, że takie ogrody czy działki w mieście nie są wcale potrzebne. Bo znacznie lepiej tam postawić bloki.

- Tak mówią ci, co się wcale nie znają na ekonomii, na otaczającym nas świecie. Widzimy zachodzące zmiany klimatyczne i zwyczajnie musimy o tę zieleń walczyć. Bo jeśli tego nie zrobimy, to strzelimy sobie w kolano, jak mówi przysłowie. Jeśli podróżujemy po Polsce, Europie, świecie, to widzimy, że wszystkie kraje mądre, cywilizowane, starają się każdą powierzchnię zieloną zagospodarować i zadbać, bo to po pierwsze obniża temperaturę powietrza. Po drugie stwarza się bioróżnorodność przyjazną człowiekowi, taki mikroklimat. O celowości tych działań możemy się przekonać po opadach deszczu. Jak jest zielono, to ziemia jest w stanie wchłonąć te wodę z nieba. A jeśli zabetonujemy miasto, to ta woda zwyczajnie spłynie, spiętrzy się, będą podtopienia, ale na pewno nic to zieleni nie da.

- Panie prezesie, ale w Gorzowie też co i rusz pojawiają się teksty, że zamiast działek trzeba miejsca na bloki.

- No są, ale tu muszę pochwalić gorzowski samorząd, bo współpraca układa się dobrze. Mało tego, teraz pozyskaliśmy kolejnych 400 hektarów, co jest rzeczą bardzo ważną. Oczywiście, bywają sytuacje, że trzeba jakieś ogrody poświęcić w imię wyższej konieczności, na drogi dojazdowe czy podobne inwestycje. Wtedy nie ma wyjścia. My wówczas nigdy nie stajemy na przeszkodzie, bo jesteśmy częścią tego społeczeństwa i musimy pomagać w zagospodarowaniu miasta. Ale jak do tej pory, nie ma żadnych poważnych zakusów typu działki na bloki. No i my, zarząd, jesteśmy tez i po to, aby stale trzymać rękę na pulsie i walczyć o dobro działkowców, kiedy to wymaga reakcji.

- Gorzowianie generalnie chcą mieć ogrody działkowe?

- Chcą. Zawsze w każdy przedostatni poniedziałek miesiąca mamy u nas, w naszej siedzibie przy ul. Śląskiej szkolenia dla nowych kandydatów na działkowców. I pocieszające jest to, że coraz więcej przychodzi młodych małżeństw.

- Naprawdę???

- Naprawdę. Przybywa młodych ludzi. Jeszcze niedawno było takie przekonanie, że działki, ogródki to domena emerytów albo rencistów, no jeszcze może bezrobotnych. A tu proszę, coraz więcej właśnie młodych chce mieć ogród.

- Czym pan to tłumaczy?

- Ludzie są coraz bardziej świadomi tego, że od przyrody nie uciekniemy. Mamy rewolucję cyfryzacyjną, wszyscy się tego boją. A prac w grodzie scyfryzować się zwyczajnie nie da. To zawsze jest odskocznia dla zmęczonych umysłów.

- A co gorzowianie na tych swoich działach generalnie uprawiają?

- Kiedyś to były działki typowo produkcyjne – marchew, pietruszka, ziemniaki i coś tam jeszcze. Potem to się zaczęło zmieniać – na produkcyjno-rekreacyjne. No wiadomo, przyszła moda na grill i wypoczynek na działce. Natomiast obecnie coraz więcej działkowców wraca do korzeni, czyli do ogrodów produkcyjnych. I właśnie ci młodzi ludzie, te młode małżeństwa na swoich ogrodach zajmują się produkcją warzyw i owoców na swój użytek. Dokładnie sieją i sadzą warzywa, ponieważ nie ma nic fajniejszego, nic smaczniejszego, jeśli się ugotuje rosół na własnych warzywach. Nie ma nic fajniejszego jak Kasia czy Piotruś sami zerwą maliny z krzaka na działce lub jabłko z własnej jabłonki. Dodam tylko, że w produkcji wielkoobszarowej takie jabłka, jak z własnych działek potrzebują aż 40 różnych oprysków. A jak mamy własne warzywa i owoce, to zwyczajnie wiemy, co jemy. Bo to my jesteśmy odpowiedzialni za tę działkę, to my sami decydujemy, co i jak hodujemy.

- Czyli znacznie lepiej zjeść jabłko, które nie wygląda jak z wystawy czy krzywą marchewkę, ale w z własnego ogródka?

- Oczywiście. Bo te uprawy w smaku są takie same albo nawet i lepsze, niż te ze sklepu. No i inna ważna rzecz jest taka, że uczymy od małego, iż warzywa rosną w ziemi, a nie znajdują się tylko na sklepowych półkach. –

- Panie prezesie, a jakby kto chciał zostać działkowcem w Gorzowie, to co musi zrobić?

- Po pierwsze, to jednak upatrzyć sobie taką działkę, znaleźć ogród. Na tablicach ogłoszeń w naszych ogrodach można znaleźć informacje o wolnych ogrodach. Potem trzeba się zgłosić do zarządu ogrodu, ponieważ ustawa o ogrodach, która już obowiązuje od sześciu lat, daje nam gwarancję przeniesienia swoich praw własności na nowego właściciela. I to przeniesienie odbywa się za potwierdzeniem u notariusza. My w tym pomagamy. Ale działkowcem staje się wówczas, kiedy zarząd ogrodu potwierdzi nabycie tych praw.

- Panie prezesie, a jak działkowcem może zostać taki zwykły człowiek, taki, co to nie ma babci czy mamy zapalonej ogrodniczki i nie ma od kogo przejąć ogrodu?

- W takim przypadku zawsze można się zwrócić do nas, my mamy pełną wiedzę o ogrodach. Pomożemy zawsze bardzo chętnie w znalezieniu własnego kawałka ogródka.

- Widuje się jednak takie ogródki, jakby bez właściciela.

- To prawda. Trzeba pamiętać, że jednak właścicielami są osoby starsze, którym może brakować już sił. Wówczas te ogródki mogą sprawiać wrażenie zaniedbanych, ale nie ma w mieście działek, które byłby opuszczone, niczyje.

- W większych miastach od Gorzowa działkowcy zapraszają na różne imprezy, otwierają swoje ogrody. A w Gorzowie?

- To złożona kwestia. Niektórzy uważają, że otwarcie ogrodu to jest tylko otwarcie bram. A tu, żeby otworzyć bramy, trzeba mieć coś więcej. No i my chcemy, aby samorząd dofinansował oświetlenie na ogrodach, jakieś ławeczki, na których mama z małymi dziećmi może przysiąść i odpocząć. Do tego dochodzi budowa toalet. Bo bez tego zwyczajnie się nie da. Dopiero jak coś takiego się uda, a ja wierzę, że się uda, wówczas zaczniemy otwierać ogrody.

- Panie prezesie, a pan ma działkę?

- Ależ oczywiście.

- I co pan na tej działce ma?

- Moja to jest bardziej wypoczynkowa, niż produkcyjna. Ale moja żona najbardziej jest zadowolona z malin, wiśni, śliwek, nawet z winogrona.

- Dziękuję bardzo za rozmowę.

Od redakcji: Zainteresowanym podajemy dane do kontaktu:

Polski Związek Działkowców
Okręg w Gorzowie Wielkopolskim
ul. Śląska 45
66-400 Gorzów Wlkp.
95 722-38-36
e-mail:gorzow@pzd.pl