W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Cecylii, Jonatana, Marka , 22 listopada 2019

Nie wolno chodzić tylko utartymi drogami

2019-10-23

Z Jackiem Gumowskim, dyrektorem Wydziału Obsługi Inwestora i Biznesu Urzędu Miasta w Gorzowie, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_26112.jpg

- Od ośmiu miesięcy kieruje pan jednym z ważniejszych obecnie wydziałów w urzędzie miasta, bo Gorzów mocno zaczął stawiać na rozwój gospodarczy. Zgadza się pan z tą opinią?

- To, że stawiamy na rozwój gospodarczy nie ulega wątpliwości, natomiast sukces można osiągnąć tylko poprzez pracę zespołową. Wszystkie wydziały w urzędzie, zarówno bezpośrednio współpracujące z nami lub pośrednio przez inne jednostki, pracują na wspólny sukces. Każdy wydział w swoich kompetencjach posiada elementy, z których korzystamy, kiedy chcemy pomóc inwestorowi czy prowadzącemu już działalność gospodarczą, bo oni stanowią większość. Cieszę się, że wypracowaliśmy też model, że z automatu wiemy do kogo mamy skierować daną osobę celem rozwiązania konkretnej sprawy. Dlatego nie jesteśmy najważniejszym wydziałem, wszyscy są potrzebni do sprawnego funkcjonowania całego mechanizmu.

- Wcześniej pracował pan przez wiele lat jako główny marketingowiec w Stali Gorzów. Można porównać prace na tych dwóch stanowiskach?

- Można znaleźć linie łączące te dwie prace. W obecnej razem z całym zespołem czynimy wszystko, żeby zachęcić inwestora do skorzystania z naszej oferty. W Stali prowadziliśmy działania zachęcając kibiców do przychodzenia na mecze, do utożsamiania się z klubem, zespołem. W wydziale podejmujemy działania mające pomagać w rozwijaniu lokalnego biznesu. W klubie prowadziliśmy strategie, mające na celu promocje firm, które z nami współpracowały. Natomiast co do zasady samorząd rządzi się jednak swoimi prawami i ze względu na pewne ograniczenia, choćby prawne, wiele tu realizowanych procedur napotyka na spowolnienie. W prywatnym sektorze działa się szybciej i ma się także większe możliwości zawierania różnych umów. W przypadku samorządu te młyny mielą inaczej, dlatego trzeba się tego nauczyć i dostosować. Bywają sytuacje, że naprawdę nie warto uderzać głową w mur, zaś w sytuacjach trudnych trzeba po prostu omijać przeszkody. Jak się to szybko zrozumie i znajdzie się na to sposób, to przy wspomnianej korelacji międzywydziałowej łatwiej jest się napędzić i wytworzyć ciekawy produkt.

- Obecnie mamy całkiem sporo inwestycji w mieście, a ze względu na liczne remonty głównych ulic ulokowany tam biznes przeżywa kłopoty. Miasto jest w stanie im pomóc przeżyć ten trudny okres?

- Każdy, kto się do nas zgłosi i wykaże problemy, choćby w postaci niższych obrotów a działa w nieruchomości wynajmowanej od miasta, może liczyć na pomoc. Posiadamy pewne narzędzia, za pomocą których możemy ulżyć takiemu przedsiębiorcy. Ważniejsze są jednak działania kreatywne. Jeżeli ze względu na prowadzone remonty odcinani są handlowcy, to wtedy możemy zadziałać i razem z wykonawcą uczynić wszystko, żeby ta niedogodność trwała jak najkrócej. Możliwości jest wiele, każda sprawa wymaga indywidualnego podejścia. Zresztą nie czekamy z założonymi rękoma. Nasza miejska rzecznik spraw przedsiębiorców, każdorazowo przed rozpoczęciem remontów informuje przedsiębiorców o nadchodzących trudnościach. Od razu stara się też znaleźć z zainteresowanymi sposoby pozwalające maksymalnie zmniejszyć uciążliwości wynikające z prac budowlanych i innych.

- Za nami druga edycja Forum Gospodarczego pod nazwą Gorzowski Archipelag Rozwoju. Jakie wrażenie, jaka ocena?

- Przyznam się, że trochę zmartwiłem się, jak zaraz po konferencji zaczęły docierać do mnie tylko pozytywne głosy. Wolę jednak, żeby zawsze było też przynajmniej kilka uwag, bo to motywuje do jeszcze bardziej wytężonej pracy na przyszłość. Z czasem spisaliśmy wszystkie potknięcia, ale w tej ocenie nie chodzi może o drobiazgi organizacyjne. Najważniejsze, że przedsiębiorcy wyrazili duże zainteresowanie obecnością, a poruszone tematy na forum były bardzo ambitne. Dotyczyły kompetencji przyszłości, które na rynku pracy będą niezbędne w dobie gospodarki cyfrowej. Nie wszyscy może jeszcze są przygotowani do myślenia perspektywicznego, ale już dzisiaj powinni rozpocząć pełną edukację w obszarze myślenia nieszablonowego. Nie wolno chodzić tylko utartymi drogami, jeżeli chce się być coraz lepszym i mocniejszym na rynku.

- Słowem, żeby się obronić przed konkurencją należy ją wyprzedzać o ten przysłowiowy krok?

- Zdecydowanie tak. Mam nadzieję, że poprzez to forum pomogliśmy naszym lokalnym przedsiębiorcom. Oni muszą już dzisiaj myśleć o swoim biznesie za pięć, dziesięć lat i pewnie myślą, a my wychodzimy z inicjatywą. Dobrym przykładem tu jest to co powiedział prof. Jerzy Hausner, że dzisiejsze przedszkolaki nawet nie zdają sobie sprawy, że jak dorosną to będę już wybierali pomiędzy wieloma nieznanymi dzisiaj jeszcze zawodami. Jeżeli cofniemy się o 20 lat, to czy wtedy ktokolwiek z nas wiedział, że dzisiaj jednym z zawodów będzie obsługa mediów społecznościowych? Nie, dlatego my już powinniśmy przygotowywać naszych przedszkolaków do kreatywnego myślenia.

- Czy nie jest jednak tak, że wielu drobnych przedsiębiorców dzisiaj myśli raczej o przetrwaniu niż o kreatywnym myśleniu o przyszłości?

- Zapewne jakaś grupa tak funkcjonuje, ale to jest błąd. Kto myśli o stabilności musi być przygotowany na upadek prowadzonego biznesu. Rynek jest bezlitosny. Musimy być czujni, obserwować go i z wyprzedzeniem reagować. Nie mamy wpływy tylko na czas. Na resztę już mamy, choć naprawdę trudno wybiegać zbyt daleko w przyszłość, gdyż gospodarczy świat pędzi z taką prędkością, iż tylko nieliczni są w stanie za tym nadążyć. I wielu przedsiębiorców, z którymi mieliśmy okazję rozmawiać podczas forum przyznawało, że oni przygotowują się do zmian za parę lat, choć nie do końca jeszcze wiedzą, w którym kierunku one pójdą. Dużo jest przykładów. Jednym z wielu niech będzie produkcja nawigacji samochodowych. Urządzenia te robiły furorę, ale szybko się okazało, że zostały wypchnięte przez telefony komórkowe. Były jednak firmy, które zdążyły zareagować i wbudowywały nawigacje do samochodów podpisując odpowiednie umowy z branżą motoryzacyjną. Dzięki temu uratowały miejsce na rynku, inne raczej straciły lub musiały się przebranżowić. Są też firmy z rynku lokalnego, które myślą nawet nad całkowitą zmianą profilu działalności zachowując półprodukty dla nich niezbędne do wytworzenie zupełnie nowego produkty czy usługi, a niektóre już to uczyniły.

- Wszyscy coś wymyślają nowego, a przecież nie wszyscy trafią w gusta rynkowe?

- Zgadza się. Jeden z gorzowskich przedsiębiorców przyznał, że kiedy otwierał swoją działalność początkowo nie uciekał daleko do przodu. Liczył, że skoro ma nowoczesny pomysł, szybko go wdroży i będzie mógł spokojnie pracować. Życie potrafi jednak zaskakiwać i dzisiaj ciągle ucieka przed konkurencją, bo jak przystanie, to ta konkurencja szybko go zmiecie z rynku. Każdy kto wchodzi z nowym pomysłem na rynek jest uważany za startupa. I przykładowo w Chinach 98 procent takich nowych organizacji upada na dzień dobry lub po krótkim czasie. Tylko dwa procent daje sobie radę. Znam w Gorzowie osobę, która miała szesnaście startupów i dopiero siedemnasty jej wypalił, ale jak już trafił w ten rynek teraz zarabia krocie i może w pełni korzystać z uroków życia. Udało się tylko dlatego, że postawił na nieszablonowe rozwiązanie.

- Czy po tej drugiej edycji forum można już powiedzieć, że wydarzenie wrosło w pejzaż gospodarczy miasta?

- Dobry produkt należy budować przez minimum trzy lata, dobrą markę przez pięć lat. W przypadku tego wydarzenia na głębszą ocenę poczekałbym do przyszłej edycji. Cieszy rosnąca frekwencja, gdyż w porównaniu do inauguracyjnej edycji więcej firm zgłosiło się do uczestnictwa. Oznacza to większe zainteresowanie i jeżeli tendencja się utrzyma będzie znaczyło, że produkt jest właściwie budowany i promowany. Z naszej strony ważne jest stałe podnoszenie poziomu wydarzenia i z tego powodu już w tym roku zaprosiliśmy znanych strategów, ludzi potrafiących przekazać bogatą wiedzę w nieszablonowy sposób. Referaty mają to do siebie, że często szybko zapominamy o ich treściach. Dlatego wiedzę należy przekazywać w taki sposób, żeby najciekawsze jej elementy pozostały w pamięci słuchających. I nasi stratedzy tak też uczynili.

- Rozdano także nagrody w ramach konkursu ,,Nawigator Biznesu MOF’’. Jakie było zainteresowanie tym konkursem, co te nagrody dają wyróżnionym poza satysfakcją?

- W mieście mamy słynne nagrody kulturalne ,,Motyle’’, powracamy do nagród sportowych, czyli ,,Orłów’’. A skoro chcemy mocno promować gospodarkę również w tym obszarze powinny być miejskie nagrody. ,,Nawigator Biznesu MOF’’ świetnie pasuje, bo jest to jedyna gospodarcza nagroda wręczana przez prezydenta miasta. Daje ona nie tylko nobilitację, że mój biznes został zauważony, pozytywnie oceniony. Pozwala na realizację ciekawej promocji, wskazuje na wysoką jakość nagrodzonej firmy. Jest to również bodziec do dalszej ambitnej pracy. W tym roku liczba zgłoszeń wyraźnie była wyższa od tej z zeszłego roku i zapewne w każdym kolejnym będzie rosła. Warto spojrzeć, jakie firmy zostały nagrodzone, jaka była silna konkurencja. Kapituła naprawdę miała kłopoty z wyborem, w jednej z kategorii dwie najwyżej ocenione firmy miały tę samą zdobycz punktową.

- Czy już została dokonana diagnoza niepowodzenia na pierwszym przetargu na sprzedaż działek inwestycyjnych przy ul. Dobrej?

- Nie nazwałbym tego niepowodzeniem. To był przetarg wprowadzający, sprawdzający. Mieliśmy grupę chętnych, z którą dalej prowadzimy rozmowy i jestem dobrej myśli, że na jednym z kolejnych przetargów znajdą się nabywcy. Prowadzimy rozmowy z Polską Agencją Przedsiębiorczości, jesteśmy w stałym kontakcie z Kostrzyńsko-Słubicką Specjalną Strefą Ekonomiczną. Pracujemy nad tym, żeby teren przy ul. Dobrej został zagospodarowany przez przedsiębiorstwa oferujące wysoką jakość produkcji oraz handlu. Pamiętajmy również, że teren dotyczy tylko mikro, małych i średnich przedsiębiorstw a takie firmy każdą złotówkę przeglądają wielokrotnie. One nie mają budżetowania inwestycyjnego z wielkich koncernów. Mogą to czynić jedynie z własnych środków i co najwyżej posiłkować się kredytem. Nam jednak bardzo zależy na takich inwestorach, bo 90 procent wpływów podatkowych do budżetu miasta jest kierowanych właśnie przez mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa.

- Największym jednak wydarzeniem dla przyszłości miasta jest przekazanie 250-hektarowego terenu przy ul. Mironickiej, co w połączeniu terenami miejskimi daje duże możliwości pozyskania całej masy inwestorów. Słyszymy, że to Gorzów posiada w tej chwili najkorzystniejszą ofertę terenową w Polsce.

- Z tego co się orientuję rzeczywiście posiadamy najbardziej skonsolidowany teren inwestycyjny w kraju w bardzo dobrym położeniu. Dlatego prezydent Jacek Wójcicki nazwał ten teren złotym pociągiem. Natomiast teraz najistotniejsze będzie znalezienie inwestorów oferujących nam nie tylko miejsca pracy, ale przede wszystkim innowacyjność, bo to powinno być kierunkowskazem dla naszych działań.

- Kto szuka chętnych, kto ich wybierze?

- W sprawę tak naprawdę zaangażowani są wszyscy. Rząd, samorząd, KSSSE i KOWR. Wszelkie działania są w tym przypadku ukierunkowane na znalezienie firm przemysłowych, oferujących najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne. To jest dla nas tak naprawdę kolejna szansa, żeby przyciągnąć do Gorzowa specjalistów najwyższych lotów. Inżynierów, technologów, naukowców.

- Mając 400 hektarów, ilu inwestorów można przyciągnąć?

- Tego nie da się obecnie wyliczyć. Już są pierwsze firmy gotowe do podjęcia rozmów i wtedy zapewne zorientujemy się, jakie są ich oczekiwania pod względem wielkości terenów. Jeżeli przykładowo zgłosi się potężny koncern motoryzacyjny z komórkami technologicznymi i będzie potrzebował większego terenu, to wtedy łącznie tych inwestorów będzie niewielu. Ale mogą pojawić się tacy, którym wystarczy po 50 hektarów lub mniej.

- Co miasto zyska na tych inwestycjach, poza nowym miejscami pracy?

- Podatki, ale najbardziej zależy nam na specjalistach wysokiej klasy, bo oni będą zarabiać wtedy sporo i podniosą jakość życia w mieście.

- O miejscach pracy mówimy tutaj?

- Trudno przewidzieć. Mogą to być setki, ale bardziej stawiałbym na tysiące. Wszystko zależy od branży, jaka u nas zainwestuje. Są bowiem takie, które stawiają na czynnik mechaniczny jako ten dominujący, ale są stawiające na czynnik ludzki.

- Kto podejmie ostateczną decyzję o wyborze inwestorów, skoro tyle instytucji uczestniczy w tym wyborze?

- Procedura wygląda w ten sposób, że odpowiedzialny za 250-hektarową część terenów po IHAR-ze jest KOWR i jeżeli trafi się ktoś zainteresowany z automatu zawiadamiamy KOWR, bo to oni i tak będą podpisywać ewentualną umowę. Miasto odpowiada za pozostałe 150 hektarów. Strefa jest potrzebna do obsługi inwestorów chcących inwestować w ramach Polskiej Strefy Inwestycji. Powiedziałbym, że tutaj w interesie wszystkich jest pełna współpraca i ona będzie zapewne na odpowiednim poziomie.

- Na rynku znajdzie się odpowiednia liczba chętnych do pracy?

- Jeżeli miejsca pracy będą atrakcyjne jestem przekonany, że zacznie nam się zwiększać liczba mieszkańców. Znam firmy, które mówią wprost, że nie mają problemów ze znalezieniem pracowników, gorzej to wygląda z logistyką, gdyż trzeba ich transportować, a to generuje dodatkowe koszty. Jest to też mało atrakcyjne dla pracowników, którzy mają mniej wolnego czasu dla siebie. Dlatego przyszłościowo muszą pojawić się zachęty dla pracujących w Gorzowie, żeby chcieli również się u nas osiedlać na stałe.

- Mnóstwo gorzowian pracuje w Niemczech. Nie można ich sprowadzić z powrotem nasz rynek?

- To jest zapewne trudny temat, ale wydaje się, że takim momentem będzie wzrost średniej płacy na gorzowskim rynku. Ona zostanie zapewne podniesiona kolejnymi inwestycjami, bo to wymusi rynek. Jeżeli będą wyższe zarobki, to ci pracownicy z Berlina i okolic zapewne rozważą propozycje powrotu nawet za nieco mniejsze pieniądze, bo i tak u nas mają niższe koszty życia. Ale kiedy to nastąpi, oby jak najszybciej.

- Skąd pomysł, żeby w Gorzowie pojawił się mural nawiązujący do gospodarki, bo wiem, że są takie plany?

- Gospodarka także wymaga promocji i przez to pojawił się pomysł namalowania muralu na dwóch ścianach w ciekawej artystycznie wizji. Chcemy, żeby nawiązywał on nie tylko do przyszłości, ale też przemysłowej przeszłości Gorzowa. Więcej w tej chwili nie chciałbym mówić, bo wszystko jest dopiero w planach.

- Dziękuję za rozmowę.