W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Cecylii, Jonatana, Marka , 22 listopada 2019

Nie możemy mówić, że teraz jest pięknie

2019-10-30

Z Barbarą Zajbert, prezes gorzowskiego Oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_26166.jpg

- Minęło już trochę czasu od 1 września. Jak wygląda sytuacja w gorzowskich szkołach z tej perspektywy?

- Rok szkolny rozpoczęliśmy spokojnie. Zresztą nauczyciele to jest taka grupa zawodowa, która nie wywołuje fermentu społecznego. Niemniej jednak w środowisku dawało się wyczuć pewne wyczekiwanie na dalsze decyzje, ponieważ wszyscy mieliśmy świadomość, że strajk wiosenny nie został zakończony, tylko zawieszony. Oznacza to, że wszystkie procedury wynikające z ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych zostały w pełni zachowane. ZNP przeprowadził ankietę sondażową wśród nauczycieli w całej Polsce – nie tylko wśród członków związku, ale wśród tych, którzy chcieli wziąć w tym udział. Ponad 220 tysięcy osób wzięło udział w tym sondażu. I ponad 55 procent opowiedziało się za kontynuacją protestu, ale w innej formie. Najwięcej osób opowiedziało się za tzw. strajkiem włoskim, czyli za wykonywaniem tylko tych zadań, które wynikają z postanowień prawa oświatowego oraz zapisów statutowych poszczególnych placówek oświatowych. Trzeba wiedzieć, że nauczyciele wykonują masę różnych czynności, które nie są opłacane i które to często nawet nie są uświadomione społeczeństwu, że nauczyciele je wykonują. Przywykliśmy do tego, że nauczyciel to jest dawny siłacz. Teraz chcemy pokazać, które zadania są obowiązkowe i za które nauczyciel otrzymuje zapłatę, a które są czysto społeczną, nieodpłatną pracą.

- A jeśli chodzi o uczniów, to pomieścili się wszyscy w tych szkołach, w których chcieli się uczyć?

- Teoretycznie się pomieścili. Byłabym niesprawiedliwa, gdybym nie wspomniała o dużej roli dyrektorów szkół oraz naszego samorządu. Przy dobrej i wydatnej współpracy udało się rozwiązać ten problem. Jednak to pomieszczenie się oznacza właśnie – pomieszczenie się, a nie uczęszczanie do szkoły i uczenie się w komfortowych warunkach, które były do tej pory. Wiele osób znalazło się jednak nie w tych szkołach, do których chciało pójść. Klasy są przepełnione, zresztą jak przewidywaliśmy. Wróciliśmy do czasów z lekka powojennych w tej kwestii, bo mamy nawet po 37 uczniów w jednej klasie upychanych kolanem. Ta edukacja odbywa się zresztą dużym kosztem ekonomicznym. My, mieszkańcy miasta musimy sobie uświadomić, że każdego z nas ta reforma kosztuje.

- A jakiś przykład?

- Proszę bardzo. Zajęcia IV Liceum Ogólnokształcącego muszą być prowadzone w dodatkowych salach wynajmowanych przez miasto i opłacanych przez miasto w budynkach Zamiejscowego Wydziału AWF. Może szczęśliwie się zbiegło, patrząc na potrzebę rozmieszczenia młodzieży, że został budynek po IV Gimnazjum przy ul. Grobla. No i teraz z tego budynku korzysta Zespół Szkół Elektrycznych i z kilku pomieszczeń także II Liceum Ogólnokształcące, czyli młodzież biega między budynkami. Zespół Szkół Mechanicznych odbywa wiele zajęć w Centrum Kształcenia Zawodowego przy ul. Pomorskiej. Tak więc młodzi biegają, a nie tylko nauczyciele, jak było do tej pory. Warto tu zaznaczyć, że cały czas mamy olbrzymie braki, jeśli chodzi o kadrę pedagogiczną. Generalnie to mamy coraz większe braki.

- Jak to? Czyżby potwierdzały się informacje, że nauczyciele odchodzą z zawodu?

- Tak, odchodzą. Ja się obawiałam, że raczej może wystąpić bezrobocie wśród nauczycieli. A wystąpił zupełnie odwrotny problem. Po wszystkich decyzjach rządu w kwestii oświaty, po brutalnym wprowadzeniu tej zmiany w systemie oświaty, bo dla mnie żadna reforma to nie jest, okazało się, że mamy potężne braki wśród nauczycieli. Dyrektorzy borykali się z problemem obsadzenia wszystkich etatów w szkołach. Wiele osób, które nabyły prawa emerytalne, zwyczajnie na tę emeryturę idzie. Mało tego, sporo ludzi, którzy nabyli uprawnienia do nauczycielskiego świadczenia kompensacyjnego – kobiety wiek 55 lat dla przykładu – to jest taka niższa emerytura, idą na tę niższą emeryturę. I choć to świadczenie nie jest zbyt duże, to jednak ludzie woleli odejść z zawodu niż dalej się męczyć. A jeśli chodzi o młodych ludzi, to odchodzą z zawodu, znajdują sobie inne sposoby na zarabianie na życie. Przechodzą do przemysłu, do zawodów informatycznych. Młode dziewczyny z przedszkoli wolą zakładać swoje własne prywatne placówki. Jaskrawym przykładem zmiany zawodu niech będzie nauczyciel wf z wieloletnim stażem, który zdecydował się przejść do pracy w charakterze kierowcy ciężarówki. Powód – płaca, kilka razy wyższa niż w szkole. Kiedy z nim rozmawiałam, to powiedział, że na starcie ma 6,5 tys. zł, podczas gdy w szkole po wielu latach zarabiał 2,1 tys. zł. Decyzja sama się tłumaczy. A jak dodać do tego problem w relacjach na linii nauczyciel – rodzice, to nie możemy mówić, że jest pięknie.

- Do tego też zmierzałam. Ostatnio głośno było o Gorzowie w kontekście przedszkolanki, która biła dzieci. Rzeczywiście jeszcze zdarzają się nauczyciele, którzy biją dzieci?

- W tej konkretnej sytuacji sprawę rozstrzygnie sąd. Uczestniczyłam w przesłuchaniach tej pani, w postępowaniu dyscyplinarnym. Trzeba poczekać na wyrok sądowy.

- Ale pani prezes, od lat nie wolno ucznia dotykać, nie wolno nic.

- Fakt, i dlatego dochodzimy niejednokrotnie do jakichś absurdów. I mamy taką sytuację, że nauczyciel zaczyna się bać własnego cienia. I pomijając kwestie finansowe, to jest kolejny aspekt, który powoduje, że ludzie nie garną się do zawodu. Nie istnieje bowiem ochrona zawodu nauczyciela. Nie jest chroniony, choć jest urzędnikiem państwowym. I w relacji rodzic – nauczyciel jest zawsze na pozycji przegranej. Nie może być takich sytuacji, że rodzic przychodzi do szkoły i próbuje wymierzać sprawiedliwość na nauczycielu. Nie może być takich sytuacji, że podważa się autorytet nauczyciela publicznie, na korytarzu, w obecności uczniów, ubliżając a nawet próbując rękoczynów, bo i z takimi sytuacjami mieliśmy do czynienia. I od razu uprzedzam, ja nie słyszałam, aby był jakikolwiek proces wytoczony rodzicowi za takie zachowanie. Natomiast nauczyciel nie ma prawa, podkreślam, nie ma prawa zwracać publicznie uwagi rodzicowi. Bo to skończyłoby się w sądzie. Zresztą ja sobie nie wyobrażam,  że nauczyciel mógłby publicznie wejść w taką polemikę.

- Jakieś rozwiązanie?

- Dobrze by było, żebyśmy przestali jako rodzice krytykować i oceniać nauczyciela w obecności własnego dziecka. Bo przecież trudno oczekiwać, że to dziecko będzie respektowało zalecenia tego nauczyciela, będzie postrzegało nauczyciela jako swego mistrza na drodze rozwoju. Tak nie będzie. Oczywiście, oceniać każdy może i powinien, bo to jest normalne. Ale raczej nie powinno się wyrażać swoich ocen w obecności dziecka – ucznia. Jest problem – idźmy do szkoły, porozmawiajmy, ale bez obecności dziecka. Bo co sobie taki dzieciak może myśleć, kiedy od rodziców słyszy, że nauczyciel jest niedouczony, albo pospolicie głupi, bo i takie określenia padają. Chciałabym jeszcze przytoczyć jeden przykład na granice absurdu, jakie nas spotykają. Było takie zdarzenie, że nauczyciel został zgłoszony do postępowania dyscyplinarnego za tak zwany niebezpieczny dotyk. Chodzi o nauczyciela wychowania fizycznego, który asekurował, podkreślam, asekurował uczniów przy przewrocie w tył, który jest dość niebezpiecznym ćwiczeniem. Nauczyciel musiał przytrzymać uczennicę, bo tego wymagało bezpieczeństwo. Gdyby doszło do wypadku na lekcji, to nauczyciel nie wyszedłby z więzienia. I ten nauczyciel po asekuracji został oskarżony o niebezpieczny dotyk.

- Jaki był skutek?

- Postępowanie zostało umorzone. Więcej dodam. Mieliśmy sytuację, kiedy w przedszkolu dziecko zanieczyści majteczki, bo siku. Trzeba zmienić bieliznę. I co? I nauczycielki zaczynają się bać. Bo też już były próby oskarżania właśnie o niebezpieczny dotyk. Tak więc my – nauczyciele stajemy w sytuacji takiej, że jeśli dziecko się zmoczy w przedszkolu, to trzeba wzywać rodzica, aby je przebrał. Jeśli więc tak nie ufamy osobom, którym powierzamy swoje dziecko w przedszkolu, to nie posyłajmy go do placówki. To poszukajmy sobie takich miejsc, gdzie dziecko będzie otoczone taką opieką, jaką my uważamy za najwłaściwszą. Tak właśnie dziś wygląda zwykły dzień w szkole czy przedszkolu. Nie mówię, że to jest masowe, nagminne, ale takie rzeczy się wydarzają. I to coraz jednak częściej. Doszliśmy do pewnej ściany. Ale jednak ciągle jest grupa ludzi, która wspiera nauczycieli w ich pracy. I to jest dobry prognostyk.

- Dziękuję bardzo