W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Antoniego, Henryki, Mariana , 17 stycznia 2020

Widzę piękno tam, gdzie inni go nie widzą

2019-12-04

Z Emilią Wójcik, gorzowską fotografką, rozmawia Renta Ochwat.

medium_news_header_26428.jpg

- Jak się zostaje fotografem?

- Jak? Jak się jest małą dziewczynką. Zostałam fotografką w wieku czterech-pięciu lat. Mój tata miał aparat fotograficzny i mała ciemnię w domu. Ale nam tam nie było wolno wchodzić – zakaz wstępu dla dzieci. No i ja nie wchodziłam, bo też i trochę taty się bałam. Ale pewnego dnia tata wziął aparat, mnie i siostrę i poszliśmy razem robić zdjęcia. Potem tata wywołał ten film w koreksie – takim urządzeniu do ręcznego wywoływania zdjęć. Oczywiście wytłumaczył mi, co to jest i jak działa. Powiedział, że tam jest chemia, która spowoduje, że zdjęcie wyjdzie. A potem tata zapytał, czy chcę zobaczyć czary? A która dziewczynka nie chce zobaczyć czarów? Pamiętam, że byłam bardzo przejęta. Tata zabrał mnie do swojej ciemni, włączył czerwone światło, powiększalnik, chemia już była przygotowana w kuwetach. Tata wziął negatyw, ja tam nic nie wiedziałam, bo trudno mi było w tych czarnych plamach dopatrzyć swojej twarzy. Ale jak tata włożył negatyw do powiększalnika i  włączył w nim światło, to rzeczywiście zaczęła się dziać magia. Tata naświetlił zdjęcie, wrzucił do wywoływacza i zaczął się pojawiać obraz. Ja byłam pod tak potężnym wrażeniem, bo przecież biała kartka papieru z niczym mi się nie kojarzyła. A tu nagle się pojawia moja siostra i ja też. I to my w naszych płaszczykach na spacerze z tatą. No i do tego zapach, charakterystyczny zapach chemii fotograficznej. I to do dziś mi zostało. Ja już nie mam ciemni, ale zapach mam cały czas w pamięci. Kochałam ten zapach, to nieoczywiste czerwone światło. Tak to się zostaje fotografem.

- Tak po prostu? Jedno zdjęcie i chemia?

- Nie, ale moment początkowy taki był. Mój tata regularnie robił zdjęcia oraz odbitki rodzinie, znajomym. I część nieudanych wyrzucał, każdy dostawał tylko dobry komplet zdjęć. A ja te nieudane, odrzucone zbierałam i składałam w pudełku po butach. One były różne. Ale mnie się podobały, bo były niedoskonałe. Poplamione, niedoświetlone, rozmazane, nieostre. Ale miały to coś, co trudno nazwać. To coś, co decyduje o tajemnicy czy urodzie zdjęcia. No i potem przyszedł czas na własny aparat.

- Kiedy go dostałaś?

- Nie dostałam. Kiedy zaczęłam się uczyć w Liceum Ogólnokształcącym, dostałam stypendium za dobrą naukę. Moje koleżanki za to stypendium kupowały sobie szpilki czy coś innego, a ja sobie kupiłam aparat fotograficzny. Smiena to była. No i stałam się szalejąca fotoreporterką. Latam wszędzie po moim miasteczku – Nowogrodziec na Dolnym Śląsku i fotografowałam wszystko. No i kiedy skończyła film, to zaniosłam go do fotografa, bo sama jeszcze nie wywoływałam. Pan, który te zdjęcia wywołał, zapytał, czy to moje. Potwierdziłam. Usłyszałam wówczas – Trzymaj tak dalej, bo coś z ciebie będzie. Dobrze się zapowiadasz (śmiech). I widzisz, w taki sposób zostałam fotografem.

- Kończyłaś potem jakieś studia fotograficzne?

- Nie, skąd. Ja skończyłam studium medyczne we Wrocławiu. Tam zresztą poznałam mego męża. Razem z nim przyjechałam do Gorzowa, bo stworzyła się dogodna możliwość zamieszkania. Jak mój syn Mateusz poszedł do przedszkola, musiałam się rozejrzeć za praca. Ale w zawodzie nie chciałam pracować, więc zaczęłam szukać czegoś inspirującego. Wtedy właśnie wypożyczyłam „Fotografię”. Przeglądałam to pismo w swojej kuchni, siedząc na sankach syna, bo Mateusz właśnie tam je trzymał. Natknęłam się na czarno-białe zdjęcia Marii Szuwalskiej zimowego Bałtyku. I pomyślałam wówczas, że ja przecież też takie potrafię zrobić. Tyle tylko, że zdawałam sobie sprawę z braku warsztatu. Zaczęłam więc szukać kogoś, kto mnie nauczy. Tak trafiłam do Sławka Sajkowskiego w Młodzieżowym Domu Kultury. Przyjechałam do MDK i zapytałam, czy mogę chodzić na zajęcia. Miałam wówczas dwadzieścia kilka lat, a pozostali po naście. Sławek, szczęściem, problemu nie widział. I tak zaczęłam się uczyć obróbki ciemniowej zdjęć. Potem trafiłam do wspaniałej nauczycielki, jaka była Janina Trojan. Następnie jeździłam do Piotra Perczyńskiego do Drezdenka. To byli wspaniali nauczyciele. Ostatecznie była jeszcze praca w Gazecie Wyborczej – to mnie ostatecznie nauczyło warsztatu.

- I tak oto zostałaś fotografem. Fotografujesz Gorzów od lat. Ostatnio zrobiłaś wystawę o remoncie katedry. Skąd taki pomysł?

- Od nosa się zaczęło (śmiech).

- Co to znaczy?

- Dokładnie 24 października 2018 roku ksiądz proboszcz zaprosił ludzi z Klubu Inteligencji Katolickiej, z którym ja też współpracuję, do katedry. Poszliśmy zobaczyć remont od wewnątrz. Duża to była sprawa, bo tam przecież nikt nie wchodzi. Ja oczywiście z aparatem fotograficznym. Ale jak weszłam do katedry, to nie patrzyłam oczyma, ale czułam taki bardzo specyficzny zapach. To była mieszanina zapachu farb, zaprawy, kurzu, jeszcze jakiegoś czegoś. Może też trochę pleśni. Też czuć było jakieś takie zapachy ziemiste. Fascynująca sprawa w każdym razie. Zamknęłam oczy i pochłonął mnie ten zapach. Woń katedry i to mnie zainspirowało. I naszła mnie wówczas konieczność i potrzeba robienia zdjęć właśnie tutaj.

- Myślałaś od razu o wystawie?

- Ależ skąd. Po prostu najpierw robiłam zdjęcia. Potem, jak je obrobiłam, to pomyślałam, że jakiś klimat jest. No i wówczas urodziła się idea wystawy. Pomysł wystawy spodobał się księdzu proboszczowi i prezesowi KIK-u. Powiedzieli, że jak znajdę pieniądze, to czemu nie. I tak się urodziła wystawa, którą pokazała Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna.

- Masę czasu poświęciłaś katedrze.

- Faktycznie dużo. Bywało, że chodziłam tam kilka razy w tygodniu. Czasem robiłam dłuższe przerwy, ale rzeczywiście sporo czasu tam spędziłam.

- Katedra to miasto. Jak ty patrzysz na miasto przez wizjer aparatu fotograficznego?

- Ja widzę piękno.

- Doprawdy?

- Tak. Mam wadę wzroku, widzę trochę inaczej, lekko rozmazanie i może dlatego widzę piękno tam, gdzie inni go nie widzą.

- Jak patrzę na twoje zdjęcia, to faktycznie Gorzów ma na nich jakąś magię. Gorzów jak nie Gorzów.

- Bo ja to miasto zwyczajnie lubię. Mimo, że pochodzę z Dolnego Śląska, to Gorzów jest mi bliski i lubię go.

- A co najbardziej lubisz w Gorzowie?

- Motylię w parku Górczyńskim. Ja tam mieszkam, tam sobie chodzę na spacery z moją sunią. Oglądam ludzi, których tam jest zawsze dużo. To jest najciekawsze. Ludzie. A po drugie tam się tworzy taka bardzo pozytywna energia. Wcześniej bardzo lubiłam stare kościoły.

- Masz za sobą doświadczenia fotoreporterskie. Teraz jesteś wolnym strzelcem, jakie tematy sprawiają ci najwięcej satysfakcji?

- Te, które sobie sama wybieram. Owszem, mam tematy zlecone, do których się przygotowuję. Tworzę sobie scenariusze zdjęć, niekiedy nawet je rysuję. Wcześniej tego nie robiła, ale teraz tak właśnie pracuję. Zwyczajnie czasami nie można improwizować. Ale lubię też takie sytuacje, że coś widzę i to nagle mnie się podoba. Dla przykładu – afera z asfaltownia na osiedlu. Poszłam więc z aparatem zobaczyć Silwanę, a właściwie jej resztki. Wygląda to trochę jak z horroru. Ale właśnie to jest fantastyczne. A na dokładkę trafiło mi się fantastyczne światło zachodzącego słońca, do tego błękitne niebo. Powstała niezwykła jakość. I to jest to, to są te tematy nieoczywiste, ale takie, które łapią, mnie łapią – to lubię najbardziej. Podobnie było ze skwierzyńskim kirkutem. Byłam tam już trzy razy. Teraz czekam na śnieg. To jest miejsce niezwykłe. Nie wiem, co z tymi zdjęciami zrobię, ale i tak dokończę ten cykl, bo mnie to miejsce trzyma. Podobnie było z trawami, które fotografowałam w Murzynowie koło Skwierzyny. Tam jeden z rolników wysiał specjalną trawą. To naprawdę potężne rośliny są. I też ją fotografowałam o różnych porach. I też na razie nie mam pomysłu, co dalej z tymi zdjęciami. To są właśnie takie tematy, które mówią do mnie. I ja zwyczajnie nie mogę być w takich razach obojętna. Zatrzymuję się i robię zdjęcia.

- Czym teraz fotografujesz?

- Nikonem, od lat zresztą fotografuję Nikonami. Wcześniej robiłam zdjęcia Smieną, Zenithem, Practicą, ale teraz Nikonem D610 i jestem bardzo zadowolona.

- Dziękuję bardzo