W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Fabioli, Miły, Sebastiana , 20 stycznia 2020

Przyjdzie nam wszystkim zapłacić więcej

2019-12-18

Rozmowa z Łukaszem Marcinkiewiczem, prezesem spółki kapitałowej Inneko

medium_news_header_26556.jpg

- Panie prezesie, był pan wiceprezydentem miasta, wiceprezesem Słowianki. W końcu przyszedł czas na pełną prezesurę?

- Już nie wice.

- Jak to się stało?

- Nie było konkursu. Zostałem poproszony o to, żeby pojawić się w Inneko. I myślę, że złożyło się na to kilka czynników. Przede wszystkim to, że prezes Czyżewski, mój poprzednik złożył rezygnację z pracy miesiąc wcześniej i trochę palących problemów tu zostało. I to chyba był najważniejszy powód. Drugim było prawdopodobnie to, że prezydent Jacek Wójcicki dobrze ocenia moją wiceprezydenturę, a także pracę w Słowiance. Wie, jak pracuję, wie, że się w pracę angażuję, i moim zdaniem to też był jakiś ważny element w podjęciu takiej, a nie innej decyzji.

- Jakie przed panem stoją największe wyzwania, największe trudności?

- No cóż, jest ich kilka. Mamy grudzień, koniec roku i to nie jest zbyt dobry moment na wchodzenie do nowej firmy. Z końcem roku zazwyczaj pozostaje sporo spraw do domknięcia. I tak też jest w tym przypadku. Na to nakładają się sprawy finansowe. Innym zadaniem w chwili obecnej to jest przygotowanie przetargu na odbiór odpadów z terenu miasta.

- Informacja, że to pan zostaje nowym szefem Inneko, została dobrze przyjęta, bo gorzowianin poprowadzi gorzowską spółkę. Gorzowianie mają powoli dość ludzi z zewnątrz, którzy przyjeżdżają skądś, robią rewolucję w zarządzanej firmie, która odwraca się przeciw tej firmie a potem sobie jadą też gdzieś.

- Być może tak jest. Być może rzeczywiście tak są te osoby postrzegane. Ale myślę, że prezydent Jacek Wójcicki wyczuwa te nastroje, skoro gorzowianin zostaje powołany do kierowania najbardziej skomplikowaną spółką w mieście, to chyba jest to powrót do korzeni. A jeśli chodzi o ocenę mojej osoby, trudno mi się do tego odnosić.

- Powiedział pan – najbardziej skomplikowana spółka w mieście. Dlaczego najbardziej skomplikowana?

- Dlatego, że de facto Inneko to nie jest jedna spółka. Tak naprawdę jest to grupa kapitałowa, w której skład wchodzi kilka spółek. W rzeczywistości jest to obsługa zależnych firm w ramach całej grupy, a wiec Inneko RCS, która zajmuje się utrzymaniem dróg, odśnieżaniem. Mamy Inneko SPZ, czyli spółka zajmująca się zarządzaniem cmentarzem. Do tego mamy spółkę Bioenergy Farm, w której prowadzona jest bardzo skomplikowana inwestycja w Stanowicach. Mamy w końcu GOT, czyli Gorzowski Ośrodek Technologiczny w Stanowicach, do tego należy dołożyć pole golfowe, które nie jest osobną spółką, ale prowadzi zupełnie odrębną działalność.

- Zapomniał pan jeszcze o Polanie Przyjaciół, czyli cmentarzu dla zwierząt.

- Tak, cmentarz dla zwierząt jest bezpośrednio przy Chróściku. Tam na szczęście nie ma jakichś problemów w sensie zarządzania. W tej chwili funkcjonuje ona dobrze i oby było tak dalej.

- Kilka dużych spółek, kilka przedsiębiorstw, a jak się myśli o Inneko, to nierozerwalnie myśli się o śmieciach. Natychmiast myśli się o zbiórce śmieci, utylizacji śmieci, pieniądzach za śmieci.

- Małe sprostowanie, odpady, a nie śmieci. Ale skojarzenie jak najbardziej prawidłowe. I tak się powinno kojarzyć Inneko – odpady, sprzątanie, czystość. To są jak najbardziej poprawne skojarzenia. I w tym zakresie nie chciałbym robić rewolucji. Priorytetowym zadaniem Inneko jest oczyszczanie miasta.

- I tu mamy trudną kwestię, bo opłaty za odbiór odpadów idą cały czas do góry. I ludzie generalnie narzekają na to, że ceny cały czas idą do góry. I druga kwestia, namawiacie do segregacji odpadów, a w gruncie rzeczy często lądują one w jednym wozie. To wszystko nie ma sensu, a my ciągle płacimy więcej i więcej.

- Rzeczywiście, opłaty rosną. To jest bardzo skomplikowany problem. Mówiąc w krótkich, żołnierskich słowach – to, że płacimy więcej, wszyscy, wynika z bardzo dużych, rewolucyjnych, niekoniecznie dobrych zmian w prawie. Jaka największa zmiana? Taka, że od 2017 roku nie ma możliwości, aby zgodnie z prawem na składowisku odpadów, czyli w Chróściku znajdowały się tak zwane odpady energetyczne czy wysokoenergetyczne.

- A co to znaczy?

- To są tworzywa sztuczne, które muszą zostać przetworzone, a następnie wywiezione z Chróścika do spalarni albo przekazane do cementowni. W Polsce mamy zbyt mało odpowiednich spalarni, a zapotrzebowanie cementowni na przetworzone odpady nie jest tak duże. W związku z tym spalarnie i cementownie potrafią podnieść o kilkaset procent w skali roku opłaty za utylizację właśnie takich odpadów. My jako mieszkańcy, my jako spółka Inneko jesteśmy zwyczajnie zakładnikami tych firm. Z tym musimy się mierzyć wszyscy. Jestem świadom tego, niestety, że w przyszłym roku za odpady przyjdzie, i mi, i Pani, i nam wszystkim zapłacić więcej.

- Ale ludzie będą na pana psy wieszać.

- Tak, tylko że ja nie jestem tu kimś decydującym. Ja jestem dokładnie środkiem tego całego mechanizmu. I mam nadzieję, że część osób będzie to rozumiało. My jedynie przetwarzamy te odpady, przygotowujemy je do dalszego wykorzystania. I to jest tak naprawdę nasza rola.

- Wróćmy zatem do segregacji. Jak tu ludzi przekonać do segregacji, skoro czasami sami widzą, że jak podjeżdża śmieciarka, to ich posegregowane śmieci i tak lądują w jednej kaście.

- Nie wiem, gdzie tak jest. Na moim osiedlu w zachodniej części miasta mamy altanę śmietnikową na wszystkie frakcje i w poszczególne dni te frakcje są odbierane. I mam nadzieję, że tak się dzieje wszędzie. Ale za organizację zbiórki odpadów odpowiada Związek Celowy Gmin MG6. To on zleca w drodze przetargu właśnie tę usługę. Ja tylko powiem, że segreguję odpady od niepamiętnych czasów. Robiłem to nawet wówczas, kiedy jeszcze się o tym szeroko nie dyskutowało. Mam w domu pięć pojemników i staram się bardzo przykładać do segregacji.

- To zmieńmy temat. Po co wam Stanowice?

- To pytanie raczej do kogoś innego. Generalnie zamysł, jeśli chodzi o Stanowice – Gorzowski Ośrodek Technologiczny, był dobrym pomysłem, szkoda tylko, że powstał tak daleko od Gorzowa.

- To jest tylko 15 kilometrów od miasta, jak daleko?

- Ale jednak nie Gorzów. I to jest pewne utrudnienie. Mówią o tym ludzie, którzy tam pracują. Niemniej jednak ośrodek powstał, funkcjonuje, a teraz myślimy jak go przybliżyć przede wszystkim przedsiębiorcom. To taki ambitny cel na kilka lat do przodu, zobaczymy, czy uda nam się go zrealizować.

- Ale prowadzicie prace badawcze i są one wysoko oceniane.

- To fakt. Mamy tam bardzo dobre laboratorium. Będziemy się z moimi współpracownikami zastanawiać, co dalej. Trzeba wybrać jakąś rozsądną opcję rozwoju.

- Ja znam GOT od strony dzieci, które tam bywają i wracają zachwycone.

- Dokładnie tak jest. Współpraca ze szkołami, przedszkolami rzeczywiście idzie nam świetnie.Mamy tam bardzo dobrą kadrę. Organizowane są tam m. in. półkolonie. Dzieciaki są zauroczone tym miejscem, w którym mogą prowadzić różne eksperymenty. Trzeba próbować zaszczepiać w dzieciach pasję do nauki i szukania rozwiązań.

- A jakie ma pan plany?

- Planów nie robi się ot tak, impulsywnie. Plany robię zawsze w tym momencie, kiedy mam dobrze zdiagnozowane potrzeby. I właśnie teraz jestem na etapie diagnozowania. Chcę najpierw wysłuchać pracowników, poznać każdy z problemów, a dopiero później, przyjdzie czas na dalekosiężne plany.

- Dziękuję bardzo.

Renata Ochwat