W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Anatola, Jacka, Mirosławy , 3 lipca 2020

Samochód ma niższą wartość niż nasze życie

2020-02-05

Z Robertem Surowcem, wiceprezesem Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_26871.jpg

- Jaki był dla naszego szpitala 2019 rok?

- To rok bardzo trudny dla całego systemu ochrony zdrowia, szczególnie dla dużych szpitali, które borykają się z licznymi problemami; kłopotami finansowymi, brakiem lekarzy i pielęgniarek, koniecznością zmniejszenia liczby łóżek. Mimo to dla naszej lecznicy to rok o historycznych wydarzeniach; 4 czerwca uruchomiliśmy Zakład Radioterapii, a od Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy otrzymaliśmy sprzęt za 10 milionów złotych.

- Dlatego pojawił się pomysł, żeby rondo u zbiegu ulic Dekerta i Wyszyńskiego nazwać imieniem Orkiestry?

- Tak, bo dzięki Orkiestrze nasz szpital wzbogacił się w sprzęt ratujący życie i zdrowie o wartości 14 milionów złotych. Projekt uchwały Rady Miasta został już złożony, czekamy na opinię prawną i prezydenta. Jestem przekonany, że będą one pozytywne i radni nie będą mieli wątpliwości, jak głosować.

- Czy środki z NFZ zaspakajają wasze potrzeby?

- Narodowy Fundusz Zdrowia przekazuje środki w formie tak zwanego ryczałtu na konkretną liczbę zabiegów i operacji. Pod koniec roku nawet musieliśmy ograniczyć niektóre przyjęcia, bo wyczerpaliśmy limit. Gdyby ryczałt był większy, moglibyśmy przyjąć więcej pacjentów, a tym samym wydatnie skrócić oczekiwanie na leczenie.

- Otwarta została poradnia geriatryczna. Jak do tego doszło?

- To inicjatywa Gorzowskiej Rady Seniorów, a prezesowi szpitala Jerzemu Ostrouchowi, mimo dramatycznego braku lekarzy geriatrów w całym kraju, udało się pozyskać świetną panią doktor Beatę Trzcińską-Butkiewicz.

- Jaka jest pierwsza reakcja pacjentów?

- Zbieramy je, aby poznać wszystkie ich potrzeby; większość jest bardzo zadowolona, że przyjmuje ich lekarz znający specyficzne problemy zdrowotne seniorów. Teraz będziemy przekonywać lekarzy rodzinnych, aby kierowali swoich najstarszych pacjentów do nas.

- Czy w planie jest uruchomienie kolejnych oddziałów lub poradni?

- Wraz z panią magister położnictwa Wiolettą Gębicz pracujemy nad powołaniem nowej szkoły rodzenia, aby stała się jeszcze bardziej przyjazna dla przygotowujących się do porodu matek. Bardzo zależy nam na zbudowaniu Dziennego Oddziału Chemioterapii; aby chory zamiast kłaść się w szpitalu, mógł przyjść do nas na kroplówkę z lekami cytostatycznymi i wrócić do domu. Widzimy także inne potrzeby i oczekiwania, na przykład rozwój chirurgii naczyniowej.

- A z inwestycji poza leczniczych?

- Będziemy budowali turbinę gazową do produkcji prądu. Liczę, że ta inwestycja zabezpieczy nas przed dużymi podwyżkami cen energii, a dodatkowo pozwoli również zbudować na potrzeby całego obiektu klimatyzację. W planach mamy ponadto rozpoczęcie termomodernizacji szpitala.

- Trwa budowa pawilonu, w którym znajdą się oddział OIOM, Klinika Hematologii oraz Bank Komórek Macierzystych. Jak przebiegają prace i kiedy nastąpi otwarcie?

- Bardzo chciałbym podkreślić, że bez zaangażowania pani marszałek Elżbiety Anny Polak i wsparcia finansowego sejmiku województwa lubuskiego budynek, ten by nie powstał. Otwarcie jest zaplanowane na przełom pierwszego i drugiego kwartału przyszłego roku, ale już teraz mogę powiedzieć, że harmonogram prac jest realizowany z wyprzedzeniem. Jestem z tego tytułu bardzo pozytywnie zaskoczony, bo radioterapia także została oddana w terminie.

- Szpital zachęca do wyrażania zgody na oddanie swoich narządów po śmierci. Jaki jest w praktyce stosunek mieszkańców naszego regionu do transplantacji?

- W minionym roku było ich nieco mniej niż w kilku poprzednich latach, ale pozytywnym zjawiskiem jest to, że młode pokolenie zaczyna mieć inne podejście do transplantacji. Wiedzą, że organy osobie zmarłej już nie pomogą, ale innym chorym często ratują życie.

- A jakie jest podejście gorzowian do badań profilaktycznych?

- Coraz częściej badamy się, ale nadal nie korzystamy z wielu możliwości. Nasz szpital prowadzi bardzo dużo, bezpłatnych akcji profilaktycznych, wykonujemy kolonoskopię, cytologię czy badania urologiczne dla mężczyzn. Wielokrotnie słyszałem od ciężko chorych pacjentów, że zaniedbali kiedyś takie badania i dzisiaj przeklinają brak tamtej decyzji. Co dziwne, większość z nas na czas oddaje auto do przeglądu, ale w terminie nie potrafi zrobić badania profilaktycznego. A przecież samochód ma niższą wartość niż nasze życie.

- Z czego najczęściej to wynika?

- Z jednej strony spotykam ludzi z małych miejscowości, którzy tłumaczą się, że nie mieli pieniędzy, żeby przyjechać do szpitala na kontrolne badanie. Z drugiej strony są to osoby starsze, które żyją w przekonaniu, że jak czegoś tam się nie ruszy, to będzie można jeszcze pożyć. Trzecia grupa ludzi, to najczęściej młodsze pokolenie, żyje w przeświadczeniu, że wszystkim wokół coś się może stać, ale nie im. I szkoda im czasu na badania, bo praca jest ważniejsza.

- Jest sposób, żeby zachęcić jednak do poświęcenia trochę tego czasu i pójścia na takie badania?

- Jeżeli chodzi o bardziej męskie badania, jak choćby diagnozę w kierunku problemów z prostatą, to nie kieruję swoich apeli do mężczyzn, ale… kobiet – mam, żon czy córek. One są bardziej świadome i mają największy wpływ na swoich panów.

- Na czym polega projekt ,,szpital uczy’’?

- To nowy pomysł, z którym wystartowaliśmy pod koniec ubiegłego roku. Chcemy nie tylko leczyć, ale także dzielić się swoją wiedzą medyczną i dobrymi praktykami poza szpitalem. Nasi pracownicy na przykład chodzą do przedszkoli, gdzie uczą dzieci dbać o podstawową higieną, pokazując jak dokładnie i skutecznie należy myć ręce. Namawiamy też do wspomnianych badań profilaktycznych, zdrowego stylu życia. Dopiero się rozkręcamy i liczę, że z czasem staniemy się ambasadorami zdrowego stylu życia.

- Od nowego roku każde dziecko urodzone w szpitalu otrzymuje maskotkę, nosorożca Stefanię. Skąd ten pomysł?

- Z prezydentem Gorzowa Jackiem Wójcickim uzgodniliśmy, że każde urodzone u nas dziecko dostanie pamiątkę od miasta i szpitala. Wybraliśmy wspomnianą maskotkę, bo jest to jeden z symboli miasta. Koszty dzielimy po połowie. W ubiegłym rok na świat u nas przyszło około 1370 dzieci, ale od trzech lat obserwujemy tendencję wzrostową i przewiduję, że w tym roku może to być nawet 1800 dzieci.

- Co zrobić, żeby nie było już kłopotów z całodobową apteką w Gorzowie?

- W szpitalu jesteśmy gotowi na otwarcie całodobowej apteki; przede wszystkim z myślą o pacjentach, którzy muszą nocą lub w święta przyjechać do nas, a potem pilnie wykupić lekarstwa. Znaleźliśmy chętnego farmaceutę, który poprowadziłby taką aptekę. Wystarczy zgoda wojewódzkiego inspektora farmaceutycznego, bo o późniejszą zgodę ministerstwa zdrowia byłbym już spokojny, zwłaszcza że prezydent miasta wydał pozytywną opinię. Niestety, na razie takiej zgody nie ma. Inspektor nie widzi tutaj „ważnego interesu pacjenta” i uważa, że leki można kupić w innych aptekach w mieście. A nie wszystkie apteki chcą pracować w nocy, wiedząc, że za odmowę nie spotkają je żadne sankcje.

- Dlaczego nie ma pozytywnej decyzji?

- Ustawa mówi, że w przypadku, gdy w danej miejscowości jest więcej aptek w przeliczeniu na mieszkańców niż wynosi minimum, to odległość dzieląca w linii prostej od jednej apteki do drugiej nie może być krótsza niż kilometr. W Gorzowie aptek jest sporo, w naszym przypadku ta odległość wynosi 900 metrów, choć jadąc czy idąc, jest ponad 1000 metrów. Ustawa jednocześnie zwraca uwagę, że można otworzyć aptekę, jeżeli występuje ważny interes pacjenta. W naszym przypadku w pełni występuje, do tego spełniamy wszystkie inne wymagania i wystarczy naprawdę tylko dobra wola, żeby rozwiązać kłopoty wielu pacjentów naszego szpitala.

- Dziękuję za rozmowę.