W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Dominiki, Jaropełka, Łucji , 6 lipca 2020

Bariera była w głowie i w przepisach

2020-02-25

Ze Zbigniewem Rudzińskim, prezesem Oddziału PTTK Ziemi Gorzowskiej i koordynatorem starosty gorzowskiego do spraw turystyki, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_27025.jpg

- Zbyszku, to jak cię teraz tytułować? Jaką funkcję od niedawna pełnisz?

- Dokładnie koordynator do spraw turystyki.

- Na czym polega ta twoja nowa funkcja?

- Jak sama nazwa wskazuje, będę się zajmował turystyką i to w wielu wymiarach, dlatego że się na tym po prostu znam. Dzięki tej nowej sytuacji chcę stworzyć nowe możliwości. Ostatnio odbyło się bardzo ciekawe spotkanie z przedstawicielami gmin otaczających Gorzów Wielkopolski, które miało na celu określenie wspólnych działań w przyszłości w zakresie choćby promowania turystyki, tego, co ciekawe znajduje się na tych terenach, czyli w Gorzowie i okolicach. Takie działanie będzie bowiem tańsze, bardziej skuteczne, pełniejsze. I aby nie być gołosłownym, myśmy już w ubiegłym roku – my, czyli Oddział PTTK Ziemi Gorzowskiej i powiat gorzowski zrobiliśmy już promocję, która polega na tym, że wydaliśmy karty krajobrazowe. Na 55. zdjęciach można zobaczyć to wszystko, co jest cenne, atrakcyjne, i co można w powiecie zobaczyć. I to zarówno w zakresie zabytków kultury, ale też przyrody. No i do tego dochodzi mapa, na którą długo czekali turyści powiatu gorzowskiego. Oczywiście w żaden sposób nie daje się tu pominąć Gorzowa Wielkopolskiego, więc przy okazji i Gorzów się zapromował. Zresztą staramy się zawsze łączyć siły samorządowców i turystów. Efektem jest choćby informator, który ukazał się na początku tego roku, a który dotyczy Muraw Kserotermicznych.

- No dobrze, to jakie plany na przyszłość?

- Przede wszystkim chcemy te działania pogłębiać. Chcemy tworzyć coś, co się może trochę dziwnie nazywa, mam na myśli produkty turystyczne. Chcemy łączyć tych, którzy na turystyce zarabiają z tymi, którzy traktują turystykę jako sposób na życie. Jest już pomysł karty rabatowej, która ma przynieść zyski tym, którzy na turystyce zarabiają, ale też aby zarabiali poprzez ściąganie większych liczb uprawiających turystykę. Kolejny pomysł, to idea gry, która w sposób przyjazny pokaże całej rodzinie przyjemności płynące z turystyki. Ostatecznie jest jeszcze nasz Park Dendrologiczny, który służy nie tylko gorzowianom czy mieszkańcom powiatu gorzowskiego, ale też i takim, którzy potrafią przyjechać do nas z Kanady, Brazylii czy innego odległego kraju, bo takie wizyty też mamy. Wiele rzeczy nas łączy, a wspólna promocja, wspólne działanie, to na pewno większe możliwości korzystania z turystyki, odnoszenia sukcesów nie tylko finansowych, ale i wizerunkowych.

- Ale to są gminy dookoła Gorzowa. Jak ty widzisz promocję samego miasta dziś właśnie przez turystykę?

- Powiem tak. Na dziś to trochę smutno wygląda. Trudno robić promocję za darmo. Nie wiem, jakie środki będzie można uzyskać na promocję turystyki. Wiem, że w miejskim wydziale sportu i turystyki tych środków wcale nie przewidziano. Tak to wygląda.

- No i mamy sytuację patową. Powiem ze swojego doświadczenia, że po raz kolejny musiałam odmówić ludziom z Poznania wycieczki po Gorzowie, bo co tu teraz pokazywać. A gdyby ktoś do ciebie się zwrócił o przewodnictwo wycieczki po mieście, to co być odpowiedział?

- Ja potencjalnym wycieczkom mówię, że w sumie wiele można w mieście zobaczyć, ale trzeba to oglądać, idąc pieszo. No i nie wszystkie grupy z tego tytułu się cieszą. Bo to w większości są emeryci. I dla nich poruszanie się w dystansie nawet 3-5 km jest rzeczą zwyczajnie niewykonalną. No i faktycznie mamy ten okres przejściowy, kiedy ja sam nie wiem, gdzie będę mógł podjechać autokarem, żeby tych turystów bezpiecznie wysadzić i skąd ich odebrać. Ale jak się w końcu te wykopki skończą, to rzeczywiście będziemy mogli przyjąć znacznie więcej potencjalnych turystów.

- A wracając do podgorzowskich gmin, to zarówno  Santok, jak Bogdaniec czy Deszczno mają niesamowicie wiele bardzo atrakcyjnych rzeczy do pokazania. Jak to się stało, że do tej pory nie było czegoś takiego, jak spójna polityka promocji tego mikroregionu?

- Myślę, że bariera była przede wszystkim w głowie i w przepisach. Najlepiej to pokazać na przykładzie szlaków turystycznych. Jedna gmina potrafiła przeznaczyć środki na odnowienie jakiegoś szlaku. I on się kończył w lesie. I tu się zaczynała patowa sytuacja, bo PTTK czasami było zbyt biedne, aby na własny koszt dokończyć znakowanie tego szlaku do jakiejś wsi czy miasta. A z aktów prawnych wynika, że gmina nie może łożyć na nieswoim terenie. Tak to wyglądało. Poza tym bardzo często nie chodziło tu o samorządowców. Ale o ludzi, niektórych, którzy na turystyce zarabiają. Trudno nam się przełamać do tego, że wspólna promocja, wspólne działanie, to jest większa szansa na pozyskanie środków z tego biznesu. Bardzo często postrzegamy siebie jako potencjalnych konkurentów, a nie dobrego partnera do robienia wspólnego biznesu. Na szczęście to się teraz zmienia. I to na tyle, że będziemy się starali stworzyć w tym roku bazę różnych podmiotów turystycznych, które mogą ze sobą współdziałać. Na szczęście jest coraz więcej ludzi, którzy rozumieją, że samemu jest trudniej.

- A jak to jest teraz z turystyką? Przecież naród nam się rozleniwił. Ludzie wolą siedzieć przed telewizorem czy przy komputerze, a nie wałęsać się po polach i lasach. Prawda to?

- Z naszej perspektywy, czyli PTTK, to mam problem natury takiej, że mam zbyt wielu chętnych do udziału w naszych wycieczkach. Nie jesteśmy w stanie tego wszystkiego ogarnąć. Prosty przykład. Ostatnio organizowaliśmy wycieczkę po podgorzowskich lasach. Mieliśmy 100 miejsc. A lista chętnych, którzy liczyli na miejsce, była dokładnie taka sama. Nie było mowy ze względów organizacyjnych, aby wziąć na wycieczkę więcej niż owe 100 osób. I tak jest praktycznie przez cały roku. Nie liczy się, czy to zima, czy lato. Oznacza to jedno – jest zapotrzebowanie. Siła i magia turystyki jest tak duża, że zaczyna pokonywać siłę Internetu. I bardzo dobrze, bo to właśnie w tę stronę ma iść. Problemem w tym momencie jest zbyt szczupłe grono ludzi przygotowanych do organizacji turystyki, mam na myśli pilotów czy przewodników. Sytuacja się zmieni w chwili, kiedy pojawią się ludzi, którzy na takiej turystce będą zarabiać, bo my PTTK na takiej turystyce, zresztą na żadnej, nie zarabiamy. A jak oni będą to robić dobrze, to ci, którzy są zbyt leniwi, aby samemu coś sobie zorganizować, będą z ich usług korzystać.

- Zostałeś pełnomocnikiem, masz masę różnych obowiązków. Nie ucierpi na tym Oddział Ziemi Gorzowskiej PTTK?

- Mam nadzieję, że nie, a przynajmniej jakoś tak zauważalnie. Trzeba sobie zdawać sprawę, że ja już ma sześćdziesiątkę na karku. Wiecznie tym prezesem nie będę, ani nie zamierzam. Już zresztą powinniśmy się rozglądać za kimś nowym. Rzeczywiście, godzenie tych dwóch rzeczy na pełne etaty, na full, może być trudne. Z tym problem mieliby młodsi ode mnie.

- A do tego dochodzi jeszcze jedna rzecz, którą uwielbiasz. Mam na myśli organizację wypraw turystycznych po Europie czy w wyższe góry. Będziesz miał na nie czas?

- No będę musiał, bo skoro się do czegoś zobowiązałem, to muszę wypełnić. W tym roku mam zaplanowane trzy wyjazdy. Ale to już nie są te wymagające, z ciężkimi plecakami i kilometrami na nogach, a już jednak lżejsze. Tak bardziej krajoznawczo, a nie mocno turystycznie.

- Czego tobie teraz trzeba życzy?

- Zdrowia, przede wszystkim zdrowia. Ale też i rozumu, żebym nie brał sobie na głowę więcej aniżeli będę mógł udźwignąć.

- Tego zatem życzę i dziękuję za rozmowę