W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Dominiki, Jaropełka, Łucji , 6 lipca 2020

Nie jest napisane, że każdy dostanie dotację

2020-03-11

Z Piotrem Guszpitem, dyrektorem Wydziału Sportu UM w Gorzowie, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_27157.jpg

- Jaka, pańskim zdaniem jest kondycja gorzowskiego sportu?

- Stare piłkarskie porzekadło mówi, że jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz. Kiedy spojrzymy na ubiegłoroczne wyniki w najpopularniejszych dyscyplinach, z punktu widzenia kibiców, to powiedzmy sobie otwarcie, że nie był to najlepszy rok. Na pewno mocno w górę poszły koszykarki AZS-AJP, które wywalczyły srebrny medal w rozgrywkach ligowych i było to spore osiągnięcie. Rozczarowali natomiast żużlowcy, którzy zamiast walczyć o play off pojechali w barażach. Trudny rok przeżyli także piłkarscy kibice, gdyż obie nasze drużyny spadły z trzeciej ligi. Wyniki uzyskiwane przez drużyny ligowe są uzależnione od kilku czynników. Jeżeli choć jeden z nich zawiedzie, zamiast radości, przychodzi nam przeżywać rozczarowanie.

- Parę lat temu Gorzów był stawiany za wzór, jako miasto sportu, czego efektem było sporo drużyn walczących w najwyższych ligach.

- To było ponad dekadę temu, kiedy poziom finansowania sportu z miejskiego budżetu był bardzo wysoki. Wiązało się to z uzyskaniem przez miasto dodatkowych środków na wydatki  i ówczesny prezydent Tadeusz Jędrzejczak postanowił wesprzeć z tych pieniędzy udział zespołów ligowych w rozgrywkach. Pamiętam, że robiliśmy wtedy zestawienie porównawcze do miast podobnej wielkości i wychodziło nam, że jesteśmy na szczycie tej tabeli. W ekstraklasie mieliśmy piłkę ręczną, koszykówkę, żużel, szachy, tenis stołowy, a w pierwszej lidze była choćby piłka nożna.

- Na ile wydział sportu jest w stanie pomagać klubom w działalności stricte sportowej, nie tylko w zakresie współfinansowania?

- Nie ingerujemy w działalność klubów, ponieważ mają one pełne prawo do samostanowienia i prowadzenia wybranej przez siebie polityki działania. Natomiast, jeśli jakiś klub zgłosi się do nas z prośbą o pomoc nic nie stoi na przeszkodzie, aby ją uzyskał. Jak tylko możemy doradzić, to oczywiście jesteśmy do dyspozycji.

- Dawniej zainteresowanie wydarzeniami sportowymi w mieście było zdecydowanie większe niż obecnie. Z czego to może wynikać?

- Przez ostatnich kilkadziesiąt czy kilkanaście lat nastąpiła pewna ewolucja w strukturze kibiców. Mówiąc ich językiem, dzielą się na ,,ultrasów’’ i ,,pikniki’’. I te dwie grupy są prawie na każdym meczu swoich zespołów. Jest jednak trzecia grupa widzów, która obecnie jest zdecydowanie największa. Są to kibice, którzy najczęściej przychodzą na mecze, kiedy ich drużyna wygrywa, rzadziej, gdy notuje porażki. Dobrym tutaj przykładem są nasze piłkarskie zespoły czy nawet Stal. W pierwszym przypadku problemem jest nie tylko niski poziom rozgrywek, ale również atmosfera, jaka się generalnie wytworzyła wokół gorzowskiej piłki ligowej w ostatnich latach. Nie zawsze zachęcała do odwiedzania stadionów. Natomiast w przypadku żużla wystarczyło, że w zeszłym roku naszym zawodnikom poszło trochę gorzej i frekwencja od razu spadła średnio o kilka tysięcy na mecz. Kluby mają więc spore pole do popisu. Jeżeli chcą mieć dobrą frekwencję muszą przede wszystkim zachęcać tych kibiców z trzeciej grupy, żeby odwiedzali oni areny sportowe nie tylko w radosnych chwilach, kiedy drużyna wygrywa.

- Pozostańmy przy piłce. Czy sposobem na podniesienie poziomu sportowego i zwiększenie zainteresowania tym sportem w Gorzowie jest budowa lub modernizacja stadionu?

- Na pewno nie uciekniemy od modernizacji obiektu przy ul. Olimpijskiej. Tym bardziej, że inwestycja ta została zapisana w wieloletnim planie inwestycyjnym i wcześniej czy później zostanie zrealizowana. Poza tym ta inwestycja akurat bardzo dobrze wpisuje się w ustawę o samorządzie gminnym i w jej zapis o stwarzaniu warunków do uprawiania sportu. Natomiast nie ma co zaklinać tutaj rzeczywistości. Futbol ligowy generalnie w Polsce przeżywa kryzys. Jak spojrzymy na naszą ekstraklasę, to w wielu ośrodkach nie wzbudza ona większego już zainteresowania, choć większość posiada już nowe stadiony. Mało tego, spada też oglądalność w telewizji, choć mamy bardzo dużo tych meczów, praktycznie codziennie można coś fajnego zobaczyć. W mojej ocenie polski futbol ligowy zaczyna po prostu przegrywać konkurencję z najlepszymi ligami europejskimi, które są w zasięgu każdego kibica. Nie ma dnia, żeby jakiegoś dobrego meczu nie zobaczyć na kanałach sportowych. Łatwo jest też pojechać na ligę niemiecką, hiszpańską, angielską czy włoską, a jeszcze łatwiej jest te ligi oglądać w telewizji. Oczywiście to nie jest tak, że tylko polska liga jest słaba. Często mecze środka tabeli nawet ligi angielskiej potrafią być również nudne.

- Skoro polska liga nie przyciąga kibiców, to skąd biorą się tysiące chętnych do gry dzieciaków?

- W Gorzowie mamy około 1500 dziewcząt i chłopców grających w różnych klubach. Taki boom jest zauważalny rzeczywiście w całej Polsce. To efekt dobrych wyników osiąganych przez reprezentację Polski. Lewandowski, Błaszczykowski czy Fabiański działają na wyobraźnię nie tylko dorosłych, ale też dzieci. Możemy nieraz narzekać na widowiskowość gry, ale progres jaki kadra poczyniła za trenera Adama Nawałki rozpalił oczekiwania Polaków. Drużyna ta prezentuje naprawdę solidny, europejski poziom i dobrymi wynikami nakręca zainteresowanie wśród najmłodszych. To jest zresztą naturalne. Nieco starsi kibice pamiętają sukcesy odnoszone przez reprezentację najpierw Kazimierza Górskiego, potem Antoniego Piechniczka czy zwycięstwa w europejskich pucharach choćby Widzewa Łódź. Gra tych drużyn przyciągała całe rzesze młodzieży do piłki nożnej.

- W ostatnim czasie powstały nowe boiska na stadionie przy ul. Olimpijskiej oraz cały kompleks przy ul. Żwirowej. O ile w sumie tych placów do gry się wzbogaciliśmy?

- Przy Olimpijskiej miasto wybudowało na byłym bocznym boisku dwa nowe pełnowymiarowe, z których jedno ma sztuczną nawierzchnię i pełne oświetlenie. Natomiast przy Żwirowej Warta Gorzów, przy udziale środków miejskich oraz z Ministerstwa Sportu, wybudowała kompleks, który zawiera: pełnowymiarowe trawiaste boisko, pełnowymiarowe boisko ze sztuczną nawierzchnią z oświetleniem oraz oświetlony orlik ze sztuczną nawierzchnią. Razem cztery duże boiska i jeden orlik. Na pewno pod tym względem baza w mieście mocno się powiększyła, co najbardziej cieszy zapewne dzieci i młodzież, bo to dla nich głównie te obiekty powstały.

- Inwestycje te rozwiązują sporo problemów, ale czy wszystkie?

- Wszystkich problemów nie da się rozwiązać w krótkim czasie. Warto tutaj jednak wspomnieć, że w mieście są kluby biorące sprawy w swoje ręce i budujące często przy naszej pomocy bazę we własnym zakresie. Choćby KP Progress czy UKS Chemik. Pierwszy z nich  od jednej z parafii otrzymał kawałek terenu i zbudował na nim boiska na potrzeby najmłodszych. Szef Progresu dogadał się również z wójtem Kłodawy i dostał w użyczenie boiska w Wojcieszycach. Podobnie działa UKS Chemik, który w Chwalęcicach przejął stare boisko i po zainwestowaniu pewnych środków doprowadził je do bardzo dobrego stanu, gdzie  mogą już teraz trenować oraz rozgrywać mecze. Do tego we współpracy z podmiotem zewnętrznym wybudował zadaszoną halę łukową przy Zespole Szkół Mistrzostwa Sportowego, gdzie jest boisko ze sztuczną trawą o wymiarach 40 na 20 metrów. Z kolei PUKS Maksymilian w ubiegłym roku otrzymał od miasta w użyczenie boisko przy ul. Czereśniowej. Dwa pełnowymiarowe boiska są też w Karninie wybudowane przez Piasta Karnin.

- Dlaczego niektóre kluby otrzymały dotację na utrzymanie bazy, a inne nie?

- Podejrzewam, że w podtekście tego pytania jest brak wsparcia dla Warty na utrzymanie obiektu przy Żwirowej. Na utrzymanie obiektów sportowych dotację otrzymują te kluby, które posiadają własną bazę lub zawiadują obiektami użyczonymi przez miasto. Na dzień zamknięcia procedury wyłaniania klubów, które otrzymają dotacje na obiekty, Warta nie zakończyła jeszcze swojej inwestycji. Stąd nie mogła być brana pod uwagę.

- Na ile takie dofinansowanie wystarcza klubom?

- Różnie, w niektórych przypadkach może to być nawet 70 procent wszystkich kosztów utrzymania bazy, ale w innych 30 procent. Wiele czynników ma na to wpływ.

- Kluby korzystające z miejskich obiektów muszą z kolei płacić za to do budżetu miasta. Nie czują się tym pokrzywdzone?

- Nie powinny. Te opłaty i tak nie pokrywają w całości kosztów eksploatacji tych obiektów. Poza tym te wydatki kluby ujmują w swoich kosztorysach ofertowych przesyłanych do urzędu miasta. Te środki są później wykorzystywane na opłaty za wynajem obiektów. Faktycznie, może to wyglądać na zamknięty obieg pieniądza, ale takie są przepisy.

- Czyli wynajem za przysłowiową złotówkę nie wchodzi w rachubę?

- Kiedyś poprosiliśmy dyrektorów szkół, żeby udostępniali klubom swoją bazę w miarę bezpłatnie. Temat został podjęty i przez kilka lat kluby mogły nieodpłatnie korzystać z hal przyszkolnych. Przy jednym z audytów w szkołach okazało się, że nie mogą one udostępniać swoich obiektów nieodpłatnie. To nie wszystko. Gdybyśmy chcieli wprowadzić praktycznie bezpłatny wynajem trzeba byłoby uczynić to dla wszystkich. W takim przypadku ktoś musiałby pokryć utracone zarobki choćby Słowiance za korzystanie basenu. To są olbrzymie kwoty. Kiedyś zrobiliśmy wyliczenia i wyszło nam, że dodatkowo trzeba byłoby znaleźć 2-3 miliony złotych rocznie.

- Jedną sprawę jednak udało się załatwić.

- Rzeczywiście, od stycznia tego roku wprowadziliśmy bezpłatny wynajem obiektów miejskich dla klas sportowych, ponieważ nauka jest bezpłatna i nie można karać szkół za to, że lekcje wychowania fizycznego chcą prowadzić przykładowo na boiskach OSiR-u przy ul. Olimpijskiej czy Mickiewicza.

- Dlaczego Stilon i Warta nie otrzymały w tym roku dotacji w ramach sportu kwalifikowanego?

- Miasto działa na podstawie prawa i w jego granicach. Planując konkursy na dofinansowanie gorzowskiego sportu opieramy się na zapisach odpowiednich ustaw i uchwał. Warto w tym miejscu prześledzić, jak ewoluowały zapisy w tym obszarze w ostatnich latach. Tworząc strategię gorzowskiego sportu – przyjętą ostatecznie w lutym 2016 roku – pierwotnie  dofinansowane miały być tylko drużyny występujące w najwyższych klasach rozgrywkowych. Po dyskusjach i konsultacjach ustalono, że będą to tylko takie dyscypliny jak żużel, koszykówka kobiet, sporty wodne oraz dodatkowo sport niepełnosprawnych. Zanim uchwała została przyjęta radnym udało się dopisać jeszcze piłkę nożną mężczyzn, ale jedynie na poziomie centralnym. Poziom centralny określony przez PZPN to ekstraklasa, pierwsza i druga liga oraz rozgrywki Pucharu Polski na szczeblu centralnym. Trzecia liga jest poziomem regionalnym, a czwarta lokalnym. Wychodząc naprzeciw potrzebom gorzowskiej piłki nożnej radni przyjęli jeszcze jeden zapis, który umożliwia dofinansować drużyny grające w trzeciej lidze.

- Kluby o tym chyba wiedzą, choć po zachowaniu jednego z prezesów można mieć wątpliwości?

- Wiedzą doskonale. Jeszcze jesienią ubiegłego roku, na etapie budowania budżetu na 2020 rok były informowane, że nie mają szans otrzymania środków na czwartą ligę, która de facto jest dopiero piątym poziomem rozgrywek. Takie dofinansowanie będzie możliwe po uzyskaniu awansu do trzeciej ligi przez którąś z drużyn.

- Pojawiła się jednak propozycja, żeby znowu zmienić zapis.

- Być może radni podejmą inicjatywę uchwałodawczą. Mają do tego prawo. Jeśli to nastąpi będziemy musieli ponownie weryfikować poziom wsparcia sportu wyczynowego. Pomimo, że wywodzę się ze środowiska piłkarskiego i ta dyscyplina jest mi najbliższa, to nie jestem zwolennikiem finansowania z budżetu miasta zespołów grających na tak niskim poziomie rozgrywek. To mimo wszystko liga amatorska. Rozumiem, że w mniejszych miejscowościach tamtejsze gminy wspomagają swoje zespoły na poziomie czwartej ligi czy jeszcze niższych, ale często jest to jedyna w danej gminie dyscyplina sportu. W Gorzowie mamy jednak bardzo szeroki wybór dyscyplin i klubów, więc z puli na sport wyczynowy, moim skromnym zdaniem, powinniśmy współfinansować kluby walczące na najwyższym krajowym poziomie. O ile kluby piłkarskie nie uszczknęły nic z tortu sportu wyczynowego, o tyle muszę dodać, że w podziale środków na szkolenie dzieci i młodzieży te kluby otrzymały dotacje jako dyscyplina wiodąca.

- Ile procentowo w stosunku do swoich potrzeb gorzowskie kluby otrzymują środków na szkolenie dzieci i młodzieży?

- Różnie, są kluby dla których nasza pomoc stanowi ponad 80 procent całego budżetu. Są oczywiście takie, gdzie ten poziom jest zdecydowanie niższy. Dzisiaj często słyszymy od działaczy klubowych narzekania na zbyt małe dotacje. W całym kraju słychać zresztą podobne reakcje. Można tę postawę określić jako roszczeniową. Zaobserwowałem bowiem, że niektórzy działacze nie przyjmują do wiadomości, że nic nie jest dane raz na zawsze. Jeżeli na przykład w jednym roku ktoś dostanie 100 tys. zł dotacji, to uważa, że rok później należy mu się przynajmniej 110 tys. zł. A jak dostanie 90 tys. zł to szuka na siłę teorii spiskowych. Efektem finalnym polowania na czarownice jest zrzucenie winy na dyrektora Wydziału Sportu, który na pewno niesprawiedliwie podzielił dotacje. Zaczynają się też apele do innych pokrzywdzonych do oprotestowania przyjętych podziałów środków. Niestety, nigdzie nie jest napisane, że ktoś musi dostać dotację. Corocznie wszyscy oferenci podchodzą do konkursu z czystymi kartami i każde rozstrzygnięcie jest możliwe. Pamiętajmy też, że ku zadowoleniu wielu klubów przyjęliśmy bardzo przejrzyste kryteria, na których opierają się teraz obliczenia wysokości dotacji. Odeszliśmy od uznaniowości czy faworyzowania kogokolwiek.

- Z jakich powodów są odrzucane niektóre wnioski na wybrane konkursy?

- Jest ich kilka. Najczęściej jest to brak zwykłej staranności przy wypełnianiu ofert lub wystarczających środków na daną kategorię konkursową. W tej najważniejszej, czyli na szkolenie dzieci i młodzieży praktycznie wszyscy otrzymują dotację. Jeżeli chodzi o popularną ,,alkoholówkę”, czyli zajęcia sportowe dla uczniów w ramach profilaktyki przeciwdziałania alkoholizmowi jest podobnie. Kłopot zaczyna się przy zadaniach o mniejszym poziomie dofinasowania. Weźmy choćby organizację imprez. Mamy tylko 100 tys. zł, a łączny koszt organizacji imprez wynikający ze złożonych przez około 30 podmiotów ofert był w tym roku siedmiokrotnie wyższy. Gdybyśmy w tej sytuacji  chcieli dać każdemu trochę, bo zdecydowana większość nie będzie w stanie zrealizować planowanej imprezy. Lepiej postawić na kilka. Przy wyborze zwracamy uwagę tylko na przedstawioną ofertę, nie oceniamy samej imprezy bo ona się jeszcze nie odbyła. Część wniosków jest również odrzucana, bo nie są dobrze przygotowane. Wynika to często z nieodpowiedniego przyłożenia się do napisania oferty przez ludzi, którzy tym się zajmują. Bywa, że tylko tytuł zadania jest prawidłowy a reszta jest na zasadzie ,,kopiuj-wklej’’ przepisana z innych ofert.

- Od wielu lat poziom finansowania gorzowskiego sportu jest stabilny, ale środowisko oczekuje na znaczący wzrost, skoro przychody budżetu miasta stale rosną. Jest na to szansa?

- Tort rzeczywiście corocznie jest podobnej wielkości, a chętnych do jego skonsumowania przybywa. Szczególnie w obszarze sportu kwalifikowanego, gdyż radni wykorzystując zapis w strategii rozpoczęli corocznie ustalać listę tzw. wiodących sportów. Obecnie jest to pakiet 11 dyscyplin, o cztery więcej niż w 2019 roku. A skoro jest więcej dyscyplin, a relatywnie mamy tyle samo środków, to komuś trzeba obniżyć, żeby dać tym nowym. Za takimi zmianami muszą w niedługiej przyszłości pójść zmiany wysokości budżetu na sport. Liczę, że uzyskanie dofinasowania wydatków na sport na poziomie 1,5% wielkości całego budżetu miasta byłaby dzisiaj dobrą opcją dla klubów.

- Środowisko samorządowców z miast żużlowych nie zgadza się na dalsze łożenie dużych pieniedzy na stałe poprawianie infrastruktury stadionowej bez wcześniejszych konsultacji. Pan miał okazję być na kilku takich spotkaniach w imieniu prezydenta Jacka Wójcickiego. Wśród samorządowców widać determinację w tych działaniach?

- Tak. W imieniu prezydenta miasta miałem przyjemność wziąć udział w dwóch takich spotkaniach. Prezydenci miast żużlowych zdają sobie sprawę z faktu uczestnictwa klubów w rozgrywkach ligi zawodowej. Samorządowcy nie chcą, żeby bez konsultacji z nimi organizator rozgrywek narzucał uczestnikom rozgrywek inwestycje na stadionach żużlowych. Kluby nie są właścicielami tych obiektów, więc nie one ponoszą te koszty. Owszem, prezydenci mają świadomość, że trzeba systematycznie podnosić standardy na obiektach sportowych, ale trzeba to omówić i ewentualnie podzielić się kosztami napraw, remontów czy wyposażenia. Każdy z gospodarzy miast umie liczyć i w sytuacji, kiedy wszędzie budżety mają określone problemy nie mogą być zaskakiwani jakimiś ekstra wydatkami na oświetlenie czy system liniowego odwonienia. Jeżeli taka inwestycja jest niezbędna, to miasta wyrażą zgodę, ale niech podmioty organizujące imprezy i w nich uczestniczące dołożą się do tego wydatku. Skoro telewizja dobrze płaci, to niech część środków zostanie skierowana na potrzeby infrastrukturalne.

- Dziękuję za rozmowę