W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Jaromira, Augustyna, Ingi , 28 maja 2020

Gorzów jest kolejowym Dzikim Zachodem

2020-03-25

Z Robertem Trebowiczem, ekonomistą, publicystą i pasjonatem kolei, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_27269.jpg Fot. Archiwum Roberta Trebowicza   

- Panie Robercie, kiedy pan ostatnio jechał koleją?

- W lutym, do Kołobrzegu. Dwie przesiadki, ponad siedem godzin podróży w jedną stronę, to najlepszy przykład na to, że z Gorzowa trudno podróżuje się koleją.

- Nie bez kozery pytanie było, ponieważ znam wielu ludzi, którzy się o kolejach wypowiadają, ale bez znajomości kolei. Skąd u pana wzięła się fascynacja kolejami?

- Po części to kontynuacja pasji rodzinnych. Mój ojciec na pewnym etapie swego życia był maszynistą. Idąc jego śladami, wybrałem szkołę średnią o profilu kolejowym. Moim marzeniem zawsze było zostaćdyżurnym ruchu. Magia czerwonej czapki i letnich wieczorów w nastawni dysponującej, to było to… Ale życie potoczyło się trochę inaczej.

- Ale cały czas zajmuje się pan koleją.

- Hobbystycznie, bo nie zawsze czas mi pozwala na inny sposób. Jednak koleje to największa z moich pasji.

- Obserwuje pan, jak wygląda derwozwój kolei w Polsce, bo tak ten proces trzeba nazwać.

-Myślę, że najgorszy okres mamy już za sobą. Ten największy „derozwój” nastąpił po 1990 roku. Czyli dokładnie po okresie transformacji ustrojowej. To wówczas Polskie Koleje Państwowe straciły impet rozwoju. Rozpoczął się wówczas powolny proces dzielenia się PKP na liczne półki, a także brak konkretnej wizji rozwoju. Obecnie można zauważyć odwracanie tego procesu. Wystarczy spojrzeć na inwestycje kolejowe. Są często dyskusyjne, może nie do końca spełniają oczekiwania podróżnych, ale jednak następują. Pozytywne zmiany widać też w modernizacji taboru pasażerskiego – w tzw. „kolejach marszałkowskich” czyli Polregio, ale inowe zakupy w spółce PKP Intercity.

- Jak pan ocenia stopień skomunikowania poprzez kolej Gorzowa z resztą świata?

- Niestety, Gorzów dalej jest tak zwanym kolejowym Dzikim Zachodem. Podjęto działania zmierzającedo poprawy tego stanu, ale moim zdaniem to cały czas poniżej oczekiwań mieszkańców. Przede wszystkim brakuje nam połączeń z południem kraju. Proszę też spojrzeć na połączenia z Warszawą. Mimo iż nastąpiła zauważalna poprawa na tym kierunku, to liczba połączeń jest niska. Nadal brakuje nam połączeń z Krakowem i Śląskiem. In plus można zauważyć, że przybywa połączeń regionalnych, czyli tych w gestii Urzędu Marszałkowskiego. Aczkolwiek myślę, że liczba połączeń z Poznaniem nadal jest niewystarczająca. Podobnie jest z liczbą połączeń z Berlinem, czyli największą aglomeracją położoną w pobliżu Gorzowa.

- Ostatnio pojawił się pomysł, aby reaktywować te zapomniane od lat linie kolejowe. Mam na myśli połączenie – Gorzów – Skwierzyna – Międzychód – Poznań czy też Międzychód – Miedzyrzecz – Rzepin. Jak pan myśli, ma to sens?

-Świetna sprawa, ale we współczesnym świecie decyduje czynnik ekonomiczny. Takie połączenia są nierentowne. Myślę, że ich przywrócenie wymagałoby ogromnych nakładów. A jeśli mamy ograniczony budżet, to priorytetem powinno być podniesienie prędkości na głównych szlakach komunikacyjnych oraz sukcesywna wymiana taboru na nowocześniejszy. Myślę, że na tak zwane „linie uzupełniające” przyjdzie czas. I powtórzę, fajna sprawa, świetne pomysły z punktu widzenia entuzjastów, ale niestety, obciążone wątpliwościami z punktu widzenia ekonomii.

- Mieszkańcy miejscowości rozciągniętych na tych liniach deklarują, że będą nimi jeździć, jeśli zostaną one zmodernizowane, ponieważ drogi się zapychają.

- Zdaję sobie sprawę z tego, że temat wart jest, by się nad nim pochylić. Pytanie tylko, ile w ramach ograniczonego budżetu jesteśmy w stanie przeznaczyć na te inwestycje. Powinniśmy wyjść naprzeciw oczekiwaniom lokalnych społeczności, które też mają prawo dobrych połączeń. Myślę jednak, że w pierwszej kolejnościśrodki należy przeznaczyć na inwestycje priorytetowe, a następnie zająć się liniami o niższym priorytecie.

- W takim razie, co dla Gorzowa z punktu widzenia kolei jest priorytetem?

Kluczową kwestią jest zwiększenie liczby połączeń z Poznaniem, Berlinem, Warszawą, Śląskiem. Pośrednio jest z tym związana elektryfikacja. Jednakże przy obecnych kierunkach rozwoju technologii w dziedzinie napędu pojazdów trakcyjnych (prowadzone są prace nad pojazdami dwutrakcyjnymi) elektryfikacja nie jest wymogiem koniecznym. Pomijając aspekt ekonomiczny, elektryfikacja jest jednakże rozwiązaniem oczekiwanym wizerunkowo, o którym gorzowianie od długiego czasu marzą. Ostatnio pojawiły się także plany budowy tzw. „gorzowskiej szprychy CPK”, czyli połączeń związanych z planowanym Centralnym Portem Komunikacyjnym w Baranowie. I tam jest plan połączenia z Gorzowa do Baranowa (i dalej do Warszawy) przez okolice Zbąszynia/Zbąszynka. Jednak moim zdaniem jest to temat na tyle odległy, że trudno na nim bazować. Dlatego na chwilę obecną priorytetem jest podniesienie prędkości na linii Gorzów – Krzyż i dalej w kierunku Poznania. I to jest najbardziej realne. W drugiej kolejności elektryfikacja. Jesteśmy obecnie bliżej spełnienia gorzowskiego marzenia o elektryfikacji, niż kiedykolwiek w przeszłości. Trzymam za to kciuki.

- Gorzów leży na tej bardzo ciekawej, historycznej linii kolejowej łączącej Berlin z Królewcem. Do przełomu demokratycznego istniały sobie na tej linii taki śliczne stacyjki. My w Gorzowie mamy właściwie tylko dworzec główny. A te wszystkie inne, jak Wieprzyce, Karnin, Chróścik – one wszystkie jakby umarły. Nie boli pana ten widok?

- Jako miłośnika kolei oczywiście, że tak. Ale proszę wziąć pod uwagę, że Gorzów nie jest wielką aglomeracją. Stacje te funkcjonowały w innych realiach. Z punktu widzenia historii i architektury, sąone piękne. I rzeczywiście ich szkoda, ale przestały pełnić swoją podstawową funkcję. Powinniśmy jednak zadbać o te budynki. Powinniśmy przywrócić im dawny blask.

- Może gdyby nie zwinięto infrastruktury kolejowej, to nadal byśmy z nich korzystali. Proszę zauważyć, że w tak zamożnych krajach, jak Niemcy, Holandia, czy jakby choć Czesi, mnóstwo ludzi korzysta z połączeń kolejowych. Większość codziennego ruchu do i z pracy, do i ze szkoły odbywa się właśnie koleją.

- Obecnie jest tak, że jak gorzowianie się gdzieś wybierają, to częściej korzystają z samochodów z konieczności. Od nas zwyczajnie brakuje połączeń dalekobieżnych. Dopóki to się nie zmieni, samochód będzie środkiem transportu pierwszego wyboru. Jeśli chodzi o sąsiadów, to faktycznie Czesi i Niemcy w miarę wcześnie postawili na lekkie pojazdy trakcyjne.  I to procentuje. W Polsce kolejom wyrządzono wiele złego w latach 90 tych XX wieku. Wówczas kolej wygaszano i dziś mamy tego skutki.

- A teraz inne pojazdy szynowe. Równie interesują pana tramwaje jak pociągi?

- Tramwajami w pewnym sensie też się interesuję, ale to kolej jest bliższa memu sercu ;)

- Ale skoro na tramwaje też pan patrzy, to chciałam zapytać, jak pan ocenia obecny układ linii tramwajowych w Gorzowie. Choć na chwilę obecną nie wiadomo tak naprawdę, kiedy one w końcu na szyny wyjadą.

- Kluczowe są koszty. Moim zdaniem obecny układ sieci tramwajowej nie za bardzo nadąża za zmianami w tkance miejskiej. Myślę, że najważniejsze byłoby połączenie tramwajami strefy ekonomicznej z sypialniami Gorzowa - os. Europejskim i Manhattanem. Ale zdaję sobie sprawę z faktu, że koszty takiej inwestycji byłby gigantyczne. Trzeba jednak pamiętać, że planując kilka lat temu rozwój sieci tramwajowej, miasto dysponowało ograniczonym budżetem. Dlatego też obecne rozwiązanie jest kompromisowym.

- Panie Robercie, jakie jest pana największe marzenie związane z pociągami?

- Byłaby towyprawa Bajkalsko-AmurskąMagistralą Kolejową, a na drugim miejscu podróż historycznymOrient Expressem.

- Zatem niech się stanie. Bardzo dziękuję za rozmowę.