W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny , 25 maja 2020

Sport powinien jednak głównie bawić

2020-04-01

Z Marcinem Molikiem, prezesem Agencji Pracy Prosupport w Gorzowie, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_27345.jpg

- Z ostatnich danych wynika, że bezrobocie w Gorzowie było praktycznie na higienicznym poziomie. Oczywiście nie wiemy, jak ułoży się sytuacja w najbliższych tygodniach i miesiącach ze względu na pandemię koronawirusa, ale czy możemy mówić o rynku pracownika, a nie pracodawcy?

- Zgadza się, ta tendencja istnieje od 3-4 lat. Pracodawca musi do tej pory oferować bardzo dogodne warunki pracy, w niektórych obszarach niemal astronomiczne, żeby zdobyć atrakcyjnego i wartościowego pracownika. Zobaczymy, jak to się wszystko ułoży w obliczu wspomnianej pandemii, mam nadzieję, że potrwa ona krótko, a pomoc publiczna będzie na tyle silna, że nie dojdzie do nadmiernego załamania gospodarki, bo to wiązać się będzie powrotem do rosnącego bezrobocia.

- Od pewnego czasu słyszymy, że w Gorzowie zaczynają pojawiać się firmy stawiające na innowacyjność. Czy nasz rynek jest kadrowo przygotowany na takich inwestorów?

- To jest pytanie raczej dla poszczególnych inwestorów, którzy mają własne oczekiwania co do jakości pracowników. My, jako agencja pracy, możemy jedynie zagwarantować, że jeśli dane firmy zderzają się z takim problemem i mają kłopot ze znalezieniem odpowiednich fachowców, to oczywiście zawsze jesteśmy w stanie im pomóc. Posiadamy bowiem odpowiednio wykwalifikowaną własną kadrę i w profesjonalny sposób służymy pomocą.

- Jakimi pracownikami są obcokrajowcy, którzy w ostatnim czasie masowo zasilili nasz rynek pracy?

- Kiedy polska gospodarka otworzyła się na wschodnią część rynku pracowniczego, przedsiębiorcy czerpali wiele korzyści z tego układu. Zresztą nie tylko oni, bo około dwóch milionów osób z samej Ukrainy znalazło u nas nowe możliwości pracy i rozwoju zawodowego. Wszystko ma jednak swój trend i znajdujemy się w okresie istotnych zmian. I nie mówię tego tylko przez pryzmat pandemii, ona może jedynie te zmiany przyśpieszyć. Rynek pracodawcy w tej chwili czuje się nasycony i jednocześnie zmęczony, jeśli mogę użyć tego stwierdzenia, coraz bardziej roszczeniową postawą pracowników ze wschodu. Sytuacja  polityczna na Ukrainie również uległa zmianie i dała nadzieję na  lepsze jutro tamtejszemu społeczeństwu. Uważam jednak, że to ostatnie lata to był dobry czas dla przedsiębiorców mogących korzystać z pomocy pracowników głównie z Ukrainy. Wsparli oni wiele trudnych  branż, do których niechętnie zgłaszali się polscy pracownicy. Wnieśli też sporo wartości dodanej i o tym także warto mówić.

- Z jakich nowych kierunków należy spodziewać się dopływu kolejnych pracowników w najbliższych latach, o ile będą takie potrzeby rynkowe?

- Nie należy się spodziewać, bo to już się dzieje i potrzeby rynkowe będą zawsze. Najwyżej w trudniejszych czasach będą one niższe. Coraz szerzej drzwi w Polsce są otwierane dla  pracowników z Dalekiego Wschodu, jak Indonezja i Filipiny. My również pod koniec 2019 roku podjęliśmy  współpracę z azjatyckimi krajami. Dziś posiadamy  tam  oddział  naszej firmy i czynnie rekrutujemy osoby do pracy zgodnie z zapotrzebowaniem naszych klientów.

- Czy obcokrajowcy szybko aklimatyzują się w Polsce i z jakimi kwalifikacjami zawodowymi najczęściej do nas trafiają pracownicy z innych krajów?

- Pracownicy z Ukrainy  czują się u nas jak w domu. Poza tym to już całkiem spora społeczność więc nie mają poczucia wyobcowania. Pracownikom z Indonezji przystosowanie  się do naszych warunków życia zajmuje trochę więcej czasu, ale ze względu na ich mentalność, radość życia i pokorę nie spotkaliśmy się z żadnymi trudnościami. Co do kwalifikacji zawodowych, do Polski przyjeżdża  dużo osób z wyższym wykształceniem. Często ze względu na problemy komunikacyjne, zazwyczaj zaczynają oni pracę od najniższego szczebla, ale są to ludzie ambitni, szybko się uczą i to daje im szansę na awanse. Wszystko znajduje się w ich rękach, czują tą motywację do nauki szczególnie języka polskiego.

- Gdzie i w jaki sposób najczęściej odbywa się rekrutacja pracowników zagranicznych?

- Mamy dwa sposoby rekrutacji. Posiadamy oddziały naszej firmy bezpośredni z miejsca, z którego jedzie do nas pracownik.   Na tą okoliczność mamy własne  Oddziały naszej firmy  nie tylko na terenie Azji, jak wspomniałem, ale i Ukrainy oraz Gruzji. I tam odbywa się rekrutacja pod konkretne potrzeby. Wybrani pracownicy przyjeżdżają do Polski już bezpośrednio do pracy. Drugi  sposób to rekrutacja  w naszym kraju, dedykowana  dla osób, które są na miejscu i z różnych względów chciałyby zmienić pracę. Takim pracownikom również pomagamy.

- Co jest najważniejsze przy wyborze przez daną firmę pracownika zagranicznego?

- Firmy współpracujące z nami raczej tym się nie zajmują, to jest nasza rola, żeby wybrać im jak najlepszego pracownika. Dlatego dany pracodawca przedstawia nam konkretne wymagania wobec kandydata i wskazuje, na jakie stanowisko chce go zatrudnić. Resztą już zajmujemy się my.

- Pańska firma w krótkim czasie zaistniała w mieście jako ważny mecenas sportu, bo i wspiera pan mocno piłkarski Stilon, i żużlową Stal. Skąd to zainteresowanie?

- Jest to połączenie przyjemnego z  pożytecznym. Kocham sport, jestem przede wszystkim wiernym kibicem  światowej piłki nożnej, sam zresztą lubię spędzać czas aktywnie. Sport i aktywność dla mnie to przede wszystkim utrzymanie równowagi w pędzącym świecie. Jeśli da się połączyć to jeszcze z biznesem, to tylko cieszyć się, że można realizować taką współpracę na tych dwóch płaszczyznach.

- Już przed rokiem udowodnił Pan, że można połączyć ogień z wodą i pańska firma stała się sponsorem tytularnym piłkarzy Stilonu oraz żużlowców Stali, pod marką truly.work. Wiadomo od lat, że część kibiców obu klubów nie przepada za sobą. Pańskie działanie wpłynęło pozytywnie na zwiększenie wspólnego szacunku kibiców do obu klubów?

- Podobno przeciwieństwa się przyciągają. Mam trochę inne zdanie. W mojej ocenie, żeby ,,chemia’’ zadziałała potrzebny jest jednak ten sam sposób myślenia, te same pasje. Sport  powinien być wystarczającym argumentem dla kibiców, by zrozumieli moje intencje i wkład sponsorski  w gorzowskie kluby. Czynię to również w interesie budowy silnego ośrodka, bo Gorzów na to zasługuje.

- A jak ważna jest promocja firmy przez sport?

- Zależy co konkretnie chce się uzyskać poprzez sponsoring. To jest sprawa indywidualna i każda firma widzi inne korzyści.  Niektórzy stawiają na sponsoring, w ramach budowy marketingu wizerunkowego. Inni liczą na efekt końcowy w postaci biznesu B2B, czyli konkretnej współpracy pomiędzy podmiotami gospodarczymi.

- Pojawiła się informacja, że względu na problemy gospodarcze wywołane pandemią wstrzymał pan współpracę z gorzowską Stalą, w której od zeszłego roku pańska firma jest sponsorem tytularnym. Czy oznacza to wycofanie się ze sponsoringu?

- Sytuacja, jak wszyscy widzą, jest bardzo dynamiczna. Każdy dzień przynosi coraz więcej różnych informacji, w tym sporo niepokojących. Z drugiej strony w każdej chwili może się zdarzyć, że usłyszymy pozytywnie wiadomości. Wspieramy gorzowski sport jak tylko możemy, ale nie potrafię dzisiaj jednoznacznie zadeklarować, co będzie dalej? W najbliższym czasie. Na razie możemy czekać na poprawę sytuacji, ja muszę skupić się na ratowaniu miejsc pracy we własnej firmie. Mogę zapewnić, że jak wszystko powróci do normy na pewno nie zostawimy Stali w potrzebie.  Ważne będzie również to, jakie straty poniesie gospodarka, bo o to tak naprawdę wszystko się rozbija. Oby jak najniższe.

- Trudno w tej chwili przewidzieć, kiedy sportowcy powrócą na areny. Ale kiedy to już się stanie, to jako kibic sponsorowanych przez siebie drużyn na jakie wyniki liczy pan w tym roku?

- Na dzień dzisiejszy wiemy, że… nie wiemy, kiedy stadiony znowu ożyją. Może za kilka tygodni, miesięcy, a może dopiero w przyszłym roku. To jest czas nieokreślony. Dlatego dzisiaj życzę nam wszystkim przede wszystkim zdrowia. Jestem natomiast przekonany, że po tej ciężkiej  historii z koronawirusem, którą teraz przechodzimy przyjdzie kiedyś czas, że będziemy czerpać radość z widowisk sportowych jako kibice bez względu na wyniki. W życiu, jak widać, są ważniejsze sprawy, a sport powinien głównie bawić.

- Dziękuję za rozmowę.