W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny , 25 maja 2020

Zawód artysty powinien być jednak chroniony

2020-04-08

Z Marcinem Ciężkim, aktorem, performerem i animatorem sztuki, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_27388.jpg Fot. Archiwum Marcina Ciężkiego  

- Marcin Ciężki, aktor, artysta niezależny, performer… Jednym słowem jeden z najbardziej zajętych ludzi w mieście. Marcin, jak tam twój kalendarz?

- W tym momencie mój kalendarz jest pusty. Z tego, co się w ostatnim czasie dowiedziałem, to nawet imprezy artystyczne na wrzesień są odwoływane, także te, w których miałem brać udział. Kalendarz jest wyzerowany. Nie mam żadnych propozycji współpracy z ośrodkami kultury, z żadnymi instytucjami kultury. A jak dodać do tego, że odpadły mi festiwale teatralne w Pradze, na Słowacji, to robi się faktycznie przykro. No i ostatnia zła informacja jest taka, że chyba Winobranie w Zielonej Górze też się nie odbędzie.

- Kilka dni temu rozmawialiśmy i wówczas mówiłeś, że imprezy są owszem odwoływane, ale do końca czerwca. Co się stało w tak krótkim czasie?

- Myślę, że to zagrożenie, które do nas przyszło i którym jest koronawirus, sprawia to, że ludzie panikują, boją się organizowania wszelkiego rodzaju działań artystycznych. I wedle mnie to jedyny powód tego, że się rezygnuje z organizacji imprez, bo innego nie znajduję.

- To co robi taki człowiek jak ty, do niedawna ciężko zapracowany, a obecnie zatrzymany?

- Próbuję się znaleźć w tej rzeczywistości. Co prawda, jest mi bardzo trudno. Około 15 festiwali, w których miałem wziąć udział, zostało odwołanych. A miałem grać ja, mój teatr, miałem poprowadzić warsztaty teatralne. I tak naprawdę próbuję improwizować. Ale zupełni mi to teraz nie wychodzi. Wszędzie, gdzie składam zgłoszenia lub propozycje współpracy, słyszę – nie teraz, nie w tym momencie, proszę odezwać się do nas w innym czasie. A kiedy ten inny termin? Oni sami nie wiedzą. Jest jeden wielki chaos. I nic z niczego nie wynika.

- To jak wygląda teraz twój dzień?

- Przede wszystkim bardzo dużo czytam. Choć kiedy nie byłem zamknięty, jak teraz, to czytanie przychodziło mi znacznie przyjemniej. Kiedyś było tego dużo, a teraz dwie godziny lektury i się męczę. Nie bardzo jestem w stanie się skupić. Ale mimo wszystko przygotowuje się do przyszłego sezonu, bo nie zakładam inaczej. Mam nadzieję, że już od września rzeczywistość wróci w swoje koleiny. Mam nadzieję, że znów będzie normalnie. Mam nadzieję, że uda się pokazać trzy nowe premiery, jakie były przygotowane na marzec. To była propozycja na Międzynarodowy Dzień Teatru, ale oczywiście nic się nie odbyło. Podobnie z warsztatami teatralnymi, które prowadziłem w Sulęcinie, a które mam nadzieję dokończyć. A te grupy przygotowały także dwa spektakle. No i teraz właśnie próbuję zrobić dobrą ofertę artystyczną. Ten czas idzie właśnie na to.

- Nad czym pracujesz?

- Nad „Mistrzem i Małgorzatą” Michaiła Bułhakowa. A dokładnie nad monodramem i to widzianym z pozycji Kota Behemota. Będę próbował zrobić spektakl Exit, który chcę pokazać na kilku festiwalach oraz w Gorzowie. Ale praktycznie stoję w miejscy, ponieważ te wszystkie produkty, które miały funkcjonować w tym sezonie, muszą zostać przełożone na następny. No i pozostaje mi też zbieranie informacji o festiwalach oraz innych wydarzeniach artystycznych planowanych na następny sezon – w Polsce, ale i zagranicą.

- Marcin ty od lat jesteś samozatrudniony, pracujesz na umowy zlecenia, to z czego ty teraz żyjesz, kiedy wszystko się urwało?

- W tym momencie z niczego nie żyję. W lutym podpisałem ostatnią umowę zlecenia na marzec. Od 7 marca nie funkcjonują już domy kultury, nie funkcjonują ośrodki kultury, właściwie stoi cała kultura. I od tego momentu nie mam zatrudnienia. Praktycznie żyję z dnia na dzień. Wiem, że żadne dofinansowanie, żadne pożyczki typu 5 tys. zł mnie się nie należą. No i skończyło się moje ubezpieczenie. Tak więc nie mam ubezpieczenia, nie mam pracy, jestem w czarnym punkcie, bo to tak trzeba nazwać.

- A nie masz czasem wrażenia, że zawód aktora powinien być chroniony?

- Ależ oczywiście. Wszystkie zawody związane z kulturą, czyli aktorzy, malarze, muzycy, tancerze czy jeszcze inne – one wszystkie powinny być w jakiś konkretny sposób chronione.

- Czy twoim zdaniem dużo ludzi jest w takiej sytuacji, jak ty?

- Ależ oczywiście. Rozmawiałem z wieloma ludźmi, którzy zajmują się takim teatrem jak ja, sztuką ulicy, festiwalami i oni są w niemal takiej samej sytuacji, jak ja. Teraz to wygląda tak, że wymieniamy się numerami i idą teksty – daj znać, gdyby coś… Ale z każdej strony otrzymuję informacje, że jest problem, jest duży problem. I wszyscy zastanawiamy się, co dalej.

- No właśnie. Masz pomysł na co dalej?

- Będę próbował robić coś online, ale na dziś już widać, że sieć jest pełna różnych rzeczy. Bo są czytania dla najmłodszych, czytanie wielkich epopei przez znane bardzo twarze. I raczej nie bardzo widzę, jak ja tu mógłbym zaistnieć. Sieć jest zapełniona wszelakimi propozycjami artystycznymi.

- OK. Ale rachunki trzeba płacić, chleb, choćby bez masła, trzeba jeść.

- No właśnie. I tu się zaczyna tajemnica. Dobrze, że mam odłożonych troszkę jakichś pieniędzy, na tak zwaną czarna godzinę. Ale ta kasa się w tym momencie kończy. Czarna godzina nastała. No i nie wiem… Pomoc społeczna, pośredniak, zwyczajnie nie wiem. Trudno liczyć na pomoc przyjaciół, bo przecież każdy jest w takiej samej sytuacji… No jesteśmy w ciemnym punkcie i przy ścianie. A to się będzie przeciągało dalej – marzec, jestem w plecy, kwiecień – to samo, maj – to samo, czerwiec też.

- Załóżmy, że to się w jakiejś określonej przyszłości skończy. Myślisz, że kultura się szybko pozbiera?

- Nie. Wcale tak nie myślę. Nie będzie to wcale proste. Wydaje mnie się, że wybudowanie znów wieży z wszelkiego rodzaju działalności artystycznej będzie trwało. Wszystko jest zniszczone, rozwalone. A jak kwarantanna się skończy, to trudno przewidzieć, co się wydarzy. Każdy artysta będzie próbował wbić się znów na rynek. I to też może spowodować wielki chaos. Bo nikt nie wie, co i jak się będzie działo nawet w niedalekiej przyszłości.

- Myślałeś kiedyś, że dożyjemy takiego czasu?

- Nie, nigdy mi takie myśli do głowy nie przychodziły. Wiesz, spodziewałabym się różnych rzeczy, dziwnych kolei losowych, bo wiadomo, że czasami z różnych przyczyn spektakle się odwołuje. A to aktor zachoruje, a to coś innego się wydarzy. Ale nigdy przez myśli mi nie przeszło, że coś takiego może się wydarzyć. No i nigdy nie przypuszczałem, że całkiem na serio będę myślał o zmianie branży, że może zamiast grać, będę sadził drzewa.

- Jakoś sobie ciebie nie wyobrażam, że sadzisz drzewa w lesie.

- Ja też nie, ale jak przyjdzie konieczność, to przecież za coś trzeba żyć i ten chleb oraz masło kupić.

- Co w takiej sytuacji można tobie życzyć?

- Przede wszystkim wiary w to, że to wszystko się skończy i będzie miało jakiś pozytywny finał. Ale też nadziei, że widzowie do nas wrócą, że spektakle będą miały dalej odbiór sceniczny. Bo dla mnie teatr w sieci to nie jest teatr. Dla mnie przekaz sceniczny typu twarzą w twarz jest najważniejszy. Nie ma teatru bez aktora i widza na żywo. I tego nam trzeba życzyć.

- A więc ci tego życzę. I bardzo dziękuję za rozmowę w ten nota bene ciężki czas.