W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Emila, Karoliny, Kary , 5 sierpnia 2020

Teraz ludzie powyciągali z piwnic rowery

2020-05-20

Z Tomaszem Rafalskim, radnym klubu Prawa i Sprawiedliwości w Gorzowie, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_27662.jpg

- Co miasto może jeszcze zrobić, poza tym co już uczyniło, dla ratowania miejsc pracy?

- Nie wycofywać się z przyjętych planów inwestycyjnych na obecny rok. Nawet, jak trzeba będzie sięgnąć po dodatkowy kredyt.

- Prezydent wspomniał jednak, że dochody budżetowe będą niższe i trzeba będzie zrezygnować z niektórych prac.

- Najprostszym rozwiązaniem byłoby położyć się i załamywać ręce. Nie w tym rzecz. Zamiast dyskutować, z jakich inwestycji zrezygnować trzeba zacisnąć pięści i czynić wszystko, żeby poprzez miejskie inwestycje pobudzić gospodarkę. Jak to premier Mateusz Morawiecki powiedział, dzisiaj nie jest czas na oszczędzanie. Pamiętajmy ponadto, że odkładając dzisiaj jakieś inwestycje możemy już do nich nie powrócić, bo nie wiadomo, czy będzie nas na nie stać w przyszłości.

- Kiedy spojrzymy na miasto, to trzeba przyznać, że inwestycje są prowadzone w szerokim zakresie. Właśnie ruszył remont ulic Chrobrego, Mieszka I-go i Spichrzowej. Jak pan uważa, czy w dobie kryzysu gospodarczego łatwiej będzie o tańszych, ale nadal dobrych wykonawców?

- Spodziewam się tego, bo nie wszystkie samorządy utrzymają wysokie tempo prowadzenia inwestycji. Było to możliwe w czasach stabilizacji. Teraz kondycja finansowa samorządów będzie różna, nie wszystkie będą mogły posiłkować się kolejnymi kredytami i zrezygnują z części zaplanowanych prac budowlanych. Wiadomo, im mniej będzie zamówień, tym ceny powinny być nieco niższe. Nie wiadomo, jak długo to wszystko potrwa, dlatego warto starać się wykorzystać obecny czas i ogłosić jak najwięcej przetargów na inwestycje zaplanowane na ten rok.

- Czyli dobrze się stało, że ogłoszono przetarg na budowę stadionu lekkoatletycznego, ale ciągle jest przekładany przetarg na budowę hali sportowej. Nie martwi to pana, bo w kuluarach słychać pomysły, żeby zrezygnować z tej inwestycji?

- Nie chciałbym ustosunkowywać się do plotek, bo nie znam ich powagi. Owszem, docierają do mnie opinie, że prezydent Jacek Wójcicki nie jest specjalnie zainteresowany budową hali, bo nie jest też specjalnie zainteresowany rozwojem gorzowskiego sportu. Nie chcę jednak tego oceniać, ponieważ nie musi on być wielki entuzjastą sportu, ale powinien wiedzieć, że Gorzów jest miastem sportu. I to od zawsze, zarówno w sferze dziecięcej i młodzieżowej, jak i w wydaniu zawodowym. Hala jest potrzebna dla dalszego rozwoju miasta w obszarze sportu. Tak jak filharmonia ma napędzać gorzowską kulturę, tak hala ma napędzać gorzowski sport. To nie jest jakiś tam kolejny obiekt. Hala leży w charakterze miasta. Pamiętajmy też o dofinansowaniu do jej budowy, które czeka w Ministerstwie Sportu i Turystyki.

- Na katedralnej wieży pojawił się nowiutki hełm i iglica. Czy to zapowiedź końca remontu?

- Jeżeli spojrzymy z tego punktu widzenia, to być może jesteśmy już na ostatniej prostej. Nie mam jednak tak dokładnej wiedzy, żeby wypowiadać się w imieniu wykonawcy. Swoją drogą, nie chcę tutaj na nikogo narzekać, ale jakoś nie mamy szczęścia w Gorzowie do terminów. Trudno wskazać większą inwestycję, czy to miejską czy inną, którą odebrano zgodnie z wcześniej przyjętym planem. Dlatego poczekajmy ze świętowaniem. Najważniejsze, że katedra nam pięknieje i niedługo zapewne będziemy mogli ją zobaczyć po całkowitym remoncie.

- A szykuje się pan na pierwszy przejazd nowym tramwajem?

- Myślę, że każdy gorzowianin chciałby przetestować nowy tabor, nawet ci, którzy nie jeżdżą komunikacją miejską. Ja staram się poruszać obecnie po mieście pieszo lub rowerem i jeżeli tylko tramwaje zaczną normalnie kursować, to czasami będę korzystał z ich usługi. Będę też namawiał mieszkańców do jazdy nimi ze względów ekologicznych.

- Skoro wspomniał pan o rowerze, to czy powinniśmy jeszcze odważniej pójść w rozwój miejskich tras rowerowych?

- To nie jest takie proste, bo wyznaczyć na mapie kolejne trasy można, ale ich zbudowanie jest już często obłożone trudnościami choćby terenowymi. W niektórych miejscach można było kosztem pasów samochodowych wyznaczyć ścieżki rowerowe, ale nie zrobi się tego wszędzie. Przecież nie można nadmiernie zwędzać nitek samochodowych, bo po pierwsze szybciej będą tworzyć się korki, po drugie zwiększy się poziom zagrożenia dla rowerzystów.

- To co można zrobić?

- Budowanie całego systemu tras rowerowych jest procesem długotrwałym i on jest realizowany w Gorzowie w sposób systematyczny. Tu nie jest potrzebne gwałtowne przyśpieszenie, bo jedną ze składowych tego procesu jest walor edukacyjny. Trzeba powoli zachęcać mieszkańców do zmiany nawyków i przesiadania się na rowery. Inną sprawą jest, że Gorzów nie jest łatwym miastem dla rowerzystów przez liczne wzniesienia i równocześnie zjazdy. Ja lubię pojeździć po górkach, ale większość woli płaskie tereny i to też trzeba wziąć pod uwagę.

- A co z miejską wypożyczalnią rowerów? Powinna powstać?

- Nie wiem, czy w takim mieście jak Gorzów wypożyczalnia by się sprawdziła? Zauważyłem, że zainteresowanie jazdą rowerami wzrosło u nas samo z siebie, bo mnóstwo mieszkańców ma jednoślady i z nich korzysta. Niedawno zgłosiłem się do jednego z warsztatów, żeby zapisać się na zrobienie przeglądu i dostałem termin dopiero na połowę czerwca. Może pandemia spowodowała, że ludzie powyciągali z piwnic rowery i teraz oddają się nowej pasji. To dobrze.

- Dlaczego, pana zdaniem, niektóre osoby dewastują dopiero wyremontowane nowe elementy architektury miejskiej, a także śmiecą gdzie popadnie?

- Niestety, ale ostatnio wandalizm w mieście się nasilił. To fakt. Nie wiem co jest tego powodem? Może rosnąca frustracja związana z gwałtowną zmianą trybu życia, ale przecież pandemia nie jest niczyją winą. O przyczynach wandalizmu możemy tylko gdybać. Inaczej to wygląda w przypadku zaśmiecania miasta. Obawiam się, że może mieć to związek z kolejną już podwyżką cen wywozu odpadów, jak i ze spadkiem jakości usług oraz wzrostem remontów. Zmniejszyła się częstotliwość wywozów gabarytów, wynajem kontenerów jest drogi, bywa też, że mieszkańcy nie dostają worków do segregacji i co bardziej niecierpliwi pozbywają się śmieci na własną rękę. Przyznam, że niszczenie mienia czy wyrzucanie odpadów gdzie popadnie to rzecz skandaliczna. Użyte przeze mnie słowo jest najbardziej delikatne, jakie mogłem publicznie wypowiedzieć.

- Co więc zrobić z wandalami?

- Zawsze w takich chwilach pierwsze co przychodzi na myśl, to wysokość kar dla sprawców tych czynów. Należy stale zwiększać ich poziom, szczególnie pod kątem finansowym, bo to może najbardziej uderzyć w wandala. Ważne jest jednak ich wyłapywanie. Nie jest to proste, dlatego starajmy się dać jak najwięcej narzędzi naszej straży miejskiej. Może warto rozpatrzyć zwiększenie etatów i zatrudnienie dodatkowych funkcjonariuszy, którzy skupili by się na tych sprawach. To wymaga głębszej analizy. I warto także zachęcać do współpracy społeczeństwo, które jest uczulone na tego rodzaju akty wandalizmu, zaśmiecanie miasta. Zwróciłem uwagę, że są mieszkańcy szukający na własną rękę tych, którzy niszczą, potem informują odpowiednie organy. Jako społeczeństwo musimy zacząć stanowczo przeciwstawiać się grupce chuliganów. Powinniśmy też zwracać uwagę nawet tym, którzy wyrzucają papierki wprost na ulicę, uznając, że im tak wolno, choć obok stoją kosze. Wiem, że czasami tacy ludzie śmieją się nam w oczy, ale jak nie nauczymy ich kultury, to nikt nie nauczy, a oni będą czuć się bezkarni.

- Od lipca jest planowana podwyżka czynszów w lokalach komunalnych o ponad trzy złote za każdy metr kwadratowy. Czy w dobie kryzysu wszystkich będzie stać na wyższe opłaty?

- To jest sprawa wymagająca analizy i musi to zrobić Zakład Gospodarki Mieszkaniowej. Pandemię, a co za tym idzie, kłopoty gospodarcze mamy od dwóch miesięcy. Należy więc ocenić, jak wyglądają bieżące płatności w porównaniu do tego co było wcześniej. Być może należy wdrożyć uchwałę zgodnie z terminem i zacząć pobierać wyższe opłaty już od lipca. Wydaje mi się jednak, że może warto zawiesić wykonanie na razie tej uchwały. Chodzi o to, żeby przez podwyżki nie zwiększyć grupy osób niepłacących.

- A jak załatać dziurę w budżecie miasta, z powodu niższych podatków, przy brakach opłat za żłobki czy zmniejszoną sprzedaż biletów MZK?

- Pieniędzy trzeba szukać w wielu obszarach. W pierwszej kolejności należy wycofać się z wszystkich wydarzeń ,,miękkich’’, których organizacja nie jest konieczna. Z części takich imprez już prezydent zrezygnował, trzeba poszukać dalszych oszczędności. Bez igrzysk w tym roku czy nawet w następnym przetrzymamy, a wszystkie możliwe środki trzeba łożyć na inwestycje i gospodarkę, a także utrzymanie miejsc pracy. Choćby we wspomnianych żłobkach czy w MZK. Nie można też podnosić podatków, bo to nie czas na takie działania. Nie zazdroszczę prezydentowi, gdyż jest w okresie trudnych decyzji, również w niektórych obszarach kluczowych dla przyszłości miasta. Ponadto nie jest miłe rezygnować z czegoś, co już się obiecało mieszkańcom, ale myślę, że gorzowianie wiele takich działań ze zrozumieniem przyjmą do wiadomości.

- Czy oszczędzanie na opryskach przeciwko meszkom i komarom lub koszeniu traw to właściwy kierunek?

- W przypadku meszek i komarów może nie ma aż takiej potrzeby, żeby na siłę czynić opryski, skoro mamy coraz bardziej suchy klimat. Tutaj lepszy byłby głos ekspertów, bo nie są to aż tak duże środki, żeby oszczędzać za wszelką cenę.  Jednak te owady są uciążliwe i jeśli miałyby pojawić się w dużej liczbie, to należy przeprowadzić opryski. Podobnie jest z koszeniem traw. Jak jest ciepło to nawet jest wskazane, żeby kosić rzadziej. Pojawiła się ponadto  propozycja tworzenia kwietnych łąk i to jest dobry kierunek. Trzeba tylko je potem pielęgnować, nie wolno zostawiać na pastwę losu.

- Czy miasto powinno włączyć się do programu ,,Złap deszczówkę" i wspomagać finansowo tych mieszkańców, którzy wyrażą chęć zbierania wody deszczowej, przydatnej m.in. do pielęgnacji terenów zielonych?

- Program ten sprawdza się w wielu miastach, a że susza coraz mocniej daje się nam we znaki każdy pomysł pozwalający na zbieranie dodatkowej wody jest godny rozpatrzenia. Zwłaszcza, że eksperci mówią wprost, że wody w glebie jest bardzo mało. Musimy zacząć przyzwyczajać się, że ,,deszczówka’’ w niedalekiej przyszłości może być wykorzystywana jeszcze w większym zakresie niż tylko na utrzymanie terenów zielonych czy ogródków. Im szybciej zaczniemy uczyć się zbierania i wykorzystywania tej wody, tym łatwiej będzie w przyszłości.

- I na koniec, nie jest pan zaskoczony, że w Gorzowie i subregionie północnym województwa lubuskiego nie ma praktycznie chorych na COVID-19?

- To jest zastanawiające, aczkolwiek powinniśmy się z tego cieszyć, zachowując przy tym cały czas ostrożność. Jedni eksperci mówią nawet, że przechorowaliśmy koronawirusa na początku roku. W takim momencie zastanawiam się, dlaczego tylko my tutaj w Gorzowie i okolicach mieliśmy to przechorować? A inni? Przecież nie byliśmy i nie jesteśmy zamkniętych księstwem. Słyszę też, i z tym się zgadzam, że naszym ogromnym atutem są tereny zielone oraz niskie zaludnienie. W całym województwie lubuskim mieszka o 40 procent mniej ludzi niż tylko w Warszawie. Zwróćmy uwagę, że epicentra zakażeń występują w bardzo dużych skupiskach ludzkich, jak w Nowym Jorku, Madrycie czy Londynie. Nawet u nas na południu województwa jest dużo więcej przypadków niż na północy, co też ma związek z zaludnieniem.

- Dziękuję za rozmowę.

Fot. Archiwum prywatne T. Rafalskiego