W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Dory, Gerarda, Maryny , 24 września 2020

Jeszcze nie przechorowaliśmy koronawirusa

2020-05-27

Rozmowa z dr. nauk med. Tomaszem Ozorowskim, epidemiologiem, przewodniczącym zespołu ds. antybiotykoterapii w Wielospecjalistycznym Szpitalu Wojewódzkim w Gorzowie,  konsultantem wojewódzkim w dziedzinie mikrobiologii klinicznej dla województwa wielkopolskiego

medium_news_header_27704.jpg Fot. Archiwum prywatne dr Tomasza Ozorowskiego  

- Czy mieszkańcy województwa lubuskiego już przechorowali koronawirusa?

- W województwie lubuskim liczba chorych (stan na 26 maja – red.) to 111 osób. Prawdopodobnie rzeczywista liczba zakażeń może być kilkukrotnie większa. COVID-19 w naszym regionie mogło już przechorować około 400-500 osób. Mieszkańcy województwa lubuskiego, w ogromnej większości, jeszcze nie przechorowali koronawirusa. Problem jest zdecydowanie dopiero przed nami. Kiedy nastąpi szczyt zachorowań? Trudno na to pytanie odpowiedzieć. Kluczową jest odpowiedź na pytanie czy wirus jest zależny od pogody. Jeżeli nie jest - a dużo na to wskazuje - to im bardziej będziemy rozluźniać życie społeczne i gospodarcze, tym będziemy mieli więcej zachorowań. Jeśli zaś jest zależny od pogody, podobnie jak wirus grypy, wtedy szczyt zachorowań nastąpi w okresie jesienno-zimowym.

- Obserwujemy to, co się teraz dzieje na ulicach. Coraz więcej ludzi nie zachowuje zalecanego dystansu społecznego. Czy przyzwyczailiśmy się do koronawirusa?

- Musimy stopniowo poluzowywać gospodarkę, bo ograniczenia mają wpływ na gospodarkę i życie społeczne, ale musimy sobie zdawać sprawę z tego, że te działania mogą, i prawdopodobnie będą miały wpływ na wzrost liczby zachorowań. Niezależnie od metody, jaką wybrał dany kraj w walce z SARS-CoV-2 bilans w wielu krajach będzie zbliżony. Około 80% społeczeństwa powinno mieć styczność z wirusem i przechorować COVID-19.

- Na tle kraju województwo lubuskie jawi się jak biała plama, bo zachorowań u nas jest mało, najmniej. Z czego to może wynikać?

- Do tej pory większość zachorowań w Polsce miała charakter skupiskowy, dotyczyła zakładów opiekuńczo-leczniczych, domów pomocy społecznej czy kopalń. Jeśli region ma dużo tego typu placówek, to i zachorowań może być tam więcej. Poza tym, wciąż jest jeszcze wiele niewiadomych. Nie ma danych czy wirus jest zależny od pogody.  Nie wiemy czy i kiedy uda się opracować skuteczną szczepionkę przeciwko SARS-CoV-2 oraz kiedy uda się wyprodukować leki. Ten koronawirus jest wyjątkowo trudny do rozpracowania, dlatego póki co trzeba chronić tych, którzy są najbardziej narażeni na poważne konsekwencje zdrowotne.

- Jak ocenia Pan przygotowanie gorzowskiego szpitala do zapobiegania i walki z koronawirusem?

- Gorzowski szpital - na tle innych polskich szpitali – przyjął strategię do rozwiązywania problemu COVID-19 w sposób absolutnie unikalny. To przede wszystkim przygotowanie tego co jest najważniejsze, a więc szybkiej i wiarygodnej diagnostyki zakażeń spowodowanych przez SARs-CoV-2. Wiarygodna diagnostyka opiera się na badaniach genetycznych tzw. RT- PCR na materiale pobieranym z gardła i nosa. Szpital w Gorzowie dysponuje dwoma takimi aparatami diagnostycznymi. Jeden ma możliwość wykonywania 12 badań co 4 godz. Dzięki niemu możemy badać pacjentów przyjmowanych do szpitala na pobyty planowe. Drugie urządzenie jest przeznaczone do wykonywania badań pilnych przy podejrzeniu zakażenia, gdy pacjent jest przyjmowany do szpitala w trybie ostrym. Oczekiwanie na wynik takiego badania wynosi nie więcej niż 2 godz., co jest jednym z najkrótszych czasów w polskich szpitalach, bo w większości polskich lecznic na wyniki trzeba czekać od 24 do 72 godz. Dodam też, że celem naszych działań jest prowadzenie działań w sposób maksymalnie bezpieczny dla personelu i pacjentów, w tym również mieści się masowe badanie personelu medycznego.

- Był pan prezesem Stowarzyszenia Epidemiologii Szpitalnej. Jak pan ocenia zabezpieczenie naszych szpitali - nie tylko w czasie pandemii, ale na co dzień?

- Jako osoba zaangażowana w tworzenie systemu kontroli zakażeń szpitalnych jestem świadom, że polskie szpitale stanęły przez wyjątkowo trudnym zadaniem jakim jest zapewnienie bezpieczeństwa epidemiologicznego, teraz głównie związanego z epidemią SARS. Szpitale jeszcze przed epidemią borykały się z olbrzymimi problemami finansowymi i kadrowymi, teraz nasiliły się one jeszcze bardziej. Wielu pracowników szpitali, przede wszystkim pielęgniarki, musiały zająć się opieką nad dziećmi, które nie chodzą do szkoły.

- Można sprawdzić, czy mieliśmy kontakt z wirusem, a jeśli tak, to czy jesteśmy bezpieczni i drugi raz już  nie zachorujemy?

- W badaniach genetycznych (RT - PCR) na materiale pobranym z nosa i nosogardzieli otrzymamy wynik dodatni znaczy, że mamy aktywne zakażenie i stanowimy źródło zakażenia dla innych. Ujemny – że w momencie badania nie mamy wirusa. Drugi rodzaj badań, to badania serologiczne, w których na podstawie analizy próbki krwi wykrywamy obecność przeciwciał. Pozytywny wynik daje nam odpowiedź na pytanie czy mieliśmy kontakt z wirusem i czy na jakiś czas  jesteśmy na niego uodpornieni. Skuteczność testów serologicznych jest bardzo mała.

- Kiedy będziemy mogli wrócić do tzw. normalnego życia, pana zdaniem?

- Według mnie jedno jest pewne, do końca roku nie wrócimy do tych przyzwyczajeń, które były dla nas naturalne przed erą koronawirusa, choć rząd będzie znosił coraz więcej ograniczeń. Musimy nauczyć się żyć z koronawirusem. I pamiętać to, o czym wspominałem. Ogromna większość z nas (ok. 80%) zapewne przechoruje zakażenie i ogromna większość może nie być tego świadoma.

- Świat co jakiś czas przeżywa jakiś dramat z wirusami w tle, a może nawet w roli głównej. Była grypa hiszpańska, ospa, dżuma. Czy jesteśmy w stanie tym epidemiom przeciwdziałać, zapobiegać im?

- Wiele epidemii udaje się albo utrzymać pod kontrolą poprzez masowe szczepienia społeczeństwa lub zdusić w samym zarodku ich powstania. Chociażby wirus Ebola. Trzymamy go w ryzach w pewnych rejonach świata. Podobnie jest z wirusem grypy. Staramy się nad nim panować z całkiem dobrym skutkiem.

- Zostawmy wirusa SARS-CoV-2, pandemię jaką wywołał i jej skutki.Na skutek epidemii wiele osób poznało nową dla siebie specjalizację medyczną – mikrobiologię. Kim jest mikrobiolog?

- Mikrobiolog zajmuje się diagnostyką i terapią zakażeń. Duże szpitale, takie jak nasz w Gorzowie, mają bardzo duże laboratorium mikrobiologiczne, do którego spływają próbki pobrane od pacjentów. Zadaniem tego laboratorium jest identyfikacja bakterii czy wirusów, które wywołują zakażenia w naszym organizmie. Mikrobiolog stara się zidentyfikować ten drobnoustrój i w przypadku, jeśli to jest bakteria określić na jaki antybiotyki jest wrażliwa, aby lekarz mógł zastosować tzw. celowaną antybiotykoterapię. Innymi słowy - mikrobiolog wspomaga lekarzy w zakresie właściwego doboru antybiotyków.

- Czym się różnią wirusy od bakterii?

- To są zupełnie inne organizmy. Różnią się prawie wszystkim: wielkością, mechanizmami rozmnażania. Najważniejsza zauważalna różnica to ta, że w przypadku leczenia choroby wywołanej bakterią zazwyczaj skuteczny jest antybiotyk, w przypadku wirusa – nie.

- A co jest dla nas bardziej groźne? Wirus czy bakteria?

- Nie ma prostej odpowiedzi. W tej chwili najważniejsza jest walka z nowym koronawirusem. Do momentu jego pojawienia się w naszym życiu wydawało się, że najważniejsze są bakterie. Szczególnie te o skrajnej odporności na antybiotyki np. New Delhi czy Klebsiella Pneumoniae (pałeczka zapalenia płuc). Okazuje się, że życie może nas jeszcze wielokrotnie zaskoczyć…

- Jednak nie wszystkie bakterie są groźne. Są też te dobre.

- Tak, są też dobre bakterie. Nasz organizm jest zbudowany głównie z takich komórek - komórek bakteryjnych. 90 procent komórek „naszego” organizmu to są drobnoustroje bakteryjne, które zasiedlają głównie nasz przewód pokarmowy pomagając nam w pewnych działaniach metabolicznych, przyswajaniu pokarmów i chronią nas przed wnikaniem bakterii bardziej zjadliwych.

- Lekarze mikrobiolodzy i epidemiolodzy są grupą medyków, których zadaniem jest ochrona pacjentów przed zakażeniami.

- Każdy szpital powinien być przygotowany do ochrony pacjentów i personelu przed zakażeniami i powikłaniami infekcyjnymi wynikającymi z hospitalizacji. Te powikłania zdarzają się mniej więcej u 5% pacjentów. Najważniejsze działania, jakie podejmuje szpital przed zakażeniami to właściwa higiena rąk (przed i po kontakcie z chorym) i zasada „nic poniżej łokcia” czyli żadnej biżuterii, zegarków czy pomalowanych paznokci.

- Wróćmy na koniec do koronawirusa. Może więc powinniśmy się do niego przyzwyczaić?

- Sądzę, że zdecydowanie powinniśmy wszyscy się przyzwyczaić. Będzie nam łatwiej to zrobić, jeśli uzmysłowimy sobie to, że większość z nas przechoruje koronawirusa; co więcej, większość nie będzie miała objawów.  Szwedzi szacują, że tak może być nawet 90-95 proc. zakażeń. Ja jestem bardziej ostrożny i uważam, że takich „przypadków medycznych” może być około 80%. Przy takim założeniu i na podstawie niektórych symulacji, może się okazać, że bardzo niewielki odsetek osób, które zachorują, trafi do szpitala, a śmiertelność będzie ostatecznie dużo niższa niż to wynikało z pierwotnych szacunków.

Rozmawiała: Agnieszka Wiśniewska