W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Bogusława, Liwiusza, Tekli , 23 września 2020

Bez pszczół nie byłoby miodu i owoców

2020-06-03

Z Krzysztofem Łukasiewiczem, pszczelarzem i prezesem firmy 4Bee , rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_27778.jpg Fot. Archiwum Krzysztofa Łukasiewicza

- Jest pan pszczelarzem?

- Tak, pszczelarzem.

- Co to znaczy być pszczelarzem w dzisiejszych czasach?

- No właśnie. Zawód dość skomplikowany, ciekawy.

- Dlaczego skomplikowany?

- Może dlatego, że czasy są ciekawe. Mamy do czynienia z umieraniem pszczół. A to za sprawą chemizacji rolnictwa. Za sprawą też i tego, że świat się rozwija, idzie do przodu. I niekoniecznie dba o to, aby te owady, jakimi są pszczoły, przeżyły. A przecież pszczoły pełnią niezwykle ważną rolę w przyrodzie.

- Przez lata mieszkał pan i pracował w Gorzowie. Gdzie teraz można pana znaleźć?

- Mieszkam trochę pod Gorzowem, dokładnie w połowie drogi między Kostrzynem a Dębnem w Suchlicy. Ale rzeczywiście przez wiele lat pracowałem w Gorzowie.

- Mało tego, wymyślał pan wiele różnych imprez pszczelarskich.

- Tak, to prawda. Były Jarmarki Miodne, trochę różnych działań propagujących pszczelarstwo. Jestem od wielu lat współorganizatorem oraz autorem pytań Konkursu Pszczelarskiego pt. ”Pszczelarstwo w Polsce”.  I cały czas to robimy. To jest połączenie pasji, jaką jest pszczelarstwo, czegoś, co wpajał ojciec, wpajał dziadek z wykształceniem kierunkowym, jakie mam. Jestem magistrem inżynierem pszczelnictwa Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie

- Bycie pszczelarzem to chyba jednak taki trochę dziwny zawód. Bo pszczelarze są obecni w technice i kulturze od zawsze.

- Oczywiście. Zaczynamy bowiem od bartników. Pszczelarze to kontynuacja i następstwo. Bartnicy to byli ludzie, którzy dzięki specjalnym linom wchodzili na drzewa i tam obsługiwali barcie. Stąd ta nazwa. A jak barcie zeszły na poziom ziemi, doszły do tego ule – bardzo różne i z różnego materiału, to właśnie od tego momentu zaczęła się tak naprawdę praca z pszczołami i od tego momentu można mówić o pszczelarzeniu.

- Zawód, pasja czyli coś, co przechodzi z ojca na syna. W pana przypadku też tak było?

- U mnie tak było. Tak to teraz też jest. Przynajmniej w większości przypadków. Choć obecnie obserwuję na rynku ogromne zaciekawienie pszczelarstwem. I ja tak naprawdę zachęcam ludzi, którzy mają trochę miejsca oraz pasji w sobie do obcowania z przyrodą, żeby sami zakładali pasieki. To może być fajna pasja, ale też i ciekawa odskocznia od rzeczywistości, od codziennego dnia.

- Jak w takim razie wygląda środowisko pszczelarskie w Gorzowie i w okolicach?

- To jest bardzo duże grono ludzi, którzy się tym zajmują. Region zresztą jest takim ciekawym regionem pszczelarskim. Mamy bardzo dużo miejsc, w których kwitnie grochodrzew, inaczej zwany robinią akacjową, czyli jeszcze prościej akacją. I dzięki temu mamy najwięcej w Polsce miodu akacjowego. A mówiąc region, mam na myśli teren od Żagania, Żar poprzez Zieloną Górę, Krosno Odrzańskie, Cybinkę, Słubice, Kostrzyn, Gorzów i okolice, cała Dolina Odry, czyli zagłębie akacjowe. Inne regiony w Polsce tego nie mają. Mało tego, cała Dolina Odry, nie tylko po stronie polskiej jest zagłębiem akacjowym. Ciekawostką może być i to, że po stronie niemieckiej pszczelarze z Bawarii przyjeżdżają z własnymi ulami i ustawiają je w okolicach Frankfurtu nad Odrą właśnie po to, żeby zebrać miód akacjowy. To jest 800 km w jedną stronę!

- Zainteresowanie pszczelarstwem to zainteresowanie tym jako hobby, czy też jako ewentualnym zawodem?

- Pszczelarstwo jako zawód to jednak trochę ciężka i skomplikowana sprawa. To wymaga zagłębienia się w temat, wiedzy, oczytania w problemach. Potrzeba też trochę zainwestować w pasiekę. Maszyny do prowadzanie profesjonalnego pszczelarstwa niestety, sporo kosztują. Trzeba pamiętać, że jest to gałąź przemysłu spożywczego. Dlatego też obostrzenia są dość duże. Ale do prowadzenia takiej gospodarki amatorskiej to raczej zbyt wielkich nakładów nie trzeba. Można to obrazowo porównać do hodowli gołębi. W takim przypadku pszczelarstwo nie wypada najgorzej. A nawet, podsłuchując gołębiarzy, myślę, że pszczelarstwo jest jednak nieco tańszym hobby.  Moim zdaniem to jest hobby mega ciekawe, może trochę bardziej niebezpieczne, oczywiście w cudzysłowie to niebezpieczne, bo przecież pszczoła może użądlić. Ale stwierdzenie – chodź, posmakuj miodu z mojej pasieki  - wśród znajomych może sprawić coś, czego inni mogą zazdrościć.

- Chodź, posmakuj miodu z mojej pasieki, to jedno. A drugie, pszczelarstwo to cała gama produktów pochodnych…. Okazuje się, że to hobby może być dobre dla rodziny, dla przyjaciół, ale też może dostarczyć różnych rzeczy, za które normalnie trzeba płacić całkiem pokaźny pieniądz.

- Oczywiście. My na pszczelarstwo patrzymy głownie przez pryzmat miodu. I tak naprawdę trochę się z tym patrzeniem zatraciliśmy. Pszczelarstwo i pszczoły nie są nam potrzebne po to, aby produkowały miód i tylko miód. Przecież oprócz miodu otrzymujemy propolis, mleczko pszczele, wosk, jad pszczeli używany w medycynie, a dokładnie w reumatologii. To jest tylko pochodna tego, do czego pszczelarstwo zostało przez kogoś wymyślone.

- To jaka jest najważniejsza rola?

- Przede wszystkim pszczoły są niezbędne do zapylania roślin, zapylania kwiatów. Dzięki temu mamy owoce, ale i olej rzepakowy. Pszczoły mają ogromną rolę w przyrodzie. Dzięki nim mamy owoce, a w owocach witaminy i mikroelementy. Jakby nie było pszczół, to nie byłoby gruszek, jabłek, czereśni, truskawek. Jednym słowem, smutno by nam było w życiu.

- Od pewnego czasu widać w różnych miejscach poustawiane pasieki. Ot choćby przy stacji kolejowej w Santoku, na drodze kostrzyńskiej, nad Wartą i w wielu innych miejscach. Co jednak trzeba zrobić, żeby zostać pszczelarzem?

- Na początku trzeba się dowiedzieć różnych ważnych na temat pszczelarstwa informacji. Potem trzeba pojeździć na imprezy dla pszczelarzy, na których można się wielu ciekawych i praktycznych rzeczy dowiedzieć, nawiązać kontakty. My takie imprezy w trakcie roku dla pszczelarzy oraz przyszłych pszczelarzy organizujemy kilka razy do roku. Robimy także dni otwarte dla pszczelarzy, żeby mogli poznać nowinki w naszej branży. Robimy konferencje pszczelarskie w które włączają się Samorządy, na które zapraszamy uznanych naukowców. To wszystko pomaga w wejściu w ten świat. Na tych spotkaniach można poznać naukowców zajmujących się życiem pszczół, ich chorobami, ale też spotkać praktyków, pszczelarzy z wieloletnim doświadczeniem. I warto dodać, że do nas przyjeżdżają pszczelarze z Wielkopolski, z Pomorza Zachodniego, z Dolnego Śląska, z połowy Polski oraz z sąsiadujących z nami krajów, głównie Niemiec, co wydaje się dość oczywiste. Żyjemy w doskonałym regionie, tylko dodam, że mamy kontakty z pszczelarzami zawodowymi oraz tymi, którzy niekoniecznie prowadzą jakieś wielkie pasieki, ale za to mają wieloletnie doświadczenie w tym, co robią. To może być bardzo stymulujące dla tych wchodzących w zawód. To dość skomplikowany temat, z pozoru łatwy, ale im dalej w las, tym problemów więcej. Coraz więcej osób jest zainteresowanych profesjonalnym pszczelarstwem, największa pasieka którą obsługujemy to ponad 30 tys. rodzin pszczelich. Jest to pasieka zlokalizowana po stronie Niemieckiej, blisko naszej granicy.

- W literaturze, ale i innych źródłach spotyka się określenie – miód jest najzdrowszym jedzeniem na świecie. Nie psuje się, można go długo przechowywać, jest zdrowy. Takie źródło życia. Prawda to? Przecież to słodycz jest.

- Z tą słodyczą to teoretycznie tak. Ale się okazuje, że łyżeczka miodu ma mniej kalorii niż łyżeczka cukru. A w tej łyżeczce są jeszcze mikroelementy, enzymy, których w cukrze po prostu nie ma. Do tego też trzeba dołożyć witaminy. I jeśli jest to miód pozyskany przez pszczelarza w odpowiedni sposób, posiada odpowiednią ilość wody czyli 17-18 procent zawartości wody, a reszta to jest sucha masa z tą całą dobrocią. To jest ta część, o którą nam chodzi, ta, która niesie te wszystkie zdrowe i pożądane składniki. Ale co najważniejsze, miód jest przede wszystkim maksymalnie smaczny. I ta łyżeczka miodu dziennie, dobrego miodu – co podkreślam, nikomu nie zaszkodzi. I tylko powiem, że szczególnie wartościowy jest miód akacjowy, ten nasz, który polecany jest nawet diabetykom. Do tego dochodzi pyłek kwiatowy – źródło białka, mikroelementów i witamin, do tego pierzga pszczela, mleczko pszczele, jad pszczeli. A weźmy choćby wosk – znany z Andrzejek i świec. A mało kto wie, że to jest źródło lipidów i fajnych związków tłuszczowych, które są wykorzystywane przy produkcji kosmetyków. Do tego można dodać jeszcze konchy, czyli świece do uszu, które są coraz popularniejsze.

- To może uda się panu wytłumaczyć, skąd się biorą barbarzyńcy, którzy mordują pszczoły. Mam na myśli tych, którzy podpalają ule, gipsują wloty do nich, ostatecznie zwyczajnie trują,  niszczą. Skąd się to bierze?

- O chuligańskich wybrykach mówić nie będę. Bo to wszędzie się dzieje. A w innych przypadkach, może po części z zazdrości, po części może z niewiedzy, po części pewnie też z głupoty. Myślę, że problem jest skomplikowany. Z jednej strony wszyscy od przedszkola wiedzą, że rola pszczoły w przyrodzie jest nie do przecenienia. Nie będzie pszczoły, nie będzie nic. Więc dbać o nie należy, i już. Ale z drugiej strony – mam pszczelarza za płotem. I tu już sprawa się komplikuje. Przecież ja mam małe dzieci i co będzie, jak mi te pszczoły użądlą to dziecko? Myślę, że wszyscy lubią pszczoły, ale niekoniecznie ich sąsiedztwo. A okazuje się, że wszystko zależy od podejścia do tematu. Jeśli podejdziemy do kwestii fachowo, to pszczelarz może zadziałać na tyle, że pszczoły nie będą agresywne, jego praca będzie się odbywała w takich godzinach, w których z niczym to nie będzie kolidowało. Dzieci będą sobie bez problemów przebywały na dworze. A ja będę wiedział, że pszczoły sąsiada zapylają moje drzewka i krzewy owocowe, a dzięki temu będę miał owoce. To wszystko jest kwestią zdrowego rozsądku, dogadania się z sąsiadami, wyjaśnienia sobie pewnych rzeczy. I takie barbarzyństw, o jakim była mowa, z którym mamy niestety do czynienia, nie będzie następowało. Myślę, że taki ktoś powinien się 200 razy zastanowić, nim coś takiego uczyni. Zniszczenie jednej rodziny pszczelej to ogromna wyrwa i pustka w ekosystemie. Coś, czego nie da się tak szybko naprawić. Sezon pszczelarski to zaledwie cztery miesiące w roku. Przez następną część roku pszczelarz musi zadbać, aby pszczoły przeżyły do kolejnego sezonu. Dlatego warto pogadać z sąsiadem, usiąść przy grillu, wypić piwo z miodem, sprawę można na zawsze załatwić. Trzeba ze sobą rozmawiać.

- Dziękuję bardzo.