W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Estery, Kiry, Rudolfa , 7 lipca 2020

Gorzów ponowne odwraca się od rzeki

2020-06-17

Z Krzysztofem Karwatowiczem, sekretarzem gminy Santok i wieloletnim byłym pracownikiem Urzędu Miasta w Gorzowie, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_27854.jpg Fot. Archiwum prywatne Krzysztofa Karwatowicz

- Co tam słychać z powstającą mariną, czyli miejscem dla wodniaków w Santoku?

- Powstaje. Zostało nam troszeczkę pieniędzy, oszczędności z projektu unijnego, dlatego wyciskamy tę cytrynę do końca. Mamy zgodę na wykorzystanie tych oszczędności i zwyczajnie dokupujemy do mariny dodatkowe rzeczy. Mieliśmy pieniądze na basen portowy i na domki. Ale tak przeprowadziliśmy przetargi, że trochę zostało, więc wystarczyło na parking i komunikację wewnątrz. Teraz kończymy kupować wyposażenie. Projekt został troszeczkę przedłużony.

- Z jakich powodów?

- Jeden to ten, że mieliśmy oszczędności i mogliśmy je wykorzystać. Drugi jest taki, że Niemcy są zdecydowanie bardziej do tyłu z budową, a to jest projekt unijny, który zakłada partnerstwo po obu stronach. Dożyliśmy takich czasów, że Niemcy budują wolniej od nas (śmiech). Proszę sobie wyobrazić, że marina w Rüdersdorf – czyli u naszego partnera – jeszcze była łąką, podczas gdy mieliśmy już basen portowy. Co prawda, wody w nim jeszcze nie było, ale basen już był. No a trzecia rzecz, to obecna sytuacja epidemiczna, która też ma jakiś wpływ. Początkowo projekt miał się skończyć z końcem czerwca, ale strona niemiecka, która jest liderem i która występował do Banku Inwestycyjnego w Poczdamie o zgodę na przedłużenie, poprosiła o termin na koniec września. I dlatego my teraz bez pośpiechu, wiedząc, że mamy czas, robimy sobie te wszystkie zakupy, kończymy w szczegółach marinę. Ona jest tak bowiem pomyślana, aby służyć społeczności lokalnej.

- Co pan ma myśli?

- Przede wszystkim z tego typu infrastrukturą jest tak, że ona musi służyć turystom na szlaku wodnym, to powinien być tych urządzeń cały szlak, na całej długości danej rzeki. A z tym szlakiem jest jednak dość umiarkowanie. Dlatego też ta marina musi mieć klientów  stąd, którzy do niej tu przyjadą – stąd wypłyną i tu wrócą. A po drugie zależało nam, aby ona nie służyła tylko turystom z zewnątrz, ale była tez dla mieszkańców, społeczności lokalnej. Chcieliśmy dla tego projektu zyskać większą akceptację społeczności lokalnej. Dlatego też zaprojektowaliśmy wypożyczalnię sprzętu wodnego dla tutejszych mieszkańców. No i my właśnie teraz budujemy tę wypożyczalnię. Tak więc będzie tu miejsce dla kogoś, kto sobie przypłynie z Poznania Wielką Pętlą Wielkopolski, czy też z Berlina zechce do Poznania, ale miejsce będzie też dla kogoś z Santoka, Czechowa, Gorzowa czy Janczewa. Bo jeśli ktoś taki zechce tu przyjechać, skorzystać z możliwości popływania Notecią, Wartą czy też Polką-Pełcz, to będzie miał taką możliwość. My w marinie mamy cztery domki przeznaczone pod noclegi, a do tego dokupujemy namioty, takie jakie można spotkać na Euro Camp, a będą one przygotowane pod potrzeby Zielonych Szkół.

- Pomysł jest bardzo dobry. Pytanie tylko, czy wy widzicie ruch na rzekach? Bo ja szczerze mówiąc, raczej rzadko widzę coś, co płynie po rzece. Mam wrażenie, że polskie rzeki, w tym Warta umarły.

- Jeśli chodzi o transport rzeczny, to nie ma żadnego tematu. Transport umarł i dziś przywracanie go na rzekach jest, moim zdaniem, mało prawdopodobne, ale to inny temat. Natomiast jeśli chodzi o turystykę, to pewien ruch widzimy. Nawet lokalnie, bo nawet tu, w Santoku ludzie mają swoje łodzie. Po wtóre mamy telefony z Gorzowa, czy będzie tu możliwość przechowywania łodzi, czyli jednak jakiś ruch wokół tego jest. Na to się nakłada też doświadczenie z targów turystycznych w Poznaniu czy w Szczecinie, gdzie jednak widać zainteresowanie wodniactwem. No i co najważniejsze, mamy przecież odzew z Niemiec. I na pewno na początku na rynku brandenburskim, potem gdzieś szerzej będziemy się starali naszą marinę reklamować. I tu jest też dobry układ tego projektu polsko-niemieckiego.

- Na czym to polega?

- My będziemy informować o Rüdersdorfie pod Berlinem, który jest niemiernie ciekawą miejscowością na obrzeżach Berlina. Możemy reklamować ich wycieczki geologiczne, a oni mogą na zasadzie wzajemności promować nasze grodzisko, czy Santok jako taki. Zresztą to już się z wolna dzieje. Ale oczywiście trzeba do tego podejść trochę inaczej, niż to się dzieje u nas.

- Czyli?

- U nas często myli się pojęcia. Bo jak gdzieś jest ładnie, to nie znaczy, że jest to produkt turystyczny. Jak gdzieś jest rzeka, ładny las czy nawet zabytek, a nie ma parkingu, restauracji, miejsca noclegowego, to wówczas jest to tylko atrakcja potencjalna a nie realna. A ściągniecie turysty tylko po to, aby on nie miał co ze sobą zrobić, jest działaniem często przeciwnym do zmierzonego celu. Nigdy więcej taka osoba w takie miejsce nie przyjedzie. Dlatego też my liczymy, że skoro wybudowaliśmy marinę, to ktoś otworzy tu jakąś gastronomię. Tym bardziej, że ma ona być nie tylko atrakcją samą w sobie, ale ma to być taki element pewnej całości. Bo jest marina z bazą, bo tej bazy brakowało, obok Muzeum Grodu Santok, które właśnie przechodzi modernizację i nie będzie takim kapciowym, zapyziałym muzeum, ale nową placówką, a po drugiej stronie Warty mamy przecież grodzisko oraz piękny rezerwat przyrody. Chcemy bowiem, aby to były przygotowane produkty turystyczne dla tego kogoś, kto do Santoka trafi – samochodem czy też przypłynie rzekami. Już myślimy o tym, żeby pracownicy muzeum, ale i wolontariusze przepływali z zainteresowanymi promem przez Wartę. I oprowadzi zainteresowanych po grodzisku. Będziemy chcieli pozyskać wolontariuszy, których muzeum przeszkoli. To kwestia przyszłości.

- Panie Krzysztofie, odkąd ja pamiętam, to się w Gorzowie mówi o konieczności budowy mariny właśnie. A mamy co, mamy - port rzeczny w katastrofalnym stanie, jest prywatna marina, ale to też miejsce martwe. Co się stało z tym projektem?

- Ja myślę, że kwestia ostatnich kilku lat, to jest właśnie ponowne odwracanie się od rzeki. I nie widzę aktywności miasta, aby tę rzekę wykorzystać. A przecież mocnym punktem był bulwar, który w Gorzowie pełnił kilka funkcji. Przecież był nawet swego rodzaju substytutem starówki. Teraz nie widzę, aby miasto Gorzów miało serce do bulwaru. I moim zdaniem wynika to z braku zainteresowania. Wie pani, ja nie chcę recenzować tego, co się w Gorzowie dzieje. Natomiast mogę powiedzieć, jak to wyglądało tutaj. Wszystko się zawsze zaczyna i kończy na ludziach. Może to banał, ale tak dokładnie jest. W Santoku to zaskoczyło, bo poprzedni wójt odziedziczył dokumentację po poprzedniku, którą postanowił wcielić w życie. To był zapomniany i odłożony projekt Łączą nas rzeki. Ten wójt miał sekretarza, obecnego wójta, Pawła Pisarka, który był przez lata sekretarzem w Witnicy. I on ten temat dobrze znał, bo Witnica tez była w to wpisana. Proszę sobie przypomnieć, przecież o projekcie „Łączą nas rzeki”, w którym był i Gorzów i Witnica rozmawialiśmy lata temu, dokładnie w 2006 roku! Skoro Łączą nas rzeki nie wypaliło, trzeba było zrobić coś nowego. Trzeba było ten projekt reanimować, ale w nieco innej, okrojonej formule. Do współpracy został więc zaproszony Jacek Jeremicz, który też był swego czasu mocno zaangażowany w ten projekt oraz ja i tak powstała nowa jakość. Trzeba zaznaczyć, że Łączą nas rzeki był wpisany w dokumenty rozwoju województwa, i kiedy zaczęliśmy go animować, okazał się na tyle silny, że zajął trzecie miejsce po Frankfurcie i Słubicach oraz po Gubinie i Guben. Trzeba mieć przy tym świadomość, że pobić projekty miast granicznych, tzw. dwumiast jest rzeczą niebywale trudną. Proszę też pamiętać, że inne projekty, miast znacznie większych od nas, były za nami daleko w tyle. Warto powiedzieć też, że dużą rolę odegrał tu Jacek Jermicz, który dla Niemców nie był anonimowy.

- To kiedy możemy się spodziewać ruchu na Warcie? Kiedy pójdę sobie na gorzowski bulwar i będę widziała motorowodniaków płynących do i z Santoka?

- Myślę, że pierwsze zauważalne elementy pojawią się wiosną przyszłego roku, a lato 2022 roku to już będzie to stały widok.

- Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę.