2026-03-02, Trzy pytania do...
Trzy pytania do Jerzego Synowca, prawnika, radnego
- Po wydanych w 2016 roku ,,Stu miejscach wstydu” wychodzi kolejna część publikacji -,,Sto szpetnych miejsc w Gorzowie”. Co się tam znajdzie?
- Album będzie wydany w marcu. Materiał uszeregowałem ulicami. Z poprzedniego albumu ze stu miejsc zniknęło około 40, zostały zabudowane, zlikwidowane, coś nowego się utworzyło, ale kilkadziesiąt miejsc nadal jest, a oprócz tego – niestety - doszły nowe, bo tak to w Gorzowie jest. W nowym albumie przypomnę stare miejsca i pokażę mnóstwo nowych, żeby zaapelować do sumień inspektora nadzoru budowlanego, prezydenta Wójcickiego i władz miasta, żeby jednak coś robić w tym kierunku. Robię to, bo Gorzów powoli staje się najbrzydszym i najbardziej zaniedbanym miastem w Polsce. To mówią wszyscy, którzy tu przyjeżdżają. Pierwsza część albumu będzie pokazywała wjazd do Gorzowa koleją i wszystkie występujące po sobie szpetne miejsca, które widzą wjeżdżający do miasta. W dalszej części będą to ulice w śródmieściu: Sikorskiego, Warszawska, Walczaka, Strzelecka, najbrzydsza w Gorzowie ulica Drzymały, gdzie co chwilę jest coś okropnego, od Schodów Donikąd zaczynając. Miasto się chwali – sprzedajemy to, sprzedajemy tamto, tylko dotychczasowe doświadczenia są jednak tragiczne. Bo sprzedaliśmy obiekty, a końca remontów tam nie widać, mało tego, niekiedy remontów w ogóle nie widać – zabite deskami nisze, willa Pauckscha, Herzoga, czerwony spichlerz, budynek Gastronomika. Boję się, że tak samo będzie z MCK-iem. Aż łzy kapią, jak się to ogląda.
- Przez rok pisał pan interpelacje w sprawie niszczejących budynków w Gorzowie. Będą kolejne pytania do prezydenta czy wyczerpał pan temat?
- Nie wyczerpałem, dlatego nadal piszę i będę pisał. Wydam album, rozdam egzemplarze władzom miasta, a następnie zawiadomię prokuraturę. Moje nerwy się wyczerpały. Prawo budowalne, o czym mało kto wie, przewiduje takie sytuacje, gdzie ktoś konsekwentnie utrzymuje obiekt w stanie nieestetycznym i nie reaguje na polecenia inspektora albo takie, gdzie obiekt grozi zawaleniem. Tu powinien natychmiast wkroczyć prokurator. Przykład – ulica Młyńska, przecież to centrum miasta, podwóreczko, dach się zawalił najpierw na połowie, potem na całości, a teraz stoją resztki murów, które lada moment też upadną. Jak to jest możliwe? Dlaczego nikt nie reaguje? To jest niebezpieczeństwo. I takich miejsc jest więcej w Gorzowie, ciągle też powstają nowe. Kiedyś pod taką rozwaliną zginął radny miejski, przy Jagiellończyka, w centrum miasta. Pisałem te interpelacje, Miasto się tłumaczyło, że widzi problem, ale nic nie może. Pisali, kto jest właścicielem, że go zobowiązali albo nie mogli nic zrobić i nadal jest, jak było. Te odpowiedzi nie posunęły spraw dalej. Już mnie przyzwyczaili, że odpowiadają ogólnie. Dojdzie do tego, że w Gorzowie będą same rozwaliny.
- Udało się wywalczyć większy budżet dla miejskiego konserwatora zabytków i zamiast przyznawanych dotychczas około 300 tysięcy dostanie 1,7 miliona złotych. Zdaje się, że władze miasta i radni zauważyli problem. Odbiera pan to jako sukces?
- Ćwierć sukcesu, dlatego że za tym nie idą konkrety. Mamy takie perełki w mieście, jak choćby najwęższy dom w Gorzowie przy Kosynierów Gdyńskich (jego fasada ma zaledwie trzy metry – przyp. red.). Od ulicy wygląda strasznie, ale tam jest jeszcze brama, a w podwórku obraz jak z Hitchcocka. Tak samo róg Borowskiego i Mieszka I, okna zabite deskami. A podwórka to osobna rzecz w Gorzowie. W wielu przypadkach to my, mieszkańcy jesteśmy winni, bo często w tych podwórkach jest taki chlew, że o tym mówić się nie da. Myślę, że jak rozdam album w urzędzie – prezydentowi, architektowi, konserwatorowi, radnym, inspektorowi nadzoru budowalnego, to do nich dotrze, że jest tego tak dużo, że to nie są – jak może im się wydaje – pojedyncze rzeczy, tylko to są serie. A ja nie biorę przecież pod uwagę okolic dalszych od centrum. Konserwator musi dostawać co roku taki budżet albo większy niż dwa miliony, żebyśmy się za to zabrali, żeby to było naszym priorytetem. To, co robimy, to jest ciągle za mało. Przecież Gorzów nie musi mieć mordy, może mieć twarz.
MS
Trzy pytania do Jerzego Synowca, prawnika, radnego