2026-02-25, Nasze rozmowy
Z Jackiem Szymankiewiczem, zastępcą prezydenta miasta, rozmawia Maja Szanter
- Czy władze Gorzowa słuchają jeszcze mieszkańców? Hasłami: ,,Oddamy miasto mieszkańcom" i obietnicą dialogu wygraliście wybory dwanaście lat temu.
- Myślę, że tutaj nie ma wątpliwości.
- Są. Stąd pytanie.
- Tak jak zmienił się urząd, jak zmieniło się podejście urzędników do mieszkańców, jak zmieniły się same procesy w urzędzie, które są bardziej przyjazne mieszkańcom, jak zmienił się też udział mieszkańców i ich zaangażowanie w życie miasta – myślę, że są to dowody na to, że urząd stał się bardziej przyjazny, że dialog jest bieżący. Oczywiście, zdarzają się potknięcia, bo przy takiej skali zarządzania miastem ktoś popełni czasem jakiś błąd, natomiast co do zasady ważne projekty są konsultowane, o ważnych dla mieszkańców rzeczach rozmawiamy. Przykładem jest chociażby niedawne spotkanie w sprawie planu ogólnego, z liczną frekwencją i z bardzo dobrą atmosferą oraz bardzo dobrym dialogiem, choć było przecież mnóstwo trudnych tematów.
- Mówi pan prezydent o konsultacjach, a ja też pytam o to, czy słuchacie głosu mieszkańców. On bardzo wybrzmiał podczas ubiegłorocznej dyskusji o nowym systemie rozliczania za śmieci. Były liczne zastrzeżenia, wątpliwości, obawy – że niesprawiedliwe jest rozliczanie ,,po wodzie", podział na domy i bloki, że będzie drożej, niedawno doszły kłopoty z korektami i reklamacjami. Był obywatelski projekt uchwały. Wszystko na nic. Nie przekonaliście Gorzowian do swoich argumentów, ale też można było odnieść wrażenie, że ich nie słuchacie. Ludzie swoje, urząd swoje.
- No to popatrzmy na dane, bo one są obiektywne, nie można im zarzucić, że wynikają z czyjejś opinii czy nie. Jeszcze będąc w MG-6 mieliśmy około 98 tysięcy deklaracji na około 116 tysięcy mieszkańców. Brakowało więc kilkanaście tysięcy osób nieujawnionych w deklaracjach. Czyli wszyscy, którzy uczciwie złożyli deklaracje, płacili, tak naprawdę płacili w części również za tych, którzy nie złożyli deklaracji. System był bardzo nieszczelny. Zresztą, system od osoby, gdzie jest bardzo trudna weryfikacja zamieszkiwania, zgłoszenia urodzeń, wynajem mieszkań – przecież najmy nie są zgłaszane do urzędu, skutkowało tym, że w MG6 nie było w stanie wyegzekwować od pozostałych osób obowiązku złożenia deklaracji i płatności.
- Co po zmianie się wydarzyło?
- Na 8,5 tysiąca złożonych deklaracji z MG-6 w poprzednim roku już w tej chwili jest złożonych ponad 9,3 tysięcy. Po wyjściu Miasta z MG-6 okazało się, że w gminach cena pozostała na poziomie 38 złotych, ale częstotliwość jest dwa razy mniejsza. Czyli można powiedzieć i to nie będzie dalekie od prawdy, że cena wzrosła tam dwukrotnie – usługa świadczona co tydzień realizowana jest teraz co dwa tygodnie, a ta kiedyś realizowana co dwa tygodnie – teraz jest raz na miesiąc. Ludzie dostali tam dwa razy gorszą usługę za tę samą cenę. W mieście usługa jest na tym samym poziomie, a do tego mamy system, który już pozwala na obserwację, że są rejony miasta, gdzie te opłaty spadły i takie, gdzie one wzrosły.
- Jak to wygląda konkretnie?
- Te osiedla, gdzie się spodziewaliśmy – Staszica, Dolinki, Stary Górczyn, Śródmieście – generalnie obciążenia dla mieszkańców spadły. Mówię co do rejonów, bo patrząc na indywidualne przypadki, to wygląda różnie. Nowy Górczyn, Manhattan, Europejskie – tam mamy wzrost opłat. Mogą być tego różne przyczyny, jest za wcześnie na podsumowania. To są pierwsze obserwacje. Myślę, że dopiero po drugim cyklu składania deklaracji, kiedy będziemy mieli już zweryfikowane deklaracje z całego miasta, będziemy mogli powiedzieć coś więcej.
- Czyli po pół roku?
- Tak. Czyli na razie mamy dwie obserwacje – zwiększoną liczbę złożonych deklaracji oraz to, że dla części mieszańców opłaty zmalały, a dla części wzrosły.
- Z kolei my, dziennikarze, wsłuchujący się w to, co mówią mieszkańcy, obserwujemy, że opłaty jednak dla większości osób wzrosły.
- Nieprawda. Nie wiem, skąd te dane.
- Choćby z licznych rozmów, z wielu forów. Zna pan kogoś, kto zużywa trzy metry sześcienne wody na osobę?
- Oczywiście, że znam bezpośrednio. Osoby zużywają wodę w różny sposób. Jest też korelacja opisana w opracowaniach naukowych pomiędzy poziomem życia, zużyciem wody a produkcją odpadów. Jeżeli posiadamy więcej zasobów, więcej zamawiamy, produkujemy więcej odpadów. To jest też więcej zużytej wody, stąd taki związek jest. Natomiast nierówno produkujemy odpady, nie mamy systemu dopuszczonego przez ustawodawcę , który by na przykład pozwalał na ważenie odpadów. Ustawodawca dopuścił wyłącznie trzy metody rozliczania – od mieszkańca, po wodzie i od powierzchni gospodarstwa domowego. I to, co obserwujemy też w innych miastach – system po wodzie najbardziej sprawiedliwe rozdziela obowiązki w zakresie odpadów, ale też jest najbardziej szczelny.
- Ale mieszkańcy mówią, że to się odbywa ich kosztem. Zarzucają wam, że próbujecie pozyskać ,,zagubione" w systemie pieniądze metodą po trupach do celu. Dla ludzi oznacza to podwyżki, których miało nie być. Można zużywać masę wody, z różnych powodów, a śmieci produkować tyle samo, co wcześniej.
- Woda zużywana do innych celów niż bytowe nie jest liczona do wymiaru opłaty. Chodzi tu przede wszystkim o wodę zużytą do podlewania terenów przydomowych, czy wodę techniczną, na przykład do sprzątania klatek.
- Czy według pana jest to zatem sprawiedliwy system?
- To jest system, który jest dopuszczony przez ustawodawcę, który musiał wybrać jakąś drogę rozliczenia odpadów. Przypomnę, że opłata za wywóz śmieci i cała gospodarka śmieciowa ma się bilansować. W związku z tym my musimy poszukać sposobu, żeby w miarę sprawiedliwie – powtarzam – w miarę sprawiedliwie, bo tego nie da się rozstrzygnąć indywidualnie, bo każdy będzie miał własną opinię, rozłożyć te obowiązki na mieszkańca. W sytuacji, kiedy system nie będzie się spinał, innym rozwiązaniem będzie przeniesienie dodatkowych kosztów na mieszkańców, a tego robić nie chcemy. Jedynym wyjściem było więc uszczelnienie systemu.
- I w opinii Miasta gwarantem tego było wyjście z MG-6 i stworzenie własnego systemu.
- Wyobraźmy sobie, że zostaliśmy w MG-6 i mamy nowe zamówienie – przy tej samej częstotliwości mamy 78 złotych na mieszkańca. Czy to by było sprawiedliwe? I dalej nie mamy kilkunastu tysięcy ludzi w systemie. Nie ma jednego sprawiedliwego rozwiązania.
- A jak się pan prezydent odniesie do zarzutu mieszkańców, że podział na bloki i domy narusza artykuł 32 Konstytucji, który mówi o równym traktowaniu obywateli?
- Wprowadziliśmy opłatę według zużycia wody tylko tam, gdzie było to konieczne, gdzie naprawdę nie jesteśmy w stanie zweryfikować, kto produkuje i ile odpadów. W zabudowie jednorodzinnej jesteśmy w stanie to sprawdzić.
- Tylko że podzieliliście mieszkańców.
- W żadnym wypadku.
- A jednak inaczej płacą mieszkańcy bloków, a inaczej z domów.
- Ale mieszkają inaczej? Mają inny sposób życia? Jedni mają ogrody, inni nie? Są to różne sytuacje prawne. Ustawodawca zakazuje różnicowania w takich samych sytuacjach. Nie wprowadza obowiązku traktowania wszystkich równo niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdują. Tutaj mamy do czynienia z różnicą, która polega na tym, że zabudowę jednorodzinną jesteśmy w stanie skontrolować w kontekście liczby mieszkańców – zawyżenia czy zaniżenia, a w zabudowie wielorodzinnej nie.
- I kolejny zarzut mieszkańców do władz miasta związany z wynajmem - czyli dodatkowych osób, których wcześniej nie zgłaszano. Wyszło na to, że wynajem dotyczy w zasadzie tylko bloków, a przecież tak nie jest. W domu opłata może więc wynosić dalej 38 złotych za osobę, zgłoszona jedna osoba, a mieszka na przykład pięć.
- Wystarczy proste porównanie, kto wynajmuje jakie nieruchomości. Domy są wynajmowane znacznie rzadziej niż lokale mieszkalne.
- Skąd te dane?
- Obserwowaliśmy dane z serwisów ogłoszeniowych OLX i Otodom co do liczby ofert, które się znajdują w systemie. Ponad 90 procent w obu serwisach dotyczyły mieszkań w budynkach wielorodzinnych.
- W dyskusji śmieciowej pojawił się też argument stawek. W obywatelskim projekcie było to 9 złotych za metr sześcienny wody zamiast zaproponowanych przez urząd 12 złotych. To jedne z najwyższych stawek w kraju, co wynika z danych, na które powoływali się radni klubu PiS, inicjatorzy obywatelskiego projektu uchwały. PWiK już zapowiada podwyżkę za wodę i ścieki. Jak mają to dźwignąć Gorzowianie, którzy także według danych zarabiają w kraju najmniej?
- Ale to nieprawda. Nie mamy najwyższych opłat za śmieci.
- Jedne z najwyższych.
- Robiliśmy porównanie z miastami o podobnej wielkości i powiedzmy, że jesteśmy na średniej. Tylko jedno miasto miało niższą opłatę niż Gorzów z miast, które wskazali radni PiS w projekcie uchwały. Oni korzystali z ubiegłorocznych danych, a my przygotowaliśmy dane, które miały obowiązywać od tego roku. Staraliśmy się tak rozłożyć obciążenia na mieszkańców, żeby system się spinał. Nic więcej. Nie przewidujemy górki. A nie możemy płacić mniej bo nikt nam nie odbierze tych śmieci. Mamy i tak komfortową sytuację, że robi to nasza spółka, która może wygenerować minimalny zysk, czyli nie może zarabiać na mieszkańcach. Robimy to jeszcze bardziej oszczędnie.
- Co z PSZOK-ami? Będzie ich więcej czy jest inny pomysł na pozbywanie się tekstyliów?
- Na razie nie ma środków na to, żeby powiększyć liczbę PSZOK-ów, których na dziś mamy w mieście dwa. Oczywiście, jeżeli będziemy dysponować jakimś dofinansowaniem zewnętrznym, to będziemy się starali wybudować nowy. Pierwszym terenem, na jakim byśmy widzieli trzeci PSZOK, jest Zawarcie. Jeśli chodzi o odbiór tekstyliów, to prowadzony będzie na zasadzie zbiórek na osiedlach. Raz na kwartał będą mobilne zbiórki, w wyznaczonych miejscach Inneko będzie podjeżdżało i zbierało odpady. Myślimy tu o wszystkich, którzy nie mają możliwości dostarczenia ich do PSZOK-ów.
- Kiedy ma to ruszyć?
- Pod koniec marca, początek kwietnia. Będziemy wcześniej informować i nagłaśniać te zbiórki.
- Przez cały rok 2025 odpowiadał pan na interpelacje radnych, głównie mecenasa Synowca o dziesiątkach gorzowskich kamienic i innych obiektów. Trzeba było aż roku interpelacji, serii naszych artykułów, przekonywania radnych, a w końcu petycji samych mieszkańców, żeby władze zareagowały na problem zdewastowanego śródmieścia i zwiększyły środki dla miejskiego konserwatora zabytków z wcześniejszych kwot około 300 tysięcy do 1,7 miliona złotych?
- Co roku miejski konserwator zabytków w ramach dotacji wydatkuje około 400 tysięcy złotych. Wyższe środki na dotacje bardzo cieszą, ale są tylko jednym ze źródeł finansowania remontów. Przypomnę, że co roku Miasto dokłada do funduszu remontowego we wspólnotach kilka milionów złotych i te kwoty ciągle rosną. W 2021 roku to było około 7,5 miliona, a w 2026 już ponad 9,7 milionów. To te środki, łącznie ze środkami prywatnymi, stanowią główne źródło finansowania inwestycji wspólnot.
- Czy budżet konserwatora na poziomie około dwóch milionów złotych może być tendencją w kolejnych budżetach? Tylko takie ustawianie środków może naprawić miasto w perspektywie kilku najbliższych lat.
- Budżet jest uchwalany co roku przez radę miasta. Tak jak wspomniałem, wyższe środki na dotacje w tym roku bardzo cieszą, ale jak to będzie wyglądać w kolejnych latach, zdecydują radni. Dotacje nie są głównym źródłem finansowania remontów, więc nie zgadzam się z twierdzeniem, że tylko takie zapewnienie środków może naprawić miasto.
- Architekt miasta twierdzi, że powinniśmy być cierpliwi przy pracach nad ,,uchwałą krajobrazową". Narzędzie w postaci ustawy jest od 11 lat. Co z projektem, który już był? Ile mieszkańcy mają być jeszcze cierpliwi?
- Na prawie 2500 gmin w Polsce uchwały krajobrazowe zostały przyjęte w 84. Duża część uchwał krajobrazowych została uchylona przez sądy. Dodatkowo Trybunał Konstytucyjny zakwestionował niektóre postanowienia ustawy. Obecnie w procesie legislacyjnym jest procedowana duża zmiana tej regulacji. To wszystko świadczy o niskiej jakości tego prawa i realnym ryzyku potężnych roszczeń odszkodowawczych, co już się wydarzyło w niektórych miastach. Biorąc to wszystko pod uwagę uważam, że rozsądnym jest poczekać na procedowane zmiany.
- Według wielu wskaźników i głosów samych mieszkańców Gorzów nie jest dobrym miejscem do życia. Zostawmy kampanie promocyjne i marketingowe z ich hasłami. Miasto się wyludnia, młodzi stąd wyjeżdżają. Jak chcecie ich przekonać, żeby tu zostawali lub mieli do czego wracać po studiach?
- Gorzów ma wiele zalet, dlatego w licznych rankingach wypada bardzo dobrze. Jest miastem z dobrym dostępem do terenów zielonych, z czystym powietrzem, bardzo dobrze wewnętrznie skomunikowanym, miastem kompaktowym, wygodnym do życia. Gorzowianie są pracowici i przedsiębiorczy, a z drugiej strony bardzo solidarni i tolerancyjni. Warunkiem rozwoju miasta jest stworzenie korzystnych warunków dla gospodarki. Praca nad stworzeniem oferty inwestycyjnej już przynosi owoce. To nie tylko ogłoszony w końcówce 2025 roku polsko-koreański inwestor, ale rozmowy z kolejnymi i wzmocnienie lokalnego biznesu.
- Dziękuję za rozmowę.
Z Jackiem Szymankiewiczem, zastępcą prezydenta miasta, rozmawia Maja Szanter