2026-01-15, Tym żyje Gorzów
Pracownicy niepedagogiczni gorzowskiej oświaty spotkali się pod Urzędem Miasta, żeby wyrazić swoje duże niezadowolenie ze zmian warunków płacy.
- Mamy wrażenie, że grudniowe podwyżki dla nauczycieli odbyły się naszym kosztem, gdyż podsuwając nam aneksy do umów tak naprawdę zmniejszono nam zarobki poprzez brak odpowiedniej waloryzacji. W skali roku mówimy o przynajmniej 5-procentowej stracie, co przy naszych niskich i tak zarobkach stanowi duży problem – mówili jednym głosem protestujący.
Sprawa toczy się od połowy grudnia i tak naprawdę protestujący nie wiedzą na czym stoją, gdyż poza kilkoma radnymi nikt z władz miasta nie zgłosił się, żeby im pomóc.
- Mamy takie same żołądki, jak nauczyciele, jak urzędnicy, jak prezydent i jego zastępcy – dało się słyszeć w tłumie protestujących wśród których były kucharki, sprzątaczki, woźne, konserwatorzy czy pracownicy administracyjni.
- Administracja i obsługa w takich placówkach jest niezbędna, bo przedszkola czy szkoły przestaną bez takich ludzi jak my funkcjonować – mówiła nam pani Natalia z przedszkola przy ul. Kasprowicza. – Jako pracownicy niepedagogiczni wspieramy i dbamy o te placówki, dlatego żądamy, żeby waloryzacja płac została utrzymana, co gwarantuje nam prawo. Proszę pamiętać, nie jesteśmy tylko pracownikami, jesteśmy również ludźmi, którym inni próbują odebrać prawo do godnego życia – zwraca uwagę.
Uczestnicy pikiety rozumieją, że czasy są trudne, pieniędzy w budżecie ciągle brakuje, ale jak można było nagradzać jednych, a karać drugich, choć wszyscy wspólnie pracują na dobro konkretnej placówki.
- Jesteśmy traktowani jako słabsze ogniwo, gorszy sort i niższy szczebel. Cały czas jesteśmy także karmieni informacjami, że możemy stracić zatrudnienie – mówią ze smutkiem.
Kolejna z protestujących pani Marzena mówi, że wierzy, iż przekazana do magistratu petycja podpisana przez blisko 2,5 tysiąca osób jak też pikieta pod Urzędem Miasta spowoduje, że ktoś w mieście będzie chciał wreszcie porozmawiać z nimi.
- Oczekuję przede wszystkim jakiś rozmów, bardzo krzywdzące było to, że podsuwając nam nowe aneksy stwierdzono, że zostały one oparte na porozumieniu. Nikt z nami niczego nie uzgadniał. Mieliśmy podpisać, do tego byłyśmy zastraszane. Mam nadzieję, że prezydent wreszcie zainteresuje się naszą sprawą – mówi wprost.
- Liczymy, że aneksy zostaną wycofane i wrócimy do starego systemu wynagradzania - dodaje pani Anna, a ktoś z boku szybko dodał, że prezydent powinien czasami zainteresować się nie tylko tematami dającymi mu chwilowy splendor.
- O budowie lodowiska przy Katedrze było z jego strony bardzo głośno, ale o odebraniu nam części wynagrodzenia zrobiło się bardzo cicho. Może warto chwalić się wszystkimi działaniami, a nie tylko korzystnymi z punkty widzenia marketingowego - pyta retorycznie kolejna nasza rozmówczyni.
Niektóre z pań - jak usłyszeliśmy - już wzięły sprawę w swoje ręce i skierowały pisma do sądu pracy, uważając, że aneksy naruszały ich prawa pracownicze. Sytuacja jest o tyle dynamiczna, że w tym bulwersującym temacie głosu nie zabierają władze miasta. Jak się dowiedzieliśmy, wypoczęci po przerwie świąteczno-noworocznej prezydenci analizują dotychczasową sytuację, zapoznają się też z otrzymaną petycją oraz interpelacjami i niedługo być może w całej sprawie zabiorą głos. Czekamy, a najbardziej czekają pokrzywdzeni pracownicy gorzowskiej oświaty.
RB
Zdjęcia: Bogusław Sacharczuk
Pracownicy niepedagogiczni gorzowskiej oświaty spotkali się pod Urzędem Miasta, żeby wyrazić swoje duże niezadowolenie ze zmian warunków płacy.