Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home »
Anety, Leokadii, Wiesława , 9 grudnia 2021

Sąd nad księdzem

2020-05-26 19:40:45, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

60 lat temu miało miejsce to, co do historii weszło jako Wydarzenia Zielonogórskie. Krótko mówiąc: chodziło wtedy o odebranie parafii Świętej Jadwigi budynku, w którym znalazła się Zielonogórska Orkiestra Symfoniczna (poprzedniczka Filharmonii Zielonogórskiej). Domu Katolickiego broniło może 5 tys. zielonogórzan. Przeciw nim władze wysłały milicjantów z Zielonej Góry, Gorzowa, Poznania, Nowej Soli, Żagania i Żar. To, co się działo 30 maja 1960 r. władze określiły jako zajścia chuligańskie. 38 osobom sąd wymierzył karę do roku, 34 – do dwóch lat, 24 – do trzech, 18 – do czterech, sześciu – do pięciu. 110 osób ukarało kolegium orzekające aresztem i grzywną. 107 milicjantów odniosło obrażenia. Straty to m.in. dwa spalone samochody milicji, wybite szyby w komendzie miejskiej.

30 maja 2020 r. przed konkatedrą pw. Świętej Jadwigi zostanie odsłonięty pomnik ks. Kazimierza Michalskiego, który przed 60 laty był proboszczem parafii konkatedralnej. Od 2010 r. na placu, gdzie doszło do wydarzeń, stoi nowoczesny w formie monument.

W 2011 r. ukazała się antologia konkursu ogłoszonego przez wojewodę lubuskiego „Nasza tożsamość” (Gorzów 2011). Jest w niej moje opowiadanie „Sąd Ostateczny nad księdzem Michalskim”, powtórzone w troszkę zmienionej wersji w moim zbiorze „Pozaduszki” (Zielona Góra 2017). Oto początkowy fragment:

Grzechy dusz z parafii w miastach na literę „Z” były przeciętne, toteż zajmowały one ławy w małej sali rozpraw Sądu Ostatecznego w co drugi czwartek każdego miesiąca po południu. Zmęczony codziennym orzekaniem winy i wyznaczaniem kary Bóg Ojciec robił sobie wtedy wolne, a centralne miejsce na ławie sądowniczej zajmował święty Piotr. Najtrudniejsze sprawy zawsze były z rana w piątek, kiedy wielka sala Sądu Ostatecznego zapełniała się duszami z parafii z miast na literę „G” i w środę przed wieczorem.

– Od kogo zaczynamy dzisiejsze rozprawy? – spytał święty Piotr anioła-protokolanta, spoglądając na słońce wychodzące z Doliny Jozafata.

– Najwięcej czasu może zająć Wysokiemu Sądowi dusza księdza Michalskiego z Zielonej Góry. Pozostałe...

– Czyżby ów ksiądz był jeszcze jednym spośród tych duchownych, którzy zachowywali się niegodnie sutanny? – przerwał mu święty Piotr, mrużąc pytające oczy.

– Właśnie to oceni Wysoki Sąd. Poza protokołem chciałem zwrócić uwagę, że w naszym archiwum jest nadzwyczaj dużo materiałów sporządzonych na niekorzyść księdza Michalskiego przez tak zwane służby bezpieczeństwa. To rodzaj policji politycznej...

– Jestem zorientowany w tym, czym się zajmują takie instytucje jak ABW, FBI, Szinbet, BfV, DCRI, MI6. Gdy wbrew oczekiwaniom zostałem namiestnikiem Jezusa z Nazaretu w Rzymie, niemal codziennie miałem do czynienia z agentami Nerona... Co więc z tym księdzem?

Anioł-protokolant rozłożył na stole pożółkłe papiery i pochyliwszy się nad nimi powiedział:

− W dokumentach polskiej Służby Bezpieczeństwa jest czarno na białym, że obywatel proboszcz Michalski Kazimierz...

– Obywatel proboszcz? – przerwał mu święty Piotr i zrobił tak zdziwioną minę, że anioł-woźny aż się skulił.

– Rządzący w Polsce jednych nazywali towarzyszami, w rozumieniu: członkowie partii, czyli swoi, drudzy, czyli reszta społeczeństwa, to byli obywatele – wyjaśnił anioł-protokolant. Święty Piotr kiwnął głową na znak, że zrozumiał, więc anioł kontynuował: – Obywatel proboszcz Michalski podburzył mieszkańców Zielonej Góry do wystąpienia przeciw władzom państwowym. 30 maja 1960 roku w tym mieście doszło do destrukcyjnych zajść, które przeszły do historii jako wydarzenia zielonogórskie. Niestety, agentom kościelnym – anioł ściszył głos – związanym z wywiadem watykańskim nie udało się ustalić zakresu winy tego księdza. Ale, jak często powtarza nasz Pan Niebieski, nawet w bajce pozornie bez skazy jest dużo pouczającej prawdy.

– Tak, tak – potwierdził święty Piotr i, uniósłszy wzrok, zaczął palcami przeczesywać brodę.

Anioł-protokolant domyślał się, że główny klucznik Królestwa Bożego nie wszystko zrozumiał, dlatego podpowiedział:

– Może lepiej sprawę księdza z Zielonej Góry przesunąć na jutrzejsze przedpołudnie, kiedy Bóg Ojciec będzie osobiście podejmował trudne decyzje? On ma najlepsze doświadczenie w wydawaniu wyroków, gdy materiały są jednostronne.

– To ostateczność – zdecydował święty Piotr i kazał aniołowi-woźnemu wezwać duszę księdza Michalskiego. Zajrzał do wokandy i po chwili oznajmił spokojnym głosem, że z upoważnienia Najwyższego Sędziego otwiera popołudniowe posiedzenie Sądu Ostatecznego. – Od tego momentu wszystko, co powie wezwany przed nasze oblicze, będzie z całą powagą wysłuchane i skrzętnie zanotowane. Imię? – zwrócił się do księdza.

– Kazimierz Antoni.

– Data i miejsce urodzenia?

– 18 sierpnia roku Pańskiego 1899. Gniezno.

– Data i miejsce śmierci?

– 11 lutego 1975, Poznań – odpowiedział ksiądz Michalski i chciał jeszcze coś dodać, lecz święty Piotr podniósł rękę, co oznaczało, że każdy, kto został wezwany do małej sali, ma odpowiadać tylko na jego pytania.

– Co łączy księdza – zerknął do raptularza – kanonika z Zieloną Górą?

– Niedługo po powrocie z obozu koncentracyjnego w Dachau objąłem parafię świętej Jadwigi w mieście ogrodów i winnic, jak mówiono o Zielonej Górze. Byłem rządcą parafii przez piętnaście lat z trzyletnią przerwą, gdy władze państwowe usunęły mnie z probostwa.

– A dlaczego usunęły księdza z probostwa? – Po odpowiedzi na podobnie zadane pytanie święty Piotr zawsze kończył rozprawę. Jeśli i teraz usłyszę, że proboszcz nie zawinił, tylko inni go nie rozumieli, z wydaniem sprawiedliwego wyroku nie będę miał problemu. – Proszę odpowiedzieć na pytanie – ponaglił księdza.

– Bez zgody polskiego episkopatu władze wydały dekret o obsadzaniu stanowisk kościelnych. Zmuszał on księży do ślubowania wierności ludowemu państwu. Wielu duchownych, między innymi Stefan kardynał Stefan Wyszyński i arcybiskup poznański Walenty Dymek, odmówiło podpisania owej deklaracji lojalności. Ponieważ ja również nie złożyłem ślubowania i nie podpisałem deklaracji, jak powiedziałem, lojalności, z urzędu zostałem wymeldowany z mieszkania, co było równoznaczne z wypędzeniem mnie z Zielonej Góry.

‒ Jeżeli ksiądz uznał tę decyzję za niesprawiedliwą, trzeba było od niej się odwołać.

– Próbowałem, lecz nie było nikogo w urzędzie miejskim, kto by chciał ze mną rozmawiać. To napisałem list do przewodniczącego Prezydium Miejskiej Rady Narodowej, Wacława Maciejewicza. Nawet nie dostałem odpowiedzi odmownej.

– Po 1956 roku zaczęło się odchodzenie od dogmatów stalinowskich w Polsce i Kościół uzyskał więcej swobody. Niestety, nie trwało to długo – przypomniał anioł-protokolant, przerzucając dokumenty przyniesione do sali rozpraw przez archiwistę. – Niebawem zaczęło wracać stare, przeciw czemu występowali nie tylko duchowni. Władze ignorowały prośby katolików dotyczące religii. 30 maja 1960 roku na placu Powstańców Wielkopolskich w Zielonej Górze doszło do protestu mieszkańców miasta. Polała się krew.

– Kto ponosi winę za to, co się tam wydarzyło? Może ksiądz czuje się odpowiedzialny?

– W żadnym wypadku ani nie jestem odpowiedzialny, ani winny, Wasza Świątobliwość.

– Proszę zwracać się do Wysokiego Sądu – pouczył święty Piotr, wyciągnąwszy szyję, jakby chciał przyjrzeć się księdzu dokładniej i zgasić jego hardość, ale ten nie spuszczał z niego wzroku. Gdyby był winny, nie czułby się tak pewnie, pomyślał główny klucznik. – W dokumentach znajdujących się w naszej dyspozycji jest stwierdzenie władz świeckich, że odpowiedzialność za wybuch rozruchów w Zielonej Górze 30 maja 1960 roku ponosi miejscowy proboszcz.

– Czuję jedynie ogromny smutek z powodu tego, że setki niewinnych ludzi, stających w obronie własności wspólnoty parafialnej, dotknęły gorzkie nieprzyjemności. Najmłodsi zostali ukarani wyrzuceniem ze szkół, starsi z zakładów pracy. Ponad stu sąd skazał na karę więzienia, na jeszcze więcej zielonogórzan kolegium orzekające nałożyło obowiązek zapłacenia wysokiej grzywny. Obrażenia ciała odnieśli milicjanci, którzy musieli wykonywać rozkazy swoich zwierzchników.

– Otóż właśnie, otóż... Czy do tego musiało dojść?

– Odpowiadam ze wstydem: nie musiało. I zdaję sobie sprawę z tego, że to nie jest odpowiedź, która zadowoli Wysoki Sąd wgłębiający się w historię Kościoła w Polsce drugiej połowy dwudziestego wieku po Chrystusie.

– A jak powinna brzmieć odpowiedź, księże kanoniku, która zadowoli sąd? – Święty Piotr wyraźnie złagodniał, co zaskoczyło anioła-protokolanta. Jako pełniący obowiązki sędziego w co drugi czwartek i tylko po południu, zawsze był surowy i przy tym dociekliwy.

– To się musiało stać. Do tego musiało dojść. Za wszelką cenę władze państwowe chciały doprowadzić do konfrontacji. Z jednej strony chodziło im o budynek parafialny i zmniejszenie roli Kościoła w życiu mieszkańców, z drugiej – o mnie. Byłem im solą w oku. Władze zielonogórskie postanowiły usunąć mnie z miasta.

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x