2014-08-12, Kultura
Jeden z najznamienitszych europejskich trunków nazywa się w wolnym tłumaczeniu ,,stu dudziarzy’’.
Podobno po jego użyciu słyszymy gdzieś głęboko w głowie taką orkiestrę. Zamiast porywać się na niepewne eksperymenty, każdy za darmo mógł posłuchać najznamienitszego szkockiego dudziarza w gorzowskiej katedrze.
Poniedziałkowy koncert Lindsaya Davidsona i Ireny Czubek – Davidson był czymś fascynującym i dla niektórych zapewne nieco egzotycznym. Szkockie dudy znane są zapewne bardziej miłośnikom rocka niż wielbicielom innych gatunków muzyki. Niepowtarzalne brzmienia tego instrumentu mogliśmy słuchać na płytach Nazareth, Jethrotull, Slade i wielu innych legendarnych rockowych formacji. Czasami stanowiły fragmenty ścieżek dźwiękowych filmów i to w zasadzie cały nasz kontakt z tym instrumentem.
Lindsay Davidson przywrócił należne mu miejsce w składach filharmonicznych i bardziej kameralnych formacjach. Trudno aż uwierzyć, że jest pierwszym który studiował ten instrument na edynburskim uniwersytecie. Tymczasem, jak sam mówił podczas gorzowskiego koncertu, nie jest to instrument ludowy a narodowy. W Szkocji od stuleci dźwięki dudy towarzyszą uroczystościom państwowym, ślubom , pogrzebom i zabawom. Widać nikt wcześniej nie wpadł na to, że warto tak szacowny instrument wprowadzić w progi akademii.
Dr. Davidson w gorzowskiej katedrze udowodnił, że jest nie tylko doskonałym instrumentalistą lecz również świetnym pedagogiem. Z ogromnym poczuciem humoru w nienagannym języku polskim opowiadał o historii i rodzajach tego instrumentu. Wszystko okraszając wspaniałymi brzmieniami. Trudno się dziwić, że założona przez niego szkoła Davidson School of Piping doczekała się już filii w USA i Australii. W Polsce występował jako solista m. in. z orkiestrami Agnieszki Duczmal i Jerzego Maksymiuka. Zagrał też niezliczoną ilość koncertów w mniejszych składach z organami, skrzypcami i harfą. Tym ostatnim instrumentem po mistrzowsku włada jego żona Irena.
Lindsay najbardziej jest dumny z tego, że może nosić miano ,,Clan Piper’’ czyli dudziarza klanu Davidsonów, oraz ,,Town Piper’’ czyli dudziarza swojego rodzinnego miasta Linlithgow, w którym znajduje się rezydencja królów Szkocji i jest również rodzinnym miastem Marii Stuart i Jakuba V.
Irena Czubek – Davidson zafascynowała publiczność brzmieniem celtyckiej harfy. W przerwach miedzy tradycyjnymi lub napisanymi przez Lindsaya utworami z wielka swadą i humorem opowiadała anegdoty i wskazywała na różnicę między swoim instrumentem a harfą znaną z filharmonii. Słowa przeplatały się i niemal współbrzmiały z muzyką. Nic dziwnego, bo poza koncertami pani Irena jest pracownikiem naukowym krakowskiej Akademii Muzycznej.
Publiczność reagowała spontanicznie a do niemal ekstazy doprowadziły ją dźwięki Amazing Grace. Było to nieco przewrotne, bo ta protestancka pieśń powstała w Anglii u schyłku XVIII wieku i można tylko domniemywać, że w melodii wykorzystano wpływy szkockie. Brzmiała jednak wspaniale. Warto dodać, że sile dźwięku szkockiego instrumentu sprostać potrafią jedynie organy. Brzmienie dudziarza w gotyckim wnętrzu jest niezapomniane.
Koncert arcymistrza dudziarzy zakończył III Międzynarodowy Festiwal Muzyki Organowej i Kameralnej ,, Muzyka w Katedrze’’ a zaledwie dzień wcześniej zakończył się w Gorzowie Festiwal Muzyki Dawnej. Melomani w Grodzie nad Wartą na pewno nie mogą się nudzić.
Ryszard Romanowski
- Województwo lubuskie to region, z którego jesteśmy dumni, w którym warto żyć. Chcemy pokazać, jak wiele nas łączy – mówił marszałek Marcin Jabłoński otwierając Święto Województwa Lubuskiego w Gorzowie.