Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa i regionu, publicystyka, wywiady, sport, żużel, felietony

Jesteś tutaj » Home » Kultura »
Bony, Horacji, Jerzego , 24 kwietnia 2024

Wróblewski, Hasior i Piotrowski – rok po wystawie

2024-02-21, Kultura

Gorzowska Gioconda i dyskusja z nią oraz spojrzenie na asamblaże Hasiora rok temu stały się jednym ze znaków wystawy w Muzeum Narodowym w Lublinie.

medium_news_header_39383.jpg
Fot. Materiały prasowe

Mianownikiem jest Grzegorz Piotrowski, znakomity malarz, który sporo czasu spędził w Gorzowie.

- Fakt, to już rok minął. To była ważna wystawa, ciekawa z wielu punktów. Powiem tak, jak mieszkałem w Gorzowie, to nie myślałem, że kiedyś moje obrazy będą wisiały w takim sąsiedztwie – mówi Grzegorz Piotrowski, malarz, artysta, który został zaproszony do udziału w prestiżowej wystawie „Wróblewski i po…”.

Piotrowski i to, co w Gorzowie

Oddajmy głos Grzegorzowi Piotrowskiemu. - Dwa obrazy mojego autorstwa zostały wybrane i wyeksponowane na tej właśnie wystawie. Namalowany przeze mnie portret Pawła zestawiony został z obrazem Andrzeja Wróblewskiego pt. „Głowa mężczyzny na czerwonym tle” pochodzącym ze zbiorów Muzeum Lubuskiego w kolekcji ,,Z kręgu Arsenału". To niesamowite uczucie. Bo przecież przez wiele lat mieszkałem w Gorzowie. Miałem wystawę w gorzowskim Spichlerzu. Widziałem ten obraz niejeden raz. I kiedy kilka lat temu, zupełnym przypadkiem, zobaczyłem ten obraz na wystawie w Warszawie, poczułem się dumny, że jestem z Gorzowa. Wtedy jeszcze nawet nie pomyślałbym, że mój obraz decyzją kuratora zawiśnie obok czerwonego portretu malarza Wróblewskiego.

A to jeszcze nie wszystko. Drugi mój obraz, który można oglądać na wystawie w Lublinie to obraz ,,Zapomniany", który został zestawiony z pracą Władysława Hasiora. Czyli przecinające się drogi po raz kolejny… Prace Hasiora poznałem, gdy miałem 17 lat. Zobaczyłem je w gorzowskim BWA. To było bardzo przejmujące i mocne doświadczenie.

A dziś piszę po wernisażu z zadumą nad tym, jakimi drogami chodzą nasze myśli.

Dlaczego teraz

Mija okrągły rok od tej wystawy. Znaki dziś – to notatki prasowe, ale i bardzo profesjonalny katalog znakomitej wystawy, który jest w posiadaniu gorzowskiego kolekcjonera sztuki Grzegorza Piotrowskiego. To pozostało.

Rzadko się zdarza, że artefakty z zasobów Muzeum Lubuskiego trafiają na wystawy o znaczeniu ogólnopolskim. Muzeum Lubskie im. Jana Dekerta rzadko wypożycza obraz Andrzeja Wróblewskiego „Portret mężczyzny na czerwonym tle”, o którym muzealnicy i fani mówią „Nasza Gioconda”. Zwykle można ten niezwykły obraz zobaczyć w Spichlerzu w Galerii Arsenału. Jest za szybą. Fani literatury czeskiej mogą go zobaczyć na okładce książki Ladislawa Fuksa Palacz zwłok.

Teraz znów mówi się o tej wystawie w Lublinie. Była mocno ciekawa. Wraca się do niej. Andrzej Wróblewski – intrygujący i ciekawy malarz, każdy sposób dyskusji, odniesienia się do jego jednak niepokojącej sztuki jest rzeczą ciekawą. Grzegorz Piotrowski wspaniale się wpisał w ten dialog. Rok miną. W pamięci pozostaje.

roch

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x