2018-03-30, Prosto z miasta
To pierwsze od 56 lat takie święta, w czasie których, składając sobie życzenia, nie do końca jesteśmy pewni, czy są one szczere, czy jedynie dowcipem primaaprilisowym.
Z kolei 5 lat temu primaaprilisowy dowcip zrobiła nam aura, sprowadzając w „lany poniedziałek” śnieg i mróz, mówiło się nawet, że to „śniegus-dyngus” – pamiętacie?
Poprzednie śniadanie wielkanocne, w czasie którego ktoś mógł np. podmienić cukier solą, pamiętają już tylko dzisiejsi 70-latkowie. Ja na pewno w 1956 r. w takim śniadaniu już uczestniczyłem, ale zupełnie nie pamiętam, czy ktoś komuś wyciął jakiś numer przy świątecznym stole.
Obie „anomalie” kalendarzowe występują niezależnie od siebie, ale w identycznych odstępach: 3-4 razy co 11 lat, a potem długo, długo nic. W XIX wieku rezurekcyjne dzwony biły 1 kwietnia cztery razy: w 1804, następnie w 1866, 1877 i 1888 r. Na przełomie stuleci była 45-letnia przerwa aż do 1923, następnie w 1934, 1945 i 1956 r. Tegoroczna sytuacja powtórzy się jeszcze w 2029 i 2040 r., ale następnych takich świąt doczekają się nieliczni spośród dziś żyjących, bo wypadną one dopiero w 2108 roku.
Z kolei „lany poniedziałek” w XIX w. wypadał w „prima aprilis” 4 razy (1839, 1850, 1861 i 1872), ale w XX wieku już tylko 2 razy (1907 i 1991). Jakoś niezauważenie minął w 2002 r., ale dał się w skórę w 2013, następny taki dzień będzie dopiero w 2097 r., potem w 2143 i trzy razy co 11 lat.
Powodzie i odwilże
Przejrzałem stare kroniki, by sprawdzić, czy tym „anomaliom” kalendarzowym towarzyszyły inne anomalie czy ekstremalne zdarzenia. Tu na czoło wysuwa się ów „lany poniedziałek” w śniegu i mrozie w 2013 r., bo 11 lat wcześniej, w wielkanocny poniedziałek 1991 r. musiało być w miarę normalnie, skoro ruszyły rozgrywki na żużlu, a „Stal” na własnym torze pokonała ROW Rybnik 56:34. Żaden dowcip, co najwyżej lanie dla rybniczan.
Także świętom wielkanocnym, rozpoczynającym się 1 kwietnia, też zazwyczaj nie towarzyszyły jakieś pamiętne zdarzenia, poza rokiem 1888 r., kiedy święta upłynęły w cieniu wielkiej powodzi w dolinie Warty. Do Gorzowa wysoka fala dotarła dopiero 3 kwietnia, kiedy rzeka osiągnęła rekordowy poziom 15 stóp i 7 cali [= 4,89 m], a po ul. Spichrzowej można było pływać łodziami. W 1956 r. też dało się odczuć „odwilż”, ale zupełnie inną. Ja tego roku już wczesną wiosną przebywałem u dziadków na wsi, bo zapamiętałem, jak dziadek, wtedy kierownik szkoły wiejskiej, przepasywał kirem portrety Bieruta...
Rezurekcja 1945
W wyjątkowych warunkach upłynęła natomiast Wielkanoc 1945 r., także w Gorzowie. Nikt właściwie nie pisze kroniki zdarzeń wojennych w kontekście świąt kościelnych, więc wyjątkowość tej daty raczej umyka historykom, ja osobiście tę rzadką okoliczność uświadomiłem sobie dopiero trzydzieści parę lat temu, gdy spisywałem opowieść Cecylii Śliwińskiej (1920-2006), pionierki Gorzowa z niebanalną biografią. W czasie okupacji była ona na robotach w majątku Silnowo k. Człuchowa, gdzie została zwerbowana przez wywiad NKWD, z którym współpracowała także w oblężonym Kołobrzegu, później była tłumaczką j. niemieckiego w komendanturze sowieckiej w Trzebiatowie, a w dniach 1-12 kwietnia wzięła udział w zwiadzie gospodarczym NKWD z Trzebiatowa do Gorzowa, gdzie zemdlała na rękach Żukowa, niemal dosłownie, bo marszałek osobiście ją cucił.
W tej niesamowitej, wręcz fantastycznej opowieści wystąpił tylko jeden element, który byłem w stanie zweryfikować, a mianowicie – polowa rezurekcja w Gryficach, w której bohaterka uczestniczyła, wywołując niemałą sensację jako klęcząca „krasnoarmiejka” w asyście patrolu NKWD. Jej ówcześni zwierzchnicy, wyrażając zgodę na jej udział w nabożeństwie, mieli uzasadnione obawy, iż cenna tłumaczka zniknie w tej masie polskiego wojska, a obawy nie były płonne, bo po mszy rzeczywiście była próba odbicia rodaczki, posypały się nawet strzały, ale tego incydentu oczywiście nikt nigdzie nie potwierdził. Właśnie p. Cecylia powiedziała mi, że w 1945 r. Wielkanoc świętowano 1 kwietnia. Weryfikując tę opowieść, ustaliłem, iż 1 kwietnia w Gryficach naprawdę odprawiona została wielka polowa rezurekcja, co odnotowano w wielu wspomnieniach wojennych, że kapelanowi podczas procesji asystował cała generalicja o znanych po wojnie nazwiskach, że na podniesienie była salwa...
W tym czasie w Gorzowie, już rządzili Polacy. Operując tylko datami, długo nie uświadamiałem sobie, że organizacja polskiej administracji w mieście odbywała się w Wielkim Tygodniu. Grupa wągrowiczan pod przewodnictwem Floriana Kroenki (1909-2004) dotarła do Gorzowie w Wielki Wtorek wieczorem, w Wielką Środę powołano polski Zarząd Miasta i milicję, a w Wielką Sobotę – starosta podzielił powiat na 11 gmin.
W niedzielę natomiast pionierzy wzięli udział w rezurekcji w kościele św. Krzyża, którą odprawił ks. Georg Kamrad (1913-1976), niemiecki wikary, jedyny wówczas duchowny katolicki w mieście. Wszyscy zakonnicy z ul. Brackiej uciekli przed wkroczeniem Armii Czerwonej, zaś proboszcz, ks. Paul Dubiański (1906-1963) przebywał wciąż w Dachau.
Bez sensu jest dywagowanie, czy była to ostatnia niemiecka rezurekcja w Gorzowie, czy pierwsza polska. W pamięci pionierów ks. Kamrad zapisał się jednak jako osoba nie mówiąca po polsku, w przeciwieństwie do przebywających na plebanii rodziców ks. Dubianskiego, którzy nieźle mówili w naszym języku. Konstatacja pionierów jest trochę dziwna, bowiem jak wynika z ówczesnych schematyzmów diecezji wrocławskiej, ks. Kamrad, z urodzenia gliwiczanin, prawdopodobnie Ślązak z pochodzenia, wyświęcony w 1940 r., zaliczany był do duchownych dwujęzycznych. Być może z powodów taktycznych udawał, że nie rozumie po polsku, albo był to rodzaj jego protestu przeciwko temu, co się na jego oczach działo.
Według moich ustaleń nie żyje już nikt z ówczesnych uczestników tamtej rezurekcji, pomijając ewentualnie dzieci, nikt już nie powie, czy podczas tego nabożeństwa zaśpiewano choć jedną pieśń wielkanocną po polsku, choć znając rodaków trudno sobie wyobrazić, by – będąc triumfatorami, panami sytuacji – nie zaznaczyli swej obecności potężnym śpiewem, a przecież grono te było całkiem niemałe, bo oprócz grupy z Wągrowca, także polscy kolejarze w sporej liczbie, Polacy sprowadzeni do Landsberga na roboty, a także autochtoni i emigranci z lat międzywojennych.
Jerzy Zysnarski
Od piątku, 30 stycznia pracownicy Urzędu Miasta Gorzowa Wlkp. będą roznosić decyzje ustalające wysokość podatku od nieruchomości, podatku rolnego, podatku leśnego oraz łącznych zobowiązań pieniężnych na rok 2026.