2019-04-01, Prosto z miasta
Książki, płyty winylowe, kartki pocztowe, naczynka, dzbanuszki, solniczki – te i inne przedmioty ma Lidia Przybyłowicz, była dyrektor wydziału kultury Urzędu Miejskiego.
Po raz pierwszy część z nich pokaże w Galerii w Gablotach w książnicy wojewódzkiej.
- To nie jest żadna pasja, żadne hobby. Niektórzy tak mają, że gromadzą. Moja mama zbierała, moja siostra zbiera, no i ja też zbieram – mówi Lidia Przybyłowicz i raczej nie zgadza się, aby nazywać ją kolekcjonerką. Różne przedmioty po prostu ma i cieszą jej oko.
Zaczęło się od słonika
Niezbieranie różnych przedmiotów, ładnych, jak podkreśla ich właścicielka, zaczęło się od słonika z kości słoniowej z 1935 roku. Trafił do mamy Lidii Przybyłowicz. – Najczęściej takie różne drobne rzeczy przywozi się dzieciom. Jedni je zbierają, inni nie – mówi niekolekcjonerka. Potem ona sama dostała słonika z Turcji i jej zdaniem jest on najładniejszy i najciekawszy w kolekcji, bo wygląda jak zwierz przedpotopowy.
Po słoniku różnych ładnych przedmiotów zaczęło w domu Lidii Przybyłowicz przybywać. – Zadziałała zasada – ładne, to wezmę – opowiada. I jak dodaje, nie pojawia się w tych przypadkach pytanie – po co?
Z czasem, jak zbiór przedmiotów różnych zaczął się powiększać, zaczęły się kłopoty. Bo to wszystko przecież musi gdzieś stać, to trzeba odkurzać, trzeba szukać w domu, który przecież z gumy nie jest, miejsca na kolejne rzeczy. – Utrapienie to jest, ale co zrobić – tłumaczy ze śmiechem ich właścicielka.
A w zbiorze są…
Lidia Przybyłowicz zbiera też rzeczy poważne. – Mam ponad tysiąc książek. Stoją w domowej bibliotece w dwóch rzędach. A jakby coś konkretnego trzeba było znaleźć, to prościej będzie pójść do biblioteki – mówi. Poza tym ma około 400 płyt winylowych, odpowiednio wiele kompaktów – głównie z muzyką klasyczną, choć i inne rodzaje się też znajdą. – Mam ponad 1700 kartek pocztowych i pocztówek. Przechowuję je w długich pudełkach w tapczanie – wylicza. Najstarsza jest z 1918 roku i jest rodzinną korespondencją. – Jak zaczęłam je przeglądać pod kątem wystawy, to odkryłam, jak zajmującą lekturą może być ich czytanie. Bo są tam kartki z różnych miejsc, ale i pocztówki od mojej córki, jeszcze jako dziecka. Wiele różnych historii się przypomina – opowiada. Rodzinny zbiór uzupełniają kartki pocztowe pisane do wydziału kultury Urzędu Miasta z różnych miejsc. – W tych czasach, kiedy tam pracowałam, to każdy zespół, każda grupa, która gdzieś tam jechała, na obóz, na festiwal czy z innej okazji, uznawała za słuszne słanie do nas pocztówek i ja je mam – mówi.
… i takie inne rzeczy też są
Osobną częścią są przedmioty związane z Japonią. Jeszcze w czasach dyrektorowania w gabinecie Lidii Przybyłowicz stał mały japoński ogródek, codziennie zagrabiany zgodnie z nastrojem. Poza tym są i inne rzeczy z Kraju Kwitnącej Wiśni.
- Mam też coś ze 30 solniczek. A to się zaczęło od wizyty w Barcelonie. Znalazłam takie ozdobione motywami z malarstwa Joana Miro i kupiłam. Potem zaczęły przybywać nowe. I co dziwne, choć mam ich dużo i różnych, to na co dzień używamy takiej zwykłej szklanej – tłumaczy.
Kolejna całość to różnego rodzaju naczynka. Na przykład na zużyte torebki herbaciane. – Ja takiej herbaty na sznurku nie pijam, ale naczynka są ładne, nawet bardzo ładne – tłumaczy. Tak samo jest z wazonikami, dzbanuszkami i dziesiątkami innych przedmiotów. Poza tym w domowej niekolekcji jest też srebrny karnecik balowy z małym ołóweczkiem, przedmiot ten należał do mamy Lidii Przybyłowicz, a z użytku na dobre wyszedł z końcem XIX wieku, kiedy skończyła się epoka wielkich balów dworskich i ziemiańskich. Znakomicie, że karnet się zachował i będzie go można zobaczyć właśnie w Galerii w Gablotach.
Zbiór to jednak nie jest
- Nie można tego nazwać zbiorem czy kolekcją. Każdy zbiór ma katalog, jest opisany, usystematyzowany, bywa udostępniany na profesjonalne wystawy. Ja swoje przedmioty po prostu mam. Cieszą moje oczy – tłumaczy Lidia Przybyłowicz.
Informacja, o tym, że zdecydowała się pokazać je publicznie, szalenie podoba się znajomym i byłym współpracownikom. – To tylko pokazuje dystans, jaki Lidia Przybyłowicz zawsze miała do siebie. Inna rzecz, że nie wiedziałam o jej pasji – mówi jedna ze współpracownic byłej dyrektor wydziału kultury. Mało kto wiedział o tym, że pani dyrektor, jak jest ciągle nazywana, ma taką pasję.
Niekolekcję Lidii Przybyłowicz będzie można oglądać w Galerii w Gablotach w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej od 2 kwietnia. Otwarcie wystawy zatytułowanej Zbieractwo? Przyjemność czy utrapienie? rozpocznie się o 17.00. Niekolekcjonerka sama postara się odpowiedzieć na pytania czy to rzeczywiście przyjemność, czy też utrapienie.
Renata Ochwat (posiadaczka małego zbioru książek o Fryderyku II Wielkim Hohenzollern, coś około 60 długopisów różnych firm turystycznych i pół kilometra map oraz przewodników – też niekolekcja żadna)
Od piątku, 30 stycznia pracownicy Urzędu Miasta Gorzowa Wlkp. będą roznosić decyzje ustalające wysokość podatku od nieruchomości, podatku rolnego, podatku leśnego oraz łącznych zobowiązań pieniężnych na rok 2026.