więcej

więcej
Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Dory, Gerarda, Maryny , 24 września 2021

Na przyjęcia, dancingi, lody, kawę…

2021-09-03, Prosto z miasta

Jedne giną, inne się pojawiają. Jest kilka, bez których trudno sobie miasto wyobrazić – gorzowskie restauracje, bary, kawiarnie i inne miejsca, gdzie można coś zjeść.

medium_news_header_31327.jpg
Wenecja Fot. archiwum

Letnia z innymi właścicielami, ale działa. Podobnie jest z Bartoszem. Inne knajpki się pojawiły, zniknęły, jednak cały czas jest sporo miejsc, gdzie można coś zjeść. Warto spojrzeć na kilka miejsc, które się w pewien sposób zapisały w pamięci – czy to źródłowej, czy to osobistej, a po których też już śladu nie ma….

Pierwszy taki był Chmieliniec…

Choć pamięć gorzowian sięga najdalej do Wenecji, to jednak zanim Cafe Voley powstała, w Landsbergu było bardzo wiele różnych knajp i knajpek. Trzeba pamiętać, to były Prusy z pruską kulturą między innymi dotyczącą właśnie gastronomii. W pomroce dziejów wiele z tych miejsc przepadło, o nich się już nie pamięta, zostały zapomniane. Od czasu do czasu jednak wraca w różnych wspomnieniach nazwa Chmieliniec. Może za sprawą oryginalności tego miejsca? Może dlatego, że było to ulubione miejsce sobotnich i niedzielnych wycieczek landsberdżan za miasto?

Hopfenbruch, bo tak się po niemiecku to miejsce nazywało, było między innymi końcowym przystankiem tramwaju, który tam zaczął dojeżdżać od 1899 roku. I gdzie to było? Ano ulica Warszawska, już za obecnym rondem Santockim, po prawej stronie ulicy. Istniała tam restauracja ze stawem, ogródkiem. Miejsce bardzo swego czasu popularne i wydawałoby się, że powinno się ostać, przetrwać zawieruchy dziejowe, ale jednak tak się nie stało..

Czas na Roberta Voleya

Cafe Voley, Polonia, Wenecja to jedno miejsce było, ale w różnych okresach inaczej się nazywało. I jak o Chmielińcu mało kto pamięta, to jednak o restauracji Roberta Voleya jak najbardziej, bardzo wielu. Może nie pod pierwszą nazwą, czyli Cafe Voley, bardziej jako o Wenecji, ale jednak.

Wybudowany w 1921 roku lokal przy dzisiejszej ulicy Sikorskiego, częściowo posadowiony został na rzeczce Kłodawce. Bo był chyba najbardziej elegancki, najbardziej popularny lokal w ówczesnym Landsbergu. Na pewno najbardziej oryginalny. To tu urządzano eleganckie przyjęcia rodzinne, spotkania z okazji ważnych dat. Tu bawiła się cala śmietanka Landsbergu, bo w lokalu działał też dancing.

Tuż przed wybuchem II wojny lokal zmienił właściciela. Kurt Illinger wprowadził występy kabaretowe oraz koncerty orkiestry Maxa Hernsdorfera. I nadal restauracja na wodzie była bardzo popularna.

Wybuch wojny niewiele zmienił w życiu Landsbergu. Mieszkańcy nadal żyli w spokoju, może tylko więcej wojskowych było widać na ulicach. Sytuacja zaczęła się zmieniać po złamaniu frontu na Wschodzie, ale Landsberg nadal w generalności nie odczuwał dolegliwości wojennych. Widać to było na przykładzie Cafe Voley, która absolutnie nie zwolniła trybu działania. Nadal dobrze się tu bawiono. Aż przyszedł początek 1945 roku…

I pora na Polonię

Zanim jednak Polonia otworzyła swoje podwoje, a stało się to na pewno wiosną 1945 roku, 16 maja, jak chcą niepewne źródła, warto zaznaczyć, że niezwykła restauracja nie podzieliła losu innych budynków, które stały na szlaku przemarszu Armii Czerwonej w pogoni za niemiecką armią. Budynek ocalał i dlatego w miarę szybko, bo po pięciu miesiącach od stycznia znów działał. Tyle tylko, że Polonia się nazywał a kierował nim były kelner z „Batorego” Franciszek Śmigielski.

I choć nazwa się zmieniła, a klientela mówiła innym językiem, to nadal była to najbardziej niezwykła, najbardziej luksusowa i najchętniej odwiedzana knajpa w mieście.

Bywali tu wszyscy – rosyjska komendantura, prokuratorzy, handlarze, którzy dorabiali się na poniemieckim majątku, szemrane typy, których na Polskim Dzikim Zachodzie zwyczajnie nie brakowało.

Gwiazdy i legendy

I nie jest istotne, że Polonia nie była pierwszą restauracją w mieście po zakończeniu wojny. Istotne jest to, że była niezwykła, inna, wabiąca. To przecież tu grali najlepsi muzycy. To tu wystąpiła na pewno jedna prawdziwa gwiazda, choć legenda chce, że były dwie.

Tu bowiem wystąpiła hrabina Mary Didur-Załuska. Córka znakomitego polskiego basa Adam Didura miała piękny sopran i występowała na krajowych scenach operowych. Do Gorzowa trafiła z transportem więźniów Ravensbrück. Po podleczeniu miała na tyle siły, aby tu wystąpić. Legenda chce, że na scenie towarzyszyła jej siostra Olga Didur-Wiktorowa, też hrabina, ale po występach na światowych scenach. Niestety, to tylko legenda.

Poza Mary na scenie w Polonii występowało trochę innych artystów, grywano jazz, odbywały się tzw. fajfy, czyli potańcówki o 17.00.

I tak się tu działo, aż kawiarnię zamknięto, a właściciela UB aresztowało i wywiozło do Poznania. Musiało trochę wody upłynąć w Kłodawce, aby kawiarnia znów otworzyła swoje podwoje, już pod nazwą Wenecja. I znów grali tu najlepsi, w tym słynny gorzowski klezmer Marian Klaus, znów było drogo i egzotycznie oraz elegancko. Ale nieremontowana restauracja powoli niszczała, aż przyszedł jej kres. Słynny lokal zamknięto w 1970 roku, a w 1972 został rozebrany.

Pozostał w pamięci gorzowian, na kartach książki „Rubież” Natalii Bukowieckiej-Kruszony, na muralu oraz w monografii jej poświęconej, którą w 2015 roku wydał Miejski Ośrodek Sztuki.

Na rurki i inne smakowitości

Ale przecież takich miejsc, które się pamięta, o których się wspomina, i które przeszły do legendy już nawet za pamięci gorzowian w średnim wieku, jest więcej. Wystarczy choćby wspomnieć Maleńką Róży Aleksandrowicz, kawiarenkę przy Chrobrego, do której pół Gorzowa latało na ciastka i deserki. To też miejsce legendarne, a dziś mieści się tam przychodnia Bicom, która zajmuje się odczulaniem z alergii przy wykorzystaniu niekonwencjonalnych metod. Tylko starzy gorzowianie, przechodząc tamtędy, od czasu do czasu wzdychają – Oj działo się tu kiedyś coś smacznego.

O rzut kamieniem od byłej Maleńkiej jest była kawiarnia Marago (na zdjęciu niżej). Dziś na szczęście mieści się tu jedna z ciekawszych pizzerii w mieście – W Muzycznym. Ale w Marago pijało się kawę, jadało cassaty i inne słodkości. Też miejsce z historią, ciekawymi ludźmi i też już zanurzone w przeszłość. Natomiast W Muzycznym można zjeść pyszne makarony, pizze i jedzenie w tym typie. Sam wystrój jest godny spojrzenia, ponieważ właściciel zadbał o płyty, plakaty muzyczne, dobre pisma kulturalne.

Nieco dalej była Słowiańska (poniżej), restauracja niezmiernie elegancka, która wyróżniała się oryginalnym wyposażeniem autorstwa legendy Gorzowa, Mieczysława Rzeszewskiego. Też swego czasu miejsce bardzo eleganckie, drogie i w którym się bywało. Z biegiem czasu, wraz ze zmianami ustrojowymi i Słowiańska straciła rację bytu. Popadała w coraz gorszą kondycję, aż przyszedł czas, że została zamknięta. I dziś już tylko unikatowego wyposażenia żal, bo nie wiadomo, co się z nim do końca stało. Ale jak w przypadku i innych restauracji i knajpek, starsi gorzowianie z sentymentem wspominają Słowiańską.

Okrąglaka nie ma, Agatka została

Do takich kultowych miejsc - restauracji zaliczał się co prawda bar, ale jednak – Okrąglak. Tu z kolei spotykano się na sałatce owocowej, kawce, sokach. Latem nawet mini ogródek tu stawał. Miejsce też zniknęło, tez nie wytrzymało presji czasu i zmian. Dziś tam jest bank.

Ostała się natomiast kultowa Agata. Bar mleczny działa wiele lat w bloku na rogu Chrobrego i Wodnej. Potem przeniesiony został w inne miejsce. A teraz są dwie Agatki. Jedna z pawilonie wychodzącym na dworzec kolejowy, a druga w słynnym byłym Łabędziu. I jeszcze do niedawna wszyscy dość podejrzliwie patrzyli na to miejsce, ale pod koniec wakacji miejsce owo przerobiła słynna restauratorka Magda Gessler. Obecnie jest tak, że niemal stolik trzeba zamówić, aby w spokoju zjeść ruskie pierogi czy kotlet schabowy.

Takich miejsc wspominanych z sentymentem i nutką nostalgii można w mieście znaleźć jeszcze więcej. To na pewno kilka innych barów i restauracji, to Klub Lamus, to restauracja Sezam, Kosmos, Gorzowianka, to jeszcze inne. To choćby klub Magnat, swego czasu Mekka gorzowskiego środowiska undergroundowego.

Rzeczywistość nie znosi pustki

Jedne miejsca giną, inne powstają. Tak było choćby ze Starą Kawiarnią, kawiarenką na parterze kamienicy przy ul. Łokietka, która kultywowała landsberskie tradycje. Przetrwała cos lekko ponad trzy lata. Trzyma się natomiast kawiarenka Stylowa w bezpośredniej bliskości byłej Maleńkiej. Nawet nie zaszkodziła jej pandemia COVID. Ma także swoich bywalców. Do takich już z uznaniem i stałą klientelą miejsc należy na pewno kawiarnia Zaścianek, miejsce o niezwykłym uroku starego salonu z wygodnymi meblami, dyskretnym oświetleniem.

Ostatnimi czasy przybyło trochę innych lokali – jak dobra pizzeria W Muzycznym, jak pizzeria na parterze byłego Kokosa, jak czeska Hospudka, jak kilka restauracji serwujących sushi. Tak już jest, jeden miejsca znikają, inne powstają. Po jednych zostaje legenda i sentyment. Po innych nie zostaje nic. Nawet okruch pamięci.

Roch

Fot. Archiwum także dzięki uprzejmości Roberta Piotrowskiego, Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej oraz z prywatnych zbiorów autorki

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x