więcej
Echogorzowa logo

wiadomości z Gorzowa Wlkp., publicystyka, sport, żużel, felietony, blogi

Jesteś tutaj » Home » Prosto z miasta »
Jaromira, Augustyna, Ingi , 28 maja 2022

Był sobie gorzowianin z Wągrowca

2022-05-01, Prosto z miasta

Przy różnych okazjach staramy się przypominać sylwetki ludzi, którzy żyli i pracowali w dawnym Landsbergu. 

medium_news_header_33399.jpg

Niekiedy może mało pamiętamy o ludziach, którzy żyli i pracowali w polskim już Gorzowie, a których ślad odciśnięty na naszej ziemi nie powinien ulec zatarciu, mimo upływu lat. Dlatego przypominamy jedną z nietuzinkowych postaci, jaką był niewątpliwie w gorzowskim życiu Paweł Macierzewski, a okazją ku termu jest pewne wydarzenie, które miało miejsce 1 maja 1945 roku.

Z poszarpanej krawędzi niczego

Jeszcze grzmiały działa, jeszcze toczyły się walki, jeszcze ginęli ludzie, którym nie dane było doczekać końca wojny, gdy w polskim Gorzowie rodziło się nowe życie. Także sportowe.                                                                  

1 maja 1945 roku na stadionie przy ul. Myśliborskiej odbył się mecz piłkarski, który już wtedy stał się symbolem. Drużyna polskich kolejarzy zmierzyła się z zespołem złożonym z frontowych żołnierzy Armii Radzieckiej.

Takie były oficjalne narodziny sportu na Ziemi Lubuskiej. Jednym z najwybitniejszych jego organizatorów i krzewicieli był Paweł Macierzewski, człowiek, którego zasług trudno przecenić.

Urodził się w 1917 roku w Wągrowcu. W 1932 roku wstąpił do Robotniczego Klubu Sportowego Nielba, w którym gra w piłkę nożną, biega na krótkich i średnich dystansach, pływa kajakiem i namiętnie boksuje. Jest sportowcem wszechstronnym i ciekawym świata. Nie wystarcza mu aktywność ograniczająca się do dbałości o własną tężyznę fizyczną i swój rozwój sportowy. Na specjalnych kursach zdobywa uprawnienia instru­ktora boksu i lekkiej atletyki. Jego dalszą karierę sportową i pracę w starostwie przerywa wojna.

Kampania wrześniowa... niewola pod Sochaczewem... bataliony robocze... szpital i powrót do rodzinnego Wągrowca.

Teraz chodzi o przetrwanie. Jednym ze sposobów jest uprawianie sportu. Jak? Gdzie? Najlepiej w pobliskim lesie. Tu grają w piłkę, biegają po ścieżkach i zawzięcie boksują. Cały czas bacząc na to, by Niemcy ich tam nie nakryli. Często muszą się salwować ucieczką. Raz nie zdążyli. Piłka i rękawice bokserskie stają się powodem aresztowania pod zarzutem... szpiegowania. Na szczęście, po dwóch dniach tłumacze­nia, odzyskują wolność z przykazaniem na drogę, że jeśli te spotkania się powtórzą, to staną pod ścianą i będzie po nich. Praca w karnych grupach roboczych, które w czasie wolnym od normalnej pracy kopały rowy, okopy ma ich wyleczyć ze sportu. Nie wyleczyła...

Po wyzwoleniu Wągrowca, odpowiadając na apele nowej władzy zostaje kolejarzem, choć z koleją nigdy wcześniej nie miał nic wspólnego. Trzeba było pomóc w organizo­waniu i normalizowaniu życia na terenach wyzwolonych, co leżało w interesie walczą­cych wojsk radzieckich i polskich. Szczególnie ważne było sprawne funkcjonowanie transportu kolejowego, systematycznie niszczonego przez cofające się oddziały niemiec­kie oraz naloty bombowe. Nie wahał się ani przez chwilę.

17 lutego 1945 roku jest w 18-osobowej grupie kolejarzy kierowanej przez Włady­sława Zastrożnego, która otrzymuje polecenie służbowego wyjazdu na Ziemie Zachod­nie, do polskiego już Gorzowa, gdzie mają za zadanie uruchomić komunikację kolejową na trasie Krzyż - Kostrzyn. 19 lutego po 48-godzinnej podróży docierają do celu, akurat w momencie nalotu bombowego na obiekty kolejowego węzła. Są pierwszymi i praktycznie jedynymi Polakami... Pionierzy. Witają ich ruiny i pożogi.

Paweł Macierzewski nie oswoił się jeszcze z nową pracą, gdy został zastępcą naczelnika parowozowni. Kolejarze usuwają zniszczenia wojenne, szkody po nocnych bombardowaniach, gromadzą sprzęt, naprawiają parowozy i wagony. Brakuje ludzi, sprzętu... Zagrażają im niedobitki niemieckiej armii i naloty... Dookoła trwają jeszcze walki... Skoszarowani, z bronią w zasięgu ręki dwoją się i troją, aby na pobliski front docierały transporty z bronią, amunicją i żywnością, aby z frontu do szpitali mogli dojechać ranni i kontuzjowani.

W wolnych chwilach, których z czasem jest coraz więcej, bo i kolejarzy w Gorzowie przybywa, grają w piłkę nożną. To jedyna rozrywka. Plac w obecnym Parku Róż służy im za boisko, a chętnych do gry nie brakuje.

- Kiedy więc na spotkaniu z komendantem wojennym miasta, płk. Dragunem omawiano obchody dnia 1 Maja, zaproponowałem rozegranie meczu piłkarskiego pomiędzy kolejarzami a drużyną wojsk radzieckich stacjonujących wtedy w Gorzowie - mówił P. Macierzewski. - Pomysł zyskał akceptację i zaczęliśmy się rozglądać za sprzętem sportowym. Od ludzi, którzy posiadali własne lub poniemieckie rzeczy kupiliśmy 7 par butów piłkarskich oraz 2 piłki. Za ochraniacze służyły nam zwykłe zeszyty szkolne, a kostiumy w narodowych barwach zostały uszyte z białych prześcieradeł i czerwonych poszew.

Spotkanie odbyło się na dzisiejszym stadionie Stilonu. By je rozegrać, trzeba było zasypywać rowy strzeleckie i przeciwlotnicze, którymi boisko zryte było wzdłuż i wszerz. Kolejarską brać reprezentowali: w bramce Kazimierz Bagrowski, w obronie Walenty Sobieralski i Alojzy Bauza, w pomocy Roman Maciejewski, Zdzisław Staszak oraz Paweł Macierzewski, a linia ataku to Kazimierz Piasecki, Stefan Rębacz, Stanisław Macieje­wski, Kazimierz Sztorch i Feliks Chojnacki. W drugiej połowie meczu wystąpili także Marian Wojtczak oraz Franciszek Niczka. Sędziował Karol Lamprecht. Kolejarze przegrali 1 : 2, a pierwszego gola na wagę symbolu dla polskiej drużyny zdobył Stanisław Maciejewski, w latach czterdziestych i wczesnych pięćdziesiątych bodajże najlepszy piłkarz Gorzowa.

Po tym pierwszym meczu przyszły następne.

14 maja z inicjatywy Pawła Macierzewskiego odbyło się zebranie, na którym podjęto uchwałę o powołaniu do życia Kolejowego Klubu Sportowego Gorzów z następującymi sekcjami: piłki nożnej z P. Macierzewskim jako jej kierownikiem, lekkiej atletyki - kierownik Bernard Majchrzak, bokserską - kierownik Walenty Sobieralski, strzelecką - kierownik Gustaw Budrewicz, tenisa stołowego - kierownik P. Macierzewski. Prezesem klubu został Zygfryd Wawrzyniak, wiceprezesami Jan Gryszko i Kazimierz Lubiński, sekretarzem Władysław Zastrożny, zastępcą sekretarza Stanisław Hopcia, skarbnikiem Józef Kozłowski, zastępcą skarbnika Bronisław Gozdalski, gospodarzem sprzętu Stefan Balcerek. W skład komisji rewizyjnej weszli: Gustaw Budrewicz jako przewodniczący oraz Franciszek Witkowski i Walerian Glugla jako członkowie.

Najprężniej rozwijała się sekcja piłkarska. Drużyna KKS już 21 maja 1945 roku rozegrała oficjalny mecz, mając za przeciwnika zespół złożony z miejscowych milicjan­tów. Później były spotkania z drużynami wojsk radzieckich i polskich, Krzyża, Między­chodu. Rok 1945 sekcja piłki nożnej zamknęła następującym bilansem, według kroniki klubu: „meczów piłkarskich 21, w tym wygranych - 12, przegranych - 7, remisów – 2”. Jaki inny klub powstały w owym czasie można pochwalić się taką ilością spotkań?! Mimo iż piłkarze kolejowego klubu nie bardzo mieli w czym i czym grać, o czym świadczy sprawozdanie z działalności sekcji za 1945 rok, w którym m. in. czytamy: „Dziś sekcja posiada zakupionych: 7 par butów piłkarskich, 2 piłki nożne, 11 kompletów mundurków, 1 książkę statutową PZPN, 2 pary kolczatek, 1 parę mesztów, 2 pary rękawic bokserskich, 1 stoper”.

Paweł Macierzewski jest motorem napędowym kolejarskiego i gorzowskiego sportu. Gra w piłkę nożną i walczy na ringu, prowadzi treningi bokserskie i pełni funkcję sędziego zawodów lekkoatletycznych, organizuje sportowe imprezy i... normalnie pracuje zawo­dowo. Jest właściwie wszędzie tam, gdzie coś ciekawego się dzieje. Robi niemal wszystko, co tylko pionier może robić. Nawet śpiewa w chórze.

Rosną szeregi sportowców, pojawiają się nowi działacze kolejowego klubu, w którego nazwie pojawi się z czasem słowo: Warta. Walerian Daleszyński, Józef Mogiła, Edward Odoj, Kazimierz Górny, Brunon Szulwic, Stefan Studziński... Wszystkich i tak nie sposób wymienić.

Za przykładem kolejarzy idą inni. Jeszcze w 1945 roku powstaje klub OMTUR, w 1947 zawiązano RKS Chrobry, KS Gorzovia, PZInż. /późniejsza Stal/ oraz koło sportowe Jedwab-Włókniarz, które w 1950 roku stało się Unią. W 1948 roku narodził się KS Budowlani, a później GKS Gwardia. W latach 50-tych pojawi się KS Sokół i SKS Admira...

Pierwszy jednak był Kolejowy Klub Sportowy, a w nim pierwszymi byli piłkarze, którzy na mecze jeździli otwartymi wagonami kolejowymi, na platformach bez plandeki, często od razu po pracy, prosto z parowozu porywani przez kolegów. W 1946 roku piłkarze KKS wystartowali w rozgrywkach PZPN klasy „C”. W inauguracyjnym meczu na stadionie przy ul. Myśliborskiej pokonali KKS Piła 2:1. I tak piłkarska karuzela rozkręciła się na dobre.

Swoje dobre i złe chwile przeżywają także inne sekcje. Jedne rozkwitają, inne zamierają, w ich miejsce pojawiają się nowe. Gorzowskie pływanie, kolarstwo, podno­szenie ciężarów, piłka ręczna kobiet i mężczyzn, łucznictwo - właśnie w Warcie mają swoje początki. Podobnie jak lekka atletyka, tenis stołowy, boks, szachy, szermierka, koszykówka, siatkówka... Czego w KKS nie było?!

Z Wartą w różnych okresach związani byli m. in. Robert Wójcik - ciężarowiec, który w 1966 roku jako pierwszy Polak zaliczył 500 kilogramów w trójboju: Marian Filipiuk - biegacz, olimpijczyk z Tokio, Edmund Migoś - znakomity kolarz, Danuta Cymer -reprezentantka Polski w rzucie dyskiem, Jan Pucher - reprezentant kraju w biegach średnich i długich oraz plejada późniejszych trenerów i działaczy - bracia Kulczyccy, Michał Kaniowski, Ryszard Nieścieruk, Ryszard Łuczak, Gerard Nowak, Lech Lastowski i Józef Rutkowski, Zenon Kowalski i Bogdan Znój, Kazimierz Wierchowicz i Jan Znój, i wielu, wielu innych, którzy z warciańskim rodowodem tworzyli nowe sekcje, nowe drużyny w innych klubach.

Tak rodził się gorzowski sport... Z poszarpanej krawędzi niczego... Nie można zapomnieć więc zasług takich ludzi jak Paweł Macierzewski, którzy w tamtych latach odegrali ogromną rolę w tworzeniu i rozwijaniu jednej z najwspanialszych dziedzin ludzkiej aktywności. Zresztą, pan Paweł pozostał aktywnym działaczem nawet po przejściu w 1978 roku na emeryturę. Znany był szczególnie w środowisku piłkarskim, był honorowym prezesem GOZPN. Za swą kilkudziesięcioletnią działalność sportową otrzymał mnóstwo odznaczeń, dyplomów, nagród, medali i listów. Najwyżej jednak cenił list od św. Mikołaja, otrzymany 6 grudnia 1945 roku, z życzeniem... wybudowania kortu tenisowego. Do listu dołączono dwie rakiety tenisowe i sześć piłek. Nie było rady, kort musiał powstać, i powstał, na placu koło dzisiejszego Muzeum Okręgowego przy ul. Warszawskiej. Paweł Macierzewski nigdy się nie dowiedział kto był nadawcą tej oryginalnej przesyłki, która pięknie zaświadcza o roli jaką wówczas i później w Gorzowie odgrywał.

Zmarł 29 grudnia 1992 roku. Pozostała po Nim nie tylko pamięć. Pozostało znacznie więcej, choć czas nieubłaganie zaciera Jego ślady.

Jan Delijewski

„Przygody ze sportem”, Agencja Dejamir, 1995 r.

X

Napisz do nas!

wpisz kod z obrazka

W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych i na potrzeby wtyczek portali społecznościowych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki.
Zrozumiałem, nie pokazuj ponownie tego okna.
x